„Mój cel? Zamienić tę iskierkę w ogromny płomień”- o tym, jak Kosmo odziedziczył najlepszych fanów we Wszechświecie

Witam,

nareszcie mamy nowy wywiad (w sumie to można by go nawet ochrzcić mianem „pierwszego” wywiadu 🙂 ) z Jukką „Kosmo” Krogerem. Tym razem tłumaczenie nie zajęło tyle czasu co w przypadku pana Valo, a i miło było się dowiadywać czegoś o nowym członku zespołu.

Poczytajcie sami dlaczego m.in. Jukka ma ksywkę Kosmo, co powiedział mu Gas, kiedy dołączył do zespołu i jak to się w ogóle stało, że tam trafił.

SPOILER:  rozmowa kwalifikacyjna odbyła się w barze 😛 Hehe

467

Do zespołu HIM dołączył niedawno, a my mieliśmy zaszczyt przeprowadzić z nim wywiad. Mowa oczywiście o perkusiście Juce „Kosmo” Krögerze, którego miałam okazję poznać i zobaczyć na żywo podczas koncertów w Warszawie i Gdańsku.

Witaj Jukka, dziękuję bardzo, że się zgodziłeś odpowiedzieć na kilka naszych pytań. Po pierwsze, witamy w himowej rodzinie. Chcielibyśmy poznać cię nieco lepiej… Kiedy i jak zaczęła się Twoja pasja do muzyki? Kto zainspirował cię do rozpoczęcia kariery jako perkusista? Czy grasz także na innych instrumentach?

Cóż, witam i dziękuję bardzo! To ogromny przywilej być częścią tego niesamowitego świata, jakim jest himowa rodzina. I dziękuję za wasze ciepłe powitania i życzenia! Jestem zaszczycony i brak mi słów…

Wracając do tamtego dnia, pamiętam, że miałem jakieś sześć lat czy coś koło tego. Mój kuzyn Tommi i ja skakaliśmy na sofie, grając na rakietach tenisowych piosenkę W.A.S.P – „I wanna be somebody”. W zasadzie nie mieliśmy nawet bladego pojęcia o czym oni śpiewają… Ale zgaduję, że był to moment, w którym wszystko się zaczęło hehe! 🙂
Zacząłem grać na poważnie mając 12 lat. Najpierw byłem gitarzystą basowym, ponieważ Cliff Burton z Metalliki był taki niesamowity! Lecz rok po tym dostałem swoją pierwszą prawdziwą perkusję i gitarę.
Jako perkusistę i muzyka zainspirowało mnie wiele osób, ale są dwie, które utkwiły mi w pamięci i to one zainspirowały mnie do perkusji na samym początku.

Pierwszą z nich był nasz pierwszy perkusista w zespole i jednocześnie mój przyjaciel, Jani Soikkeli. To było w roku 1993, kiedy byłem basistą. Podczas naszej pierwszej próby w garażu naszego gitarzysty, Jani zaczął grać na perkusji – byłem po prostu pod wielkim wrażeniem! Jak ktokolwiek może grać tak wspaniale na perkusji? A miał wtedy z jakieś 12 lat 🙂

Drugą rzeczą, jaką pamiętam, to zespół z mojego miasta, który nazywał się Ferox. Grywał jakiś szybki speed/trash metal, a ich perkusista Zeba miał super wielki i wspaniały biały zestaw perkusyjny Tama’s Lars Ulrich z dwoma bębnami, miliardem tonów i talerzy, w które uderzał jak szalony. To było takie wow… do diabła, też tak chciałem!
Słuchałem dużo wczesnej Metalliki, Anthrax, Iron Maiden, Testament, Stone, Slayer, Nirvana itp. Dorastałem więc w atmosferze trash grunge’u późnych lat 80., wczesnych 90.
Ale jeśli miałbym wskazać perkusistów, którzy mnie zainspirowali, to byliby to: Gene Hoglan, Buddy Rich, Charlie Benante, Dave Lombardo, Paul Bostaph, Pukomaster z Vox Flatus, mój przyjaciel Jani Soikkeli, Frost z Satyricon, Sam Kuoppamaki z Kingston Wall, Tohtori Hillilä z Tuomari Nurmio… Cóż, lista mogłaby się ciągnąć w nieskończoność.
Tak, zacząłem grać na gitarze w tym samym czasie, co na perkusji i staram się grać zawsze, kiedy mogę. I tak, Pantera Dimebag Darrel jest moim królem! 🙂

461

Dlaczego “Kosmo”? Skąd się wzięła ta ksywka?

Z powodu serialu telewizyjnego “Seinfeld” (Polski tytuł to „Kroniki Seinfelda”). 🙂 Gdzieś w 1999, tak mi się wydaje…
Zdałem sobie sprawę, że jeden z bohaterów serialu – Kramer – miał na imię Cosmo i pomyślałem: „Co za super imię!” i wtedy lider zespołu FM2000, Rota, zaczął mnie tak nazywać, ale z literą K jak w stylu rosyjskich kosmonautów.

W jakich zespołach grałeś przed HIM?

Po tych wszystkich wczesnych kapelach w latach 1993-1998 założyliśmy w 1999 zespół “FM2000”. Grałem w nim prawie 11 lat, nagraliśmy wiele albumów oraz daliśmy wiele koncertów i odbyliśmy sporo tras. Musiałem odejść z zespołu, ponieważ nie miałem tyle czasu, ile wymagali i nie miałem tyle sił, aby skupić się jednocześnie jako perkusista na dwóch aktywnych, grających i nagrywających zespołach.
W 2007 dołączyłem do Herra Ylppo&Ihmiset, nagraliśmy cztery pełne albumy i odbyliśmy cztery duże trasy koncertowe po Finlandii w 2007 i 2014.
Inne projekty “na boku” jako perkusista to w VIHA (2004-), Split Cranium (2010-2015).
Jako gitarzysta grałem w takich zespołach jak Verine (1999-) oraz Maple Cross (2010-).

Nie jest łatwo dostać się do grupy i zastąpić historycznego członka zespołu, to ważne „przekazanie pałeczki”: jak zaczęła się Twoja przygoda z HIM? Czy mógłbyś powiedzieć nam, w jaki sposób zostałeś „zatrudniony”?

Tak, chylę czoło przed wszechmogącymi Gasem i Pätką oraz ich wspaniałym stylem grania!!
Tak, i przejąłem pałeczkę i dbam o nią z dumą i chwałą a także utrzymuję ten żarzący się płomień zawsze i nieprzerwanie! 🙂 Pamiętajcie, muzyka nigdy nie umiera 🙂
To dziwna sytuacja, ponieważ Gas był w zespole 16 lat i wszyscy członkowie znali się od kiedy byli małymi chłopcami w Helsinkach, a potem, po tych wszystkich płytach, trasach, sukcesach itd. przyszedł chłopak z północy, znikąd, żeby zagrać razem trochę muzyki… Ale wszystko układa się wspaniale!

Podczas pierwszych spotkań i prób wszystko zgrało się naturalnie, cała ta chemia – jakbym grał w zespole przez cały czas. To było niesamowite!
A fani również są NIESAMOWICI!

DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM BARDZO za wszystko – za prezenty, rysunki, wiadomości, pozdrowienia, wszystko! Jestem zaszczycony i brak mi słów!

Gas umieścił pozdrowienia na facebooku: „Odziedziczysz” najlepszych fanów we wszechświecie. Baw się dobrze bracie!”, co było naprawdę miłą i wspaniałą rzeczą z jego strony. Gas jest bardzo sympatyczny i ma największe serce we wszechświecie!! I, do diabła, nie pomylił się co do fanów HIM, wiedział o nich wszystko! Szacunek bracie! 🙂

To było POWALAJĄCE!
Zatrudniony, tak. Wszystkie zaszczyty powinny przypaść moim kumplom z zespołu Herra Ylppo oraz Janne Joutsenniemi, którzy przyjaźnią się z chłopakami z HIM i byli na tyle mili, że mnie zachwalali przed Ville i Burtonem oraz resztą himowej rodziny, że powtarzali, że jestem bardzo zainteresowany i dostępny dla HIM. Ville napisał do mnie w marcu z zapytaniem czy jestem zainteresowany. Wszystko we mnie krzyczało: „JASNE, ŻE JESTEM ZAINTERESOWANY!”

Potem spotkałem się w tym samym tygodniu z Ville i Mige w jakimś barze w Helsinkach, usiedliśmy i porozmawialiśmy – coś jak „pierwsza randka” i wtedy otrzymałem także 10 piosenek do nauczenia się. „Zobaczymy jak będzie”- powiedzieli. Pierwsze próby odbyły się w kwietniu i wszystko poszło bardzo dobrze! 🙂

 

465

Uwielbiamy Twoją energię, podążamy za HIM przez kilka lat i zauważyliśmy jakby na nowo rozpaloną iskierkę. Co o tym myślisz?

Dziękuję bardzo za te miłe słowa! Cóż, to wspaniała rzecz, usłyszeć coś takiego! Jako nowy perkusista i nowy członek tego wspaniałego zespołu, moim celem jest zamienić tę iskierkę w najwyższy płomień, znów i znów, z nowym duchem, pozytywnym zakręceniem, rozpalić tę iskrę w zespole, aby napełnić nową energią każdego jego członka, tworzyć niesamowitą muzykę, nagrywać razem, koncertować bez limitów!

Czy dobrze się bawisz podczas tej trasy? Spodziewałeś się takiego powitania przez fanów? Co odczuwałeś w ostatnim czasie? Jakie towarzyszyły ci emocje? Czego się spodziewasz?

Tak, dobrze się bawię, każdą częścią mojego ciała i duszy! To było niesamowite! Jak Gas powiedział wcześniej, zostałem ostrzeżony, ale nie spodziewałem się, że to będzie NAPRAWDĘ TAKIE OGROMNE!

DZIĘKUJĘ! KOCHAM WAS WSZYSTKICH! 🙂

Czego się spodziewać…- hm, tego, co mogę sobie wyobrazić 🙂
Mnóstwa wspaniałych koncertów dookoła świata, a także koncertowania w miejscach, gdzie HIM nie grał jeszcze nigdy wcześniej i tworzenia wspaniałej nowej muzyki oraz nagrywania razem z moimi nowymi przyjaciółmi jako zespół bez ograniczeń! 😀

Dziękujemy za wszystko i życzymy wszystkiego najlepszego podczas Twojej nowej przygody. Do zobaczenia na następnym koncercie!

Interview: Marianna Piersante

Revision and translation by:  Claudia Micacchioni, Marianna Piersante, Floriana Pugliese, Katia Arduini, Fabiana Urbisci.

Źródło:  Heartagram Faith

Tłumaczenie na polski: Catherine Noir

Korekta: Mel

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

„Jestem idealistycznym cynikiem” – wywiad z Ville

Witajcie,
Ehhh znów miałam przyjemność posiedzieć trochę nad tłumaczeniem wywiadu. Jak ja uwielbiam te filozoficzne wywody pana Valo, jego rozległe wypowiedzi i słowa, o których pojęcia nie mam, jak je przetłumaczyć 😀

Ale ostatecznie zawsze jednak stwierdzam, że inteligentny z niego facet i czasem tak sobie myślę – jak ja bym chciała sobie z nim pogadać o jego filozofii życia i poglądach na pewne sprawy 🙂

Tymczasem poniżej możecie poczytać, co Ville sądzi o… miłości (jakżeby inaczej :P), o tym czy się kiedykolwiek nawróci oraz kim tak naprawdę jest, kiedy schodzi ze sceny.

396

W czasach pozbawionych wielkich miłości trudno zbudować artystyczny wszechświat oparty na uczuciu, które – wydawałoby się – wyszło z mody. Na zawsze minęły dni Romea i Julii, Lancelota i Ginewry, a nawet Ricka i Ilsy („Casablanca”) czy Jaya i Daisy („Wielki Gatsby”).
W naszym stuleciu brakuje jednej wielkiej historii definiującej miłość. Dla sentymentalnych serc ostatnie 100 lat były nudne, jeśli chodzi o delektowanie się sztuką skoncentrowaną na pasji, pożądaniu i ludzkich uniesieniach. Najbliżej znaczącego romansu była interpretacja relacji księcia Vlada i Miny autorstwa Francisa Forda Coppoli w filmie „Dracula”.

Jest jeszcze HIM. Fiński zespół zrekonstruował dawno utracone tropy wspaniałej starożytnej miłości i zawarł je w piosenkach, tworząc niepowtarzalny muzyczny idiom, który łączy cechy gotyckiej ballady i metalowego lamentu. Panowie z zespołu nazywają to love metalem – nie bez powodu. W czasach, które pozwoliły umrzeć wielkiej miłości, Finowie umieszczają serce we Frankensteinie współczesnego rocka, dając mu życie oraz solidny dźwiękowy szkielet.

Mieliśmy szansę porozmawiać o esencji miłości, absolutach, idealizmie i mandalach ze Świętym Patronem Love Metalu we własnej osobie – Villem Valo – wokalistą i głównym kompozytorem fińskiej formacji HIM. Zespół obecnie koncertuje po Europie, mając za sobą pierwszą część trasy, która obejmowała kraje takie jak Niemcy, Polska, Rumunia czy Węgry, a teraz jest gotowy dać kilka lokalnych show w rodzimej Finlandii, uprzednio zahaczając o Rosję.

433

Co wspólnego mają metody dedukcji Sherlocka Holmesa z cynizmem noszącym ślady egzorcyzmów? Jak będzie brzmieć nowa płyta po odejściu Gasa Karppinena z zespołu? W jaki sposób brak wiary prowadzi do pięknych metafor na temat świętego porządku, i dlaczego Ville postrzega siebie poza sceną jako obcego? Odpowiedzi na te i inne pytania otrzymacie w naszym nowym wywiadzie z jednym z najbardziej czarujących i inteligentnych frontmenów świata rocka.

457

W 2006 roku graliście po raz pierwszy w Rumunii i krótko po tym w 2007 ukazała się najmroczniejsza jak do tej pory płyta “Venus Doom”. Można odnieść wrażenie, że od tamtego czasu HIM znalazł światełko na końcu tunelu, estetycznie mówiąc. Wasza muzyka stała się bardziej „optymistyczna”, bardziej świetlista. Jak doszło do tej zmiany?

To bardzo dobre pytanie. Jeśli mam być z tobą szczery, myślę, że każdy następny album jest kamieniem milowym. Nagranie czegoś optymistycznego kończy się przeważnie stworzeniem czegoś smutnego, ponieważ powtarzanie tych samych kroków, tego, co właśnie zrobiłeś, jest nudne. Dorastałem pośród różnej muzyki, tak jak reszta chłopaków. Album „Venus Doom” skupia w sobie oldschoolową estetykę My Dying Bride oraz innych zespołów, które wciąż należą do moich faworytów, tworząc moje top 20. Nie sądzę, aby istniał dokładny powód czy decyzja, dlaczego zrobiliśmy to czy owo w taki, a nie inny sposób. Myślę, że fajne w HIM jest to, że ciągle próbujemy odnaleźć balans pomiędzy rzeczami podnoszącymi na duchu a ich przeciwieństwem.

Każda z waszych płyt ma odrębną tożsamość. „Tears On Tape” wydaje się najbardziej elektryzująca, złożona z poprzednich elementów. Jak myślisz, jak będzie wyglądała jej następczyni? Co ją zdefiniuje?

Nie da się ukryć, że teraz wielką zmianą w zespole jest nowy perkusista. Dzisiaj (31.07.15) zagramy z nim drugi koncert, więc ciągle jesteśmy w fazie „miesiąca miodowego”. Jestem pewien, że ta zmiana wpłynie na wszystko. [Kosma] ukształtowały zupełnie inne wpływy niż Gasa, nawet jeśli pochodzą one z tego samego świata muzyki metalowej. Perkusista jest wspaniałym gościem i zaraża nas nowo znalezionym, większym – czy jakkolwiek chcesz to nazwać – optymizmem. Reszta okaże się z czasem. Zacząłem składać ze sobą to i owo będąc w domu, coś jakby szkielet pomysłów, które nie zostały jeszcze zrealizowane. Trudno powiedzieć, jak zabrzmi nowy krążek, ponieważ budząc się w poniedziałkowy ranek chodzi mi po głowie coś w stylu Type O Negative, a następnego ranka we wtorek już chciałbym nagrać coś w stylu Turbonegro. To ciągły proces i sądzę, że to wspaniałe i ważne, ponieważ oznacza jednocześnie, że nigdy nie jesteśmy pewni, jak wszystko będzie brzmiało, dopóki album nie będzie ukończony. To nas trzyma w ryzach – ciągła walka… ale bardzo wyrozumiała.

Czy z nowym perkusistą, Jukką Kosmo Krögerem, czujecie się, jakbyście rozpoczęli nowy związek po zakończeniu długiego romansu? Czy czujesz ukłucie żalu, stojąc na scenie z Kosmem bez Gasa? Jakie to uczucie?
Myślę, że to wyzwanie. Jesteśmy za starzy, by odczuwać smutek (śmiech). Ostatecznie Gas był z zespołem przez dobre 15 lat i miał swoje powody, aby odejść. Przyznanie, że nie potrafisz włożyć już w coś całego serca, wymaga sporej odwagi. W pewnym sensie jego decyzja nie złamała nam serca, choć może była nieco smutna. Gratuluję mu jej, ponieważ nie została podjęta z miejsca, nie była kaprysem, a i tak zmieniła jego życie o 180 stopni. To wymaga odwagi. Ostatecznie to powiew świeżego powietrza, który niesie za sobą natychmiastowe zmiany i będzie miał wpływ na przyszłość. Sądzę, że do przeszkód trzeba podejść z pozytywnym nastawieniem. Jeśli miałbyś mieć złamane serce za każdym razem, gdy natrafisz nawet na małe utrudnienie, nie mógłbyś opuścić swojego mieszkania. Wierzę, że przeciwności pojawiają się na naszej drodze, abyśmy byli zmuszeni je rozwiązać – to ważne dla rozwoju zespołu i każdego człowieka. Więc tak, uważam, że to wciąż rozwijający się proces.

446

HIM jest zespołem przez jednych uwielbianym, przez innych ostro krytykowanym, z jednej strony czczonym, ale z drugiej bardzo źle rozumianym. Jak myślisz, dlaczego reakcja na waszą sztukę jest tak spolaryzowana?

Pochodzimy ze zwariowanego kraju… Dziwnego miejsca zwanego Finlandią. Nigdy nie daliśmy się skłonić nikomu do niczego, Finowie słyną ze swojego uporu. Zrobią dokładnie tak, jak chcą – bez kompromisów. Mogą jednakże być także uparci w swych wadach i to jest niekoniecznie dobre. Myślę, że ludzie mogą uznać to za piękne, wspaniałe lub idiotyczne. Poza tym, królestwo hard rocka jest wciąż bardzo silnie napiętnowane – może nie mizoginią – ale pierwiastkiem bardzo, bardzo męskim – a my nie jesteśmy Manowarem, który posiada najszybszego basistę świata. Zawsze będzie coś, czego ludzie będą od nas oczekiwać. Postrzeganie muzyki jako sportu to domena metalowców – ten, kto gra najszybciej i najgłośniej, jest najbardziej cool, co – szczerze – nie ma za wiele sensu.

 

Czy to zbyt daleko idące stwierdzenie, że wielu krytyków potajemnie słucha twojej muzyki w piwnicy i roni przy niej łzy?

Trudno powiedzieć. Wielu metalowców kocha pop, ale to właśnie metal jest psychicznym katharsis. Granie czy słuchanie czegoś, co sprawia, że dzwoni ci w uszach, jest naprawdę piękne samo w sobie, ale ostatecznie to tylko jedna część muzycznego świata. Wielu ludzi zawsze powtarza, że dobrze jest znać swojego wroga; dobrze jest studiować muzykę w całej jej różnorodności, studiować życie w ogóle, aby wybrać dla siebie to, co najlepsze, a nie zamykać się w politycznej, muzycznej czy innej światopoglądowej szufladce.

Skoro wspomniałeś wcześniej o rockowej męskości, pomówmy trochę o miłosnym aspekcie w love metalu. Miłość, jaką spotykamy w twojej muzyce, jest swego rodzaju absolutem – wyidealizowana i bardzo głęboka. To miłość z „Romea i Julii”, „Tristana i Izoldy” i wielu innych klasycznych opowieści. Czy ta perfekcja znajduje odzwierciedlenie w twoim życiu czy jesteś raczej bardziej cyniczny?

Jedno i drugie. Jestem idealistycznym cynikiem (śmiech). Myślę, że każdy powinien mieć w sobie odrobinę cynizmu i sarkazmu, czy jakkolwiek to nazwać. Odrobina samokrytycznego humoru jest konieczna, ponieważ życie samo w sobie jest poza kontrolą kogokolwiek. Musisz po prostu z tym żyć. Jednocześnie nie oznacza to, że nie możesz mieć ideałów albo czegoś, do czego zmierzasz… Wiesz, to długa podróż, która składa się z wielu mniejszych etapów; zmierzanie do celu jest znacznie ważniejsze niż samo jego osiągnięcie. Tak samo jest z miłością, bólem, cierpieniem czy czymkolwiek. Mam coś takiego, co lubię nazywać „sherlockową metodą wykluczania”. Bierzesz miłość, a idealistyczna wersja miłości jest miłością pozbawioną całego tego gówna, które ją otacza. Więc zasadniczo starasz się oddzielić wszystko, co nieistotne, pozbyć się tych śmieci dookoła, aby zobaczyć czystą formę czegoś, co dodaje otuchy w trudnych chwilach, oraz aby następnym razem docenić samą esencję – czy jakkolwiek chcecie to nazwać. To brzmi trochę zakręcenie i dziwnie, wiem, ale dlaczego nie śpiewać o czystej miłości i jej esencji. Dlaczego miałbym śpiewać o każdym innym rodzaju miłości. To jak medytacja. Moją mandalą jest miłość, że tak powiem. To coś na czym możesz się skoncentrować. Koncentrujesz się na czystej formie, aby zapomnieć o sobie i otaczającym świecie, co doprowadza cię do eskapizmu, czym muzyka jest w jej najczystszej postaci. Zapominasz o problemach codzienności słuchając jakiejkolwiek muzyki, co w moim przypadku zawsze było oczyszczające. Słuchanie ostrej muzyki lub muzyki postrzeganej jako smutna zawsze było oczyszczające. To dziwne, ale na tym polega magia muzyki. Nie wiem dlaczego Black Sabbath sprawia, że ludzie są szczęśliwi, przecież ich piosenki są smutne, fatalistyczne i mroczne. Logicznie biorąc, powinno być na odwrót.

Jeśli chodzi o „sakraln454e” elementy w twoich piosenkach – całkiem sporo nawiązań do religii znajdziemy w takich utworach, jak “The Sacrament”, “In The Nightside of Eden” czy “Heartkiller”. To dość ciekawe, zważywszy na to, że jesteś ateistą. Skąd się wzięła fascynacja taką symboliką skoro jesteś „abstynentem wiary”?

Cóż, koncepcja „aktu wiary” czy koncepcja samej „wiary” jest w zasadzie piękną rzeczą, a nie posiadanie jej sprawia, że pragnę jej jeszcze bardziej. To nie jest coś, co się dostaje, z czym się rodzisz. Ludzie pełni wiary oraz znajdujący pociechę w czymś, czego nie rozumiem – to w moich oczach coś cudownego. Przez wieki, wspierani wiarą, tworzyli piękną sztukę. To dla mnie fascynujące, wymagające uznania. Uważam, że to wspaniałe, ale postrzegam siebie jako przybysza z zewnątrz, który zerka do środka. Zgaduję, że podobnie rzecz się ma z wieloma innymi tematami. Patrząc z boku, jestem zdolny do wnikliwszej analizy, ponieważ nie jestem mocno zaangażowany – przynajmniej na tyle, na ile mi wiadomo. Wszystko się okaże. Nie jestem antyreligijny, jestem przeciwny dupkom, a niestety w świecie religijnym jest ich sporo. Ale znów, jest ich przecież wielu wszędzie, więc bycie przeciwko dupkom dobrze podsumowuje moją postawę.

 

Czy rozważałeś kiedyś, że mógłbyś przestać być „przybyszem z zewnątrz”, doznać wielkiego objawienia i podążyć śladem – powiedzmy – Alice Coopera czy innych artystów, którzy po wielu latach powrócili do wiary?

Wiesz… nigdy nie mów nigdy. Kiedy byłem młodszy, byłem stanowczo przeciwny temu pomysłowi. Jeśli mam być szczery, nie jest to dla mnie ważne, nie jest ważne w moim życiu, teraz, w tej chwili. To nie jest coś, nad czym powinienem teraz się skupić. Spekulowanie nad czymś, czego teraz nie rozumiem, kosztuje wiele energii. Zbyt dużo czasu zajmuje zastanawianie się nad czymś, czego nie mogę teraz zrozumieć. To trochę absurdalne. Jedna z tych sytuacji, kiedy ludzie mówią, że na przykład nie jesteś w stanie wiedzieć, jak to jest mieć dzieci, dopóki sam ich nie masz. Nieważne, ile historii usłyszysz o tym, jak to jest i jakie to uczucie – i tak nie będziesz „wiedział”. Podobnie jest z wiarą – ponieważ nie jestem w nią zaangażowany, nie wiem jakie to uczucie, ani co dla mnie znaczy. To coś w rodzaju wirusa skażonego politycznymi wpływami, o których nie wiesz, dopóki w tym nie siedzisz. A mnie się to nie podoba, ponieważ brzmi jak groźba.

Moje ostatnie pytanie brzmi: kim jest osoba patrząca na ciebie z lustra, kiedy twoja sceniczna osobowość odchodzi i jesteś pozbawiony otoczki gwiazdy rocka, splendoru i całego tego repertuaru osobowości?

Myślę, że najlepszą i najkrótszą odpowiedzią na to pytanie jest: obcy. Ten świat wydrze z ciebie poczucie własnego „ja”, ponieważ budowanie tej osoby jest niezbędne. Stoisz na piedestale, musisz siebie tam postawić – to jest część rock and rollowego świata. Performer musi być „wszystkim tym”, więc zazwyczaj jesteś podzielony – normalny ty, to ten, który zbiera całe to gówno, i drugi, który wychodzi na scenę – obydwoje stają się coraz bardziej oddzielni. Zazwyczaj w życiu takie rzeczy są bardziej splecione – dobre rzeczy ze złymi rzeczami, twoje działania itp. Ale w świecie rocka są one bardziej oddzielne. Masz mroczną stronę i jasną stronę – mroczna to oczywiście strona rocka. To trochę tak, jak z tymi kawałkami lustra w filmie Romana Polańskiego „Wstręt” . Załamuje cię do pewnego stopnia, sprawia, że czasem zastanawiasz się, kim jesteś. Naprawdę tak czuję, ale jednocześnie sądzę, że skoro jesteś w stanie myśleć w takich warunkach, to nie jest z tobą źle, ponieważ zastanawiasz się nad tym i starasz się dowiedzieć czegoś o świecie i sobie – co stanowi przeciwieństwo kompletnego mentalnego załamania. W najlepszym wypadku nie wpływa to na postrzeganie siebie – ale to także zależy od części cyklu, w której aktualnie się znajdujesz – czy koncertujesz, piszesz itp. Teraz zastanawiamy się, co zrobić dalej, myślę, że logicznie rzecz biorąc, doprowadzi to do samoodkrycia. Starasz się dowiedzieć, dlaczego robisz to, co robisz, jaki krok będzie następny, jak stać się lepszą osobą czy muzykiem, lub obydwoma jednocześnie, i to stwarza chwile autoinspekcji. To skomplikowane, ale jednocześnie jest wyzwaniem, które zawsze tworzyły pozytywne rozdziały w mojej książce.

 

305

Po kilku nieśmiałych i pośpiesznych podziękowaniach, pożegnaniach i życzeniach wszystkiego dobrego, opanowany przerywany głos, płynący z telefonu milknie, a odpowiedzi Villego stają się własnością przeszłości, utrwaloną na taśmie i zachowaną w pamięci. Na szczęście, HIM jest daleki od zakończenia zgłębiania muzycznych odmętów emocji i kart osobliwego bestiariusza. Pracowity duch, bawiący się demonami frontmana – miłością, metalem i absolutem -powrócił do żywych i zadomowił się na nowo w twórczości jednej z najbardziej fascynujących kapel rockowych naszych czasów. Nie możemy się doczekać najnowszego albumu!

Źródło: Maximum Rock Magazine

Tak więc jak powiedziałam, pan Valo nieco skomplikowanie ale i ciekawie gada 🙂

 

Aby pan Valo po polsku zabrzmiał w pełnej krasie a tekst był wygładzony i bez moich stylistycznych błędów, korektą wywiadów zajmie się Mel 🙂

Powyższy wywiad został właśnie przez nią poprawiony i skorygowany tak, byście w pełni mogli się cieszyć filozoficznymi wypowiedziami naszego ulubionego muzyka.

Witamy na pokładzie i życzymy wytrwałości przy kolejnych tekstach a mogą one być naprawdę dłuuugie….

388

Ehehehe 😀

(Jeśli ktoś miałby ochotę napisać artykuł np. wszystkie fryzury Valosa  😛 albo o gitarach Lindego czy też przewodnik po miejscach w Helsinkach śladami HIM itp. to zapraszam serdecznie 🙂 )

Na zakończenie krótki filmik z wywiadu:

 

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

331

 

Warszawa i Gdynia za nami – relacje z koncertów

Za nami długo wyczekiwane koncerty.

Jeden odbył się w Warszawskim klubie Stodoła.

stodoła

Natomiast kolejny w Gdańsku w klubie B90

B90_autor Ivo Ledwozyw

Mnie niestety nie było i w Warszawie i w Gdańsku ale z fotorelacji można wywnioskować, że koncerty były udane.

Co do Warszawy oczywiście pojawiły się jakieś mankamenty co do których zawsze można się przyczepić, tak jak na przykład w relacji z koncertu na portalu Onet (nie wiem czemu ale czytając ją miałam wrażenie, że te małe złośliwości musiały się pojawić bo taka panuje obecnie moda a dodatkowo wydaje mi się, że ten dziennikarz nie do końca zna specyfikę relacji w zespole. Niemniej jednak mnie tam nie było więc nie potwierdzam ani nie zaprzeczam.)

Koncert HIM w Polsce: od pisku do błysku – Relacja ONETU

2

Obszerną fotorelację możecie obejrzeć na portalu NaszeMiasto tutaj:

Koncert HIM w Stodole. Fiński zespół zagrał w Warszawie

Może ktoś z was się odnajdzie na zrobionych zdjęciach 🙂

Dodatkowo, jakby komuś było mało, może jeszcze przejrzeć fotki na portalu Wiadomości24.pl

4
Natomiast jeśli chodzi o Gdynię to sytuacja miała się bardzo podobnie 🙂
Tutaj znajdziecie relację na
b90
A tutaj na
1454931-Publicznosc
Możecie też obejrzeć filmik z wykonania utworu „Join Me” nagrany przez
A jak wasze wrażenia? Było dobrze, źle, średnio? 🙂
422

Jak dla mnie wyglądało na fajną atmosferę 😀

3

Po koncercie w Warszawie pewien pan postanowił uczynić go jeszcze bardziej niezapomnianym i oświadczyć się swoje dziewczynie, która jest fanką zespołu. Dziewczyna oświadczyny przyjęła a ja gratuluję i życzę szczęścia 🙂

war2

Na koniec umieszcza jeszcze wywiad w języku niemieckim, choć Ville udziela odpowiedzi po angielsku:

oraz parę zdjęć z dotychczasowej trasy:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jak zwykle zachęcam do przesłanie swojej własnej recenzji 🙂

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!