Dlaczego Ville Valo ma obsesję na punkcie mrocznej strony?

Dzień dobry 🙂

Dzisiaj mam dla was fajny tekst o Ville i pisarzach, filmach, muzykach, które go ukształtowały, zainspirowały oraz miały jakikolwiek wpływ na jego charakter jako dorastającego chłopaka.

Bardzo fajny tekst, inny niż te wszystkie wywiady w których pytany jest w zasadzie o to samo 🙂 No i tym razem, oczywiście chłopina się rozgadał, ale przy tłumaczeniu nie miałam ochoty go udusić za używanie naprawdę dziwnych słów (a nieco więcej światła na to, dlaczego takich używa znajdziecie w tekście, kiedy sam musiał się dobrze postarać aby przeczytać pewne książki hehe – nie wiem, może to teraz jakaś jego mała zemsta XD)

Poza tym, uświadomiłam sobie dzięki temu tekstowi, że chyba warto nadrobić pewne rzeczy o których wspomniał Valo. Jako nastolatka sięgnęłam kiedyś kuszona ciekawością, do Poego ale np. z tekstów Lovecrafta nie przeczytałam chyba nic 😀 Także miłego czytania i równie miłego popołudnia życzę 🙂

365

Dlaczego Ville Valo ma obsesję na punkcie mrocznej strony?


Lovecraft, Poe, Argento i inni: frontman zespołu HIM Ville Valo o kulturowych bohaterach, którzy ukształtowali go jako muzyka.

Kiedy byłem mały, mieliśmy w domu tysiące książek. Mój tata był zachłannym antykwariuszem – miał w zwyczaju kupować stare gazety i książki, choć niekoniecznie drogie. Większość fińskich książek nie jest szczególnie interesująca wizualnie czy też oprawiona w skórę, ale ciągle potrafią być one piękne. Tata po prostu kochał kupować przypadkowe książki o przeróżnej tematyce.

Myślę, że moje wprowadzenie do horroru nastąpiło, gdy miałem 12 lat, kiedy to pewien Fin przetłumaczył prace HP Lovecrafta. Mieliśmy kilka kolekcji jego krótkich opowiadań i powieści, a pierwszymi, jakie pamiętam, że przeczytałem, były „Przypadek Charlesa Dextera Warda” (1972) oraz „W górach szaleństwa” (1931). Kiedy miałem jakieś 15 lat, kupiłem zbiór wszystkich jego prac i zajęło mi siedem lat, aby nauczyć się czytać je bez słownika na kolanach. Język fińskich tłumaczeń był niesamowicie archaiczny i zawierał wiele przymiotników, które nawet rodowity Anglik uznałby za trudne*. Wspaniałe w Lovecrafcie jest to, że nigdy nie jest zbyt obrazowy. Lovecraft pisze bardziej o niewypowiedzianych rzeczach budzących przerażenie, które „gdzieś tam są” i które trudno ubrać w słowa, dzięki czemu wyobraźnia czytelnika ma spore pole do popisu, a całość robi jeszcze większe wrażenie.

lvr

Jego książki nie niosą ładunku emocjonalnego, wszystko kręci się wokół bohatera, który na końcu dostaje obłędu. Nie ma romansu, właściwej konwersacji – jego pisarstwo opiera się na celowaniu prosto do celu. W pewnym sensie jest niemal oschłe. Ale potem znowu znajdujemy opisy architektury miasta z dokładnością do milimetra kwadratowego. To naprawdę szalone historie, a zdania są tak cholernie długie, że miną wieki, nim wbijesz sobie to gó*no do głowy! To było iście kafkowskie. Zresztą Franz Kafka był drugim pisarzem, w którego twórczość  zagłębiłem się jako dzieciak. Znacznie później przetłumaczono wszystkie te horrory z lat 20., więcej „dziwnej fikcji”, na którą Lovecraft miał tak ogromny wpływ. Kiedy byłem dzieciakiem, wiedziałem jedno – że absolutnie kocham te wszystkie straszne rzeczy. Myślę, że to były moje początki z fantastyką.

Byłem i nadal jestem wielkim fanem Carla McCoya i Fields Of The Nephilim, a oni używali elementów “Mitów Cthulhu” Lovecrafta w swoich piosenkach, szczególnie w „The Watchman” na drugiej płycie [The Nephilim, 1988]. Jako nastolatek nie zdawałem sobie sprawy, że rozwija się u mnie pociąg do ciemnej strony. Słuchałem Carcass oraz Napalm Death i wtedy pogrążyłem się w metalu. Te zespoły stanowiły oprawę muzyczną do moich Poe’owskich fantazji, tak przypuszczam. Rzecz w tym, że kiedy coś mnie zainteresuje, jestem jak koń z klapkami na oczach – skupiam się na jednej rzeczy, więc gdy w czymś się zakochuję, jak to było w przypadku Edgara Allana Poego, czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce związane z tematem, a później o tym zapominam. To nie tak, że mam przyjaciela na całe życie w postaci literatury. Nawiasem mówiąc, w zeszłym tygodniu przeczytałem do poduszki „Eleonorę” Poego.

Właściwie zagłębiłem się w Poego, kiedy zaczęli pokazywać powtórki filmu Rogera Cormana z występującym w nim Vincentem Pricem. Wpierw obejrzałem „Maskę Czerwonego Moru” oraz „Grobowiec Ligei” [obydwa z 1964 roku]. Nie oglądałem „Grobowca” od lat, ale nawet jeśli minęło tyle czasu, różne rzeczy pozostaną w pamięci przez resztę twojego życia. Pamiętam, że film zaczynał się od pogrzebu, który był bardzo fatalistyczny i ponury, przypomina mi to zespół Cathedral i ich frontmana Lee Dorriana – jest z klasą i zarazem klasycznie. „Zagłada domu Usherów” [1960] jest równie niesamowita. Pierwsze zdanie, które w nim pada, jest świetne. Ktoś puka do drzwi, te otwierają się, a Vincent Price mówi [Ville bezbłędnie naśladuje jego sposób mówienia]: „Co to ma znaczyć?” To fantastyczne!

Pierwszy raz zobaczyłem Vincenta Price’a w tych właśnie filmach Cormana. Nie widziałem wcześniejszych czarno-białych produkcji, w których był młodym idolem typu matinée. (dziennym, zapewne chodzi o filmy, które nie są rodzajem filmów grozy – przyp. C.N.) Dla mnie zawsze był facetem z horrorów, choć później w latach 80. zagrał wraz z Bette Davis we wspaniałym dramacie pod tytułem „Sierpniowe wieloryby”. Zawsze kochałem jego akcent i tonalność (zapewne chodziło mu o „ton” – przyp. Mel) jego głosu – ma naprawdę wspaniały głos. Vincent Price faktycznie był moim ulubieńcem. Miałem zamiar zrobić sobie jego tatuaż od naprawdę bardzo, bardzo dawna. Miałem tę przyjemność, że Kat Von D robiła wszelkie portrety na moim ciele, więc byłoby głupio, gdyby ktoś inny zrobił dla mnie Vincenta.

Zabawna rzecz wydarzyła się, kiedy nagrywaliśmy “Screamworks”. W Kalifornii stał stary kościół, którego postanowiono zburzyć, a Vincent kupił kilka ławek i niektóre witraże. Kiedy zmarł, jego córka sprzedała z jego prywatnej kolekcji wiele rzeczy na Ebayu. Udało mi się zdobyć kawałek jego witrażu. Zwisał z sufitu podczas nagrywania tego właśnie albumu. Nie jest ani szczególnie wyszukany, ani szczególnie ozdobny, ale dla mnie stanowi bardzo ważny zabytek.

W tym samym momencie, kiedy fińska telewizja pokazywała filmy Cormana, emitowano także filmy z wytwórni Hammer Horror z Christopherem Lee oraz Peterem Cushingiem. Lubiłem je, ale Cushinga w roli Sherlocka Holmesa wprost uwielbiałem. [Lee] zagrał w kilku filmach, w tym także w „Psie Baskervillów” [1959]. Jestem wielkim fanem Sherlocka Holmesa. Nie czytałem wiele prac Artura Conana Doyla, ale powstało kilka naprawdę wspaniałych adaptacji. Tak jak Vincent, Christopher Lee miał świetny głos, ale był zbyt dobry i przystojny.

To wszystko działo się za czasów kaset VHS. Pamiętam, jak tata znalazł kiedyś 400 używanych kaset w śmietniku. Ktoś wyrzucił wszystkie te filmy. Oglądałem je latami jako dzieciak. To w ten sposób odkryłem Luisa Banuela i Felliniego. Mige i ja mieliśmy dostęp do dobrych horrorów, bo mieliśmy odpowiednich przyjaciół. Większość tych rzeczy przychodziło do Finlandii z Holandii, gdzie nie cenzurowano niczego. To była podobna sytuacja do tej, jak czekasz aż twój ulubiony zespół wypuści nagranie na winylu, a ono ukazuje się o ósmej rano następnego dnia. Coś w stylu „Hej, chodź no tutaj, właśnie się dowiedziałem, że w ten weekend dostanę ,The Evil Dead!’” Po raz pierwszy zobaczyłem „The Evil Dead” na naprawdę złej kopii kopii, która była kopią kopii. Niezbyt ogarnialiśmy, co się w ogóle dzieje, ale i tak było to naprawdę ekscytujące. Dzisiaj, kiedy wszystko jest od razu podane jak na tacy, trudno o takie emocje. Nagrywaliśmy co się dało, a ja zgromadziłem ogromną kolekcję niewyobrażalnej ilości horrorów, w tym „Wysłannika Piekieł” Clive’a Barkera. Ja i Mige mieliśmy tak dużego hopla na punkcie tego filmu, że w końcu poznałem Douga Bradley’a – aktora, który grał Pinheada. Wciągnąłem się także w serię Barkera „Księgi Krwi”. To były jeszcze czasy, kiedy  korzystało się z bibliotek – Amazon nie istniał, a  ja nie miałem pieniędzy. Co by się stało, gdybyś – powiedzmy – zobaczył jeden z filmów Cormana i odkrył, że jest on adaptacją książki Poego? Poszedłbyś do biblioteki, zapisał się na listę oczekujących i czekał na książkę. Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby dzieciaki były do tego teraz zmuszone? Z pewnością by oszalały!

Myślę, że każdy jako nastolatek czytał trochę Poego. Jego historię są naprawdę „Poe-tyczne”. Tak samo jak Lovecraft, posiada swój oryginalny styl. Mige jest fanem Stephena Kinga, ale ja pomimo tego, że lubię kilka adaptacji filmowych jego książek, nigdy jakoś nie wciągnąłem się w jego pisarstwo. Jest wspaniały w tym, co robi, ale jest to trochę zbyt mainstreamowe – nigdy tak naprawdę nie pobudziło mojej fantazji. Jego syn pisze pod pseudonimem Joe Hill. Napisał książkę pod tytułem „Pudełko w kształcie serca” [2007]. Wszystkie rozdziały nosiły nazwę klasycznych rockowych utworów – a sam tytuł pochodzi od piosenki Nirvany, jest tam także jeden pod tytułem „Black Dog” i jeden nazwany „Hurt”. Teraz Joe Hill jest już naprawdę dobrym pisarzem, potrafi doskonale trzymać człowieka w napięciu.

Kolory w filmach Cormana są bardzo żywe – te błękity i czerwienie. Nie są za bardzo podobne do prac Daria Argento, lecz kiedy zobaczyłem „Odgłosy” [1977] po raz pierwszy, zauważyłem podobieństwa między nimi. Nawet jeśli historie są zupełnie inne, można zobaczyć, jak panowie czerpali od siebie. Przez długi czas HIM używał soundtracku z tego filmu jako intro do naszej muzyki.

Zawsze kochałem Goblina, grupę, która go [soundtrack] stworzyła, podobnie jak i większość rzeczy do filmów Argento. Są włoskim zespołem progresywnym i wszystkie ich kawałki brzmią jak g*wno w moich uszach, ale muzyka, którą zrobili dla Dario była niesamowita. Z Dario jest tak, że pewne momenty świadczą o wspaniałości jego filmów, a w innych pojawia się coś zupełnie dziwnego. Przypomina pod tym względem Davida Cronenberga, kolejnego wielkiego reżysera. Dario sięgał po różne gatunki, nie tylko horrory, ale również filmy noir, do których należą jego wczesne prace: „Ptak o kryształowym upierzeniu” [1970], „Kot o dziewięciu ogonach” [1971]. Ale nawet gdyby stworzył tylko „Odgłosy”, byłoby to wystarczające. Dario jest dziwnym gościem. Jeśli obejrzysz jego wywiady, stwierdzisz, że nie ma do końca równo pod sufitem, co jest świetne!

W zasadzie, to jesteśmy z nim w kontakcie w związku ze stworzeniem dla nas klipu – byłoby niesamowicie mieć coś takiego, na co sami balibyśmy się patrzeć! Wizualnie HIM nie skopiował tego stylu, ale jest to definitywnie jedna z tych rzeczy, która uświadomiła mi, jak bardzo ważny jest ten aspekt naszej muzyki. Kiedy miksowaliśmy nasz pierwszy album, mieliśmy wydrukowaną okładkę położoną na konsoli, więc kiedy nad tym pracowaliśmy, chcieliśmy, aby dźwięk pasował do okładki. Zawsze jest jakieś powiązanie.

Pierwszy raz usłyszałem o Austinie Osmanie Sparze dzięki Carlowi McCoyowi. Ten to dopiero jest ekscentrycznym gościem! Spare był artystą, magikiem i wszystkim pomiędzy. Pod koniec XIX wieku był cudownym dzieckiem, jeśli przyszło mu cokolwiek namalować, był jednym z najmłodszych artystów, który wystawił się w Akademii Królewskiej. Wpadłem na niego przed erą Internetu i było prawie niemożliwe dowiedzieć się o nim czegoś więcej – nie napisano wtedy jeszcze za wiele na jego temat. Ale kawałek po kawałeczku dowiadywałem się coraz więcej. Czytałem książkę „Psychonauta” Petera Carolla o Magii Chaosu i okazało się, że Austin Osman Spare wynalazł coś, co nazywamy Magią Sigili, więc to wszystko jakoś się ze sobą łączy. To jak zagłębianie się w Aleistera Crowley’a poprzez Led Zeppelin: „Kim jest do cholery ten gość, którego tak ubóstwiał Jimmy Page?”. Istnieje książka pod tytułem Austin Osman Spare: The Life & Legend Of London’s Lost Artist” (nie znalazłam polskiego odpowiednika więc chyba nie została wydana w naszym języku – przyp. C.N) autorstwa Phila Bakera. Naprawdę fascynująca lektura, facet  naprawdę był jedyny w swoim rodzaju.

ob

Spare wyprzedził takich surrealistów, jak Dalego. Stworzył te anarmoficzne obrazy. Jest taki jeden, naprawdę sławny, pędzla Holbeina [„Ambasadorowie”, 1533], z dwoma gośćmi wraz z Memento Mori – wydłużoną czaszką, na którą trzeba patrzeć pod pewnym kątem, aby ukazała się w całej okazałości. Zawsze lubiłem iluzje optyczne, prace artystów takich jak Escher, kiedy byłem młodszy. Później zafascynowałem się Shigeo Fukudą, japońskim artystą, który stworzył wiele prac z cieni, na przykład wbijając tysiące gwoździ w powierzchnię, z których wyłania się obraz motocyklu, kiedy padnie na nie światło pod odpowiednim kątem. Na „Screamworks” mieliśmy zakonnicę z podwójną parą oczu… Kocham rzeczy tego typu. A potem odkryłem Mayę Deren, kobietę wytatuowaną na mojej skórze. Była awangardowym twórcą filmowym, ale pamiętam ją z naprawdę nawiedzonego obrazu [z filmu „Sieci popołudnia”, 1943]. Wyglądała przez okno i nie można było do końca odczytać wyrazu jej twarzy, trudno było powiedzieć czy jest wkurzona, samotna czy co. Zobaczyłem ten obraz po raz pierwszy, gdy widniał na okładce singla Primal Scream [Crystal Crescent/Velocity]. To jedno z tych zdjęć, które przypominają mi, dlaczego tak bardzo kocham fotografię.

Jest jeszcze jedna praca – zdjęcie Evelyn McHale – kobiety, która popełniła samobójstwo skacząc z Empire State Building. Skoczyła, a student fotografii zrobił jej zdjęcie. Wygląda na nim, jakby wypoczywała, całkowicie spokojna. Przypomina Królewnę Śnieżkę, która zasnęła na zawsze na zmiażdżonym samochodzie – nie ma krwi, połamanych kości ani niczego podobnego. Zdjęcie to otrzymało tytuł „Zdjęcia Roku” w magazynie „Life” w 1947 roku. A potem Andy Warhol użył go w swojej pracy „Suicide” (Fallen Body” [1962]. Na „Tears On Tape” intro otwierającego album, „Unleash The Red” jest bardzo John Carpenterowskie. Kiedy byłem dzieciakiem, leciał “Piątek 13-nastego”, “Koszmar z ulicy Wiązów” i inne filmy w których chodziło o pocięcie kogoś, co było nawet przez chwilę zabawne, ale zawsze wolałem rzeczy niepokojące, psychologicznie przerażające. „Halloween” [1978] okazał się najstraszniejszym filmem; praca kamery na zasadzie point-of-view, dźwięk oddechu Michaela Myersa, no i muzyka Carpentera, który jest naprawdę świetnym kompozytorem. Film zawiera dość dużo przemocy, ale wiele rzeczy dzieje się poza ekranem, co jest najlepszym sposobem na budzenie przerażenia – przez niepokazywanie tego. To jak z Lovecraftem, który sprawia, że ludzie pozwalają swojej wyobraźni pogrywać ze swoimi najgorszymi lękami. Jest taka scena z Jamie Lee Curtis palącą jointa w swoim samochodzie na krótko przed rozpętaniem się tego całego piekła, a z radia słyszymy piosenkę „Don’t Fear The Reaper” Blue Oyster Cult. Chodzi o budowanie tego złowieszczego nastroju.

rCcqWas

Mam nadzieję, że HIM wywołuje takie uczucie – bycia nie z tego świata. Najlepsze zespoły to potrafią. Type O Negative byli zdolni stworzyć tą naprawdę dziwną kombinację. Mieli strasznie oschłe poczucie humoru, będąc jednocześnie nieco strasznymi i zabawnymi – jeśli chcesz być poje*any, bądź poje*any, ale jednocześnie bądź tym przerażony. Peter Steele jest jedną z moich ikon, koniec kropka. Eksperymentował ze swoją muzyką, starając się znaleźć idealny balans pomiędzy czymś naprawdę ładnym, czymś naprawdę melancholijnym i czymś naprawdę mocno uderzającym. To świetna kombinacja – wszystko, czego dorastający chłopak potrzebuje…

Ville Valo was speaking to Grant Moon.

Source: TeamRock

Tłumaczenie: Catherine Noir

Korekta: Mel

177

Noo także… ja ostatnio natrafiłam na „W paszczy szaleństwa” Johna Carpentera i mam go już za sobą (całkiem niezły klimat, dzisiejsze nastolatki tego nie ogarną chyba :P) a resztą zajmę się jak skończę „Opowieść o złodzieju ciał” 🙂 (tak, Anne Rice jest moim „Poem”) i chyba sięgnę po Lovecrafta (którego opowiadanie jest właśnie dziwnym trafem wspomniane w książce 🙂 ), choć doszły mnie słuchy, że na podstawie jego tekstów będą kręcić serial hehe

Jak to Valo mówi, to wszystko się jakoś łączy…

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

Coverownia cz.3

Dzień dobry 🙂

Na rozpoczęcie weekendu proponuję troszkę muzyczki i ryjek Valosa na dobry dzień 😀

532

Kontynuacje coverowni zaczynamy od dodania kolejnych coverów koncertowych:

„Lonely Road” (cover Daniel Lioneye)


„Fade Into You” (cover Mazzy Star) – akustycznie

„Old Man” (cover Neil Young) – nadal akustycznie


„Some Kinda Hate” (cover Misfits) – jednak Ville świetnie brzmi w wersjach akustycznych


„We Are The World” – śpiewa kilku wokalistów, VV można usłyszeć m.in. ok.pierwszej minuty

„You Suffer” (cover Napalm Death) – jest to niewątpliwie najgenialniejszy cover ze wszystkich heh 😀

Gwoli ścisłości piosenka w originale trwa kilka sekund 😀

„Black no.1” (cover Type o Negative) – jest to cover nagrany z zespołem Roadrunner United, mam bardzo mieszane uczucia do tej piosenki, nie wiem co mnie bardziej uwiera – oryginał czy cover …

Jest też kilka coverów, o których wspomniano przy okazji jakichś wywiadów czy komentarzy,ale nigdzie nie znalazłam ich w wykonaniu VV ani HIM:
„More or Less” (cover Screaming Trees)
„I Just Died In Your Arms” (cover Cutting Crew)
„Live To Tell” (cover Madonna)
„Take My Breath Away” (cover Berlin)
(A może wy gdzieś wygrzebiecie te perełki? C.N)
6) Ville jako Rambo Rimbaud nagrał też „Solitude” (cover Black Sabbath) i „Song to the siren” (cover Tim Buckley) – w wersji koncertowej

W kolejnej części przedstawimy covery w duetach 🙂 Także to jeszcze nie koniec hehe A jeśli ktoś z was ma pomysł na jakiś fajny artykuł, zestawienie czy cokolwiek Himowego piszcie śmiało na:

CatherineNoir666@gmail.com

I nie bójcie się, że tam nie umiecie pisać czy coś, razem na pewno stworzymy coś fajnego 🙂

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Coverownia cz.2

Hej,

dzisiaj kolejna część naszego zestawienia coverów wykonanych przez HIM. Dla tych którzy przegapili część pierwszą proponuję zajrzeć tutaj: Coverownia cz.1

Covery z koncertów:
*”Black Sabbath” (cover Black Sabbath) i „Frozen” (cover Madonna) – komentarze wskazują na to,że do podkładu z piosenki Black Sabbath Ville dał słowa piosenki Frozen, nie jestem pewna czy to jest to,bo nie mogłam znaleźć innej wersji,a ta jest koszmarna

*”Enjoy The Silence” (cover Depeche Mode)


*”Temple Of Love” (cover Sisters Of Mercy) – kawałek „Wicked game”, w który wstawiono ok.3:07 fragment tego utworu


*”Rebel Yell” (cover Billy Idol) – z każdym wykonaniem ten kawałek coraz lepiej brzmi 😀

*”Mask” (cover Iggy Pop) – jakość słaba

*”Larger Than Life” (cover Backstreet Boys) – jw.

*”Don’t Shake Me Lucifer” (cover Thirteen Floor Elevator) – jakość tragiczna,ale w zasadzie lepsze to niż sama fonia 😉


*”All for you” (cover Motorhead)

*”The First Cut Is The Deepest” (cover Cat Stevens) – i powrót do pięknego akustycznego wykonania

 

I jak robaczki? 😀 Znaleźliście w tym zestawieniu jakiś nowy, nieznany wam cover?

Na koniec nowa, romantyczna fotka Ville:

531

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

„Jesteś Moim Sonarem”

Hej,

original

Pan Valo strasznie wpasował się czasowo w nasz mały cykl notek coverowych, który dopiero co zaczeliśmy i wypuścił, jakby specjalnie dla nas, kolejny nowy cover 😀

„Wokalista z zespołu HIM, Ville Valo nagrał legendarną piosenkę Love Records „Olet Mun Kaikuluotain” („You’re my Fathometer”) która ujrzała światło dzienne 4 lipca.

Na rocznicę 50-lecia swojego istnienia Love Records, Ville Valo nagrał bardzo poruszającą wersję sławnej fińskiej piosenki tej wytwórni, która to pierwotnie ukazała się w 1976 roku. Oryginalnie piosenka ta ma tytuł „Annie’s song” wykonywana przez Johna Denvera a to jest jej fińska wersja stworzona przez Freemana i Hectora (kimkolwiek by oni nie byli hehehe)

 

„Ta piosenka jest moją ulubioną z czasów mojego dzieciństwa, słuchając jej podczas bezsennych nocy kończyłem cały zalany łzami. Nawet dziś przyprawia mnie o dreszcze” – mówi Ville.

Valowska wersja „Olet Mun Kaikuluotain” jest pierwszą wypuszczoną przez Love Records od 30 lat. Singiel jest dostępny w wersji cyfrowej. Pd koniec lata ukaże się limitowana edycja singla w wersji winylowej.

 

Utwór dostępny jest m.in. na Spotify ale możecie go posłuchać i obejrzeć też tutaj:

Trzeba przyznać, że utwór ma w sobie jakąś magiczną moc i chłodne fińskie piękno. Nie dziwi więc zatem fakt, że nasz wrażliwy Valos zalewał się łzami podczas jej słuchania (wyobrażacie to sobie? 🙂 )

Macie jakąś taką swoją piosenkę, która was wzrusza jako Valosa ten utwór?

Muszę poruszyć jeszcze parę kwestii związanym z pojawieniem się tego utworu… Słyszałam plotki, że ta piosenka to zaczątek jego płyty solowej… Jestem bardzo sceptycznie do tego nastawiona, bo po pierwsze jak wyżej zostało napisane, jest to tylko singiel na rocznicę istnienia wytwórni Love Records i nigdzie nie znalazłam informacji, jakoby utwór miał wejść w skład solowej płyty Valosa. Po drugie mieliśmy już szał związany z wystąpieniem Ville jako Rambo Rimbaud i też miała być płyta, coś solowego itp. itd. a sprawa przycichła i nigdy więcej nie usłyszeliśmy Rimbaud w akcji 😀

Także luz, bluz, sikoreczki i nie ekscytujmy się za bardzo 😀

To samo dotyczy się rzekomej „oficjalnej” strony Ville Valo na Facebooku:

Bez tytułu

Tak naprawdę nie wiemy kto ją założył i póki nie została ona zweryfikowana (musi się pojawić takie niebieskie kółeczko przy profilu, co oznacza, że FB ją zweryfikował jako należącą do osoby za którą się podaje, w tym przypadku za Ville) to ja patrzę na nią z dystansem 😀 Może to tylko stronka mająca reklamować cover i nic więcej, a może ktoś sobie ją założył dla własnego fejmu 😛 (handel lajkami cały czas jest podobno lukratywny hehe)

Pamiętajmy, że Valos cały czas jest na bakier z social media i nie sądzę, żeby to się zmieniło i nagle zobaczymy jego sweet focie na profilu (ehh to byłaby masakra 😛 )

Także spokojnie i nie nerwowo jak już mówiłam. Usiądźcie, posłuchajcie muzyki i się zrelaksujcie 😀

Bez tytułu

Pamiętacie jak narzekałam na chłopaków, że się obijają i tylko wakacjują? 😀 Muszę im zwrócić honor bo jednak coś tam robią: Burton tworzy coś na klawiszach, Valo nagrywa covery, a Linde…

Pojawi się na nadchodzącym Backstage Secrets’ Guitar Master Class w Sankt Petersburgu w Rosji. Impreza odbędzie się 11 września ( w sumie to już po wakacjach ehehe)

Miałam o tym wspomnieć już wcześniej ale mi „uciekło” 🙂 Na szczęście są tu osoby trzymające rękę na pulsie i zawsze mi przypomną co i jak 😛

A co robi w takim razie Jukka??? XD

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

 

Welcome to Finland! Doris w Krainie Czarów #Przygodnik

Hello Sweethearts!

Gdybym was zapytała z czym wam się kojarzy Finlandia, pewnie wiele z was odparłoby, że oczywiście z HIM i Ville Valo… No i oczywiście mielibyście rację 🙂 Co tam historia kraju, jego zabytki, bajkowe krajobrazy, cudowna zima i elfy śmigające podczas zorzy polarnej 😀

Nas interesuje pan Światło 🙂

Jako iż podróże są moją pasją, wypadałoby żebym w końcu ruszyła tam zadek i zwiedziła chociaż osławione Helsinki. No ale tak się składa, że zawsze coś mi wypada i moja wizyta w kraju skażonym oparami etanolu % w powietrzu 🙂 zawsze się jakoś przekłada.

Tym chętniej publikuję dzisiaj ten post, a w nim relację Doris, która odwiedziła to wyjątkowe, melancholijne państwo z dobrą wódką (Doris to prawda? :D) i Muminkami hasającymi gdzieś w tle hehe

A że wakacje zachęcają do wojaży, to post jak najbardziej na miejscu 😛 Tym bardziej, jeśli prowadzą one w odwiedziny do taty Valo ehehe No, ale poczytajcie sami:

„Chciałabym opowiedzieć wam o moim, dość spontanicznym, wakacyjnym wyjeździe do Finlandii, gdzie odwiedziłam dwa miasta m.in. Turku i Helsinki.

Na początku muszę wam powiedzieć, że polowałam na stronie Skyscanner na tanie bilety, bo wiadomo, że ceny codziennie się zmieniają i okazja mogła się trafić prędzej czy później. Był marzec, gdy weszłam na stronę Skyscanner żeby zobaczyć najtańszy miesiąc na wylot do Turku. Wyskoczył mi czerwiec – wybrałam więc sobie pobyt od 16.06 do 19.06.

Planowałam jeszcze w tym czasie odwiedzić Helsinki, bo wiedziałam że jeden, góra dwa dni wystarczą na zwiedzenie miasta Turku. Ostatecznie kupiłam bilety w okazyjnej cenie, bo za jedną osobę wyszło mi niecałe 140 zł, chociaż teraz w sierpniu można lecieć nawet za 89zł.

Sama nie mogłam w to uwierzyć ale byłam bardzo podekscytowana, ponieważ prędzej czy później i tak planowałam sobie zwiedzić Finlandię. Wylot miałam z Gdańska do Turku o godzinie 06:10. Lot był bezpośredni liniami Wizz Air. Czekałam już na odprawę o godzinie 3:30 a odbyła się ona dość szybko i bezproblemowo.

Lotnisko w TurkuNa lotnisku kupiłam jeszcze Żubrówkę (! – ładnie się zaczyna hehe -C.N.) dla kolegi Jyri, który jest finem i poznałam go przez stronę couchsurfing. Jest to strona internetowa, dzięki której można zaoferować darmowe zakwaterowanie lub znaleźć użytkowników oferujących nocleg we własnym domu czy mieszkaniu w wielu zakątkach świata. Na początku było bardzo ciężko znaleźć kogoś, kto zadeklarowałby przyjęcie mnie pod swój dach, ponieważ nie miałam żadnych referencji od hostów. Byłam nową i świeżą osobą na tej stronie więc musiałam zapracować sobie na jakąś referencję. Miałam tylko jedną prywatną referencje od koleżanki ale i tak to nie wystarczało. Logiczne jest, że ludzie nie chcą brać osób nie mających opinii na swój temat.

W odpowiednim czasie przyjął mnie pod swój dach Jyri. To u niego zatrzymałam się z moim chłopakiem na te kilka dni w Turku, by zwiedzić ten piękny kraj. Jako iż Couchsurfing jest darmowy, to za nocleg się nie płaci, jednak w zamian wypadałoby coś przywieźć bądź kupić przyjmującemu nas gospodarzowi, wystarczy jakiś drobiazg bądź mały upominek z naszego kraju. Myślałam również nad jakimś noclegiem w hotelu ale to niestety nie są to sprawy tanie.
Z tego co wiem, w Finlandii można prawie wszędzie się rozbić, mając namiot pod pachą, ale trzeba mieć szczęście do pogody.

Z moich doświadczeń w Turku wywnioskowałam, że Finowie lubią sobie CZASEM wypić. 🙂
Na miejscu byliśmy o godzinie 9:30, lot przebiegł naprawdę szybko. W Finlandii jest godzina do przodu więc musieliśmy się przestawić.

Lotnisko w Turku jest bardzo malutkie i jest położone 8 km na północ od centrum Turku. Posiada ono dwa terminale, w tym jeden przeznaczony specjalnie dla tanich linii lotniczych (obecnie wyłącznie Wizz Air).

Istotna wiadomość: Lotnisko w Turku niestety nie jest otwarte przez cały czas. Zamykane jest chyba koło 01:00 w nocy, a otwierane koło 04:10 bądź 05:00 rano.

Kiedy wylądowaliśmy pogoda w Turku niestety nam nie dopisała. Było deszczowo i dość chłodno, pomimo tego towarzyszyły nam wielkie emocje ponieważ wreszcie byliśmy w Finlandii.Z lotniska odebrał nas Jyri.

Jeżeli chodzi Karta turystycznao transport do centrum Turku to kursuje tam autobus numer 1, który zatrzymuje się od razu przy wyjściu z lotniska. Bilet kosztuje dla jednej osoby 3€. Taki bilet za 3€ jest ważny przez 2h i możecie ten bilet wykorzystać na wszystkie linie autobusowe. Podaje stronę – Foli
Jyri okazał się bardzo pomocną osobą. Oprowadził nas po mieście i wszystko wytłumaczył. Pokazał nam bibliotekę miejską ( Turun pääkirjasto) która znajduje się pod adresem Linnankatu 2, Keskusta 20100 Turku. Znajdował się tam darmowy dostęp do internetu.

Z racji takiej, że nasz kolega mieszkał 30 min od centrum Turku a dokładniej w VAALA to było nam wskazane jeździć autobusem codziennie i dość często.

Wykupiliśmy sobie bilet ważny na 4 dni, który kosztuje 16€ na jedna osobę. Taki bilet można kopić w centrum handlowym Skanssi (Kauppakeskus Skanssi), które znajduje się na ulicy Skanssinkatu 10 w Turku, bądź w jednym z punktów w samym środku Turku. Bilet wygląda jak karta, którą przykłada się za każdym razem do takiego urządzenia, które znajduje się przy kierowcy od razu przy wejściu do autobusu. Jest to TRAVEL CARDS i można się nią posługiwać w każdym autobusie który znajduje się w Turku. Są to specjalne karty przeznaczone dla turystów.

W pierwszym dniu pobytu w Turku 16 czerwca zarezerwowałam na stronie OnniBus dwa bilety autobusowe do Helsinek.  Płatność online jest tylko możliwe za pomocą waszej karty płatniczej. Następnie dostajecie numer rezerwacji, który musicie posiadać przy sobie w czasie wyjazdu.
Przepłaciłam dość sporo bo można taki bilet kupić nawet za 1 euro! Tyle, że rezerwacji można dokonać miesiąc wcześniej przed wyjazdem! Nie wcześniej!

autobus onnibus
Podróż do Helsinek przebiegła naprawdę szybko.
Z Turku do Helsinek Kampii jedzie się niecałe 2h i 15min! Nie odczuwa się tego przejazdu, w ogóle są zupełnie inne drogi niż u nas, a widoki są godne uwagi! Na miejsce dotarliśmy o 11:35. Onnibus zatrzymał się na stacji końcowej Kamppi, więc jest to środek samego centrum.

Panorama helsinek

Do Helsinek pojechałam z myślą, by zwiedzić najważniejsze punkty, te które sobie zaplanowałam i oczywiście odwiedzić obowiązkowo Kari Valo w Aikuisten Lelukauppa i zrobić u niego zakupy! Bo od dawna polowałam na tę słynną bluzę z logo jego sklepu. Pokazywał się w niej ostatnimi czasy sam Ville Valo!

Przed katedrą w HelsinkachOczywiście pogoda w Helsinkach nie była lepsza niż w Turku ale cóż… Byłam tak szczęśliwa, że tam jestem, że nic mi nie przeszkadzało! Kupiliśmy nawet na stacji autobusowej parasol za 5 euro, który był lekko uszkodzony ale co tam!
Nawet w tym deszczu zamierzałam chodzić i zwiedzać. Byłam oczywiście wcześniej przygotowana jak trafić na słynną ulicę Viides linja 7.
W domu zrobiłam zrzuty ekranu jak tam trafić pieszo. Jak się okazało na miejscu, to nie jest takie łatwe haha! Helsinki to dość duże miasto więc można się w nich zgubić ale i bardzo przytulne. Na szczęście była tam duża mapa miasta i punkt w którym się znajdujemy. Pamiętam jak mocno padało i było 13 stopni!

Po chwili się odnaleźliśmy i wiedzieliśmy już jak tam trafić! Droga okazała się bardzo banalna! Zdecydowaliśmy się przejść tam pieszo a zajęło nam to zaledwie 15-20 min choć oczywiście można było podjechać tam tramwajem lub autobusem.

Kiedy stałam na ulicy Viides linja 7, nie wierzyłam, że tam jestem. Cieszyłam się jak małe dziecko! Nie ukrywam, że się troszkę stresowałam, czy wejść i przywitać się i zapoznać z Kari Valo czy jednak zawrócić!

Przed sklepem taty Ville

Pomyślałam sobie: „Kurde! Tyle kilometrów wreszcie przebyłam, żeby tam wejść!” No i stało się… Weszłam do sexshopu taty Valo, po czym przywitał mnie on sam po fińsku z wielkim uśmiechem na twarzy! Pomijam fakt, że siedział sobie z kolegą hehe! Ale chyba kolega się spłoszył i żeby nie przeszkadzać po prostu wyszedł.

Przywitałam się więc z tatą Ville Valo, przedstawiłam mu się i rozmowa sama się potoczyła! Chciałam jeszcze dodać, że przed wyjazdem pisałam do Kari maile, więc mnie skojarzył kiedy mu się przedstawiłam!

Stałam w tym sklepie jakbym była w siódmym niebie: koszulki z HIM, zdjęcia Ville Valo, naklejki z heartagramem i oczywiście jakieś małe gadżety z HIM! DUŻO, DUŻO było ciekawych koszulek z nadrukami, no po prostu RAJ! Pierwsze co powiedziałam, to to że chciałabym kupić sobie tę bluzę co ma Ville. Kosztowała ona 45 euro. Kari zaproponował mi super promocje na dwie koszulki z logo heartagramem po 10 euro ale wzięłam jedną koszulkę z nadrukiem Aikuisten Lelukauppa i z ostatnią trasą koncernową naszego zespołu HIM, gdzie widniały także daty koncertów z Gdańska i Warszawy. Koszulka z nadrukiem logo sklepu kosztowała bodajże 10 euro, a z ostatnią trasą koncertową 15 euro, ale teraz dobrze nie pamiętam.

z Kari Valo

Zobaczyłam zdjęcie Ville z jego autografem ale Kari Valo powiedział, że ma tylko jedno takie zdjęcie z autografem jednak ma takie same zdjęcia niepodpisane i on sam może się tam podpisać! Powiedział, że zrobi mi super promocję i to zdjęcie będzie mnie kosztowało 2 euro haha! Przy kasie jeszcze mnie namówił na dwie naklejki!

Na tym zdjęciu z Ville napisał mi kilka miłych słów i nawet narysował mi różne obrazki. Wzięła Pana Valo wena twórcza haha! 🙂

Zakupy zrobione u taty Valo (5)

Ten człowiek jest tak przesympatyczną osobą, ciepłą i zabawną a do tego rozgadaną, że było nam szkoda się żegnać. Pogadaliśmy sobie o pewnych sprawach, no i zaprosił nas na grudzień na Helldone, gdzie HIM gra co roku! Mówił żebyśmy wpadli, a ja nie ukrywam, że myślałam o tym wcześniej, by się w tym roku wybrać na koncert Helldone! Bardzo mnie to ucieszyło! Schował mi zdjęcie Valo do koperty po czym chciał mi je wygnieść haha!

IMG_1605Naprawdę tata Ville Valo ma poczucie humoru! Byłam też bardzo mile zaskoczona jak dobrze mówi po angielsku! Bo powiem wam, że Jyri jest Finem ale bardzo ciężko było go czasami zrozumieć. Oczywiście większość Finów świetnie mówi w języku angielskim. Za to ja byłam zachwycona językiem fińskim… Powiem tak… Zakochałam się w tym języku i kraju. Przybywając tam na prawdę idzie się go nauczyć jeżeli chodzi o wymowę i akcent!

Kari Valo dał nam kilka ulotek, map i różnych informacji niezbędnych o Helsinkach. Za co ślicznie mu DZIĘKUJĘ! Generalnie z mojego punktu widzenia Finowie są bardzo romantyczni na swój sposób, uczuciowi i zdecydowanie lubią słuchać piosenek, gdzie w tekście występuje miłość. Dzięki Jyri poznałam zespół, który pochodzi z Finlandii i nazywa się Yö, a szczególnie chodzi mi o piosenkę zatytułowaną „Rakkaus On Lumivalkoinen” a po angielsku „Love me like you never did before”. Jest naprawdę urokliwa.

(Bez kitu ale mnie się naprawdę spodobała 😀 –> jak w końcu pojadę do Helsinek to już mam podkład muzyczny ehehe -C.N.)

Piosenka występuje w dwóch tłumaczeniach: po fińsku i angielsku.

Czasami się nie dziwie, że Valo ma takie teksty piosenek, gdzie głównie śpiewa o miłości i śmierci. To są Finowie! Chciałam jeszcze dodać, że Finowie jako ludzie są na swój sposób też bardzo specyficzni… Owszem cenią swoją prywatność ale zdarzają się wyjątki, chodzi mi głównie o to, że są niezłymi bałaganiarzami!

Akurat w Turku spotkałam się z takimi młodymi ludźmi, którzy przybywali w Burger Kingu od godziny 23:00 do 05:00 rano… (Ja się pytam, czy oni w ogóle śpią?!) Owszem byli już nieźle wstawieni, bo nie da się ukryć, że piją bardzo duużo alkoholu i palą ale trafili się tacy ludzie, którzy byli na prawdę niekulturalni. Zostawiali po sobie niezły bałagan! Ulica w Turku o godzinie 05:00 wyglądała jak po nocy sylwestrowej!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Były chwile dobre i złe w Turku, bo przecież idealnie nie mogło być. Poleciłabym na pewno osobom, które chciałyby się wybrać do stolicy Finlandii drogę, którą ja przybyłam, czyli wziąć samolot do Turku i z Turku autobusem Onnibus pojechać do Helsinek. Jest to opcja naprawdę korzystna i bardzo tania, jeśli ktoś chce tanim kosztem zwiedzić Finlandię. Wcześniej chciałam lecieć bezpośrednio do Helsinek ale ceny biletów były bardzo wysokie.

Ceny są tam znacznie wyższe – nie jest to tani kraj. Chodzi mi tu o produkty np. spożywcze – chleb w Finlandii jest drogi bo trzeba było dać powyżej 1 euro, ale ich chleb jest naprawdę smaczny! Najtańszą siecią handlową jest LIDL. Jeżeli chodzi o telefony czy zasięg to nie ma najmniejszego problemu. ”

No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy 😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule mail wpisując PRZYGODNIK 😀

img_7829_klein Helsinki-postcard-4

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie wyjazdu do Doris to śmiało piszcie do niej a ona z chęcią odpowie. Prowadzi ona stronkę:

HIM Poland – Polish Fans

I tam też możecie ją złapać o zapytać o cokolwiek tylko chcecie 🙂 A ja dziękuję Doris za poświęcony czas na przygotowanie tej relacji, oraz że w ogóle chciałaś się z nami podzielić swoimi wrażeniami 🙂 I może… Do zobaczenia kiedyś w Finlandii… Kto wie 😛

PS. Linde zarzucił nowym utworem więc jednak chłopcy się tylko lenią hehe

Natomiast Valos otacza się cały czas jakimiś pannami 😀

13438810_906003052879632_1058424279059358077_n

Ups, sorrka jest jeden rodzynek hehe Ej a czy ta z lewej to nie jest Sandra?

 Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Out Of Control – Ok or not Ok? :) –> One OK Rock

Witajcie,

Dzisiejszy tekst sponsorowany jest przez literkę M jak Mel   😀

SD

Są artyści, których twórczość lubi się od posłuchania pierwszych taktów, są też tacy, których zna się bardzo długo, ale ostatecznie brakuje tego czegoś, żeby zaiskrzyło. Miałam tak właśnie z One OK Rock. A potem kupiłam bilety na koncert i finalnie pokochałam tę uroczą zgraję z całym bogactwem inwentarza.

One OK Rock to już nie nowość na rynku muzycznym – dyskografia licząca siedem albumów studyjnych to już nie przelewki – jednak ilekroć mówię komuś o tym zespole, ludzie patrzą na mnie trochę dziwnie i przyznają, że nie mają bladego pojęcia o kim mowa. To tyle w kwestii usprawiedliwienia mojego wyboru. Jestem ciekawa czy Wy może już o nich słyszeliście?

One_ok_rock_logo_by_xxtaniamoritaxx-d5ia344

Zespół powstał w 2005 roku z inicjatywy obecnego gitarzysty i lidera grupy – Toru (山下 亨 Yamashita Tōru, ur. 1988), który wraz z Ryotą (小浜 良太 Kohama Ryōta, ur. 1989), grającym obecnie na basie (czasem też na klawiszach), był członkiem hip-hopowej grupy Heads. Taka (森内 貴寬 Moriuchi Takahiro, ur. 1988) stanął na pozycji wokalisty, opuszczając boysband NEWS. Początkowo zespół posiadał drugiego gitarzystę Alexa oraz perkusistę , jednak po drobnych komplikacjach panowie zrezygnowali, a miejsce zajął Tomoya (神吉 智也 Kanki Tomoya, ur. 1987).

Co do nazwy – ciocia Wikipedia twierdzi, że pochodzi od „one o’clock” – pory, w której grupa wynajmowała salę prób, ponieważ wtedy było najtaniej. Informację znalazłam też w jednym z wywiadów w języku japońskim, mogłam zatem wnioskować tylko z obrazków, że o to chodziło J Z czasem z „o’clock” zrobiło się „o’crock” – i finalnie mamy One OK Rock.

Cóż takiego panowie grają?

J-rocka. Jednak spokojnie – wymyślne fryzury, ciuchy i makijaże to nie ich bajka. Panowie od samego początku trzymali się daleko od visual kei (choć niekoniecznie stronią od usług fryzjerskich).  Wracając do tematu – One OK Rock grają łatwego do przełknięcia rocka alternatywnego wpadającego w post-hardcore. Sami nie boją mówić się o swojej muzyce „japanese emo rock”. Niektóre kawałki są przyjemnie punkowe – szczególnie te z początków kariery, a inne nawet popowe. Pytani o inspiracje, panowie zawsze wymieniają Good Charlotte, Linkin Park czy 30 Seconds To Mars i wiele innych – i rzeczywiście, te wpływy słychać mniej lub bardziej na poszczególnych krążkach. W czasie swojej kariery ich brzmienie stopniowo dojrzewało i w moim odczuciu zbliża się do standardów amerykańskich, nad czym nieco ubolewam. Z czasem zaczęło się robić coraz odważniej i głośniej, gitary nabrały całkiem przyjemnej ciężkości i pazura, a Taka nauczył się bardzo efektownie krzyczeć, jednak na 35xxxv zrobiło się dość układnie.

Teksty piosenek są przeważnie dwujęzyczne – Taka zgrabnie przechodzi z japońskiego na angielski, same utwory łatwo wpadają w ucho i transportują masę pozytywnej energii. Przesłanie jest proste – ciągła motywacja, by iść naprzód, tyle że One OK Rock nie jest z tym nachalny. To nie koncepcja, która każe ludziom padać na kolana, a raczej braterskie klepanie po plecach.

Obecnie brzmią tak (a wyglądają jak piętro wyżej)

Natomiast tutaj możecie poznać ich trochę bliżej. Piosenka pochodzi także z najnowszego albumu 35xxxv:

Za teksty odpowiedzialny jest w większości Taka. Jego pisanie nie jest specjalnie skomplikowane, ale w połączeniu z ekspresyjnym wokalem nie można odmówić jego lirykom siły wyrazu. Co jakiś czas zdarza się też całkiem fajny materiał do zeszyciku z sentencjami. Oczywiście, nie zabraknie też złamanych serc. Obok dynamicznych kawałków pojawiają się wpadające w ucho wolne utwory. Między gitarami i perkusją usłyszymy również dość często smyczki lub pianino, które wielu kompozycjom nadają wyjątkowej wzniosłości. Albumy są dobrze przemyślane i zawsze dopięte na ostatni guzik.

dream

(O ile się nie mylę to powyższa sentencja jest cytatem słów Jamesa Deana? -przyp. Catherine Noir)

Jacy oni są?

Z tego co zdążyłam się zorientować, panowie prócz pasji do muzyki dzielą wspólnie zamiłowanie do jedzenia i imprez. Dodatkowo z Ryoty jest niezły psiarz. Nie da się ukryć, że czuć chemię między tą czwórką. Niestety znalezienie głębszego wywiadu z napisami, nie wspominając już o wywiadzie po angielsku, nie jest łatwe. Bo to jest tak, że panowie mają z tym językiem całkiem spory problem, przez co są bardzo pocieszni. Taka robi co może, żeby coś powiedzieć, choć czasem nie rozumie, czego od niego chcą. I tak na przykład raz stwierdził, że w sumie bardzo lubi country i to country mu w duszy gra, ale zapytany, czemu w takim razie jest w rockowym zespole, nieco się biedak pogubił, więc wydaje mi się, że coś mu się pomieszało. Często dzielnie towarzyszy mu Ryota, któremu angielski idzie jeszcze gorzej, ale facet wydaje się tym specjalnie nie przejmować. Niżej znajdziecie wywiady z 2014 roku. Pierwszy jest naprawdę przekomiczny i uwierzcie, nie wstawiam go tutaj żeby się perfidnie pośmiać z ich znajomości angielskiego… to po prostu jest urocze. Poza tym panowie śmieją się z samych siebie. Zresztą, myślę, że przez ten czas ich umiejętności językowe już się polepszyły, ale nie wynalazłam niczego bardziej aktualnego, co by mi odpowiadało. Natomiast drugi wywiad jest z Knotfest, a usłyszeć można wszystkich – co prawda po japońsku, ale są napisy.

Lody przełamane, to teraz historia w pigułce

Debiutancki krążek Zeitakubyō wydany w 2007 roku został przyjęty dość ciepło, zdobywając 15. miejsce na liście Oricon. Na tym etapie w tekstach przeważał jeszcze japoński, a w kawałkach pojawiło się nawet trochu rapu w wykonaniu Toru. Tutaj One OK Rock jeszcze w pierwotnym składzie.

Zaledwie rok później ukazał się album Beam Of Light, z którego grupa długo nie była dumna. Zdobywając doświadczenie, zespół w końcu skierował się w stronę bardziej zachodniego brzmienia, na którym zawsze mu zależało, wydając również w 2008 Kanjou Effects. Był to moment, w którym dalsza działalność One OK Rock zawisnęła na włosku – niezgadzający się z kierunkiem, który obrał Taka na tym krążku, Alex został aresztowany pod zarzutem molestowania (wygląda na to, że nie chodziło o nic wielkiego i sprawę finalnie wyjaśniono pozasądowo) i opuścił zespół. Grupa nie wyobrażała sobie przyjęcia kogoś nowego, dlatego ostatecznie jedynym gitarzystą zespołu został Toru.

Rok 2010 przyniósł czwarty krążek Niche Syndrome. Zespół koncertował coraz intensywniej po Japonii, zahaczając też o kilka festiwali. Z tego etapu „Liar” (Ach, ten obłęd w oczach…)

Z kolei trasę koncertową promująca piąty album Zankyo Reference (2011) zakończył dwudniowy koncert w Yokohama Arenie. Wydarzenie zostało wyprzedane, a publiczność liczyła sobie 24 000 osób. W 2012 grupa zapuściła się poza granice Japonii koncertując w Korei Południowej, na Taiwanie i w Singapurze. Podczas festiwali w swojej ojczyźnie stanęła z kolei na głównych scenach.

„Re:make” z okropnie zaraźliwym riffem:

Spokojne „C.h.a.o.s.m.y.t.h.” z gitarami przypominającymi trochę dokonania Alter Bridge:

I rozkrzyczane „NO SCARED”.

Dalsze sukcesy przyniósł album Jinsei×Boku= (2013). Promujący go singiel „The Beginning” znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu „Rurouni Kenshin”, natomiast teledysk zdobył nagrodę MTV Japan w kategorii „najlepszy rockowy teledysk”. Nic więc dziwnego, że „The Beginning” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych kawałków One OK Rock, który obecnie ma już na koncie ponad 60 milionów wyświetleń na YT. W 2013 zespół spróbował swoich sił podczas pierwszej światowej trasy koncertowej, docierając do Europy, gdzie bilety na koncerty sprzedawały się jak świeże bułeczki. Stopy panów z One OK Rock stanęły również w Nowym Jorku, Los Angeles, Toronto i Filadelfii, a także w Ameryce Południowej.

Czy ja już wspominałam o porywających refrenach? Kolejny jego przykład:

Może „The Beginning” ma wiele wejść, ale to teledysk do „Be The Light” jest moim zdaniem arcydziełem. Poza tym, piękne przesłanie.

Nad siódmym krążkiem 35xxxv pieczę sprawował John Feldmann. Kolejne dwie piosenki – „Mighty Long Fall” oraz „Heartache” – zasiliły ścieżkę dźwiękową dwóch następnych części adaptacji filmowej mangi „Rurouni Kenshin”, co z pewnością wpłynęło na umocnienie pozycji zespołu w rodzinnej Japonii. Na marginesie dodam, że odtwórca głównej roli, Takeru Sato, oraz Taka wydają się być dobrymi kumplami.

Wielkim wydarzeniem w karierze Japończyków był kolejny dwudniowy koncert – tym razem na Yokohama Stadium przed publicznością liczącą 60 000 ludzi. Zespól zagrał dwadzieścia kawałków, całość wydano na DVD pod nazwą „Mighty Long Fall Live at Yokohama Stadium 2014” (oczywiście dostępne również na YT, jakże by inaczej).

Wejście smoka przy „Ansaizunia”. Daje pogląd na skalę wydarzenia.

„Whenever You Are” – jedna z tych koszmarnie pięknych balladziastych ballad i popis komunikacji niewerbalnej między Taką a Toru.

I akustyczna wersja piosenki „Yokubou ni Michi ta Seinendan” z początków kariery. Jak widzę wyszczerzonych Ryotę i Tomoyę, to włącza mi się instynkt starszej siostry (choć jestem od nich trochę młodsza…). Jeżeli nie chce Wam się słuchać przemowy Taki, to przewińcie do 2:30.

35xxxv ujrzał światło dzienne w 2015 roku, a One OK Rock szaleli na scenach w różnych miejscach na Ziemi. W Stanach towarzyszyli im All Time Low oraz Sleeping with Sirens. Pobyt w USA zaowocował również kontraktem z Warner Bros. Records oraz wydaniem 35xxxv (Deluxe) – angielskojęzycznej wersji albumu.

„Last Dance”

Panowie już pracują nad materiałem na nową płytę – jestem strasznie ciekawa czy zachowają to bardziej wygładzone amerykańskie brzmienie. Mam nadzieję, że nie będzie tylko po angielsku i że zespół nie straci tego czegoś, co jednak sprawia, że wyróżnia się na tle kolegów z USA. Sprecyzowałabym o co chodzi, ale niestety nie potrafię.

Całkiem niedawno Taka popełnił dwa covery – „Hello” Adele i „Pillowtalk” Zayna, za które zarówno jemu, jak i zespołowi nieco się oberwało od co niektórych fanów – że taki pop to hańba. Moim skromnym zdaniem – głupota. Jasne, można było pobawić się w inna aranżację muzyczną, ale czy to absolutnie konieczne? Wrzucam cover „Hello”, gdzie wokal Taki w akompaniamencie fortepianu brzmi w pełnej krasie, choć może w nieco innej odsłonie.

Koncert w Polsce

One OK Rock przybył do Polski po raz pierwszy 1 czerwca tego roku. Koncert w Warszawie wyprzedał się w zawrotnym tempie i mogę powiedzieć Wam jedno – panowie na żywo są rewelacyjni i z miejsca zarażają swoją energią. Publiczność nie potrzebowała ani piosenki na rozruch. I o ile na początku zespół raczył nas angielskimi wersjami piosenek, o tyle kiedy publiczność zgranym chórem odśpiewała zwrotkę po japońsku, Taka zrozumiał, że nie ma się czego obawiać i że tutaj japoński nikogo nie wystraszy. Odniosłam również wrażenie, że takiego gorącego powitania zespół się nie spodziewał. W każdym bądź razie – obiecali, że do nas wrócą.

Strona www: One OK Rock

Facebook: FB ONE OK ROCK

Dziękuję, że wytrwaliście do końca i mam nadzieję, że może choć jedna piosenka zasili Waszą playlistę. Merci, kiitos i arigato!

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!