Po godzinach… ツ

Witajcie 🙂

Dzisiaj nadal bez rewelacyjnych newsów z Himowego obozu ale postanowiłam wrzucić małą notkę „na luźno”, żeby umilić wam czas oczekiwania na coś większego.

Poza tym pozostajemy w temacie muzycznym i nawet okołohimowym hehe

No i nie będę kłamać ale muszę się z kimś podzielić swoim szczęściem a coś czuję, że właśnie wy mnie zrozumiecie.

Mr._HappyAle na początek coś Himowego:

Co robi Valos po godzinach, kiedy nie śpiewa swoim boskim głosem? A no sam słucha kogoś innego…

Komuś udało się go spotkać na koncercie Teho Majamäki (nie znam, nie wypowiadam się hehe) a podobno był to koncercik z okazji premiery albumu „Travelogue”.

gig

No albo udziela się w projektach innych ludzi jak tutaj:

12592183_519678548212718_8991853821835228036_n

n

Dokument, który właśnie powstaje nosi nazwę „We Just Wanna Have a Good Time All the Time”  a dokładne informację o nim ujrzą światło dzienne bodajże pod koniec miesiąca. Wtedy także powinien pojawić się teaser dokumentu.

Po godzinach czy nie, zdjęcia promocyjne same się nie zrobią 🙂 W poprzedniej notce zapomniałam się z wami podzielić tym linkiem: Felt Fotografi Studio, gdzie możecie podejrzeć kulisy jednej z sesji zdjęciowej zespołu.

H.I.M+at+the+Felt+Fotografi+studio+in+Helsinki+by+Mika+Levälampi

A czasem po prostu sobie brzdąka na gitarze…

Młody tu był i minęło sporo lat ale nie widziałam tego filmiku wcześniej więc postanowiłam się nim podzielić 🙂

 

łili

 

A jeżeli chodzi o mnie i moje muzyczne „after hours” to muszę się wam przyznać, że mam jeszcze jeden zespół, który kocham prawie tak samo jak HIM. A jest to w Polsce chyba dość mało znany zespół a szkoda, o nazwie AIDEN.

 

Aiden_2015

Zespół istnieje od wielu lat (a raczej istniał ale o tym za chwilę) i gra szybko, głośno i na pewno nie tak melancholijnie jak to w przypadku HIM.

I to właśnie z tym zespołem miałam okazję się spotkać w piątek.

Pierwszy i ostatni raz.

Pierwszy, bo zespół pochodzi z USA i nigdy nie zawitał do naszego kraju, a kiedy pierwszy raz go usłyszałam byłam nastolatką bez kasy na wyjazdy gdziekolwiek, nie mówiąc o koncertach ;P I ostatni, bo ten właśnie koncert w Londynie był końcowym przystankiem na pożegnalnej trasie „The Last Sunrise Tour”, która promowała nowy album „Self-Titled” – a który zespół nagrał bez wytwórni i udostępnił potem za darmo w sieci.

Obecnie zespół właśnie przeszedł do historii….

Koncert odbył się w klubie „The Underworld” Camden, Londyn.

2

I był jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu.

Supportem były mało znane zespoły ale za to całkiem obiecujące:

Bad Pollyanna

Never Found (naprawdę fajne chłopaki, mają charyzmę i świetnie się bawią na scenie)

Ashes To Angels (za wokalistą nie przepadałam bo wydawał mi się kopią znanych mi liderów ale kiedy zobaczyłam go na scenie nieco zmieniłam zdanie. Prywatnie bardzo miły facet :))

No i oczywiście AIDEN – gwiazda wieczoru.

1

A teraz bez ściemy: William to najbardziej czarujący facet na świecie! (sorry Valo 😛 )

Ale kiedy wchodzi na scenę…

I tak oto z tego miejsca chciałbym podziękować całemu zespołowi, który towarzyszył mi w życiu przez bardzo długie lata i niejednokrotnie pozwalał przetrwać trudne chwile.

Szacun panowie! Szacun Will!

A no i jeśli chodzi o temat okołohimowy hehe to nie mogę nie wspomnieć, iż Will i Ville (Łili Łalo – jak się przekonacie za chwilę :D) są przyjaciółmi. William zrobił nawet parę coverów HIM a czasem pan Valo wpada do niego na obiad, bądź na kawę, bądź na fajeczkę 😛

Posłuchajcie (od 3.00 minuty) :

Łili Łalo! 😀

łalo

william control

No i teraz nieco mi smutno, choć jestem szczęśliwa, że mogę skreślić z listy swoich marzeń kolejny punkt…

♪ „So One Last Goodnight…I’m not scared at all, so let’s walk away!” ♪

A czy wam udało się kiedyś spotkać swoją muzyczną inspirację?

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Odnośniki:

Oficjalna strona Aiden

FB Aiden

William Control – solowy projekt frontmana Aiden

FB William Control

 

Reklamy

Kto lubi czytać ręka do góry :)

Witajcie moi mili!

Czekając na jakieś nowe newsy o HIM postanowiłam umilić wam czas czymś innym ale również związanym z zespołem. Wszyscy znamy biograficzną książkę „Gone with the Sin”- Synnin Viemää (jej fragmenty możecie znaleźć w zakładce INNE). Nie jest ona dostępna po polsku i nie wiadomo czy kiedykolwiek taka możliwość się pojawi. Jedna z fanek – Iza, zwróciła się z zapytaniem do wydawnictwa Kagra o wydanie tejże pozycji w naszym rodzimym języku. Niestety odpowiedź brzmiała następująco:

„WITAM

NIESTETY NIE MAMY W PLANACH WYDANIA TEJ KSIAŻKI

POZDRAWIAM”

88

No i co zrobisz? No nic nie zrobisz 🙂 (swoją drogą odpowiedź jest bardzo zacna i wyczerpująca heh)

Pozostaje uczyć się języków obcych. To czasami jedyna możliwość, żeby znaleźć dla siebie odpowiednią lekturę. Jedną z takich książek dotyczącą naszego ulubionego zespołu jest:

Marc Halupczok, Die echte, inoffizielle, geheime Biografie von HIM [Prawdziwa, nieoficjalna, tajna biografia HIM]

him

Napisana po niemiecku i dlatego od razu mówię, że to nie ja ją przeczytałam (a idź mi z tym językiem 😛 ) ale Mel nie miała takich oporów. Mało tego, napisała jeszcze dla nas recenzję książki, którą właśnie dzisiaj chciałabym się z wami podzielić. Także zróbcie sobie kawkę, herbatkę, nalejcie winka i czytajcie 🙂

Poniżej znajdziecie także recenzję wspomnianej już książki „Gone With The Sin”. Oba teksty umieszczę także w zakładce INNE.

Więcej tekstów autorki i nie tylko 🙂 na temat zespołu i nie tylko 🙂 znajdziecie tutaj:

RUPIECIARNIA

To jedna z trzech biografii HIM – jedyna niemieckojęzyczna i zarazem najmłodsza, bo powstała w 2012 roku. Słówko o autorze – Marc Halupczok to pseudonim Tilla Burgwächtera, spod którego pióra wyszła również biografia Benedicta Cumberbatcha oraz Louisa de Funèsa, jak również książka pod jakże intrygującym tytułem „111 powodów, by kochać piwo (…)”. Poza tym w jego dorobku znajdziemy pozycje rozprawiające się z przymrużeniem oka z gwiazdami heavy metalu, a także jedną poświęconą festiwalowi w Wacken. Fani piłki nożnej też coś znajdą dla siebie… Poza tym Marc Halupczok pracuje dla niemieckojęzycznego Metal Hammera. Możemy zatem pominąć te sportowe zapędy i przyjąć, że w branży muzycznej autor orientuje się całkiem dobrze.

1345296906_book_cover_backPierwsze co rzuciło mi się w oczy – zaraz po okładce, ale to za chwilę – to tytuł. Nie wiem po co w nim aż trzy przymiotniki, które raczej pracują na kiczowatość niż powagę książki. Jak rozumieć to, że niniejsza biografia jest tajna? Przecież nie znajdziemy w niej informacji z mozołem ukrywanych przed światem. Tajna zatem, ponieważ nieoficjalna? A prawdziwa? Bezsens. Dumałam jeszcze nad opcją przetłumaczenia „geheim” jako „tajemniczy”, ale to również nie ma sensu, poza tym byłoby bardzo naciągane. Od tego znaczenia jest inne słówko.

Na okładce oczywiście nikt inny, jak Ville Valo z czasów promowania szóstego krążka, o ile się nie mylę – i w tym momencie znowu nieco się krzywię – nie dlatego, że facet źle wygląda (to jedno z najbardziej odpicowanych zdjęć jego osoby, jakie istnieją), ale dlatego, że HIM to nie tylko Ville Valo. Niech jednak będzie; pomijając fakt, że taki wybór pewnie przyciągnął większą ilość czytelników, po chwilowym marudzeniu mogę go rozgrzeszyć, ponieważ z tyłu w krótkim streszczeniu pisze biało na szarym, że dużą uwagę w tej książce poświęcono właśnie mózgowi HIM i próbie przybliżenia czytelnikom jego jakże skomplikowanej osobowości.

Poza tym w książce liczącej sobie 190 stron (z których tylko 166 to właściwy tekst) równo pośrodku znajdziemy 16 zdjęć, których jakość waha się między znośną a beznadziejną. No i tutaj nieco szlag mnie trafił – bo AŻ na jednym widzimy zespół w komplecie, a że jest to zdjęcie z koncertu, to widać tyle, co kot napłakał. Poza tym, brakuje opisów zdjęć, podano tylko źródła. I jeszcze taka drobnostka, która wyszła chyba z przypadku – kiedy wciągniemy się w lekturę i dobijemy do połowy książki, skończymy czytać lewą stronę i chcemy przejść do prawej, naszym oczom ukaże się wyszczerzone oblicze Villego Valo. Efekt jest taki, że szczerzymy się również, a osoby nas obserwujące nie za bardzo wiedzą, dlaczego nam tak wesoło.

1345296887_book_inlay01

Rozmiary tej książeczki są niewielkie – format niemal kieszonkowy. Naprawdę nie wiem, dlaczego mi się ubzdurało, że dostanę coś większego z obwolutą. Chyba ostatnimi czasy za bardzo przyzwyczaiłam się do obwolut i grubych książek…

Przejdźmy zatem do wnętrza, które bądź co bądź jest dość obfite w informacje. Prócz wstępu znajdziemy dziewięć rozdziałów, które chronologicznie opisują proces tworzenia i drogę, jaką odbył HIM i Ville Valo – czyli od momentu jego narodzin, aż do roku 2012, kiedy frontman postanowił opuścić swoją wieżę i ogłosił światu pracę nad ósmym krążkiem. Na końcu znajdziemy jeszcze dyskografię, czyli albumy z HIM, single, teledyski, a także inne projekty, w których Ville maczał palce – wszystko w kolejności chronologicznej. No i jeszcze taka drobnostka bardzo utrudniająca życie czytelnika – książka nie posiada spisu treści (!).

1345296899_book_inlay02Całość napisana jest bardzo lekkim piórem. Narrator stara się zachować obiektywność, choć momentami da się wyczuć nutę ironii, a czasem nawet bezsilności – głównie wtedy, kiedy w przytaczanych wywiadach Ville Valo zaprzecza sobie tak bardzo, że aż można by pomyśleć, że mamy do czynienia z dwoma różnymi osobami. Poza tym Halupczok radzi sobie całkiem dobrze z pełnym zaprzeczeń Villem, jak i całym zespołem, którego twórczość tę cechę z wiadomych względów przejęła. Zresztą, autor już na wstępie podkreśla, że to właśnie tropem tej dwuznaczności podąży, a że zrobił to ze zdrowym dystansem, dawką profesjonalizmu, ale też z przymrużeniem oka, sprawił, że mi osobiście ta książka bardzo przypadła do gustu. Poza tym postać Villego Valo naszkicowana na jej stronach nie odbiega od tej, którą znamy z wywiadów (mówię, zero tajnym informacji). Czyli znowu w pewnym sensie jesteśmy ofiarami jego własnej gry.

Myślę, że nie skłamię, jak stwierdzę, że Halupczok poruszył w tej biografii wszystkie możliwe tematy, na jakie tylko Ville Valo w przeciągu tych nastu lat się wypowiedział. Zatem prócz historii zespołu z jej wzlotami i upadkami, nie zabraknie informacji z czasów „przed HIMem” z obowiązkowym przystankiem przy pracy frontmana w seks shopie ojca i jej wpływie na jego psychikę, a jeszcze wcześniej przytoczeniem wszystkich faktów, które rzekomo świadczą o tym, że z Villego wyrośnie muzyk. Nie zabrakło oczywiście też historii o traumie po stracie psa, początku astmy i grywaniu na ulicy. Dalej w kolejności dowolnej – szkoła, związki, seks, tatuaże, inspiracje muzyczne, alkohol, 666… Jedna znana historia goni drugą – nie chcę przez to powiedzieć, że jest to nudne. Raczej głupio by było, gdyby te rzeczy przemilczano, w końcu to biografia. Kto nigdy nie przedzierał się przez jakiekolwiek wywiady czy artykuły tutaj znajdzie wszystko w pigułce (prócz historii o zasikanych rytuałach!). Kto jednak przebrnął przez nie w stopniu umiarkowanym, jak ja, doszuka się z pewnością też kilku nowości – dla przykładu, nie wiedziałam o przezwisku „Rakohammas” (szpara między zębami). W tym momencie moja znajomość fińskiego skoczyła do sześciu słów!

1345296946_book_inlay08

Co tę książkę zdecydowanie odróżnia od „Synnin viemää”, to dystans, opisywanie wielu faktów jakby z oddali, z zewnątrz, podczas gdy właśnie w fińskiej biografii więcej opisano od środka, ale nie opatrzono z kolei żadnym komentarzem. Nie odczujemy zatem szaleństwa, które towarzyszyło wspinaniu się HIM na szczyt, choć o nim przeczytamy. Zabraknie też wielu niuansów związanych czysto z branżą, różnych problemów, o których tutaj jest cicho, przez co dochodzi do całkiem sporych skrótów. Wyjątkiem będą też wypowiedzi innych osób niż Villego – podczas gdy w fińskiej biografii było ich całkiem sporo.

1345296872_book_inlay04O ile te szczegóły trudno potraktować jako minus całej biografii, o tyle brak poświęcenia większej uwagi innym członkom zespołu nie może pozostać bez komentarza. Nie jest tak źle, że reszta ekipy nie pojawia się w ogóle, oni cały czas są, ale brakuje szerszych informacji o chłopakach, przez co gubią się w tle nie mniej niż inne przytoczone postaci. Dlatego też zastanawiam się czy trafniejszym tytułem nie byłaby po prostu „Biografia Villego Valo”.

W tej pozycji rzeczywiście poznajemy HIM poprzez pryzmat jego osoby. Nie jest to jakąś nowością i największą zbrodnią świata, jednak odczułam brak reszty. Poza tym mankamentem to zgrabny portret frontmana, który na kartach tej książki nadal pozostaje chodzącą zagadką pełną sprzeczności – i choć może nie zawsze budzi tylko bezbrzeżną sympatię, to i tak intryguje. Siłą rzeczy przenosi się to na HIM, który mieści się – jak czytamy – gdzieś między „Goth N’Roses” a „Kelly Family gothic rocka”.
Polecam wszystkim zainteresowanym, władającym językiem niemieckim w stopniu mniej więcej średnio zaawansowanym. Książkę można kupić bez problemu (Amazon, Ebay). Wraz z dostawą do Polski zapłacimy za nią trochę więcej niż by wypadało za taki format i objętość, ale to nic w porównaniu z bajońskimi sumami, za jakie próbuje się sprzedać „Synnin viemää”.

1345296924_book_inlay07

1345296936_book_inlay05

 

 

J.K. Juntunen, Synnin viemää (Gone with the sin)
gone 3„Synnin viemää” została wydana w Finlandii w 2002 roku i, o ile mi wiadomo, nie doczekała się kolejnych wydań. Nie doczekała się również oficjalnych tłumaczeń. Obecnie można na nią polować w Internecie, gdzie ludzie próbują sprzedać ją za niezłe pieniądze. Kiedy wpadłam na jej fragment jakiś czas temu, myślałam, że to bardzo niechlujnie przetłumaczony wywiad (trafiłam na tłumaczenie polskie), dopiero później dowiedziałam się o istnieniu książki i najpierw przerobiłam parę rozdziałów przetłumaczonych na angielski, które również były marne, więc dałam sobie spokój. Jednak po jakimś czasie wpadłam na pełne tłumaczenie, którego autorka podaje, że otrzymała na nie nawet zgodę autora. Mój angielski nie jest wystarczająco dobry, żebym mogła stwierdzić czy wszystko gra, nie mam też porównania z oryginałem, ale tekst wygląda na tyle dobrze, że muszę pogratulować autorce cierpliwości. Poza tym, uwzględniła strukturę oryginału i dorzuciła wiele dodatkowych informacji od siebie. Kawał dobrej roboty.
Książka przedstawia historię zespołu od założenia aż do roku 2002 – czyli przechodzimy bóle narodzin epki, a następnie trzech albumów studyjnych z wszystkimi ważniejszymi wydarzeniami, które miały miejsce pomiędzy. Biografia kończy się zarysowaniem planów na krążek „Love Metal”. Na tej drodze poznajemy wiele dziwnych ludzi z branży muzycznej, wchodzimy za kulisy pierwszych koncertów i odwiedzamy masę barów. Przeżywamy z zespołem wzloty i upadki, przechodzimy kryzysy. Narrator pojawia się bardzo rzadko, większość rozdziałów opiera się na wypowiedziach członków zespołu lub ludzi, z którymi pracowali. Nie da się ukryć, że objętościowo najwięcej miejsca zajmuje paplanina Villego Valo. Na szczęście, reszta również dochodzi do głosu, co odbieram bardzo pozytywnie. Panowie opowiadają o sobie, opowiadają też swoje przygody, autor dorzuca trochę faktów i momentami poszerza kąt widzenia.

Jaki obraz zespołu rysuje się w tej książce? Dość zasikany. W sumie nie wiem czy tylko moja miłość do tej muzyki trzymała mnie przy książce, czy nie ruszają mnie już takie rzeczy do tego stopnia, co powinny (a może właśnie nie powinny?). Na pewno nie ruszają mnie epizody z czasów nastoletnich – przygody z alkoholem, narkotykami, budzenie się we własnych wymiocinach – da się zrozumieć. Później huczne imprezy po pierwszych sukcesach (no dobra, po prawie każdym koncercie) – to akurat też nic nowego, zresztą nie od dziś wiadomo, że problemy z alkoholem w zespole były. Poza tym, wzmożona konsumpcja alkoholu w Finlandii to niby dość normalna rzecz. Ale ja o sikach miałam… No więc historii z sikaniem jest na pęczki i ciągną się przez wszystkie te lata. Momentami przybierają nawet formę rytuałów – ołtarz sików w pierwszej sali prób, obsikiwanie instrumentów nowych członków zespołu, obsikiwanie prywatnych rzeczy i różne inne akcje.

gone 2

Oczywiście to jeden obrazek – obrazek pełen głupich szczeniackich żartów . Obok tego HIM rysuje się jako grupa zmotywowana, posiadająca cel i traktująca swoje przedsięwzięcie poważnie, choć nie da się ukryć, że to Ville Valo jest tutaj wizjonerem i ustawia resztę po kątach, kiedy trzeba (czasami mam się wrażenie, a ta książka nieco mnie w nim utwierdziła, że gdyby miał dziesięć rąk, grałby na wszystkim sam).

Abstrahując od dywagacji na temat, ile w tym wszystkim jest prawdy, muszę stwierdzić, że taki obraz jest jednak dość wiarygodny i cieszę się, że książka nie traktuje tylko o wspaniałości zespołu. Dodatkowo pokazuje też w całkiem udany sposób szaleństwo wiążące się z takim przedsięwzięciem. Autor opisuje ciężką pracę, nie wynosząc jej na piedestał – jednocześnie nie pozbawia jej też magii. Tworzenie muzyki jest sztuką, nie da się jednak ukryć, że nie chodzi tylko o romantyczny obrazek artysty, który w przypływie weny chwyta za instrument i – bum! – tworzy dzieło idealne, które sprzedawane jest ot tak. To dalej proces, praca z materiałem, praca z ludźmi oraz samym sobą – i to książka pokazuje w bardzo przyziemny sposób.

Poza tym, w „Gone with the sin” znajdziemy kilka ciekawych wypowiedzi i stosunków do rzeczywistości. Do głosu dochodzi Ville z typową dla niego ujmującą gadaniną o tworzeniu, pomysłach, interpretacjach, ale też o dystansie. I choć otwarcie przyznaje, że kłamie ile wlezie, na mnie działa to tak samo inspirująco, co zawsze.

3Mimo kiwania głową z politowaniem, kilka razy podczas lektury udało mi się też uśmiechnąć. Kompletnie nie znam się na branży muzycznej, więc miło było przeczytać, jak to wszystko funkcjonuje. W przypadku HIM jest o tyle śmiesznie, że Finlandia nie jest zbytnio poważana jeśli chodzi o pozycję w branży (z książki wynika, że Polska jeszcze mniej), więc często pojawiały się fragmenty, w których dało się wyczuć zabawne uprzedzenia Anglików i Niemców do Finów i vice versa – a to przepychanki o okładkę płyty, a to marudzenie na teledysk.

Najbardziej ubawiły mnie pomysły Niemców na teledyski – gdyby zespół zgodził się na wcielenie ich w życie, powstałyby niezłe potworki (zresztą, powstała niemiecka wersja „Join me”, choć autorzy już byli dość mocno ograniczeni przez zespół). No i mentalność naszych zachodnich sąsiadów – możemy pokazywać kobiety na golasa, ale wycinamy zbliżenia, w których szpara między zębami za bardzo rzuca się w oczy. Cudowne.

Podsumowując, to była całkiem przyjemna lektura, po którą mogą sięgnąć nie tylko fani zespołu, ale też osoby, które chciałyby trochę pobłądzić w dziwnym świecie branży muzycznej. „Synnin viemää” to z jednej strony przyzwoita kopalnia informacji o HIM, a z drugiej – książka, która naświetla funkcjonowanie pewnych mechanizmów.

Nie jestem zachwycona z faktu, że zostawiam Was z obrazem jednego z moich ulubionych zespołów jako bandy obsikanych szaleńców. Obecnie wyglądają na takich, co już z tego wyrośli XD Zresztą, finalnie i tak chodzi o muzykę.

5

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Helldone! – czyli uwaga na latające biustonosze :)

Witajcie moi mili w Nowym Roku!

Życzę wam wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń, nie tylko tych Himowych.

Aż trudno uwierzyć, że kolejny rok minął mi na blogowaniu o naszym zespole! Jak ten czas leci 😀 Ale my oczywiście dalej piękni i młodzi 😉 a pan Valo również się dobrze zakonserwował jak i reszta członków zespołu.

Pamiętajmy także, że był to pierwszy Helldone dla Jukki 🙂

500

W tym roku nie było dziwnych ekscesów, no może poza jedną sytuacją ale to później heh

Raczej odbyło się wszystko w dobrej atmosferze, bez wpadek „głosowych” (jak pamiętamy z pewnego niefortunnego Helldone) czy solowych wystąpień alteg ego wokalisty.

No, może poza tym gdzie Ville pozbył się pewnego pana ale niestety nie wiem co się stało i dlaczego miało to miejsce ;/

Jeśli ktoś był w tym roku w Helsinkach i miałby ochotę napisać relację, to bardzo chętnie umieszczę ją na blogu 🙂

499

„Rocker Ville Valo nie może sobie wyobrazić innego sposobu na spędzenie Nowego Roku niż tradycyjny koncert Sylwestrowy w Tavastia.

-Próbowałem trzy lata temu ale to było strasznie niefortunne-

Valo czuje, że ten koncert jest czymś szczególnym.”

Tutaj możecie zobaczyć wywiad w języku fińskim przed Helldone: MTV VIIHDE

514

515

I kilka fotek:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A teraz przyznać się, która z pań rzuciła biustonoszem prosto w naszego Valosa? 😀

502

Śpiewał sobie facet normalnie, bardzo się wczuwając w piosenkę „Poison Girl”, aż tu nagle się zdziwił, bo prosto na jego twarzy wylądował ten oto biustonosz, którego jakaś niewiasta postanowiła się pozbyć na jego korzyść (? przecież go nie założy? 😀 )

Ten moment możecie zauważyć tutaj od 5.20

Czyli Nowy Rok przywitany!

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!