Out Of Control – Ok or not Ok? :) –> One OK Rock

Witajcie,

Dzisiejszy tekst sponsorowany jest przez literkę M jak Mel   😀

SD

Są artyści, których twórczość lubi się od posłuchania pierwszych taktów, są też tacy, których zna się bardzo długo, ale ostatecznie brakuje tego czegoś, żeby zaiskrzyło. Miałam tak właśnie z One OK Rock. A potem kupiłam bilety na koncert i finalnie pokochałam tę uroczą zgraję z całym bogactwem inwentarza.

One OK Rock to już nie nowość na rynku muzycznym – dyskografia licząca siedem albumów studyjnych to już nie przelewki – jednak ilekroć mówię komuś o tym zespole, ludzie patrzą na mnie trochę dziwnie i przyznają, że nie mają bladego pojęcia o kim mowa. To tyle w kwestii usprawiedliwienia mojego wyboru. Jestem ciekawa czy Wy może już o nich słyszeliście?

One_ok_rock_logo_by_xxtaniamoritaxx-d5ia344

Zespół powstał w 2005 roku z inicjatywy obecnego gitarzysty i lidera grupy – Toru (山下 亨 Yamashita Tōru, ur. 1988), który wraz z Ryotą (小浜 良太 Kohama Ryōta, ur. 1989), grającym obecnie na basie (czasem też na klawiszach), był członkiem hip-hopowej grupy Heads. Taka (森内 貴寬 Moriuchi Takahiro, ur. 1988) stanął na pozycji wokalisty, opuszczając boysband NEWS. Początkowo zespół posiadał drugiego gitarzystę Alexa oraz perkusistę , jednak po drobnych komplikacjach panowie zrezygnowali, a miejsce zajął Tomoya (神吉 智也 Kanki Tomoya, ur. 1987).

Co do nazwy – ciocia Wikipedia twierdzi, że pochodzi od „one o’clock” – pory, w której grupa wynajmowała salę prób, ponieważ wtedy było najtaniej. Informację znalazłam też w jednym z wywiadów w języku japońskim, mogłam zatem wnioskować tylko z obrazków, że o to chodziło J Z czasem z „o’clock” zrobiło się „o’crock” – i finalnie mamy One OK Rock.

Cóż takiego panowie grają?

J-rocka. Jednak spokojnie – wymyślne fryzury, ciuchy i makijaże to nie ich bajka. Panowie od samego początku trzymali się daleko od visual kei (choć niekoniecznie stronią od usług fryzjerskich).  Wracając do tematu – One OK Rock grają łatwego do przełknięcia rocka alternatywnego wpadającego w post-hardcore. Sami nie boją mówić się o swojej muzyce „japanese emo rock”. Niektóre kawałki są przyjemnie punkowe – szczególnie te z początków kariery, a inne nawet popowe. Pytani o inspiracje, panowie zawsze wymieniają Good Charlotte, Linkin Park czy 30 Seconds To Mars i wiele innych – i rzeczywiście, te wpływy słychać mniej lub bardziej na poszczególnych krążkach. W czasie swojej kariery ich brzmienie stopniowo dojrzewało i w moim odczuciu zbliża się do standardów amerykańskich, nad czym nieco ubolewam. Z czasem zaczęło się robić coraz odważniej i głośniej, gitary nabrały całkiem przyjemnej ciężkości i pazura, a Taka nauczył się bardzo efektownie krzyczeć, jednak na 35xxxv zrobiło się dość układnie.

Teksty piosenek są przeważnie dwujęzyczne – Taka zgrabnie przechodzi z japońskiego na angielski, same utwory łatwo wpadają w ucho i transportują masę pozytywnej energii. Przesłanie jest proste – ciągła motywacja, by iść naprzód, tyle że One OK Rock nie jest z tym nachalny. To nie koncepcja, która każe ludziom padać na kolana, a raczej braterskie klepanie po plecach.

Obecnie brzmią tak (a wyglądają jak piętro wyżej)

Natomiast tutaj możecie poznać ich trochę bliżej. Piosenka pochodzi także z najnowszego albumu 35xxxv:

Za teksty odpowiedzialny jest w większości Taka. Jego pisanie nie jest specjalnie skomplikowane, ale w połączeniu z ekspresyjnym wokalem nie można odmówić jego lirykom siły wyrazu. Co jakiś czas zdarza się też całkiem fajny materiał do zeszyciku z sentencjami. Oczywiście, nie zabraknie też złamanych serc. Obok dynamicznych kawałków pojawiają się wpadające w ucho wolne utwory. Między gitarami i perkusją usłyszymy również dość często smyczki lub pianino, które wielu kompozycjom nadają wyjątkowej wzniosłości. Albumy są dobrze przemyślane i zawsze dopięte na ostatni guzik.

dream

(O ile się nie mylę to powyższa sentencja jest cytatem słów Jamesa Deana? -przyp. Catherine Noir)

Jacy oni są?

Z tego co zdążyłam się zorientować, panowie prócz pasji do muzyki dzielą wspólnie zamiłowanie do jedzenia i imprez. Dodatkowo z Ryoty jest niezły psiarz. Nie da się ukryć, że czuć chemię między tą czwórką. Niestety znalezienie głębszego wywiadu z napisami, nie wspominając już o wywiadzie po angielsku, nie jest łatwe. Bo to jest tak, że panowie mają z tym językiem całkiem spory problem, przez co są bardzo pocieszni. Taka robi co może, żeby coś powiedzieć, choć czasem nie rozumie, czego od niego chcą. I tak na przykład raz stwierdził, że w sumie bardzo lubi country i to country mu w duszy gra, ale zapytany, czemu w takim razie jest w rockowym zespole, nieco się biedak pogubił, więc wydaje mi się, że coś mu się pomieszało. Często dzielnie towarzyszy mu Ryota, któremu angielski idzie jeszcze gorzej, ale facet wydaje się tym specjalnie nie przejmować. Niżej znajdziecie wywiady z 2014 roku. Pierwszy jest naprawdę przekomiczny i uwierzcie, nie wstawiam go tutaj żeby się perfidnie pośmiać z ich znajomości angielskiego… to po prostu jest urocze. Poza tym panowie śmieją się z samych siebie. Zresztą, myślę, że przez ten czas ich umiejętności językowe już się polepszyły, ale nie wynalazłam niczego bardziej aktualnego, co by mi odpowiadało. Natomiast drugi wywiad jest z Knotfest, a usłyszeć można wszystkich – co prawda po japońsku, ale są napisy.

Lody przełamane, to teraz historia w pigułce

Debiutancki krążek Zeitakubyō wydany w 2007 roku został przyjęty dość ciepło, zdobywając 15. miejsce na liście Oricon. Na tym etapie w tekstach przeważał jeszcze japoński, a w kawałkach pojawiło się nawet trochu rapu w wykonaniu Toru. Tutaj One OK Rock jeszcze w pierwotnym składzie.

Zaledwie rok później ukazał się album Beam Of Light, z którego grupa długo nie była dumna. Zdobywając doświadczenie, zespół w końcu skierował się w stronę bardziej zachodniego brzmienia, na którym zawsze mu zależało, wydając również w 2008 Kanjou Effects. Był to moment, w którym dalsza działalność One OK Rock zawisnęła na włosku – niezgadzający się z kierunkiem, który obrał Taka na tym krążku, Alex został aresztowany pod zarzutem molestowania (wygląda na to, że nie chodziło o nic wielkiego i sprawę finalnie wyjaśniono pozasądowo) i opuścił zespół. Grupa nie wyobrażała sobie przyjęcia kogoś nowego, dlatego ostatecznie jedynym gitarzystą zespołu został Toru.

Rok 2010 przyniósł czwarty krążek Niche Syndrome. Zespół koncertował coraz intensywniej po Japonii, zahaczając też o kilka festiwali. Z tego etapu „Liar” (Ach, ten obłęd w oczach…)

Z kolei trasę koncertową promująca piąty album Zankyo Reference (2011) zakończył dwudniowy koncert w Yokohama Arenie. Wydarzenie zostało wyprzedane, a publiczność liczyła sobie 24 000 osób. W 2012 grupa zapuściła się poza granice Japonii koncertując w Korei Południowej, na Taiwanie i w Singapurze. Podczas festiwali w swojej ojczyźnie stanęła z kolei na głównych scenach.

„Re:make” z okropnie zaraźliwym riffem:

Spokojne „C.h.a.o.s.m.y.t.h.” z gitarami przypominającymi trochę dokonania Alter Bridge:

I rozkrzyczane „NO SCARED”.

Dalsze sukcesy przyniósł album Jinsei×Boku= (2013). Promujący go singiel „The Beginning” znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu „Rurouni Kenshin”, natomiast teledysk zdobył nagrodę MTV Japan w kategorii „najlepszy rockowy teledysk”. Nic więc dziwnego, że „The Beginning” jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych kawałków One OK Rock, który obecnie ma już na koncie ponad 60 milionów wyświetleń na YT. W 2013 zespół spróbował swoich sił podczas pierwszej światowej trasy koncertowej, docierając do Europy, gdzie bilety na koncerty sprzedawały się jak świeże bułeczki. Stopy panów z One OK Rock stanęły również w Nowym Jorku, Los Angeles, Toronto i Filadelfii, a także w Ameryce Południowej.

Czy ja już wspominałam o porywających refrenach? Kolejny jego przykład:

Może „The Beginning” ma wiele wejść, ale to teledysk do „Be The Light” jest moim zdaniem arcydziełem. Poza tym, piękne przesłanie.

Nad siódmym krążkiem 35xxxv pieczę sprawował John Feldmann. Kolejne dwie piosenki – „Mighty Long Fall” oraz „Heartache” – zasiliły ścieżkę dźwiękową dwóch następnych części adaptacji filmowej mangi „Rurouni Kenshin”, co z pewnością wpłynęło na umocnienie pozycji zespołu w rodzinnej Japonii. Na marginesie dodam, że odtwórca głównej roli, Takeru Sato, oraz Taka wydają się być dobrymi kumplami.

Wielkim wydarzeniem w karierze Japończyków był kolejny dwudniowy koncert – tym razem na Yokohama Stadium przed publicznością liczącą 60 000 ludzi. Zespól zagrał dwadzieścia kawałków, całość wydano na DVD pod nazwą „Mighty Long Fall Live at Yokohama Stadium 2014” (oczywiście dostępne również na YT, jakże by inaczej).

Wejście smoka przy „Ansaizunia”. Daje pogląd na skalę wydarzenia.

„Whenever You Are” – jedna z tych koszmarnie pięknych balladziastych ballad i popis komunikacji niewerbalnej między Taką a Toru.

I akustyczna wersja piosenki „Yokubou ni Michi ta Seinendan” z początków kariery. Jak widzę wyszczerzonych Ryotę i Tomoyę, to włącza mi się instynkt starszej siostry (choć jestem od nich trochę młodsza…). Jeżeli nie chce Wam się słuchać przemowy Taki, to przewińcie do 2:30.

35xxxv ujrzał światło dzienne w 2015 roku, a One OK Rock szaleli na scenach w różnych miejscach na Ziemi. W Stanach towarzyszyli im All Time Low oraz Sleeping with Sirens. Pobyt w USA zaowocował również kontraktem z Warner Bros. Records oraz wydaniem 35xxxv (Deluxe) – angielskojęzycznej wersji albumu.

„Last Dance”

Panowie już pracują nad materiałem na nową płytę – jestem strasznie ciekawa czy zachowają to bardziej wygładzone amerykańskie brzmienie. Mam nadzieję, że nie będzie tylko po angielsku i że zespół nie straci tego czegoś, co jednak sprawia, że wyróżnia się na tle kolegów z USA. Sprecyzowałabym o co chodzi, ale niestety nie potrafię.

Całkiem niedawno Taka popełnił dwa covery – „Hello” Adele i „Pillowtalk” Zayna, za które zarówno jemu, jak i zespołowi nieco się oberwało od co niektórych fanów – że taki pop to hańba. Moim skromnym zdaniem – głupota. Jasne, można było pobawić się w inna aranżację muzyczną, ale czy to absolutnie konieczne? Wrzucam cover „Hello”, gdzie wokal Taki w akompaniamencie fortepianu brzmi w pełnej krasie, choć może w nieco innej odsłonie.

Koncert w Polsce

One OK Rock przybył do Polski po raz pierwszy 1 czerwca tego roku. Koncert w Warszawie wyprzedał się w zawrotnym tempie i mogę powiedzieć Wam jedno – panowie na żywo są rewelacyjni i z miejsca zarażają swoją energią. Publiczność nie potrzebowała ani piosenki na rozruch. I o ile na początku zespół raczył nas angielskimi wersjami piosenek, o tyle kiedy publiczność zgranym chórem odśpiewała zwrotkę po japońsku, Taka zrozumiał, że nie ma się czego obawiać i że tutaj japoński nikogo nie wystraszy. Odniosłam również wrażenie, że takiego gorącego powitania zespół się nie spodziewał. W każdym bądź razie – obiecali, że do nas wrócą.

Strona www: One OK Rock

Facebook: FB ONE OK ROCK

Dziękuję, że wytrwaliście do końca i mam nadzieję, że może choć jedna piosenka zasili Waszą playlistę. Merci, kiitos i arigato!

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

15 thoughts on “Out Of Control – Ok or not Ok? :) –> One OK Rock

  1. Mój młodszy brat i moja młodsza siostra bardzo lubią One OK Rock.
    Mnie jakoś ich twórczość nie przypadła do gustu szczerze mówiąc.
    To nie mój typ.

    Jeśli chodzi o japoński rock to moja siostra słucha jeszcze X-Japan, za którym również nie przepadam.

    • Ja wpierw zżyłam się z niektórymi kawałkami – właśnie dzięki młodszej siostrze 🙂
      Jeśli chodzi o X-Japan, to próbowałam, ale jakoś bez szału. Pewnie wrócę do nich ponownie za jakiś czas, żeby sprawdzić. U mnie wiele rzeczy musi nabrać mocy, więc już niczego nie skreślam po pierwszym podejściu (pomijając oczywiście skrajne wyjątki).

  2. Znam całkiem nieźle 😀 Osobiście nie przepadam za typowym J-rock’iem, ale właśnie u nich tak tego nie słychać, za to dzięki Tobie już wiem z jakimi zespołami mi się kojarzą 🙂 Najbardziej jednak zaskoczyła mnie wzmianka o Johnie Feldmannie. Serio, ten człowiek ostatnio jest wszędzie hahah. No i też produkuje właśnie drugą płytę pewnego amerykańskiego zespołu, o którym kiedyś napiszę, jak odnajdę wenę.

    • Haha, podejrzewam, że One OK Rock mają właśnie ambicje, żeby też być wszędzie – czego im oczywiście życzę, tylko właśnie… niech zachowają ten japoński pierwiastek. Stąd też pewnie wybór Feldmanna. A jaki zespół masz na myśli, mogę spytać? Czy ma być niespodzianka?;)
      Z tego co się orientuję, wiele młodych japońskich zespołów (chociażby Alexandros) obiera „bardziej przystępną” dla reszty świata drogę, choć to nie jest reguła.

      Osobiście sama miałam baaardzo trudne początki z j-rockiem (i Japonią, i w ogóle Azją XD), ale całe szczęście mam dość zjaponizowanych przyjaciół, więc w końcu nie dość że usłuchałam się z japońskim, to jeszcze nieźle się wciągnęłam w całą resztę. Punktem zwrotnym była twórczość Miyaviego, a potem dobiłam do innych brzmień i okazało się, że tamtejsza muzyka jest mi klimatycznie o wiele bliższa niż mogłabym się spodziewać. Nawet szalony visual kei już mi nie straszny. Obecnie choruję na B-T, ale w gronie ulubieńców są też The GazettE, Vamps, L’arc en Ciel (i w ogóle twórczość Hydego), Dir En Grey czy Ningen Isu. Poza tym cały czas wpadam na coś nowego i jeszcze do Korei dobiłam…

      Co do All Time Low i Sleeping with Sirens – drugiego jeszcze nie przesłuchałam, a All Time Low miałam okazję słyszeć na żywo przed koncertem Green Daya w 2013, ale jakoś wtedy nie zrobili na mnie wrażenia. Pamięta tyle, że f*cki leciały na prawo i lewo, a muzyka miała fatalną jakość (chyba wina Altas Areny albo dźwiękowców, GD też nie brzmieli za dobrze). Skoro jednak mówisz, że warto, to się skuszę 😉

      • Niespodzianka, choć możesz ich kojarzyć, bo te wszystkie zespoły rockowe to taka jedna, wielka rodzina. Najpierw trafiłam właśnie na All Time Low, potem na ten zespół, który opiszę, potem na Sleeping with Sirens, a jak już wgłębiałam się w ich biografię, to wyhaczyłam inne zespoły, z którymi współpracowali 😀 Co do ATL i SWS to osobiście duuuużo bardziej lubię ten drugi. Wokalista Kellin Quinn nagrał teledysk z Pierce the Veil. Kellin ma głos, jakby nałykał się helu, a wokalista PTV, jakby był podduszaną wiewiórką z tej bajki o 3 wiewiórach. Oo i nie wiedziałam nawet, że ATL byli w Polsce. Trafiłam na nich dopiero rok później. Ogólnie ich muzyka trafia bardziej do nastolatków (choć ja też dopiero od niedawna mam dzieścia). ATL lubię za charaktery. Wokalista i gitarzysta są zdrowo walnięci, choć podejrzewam, że pozostała dwójka też nie jest gorsza 😀

        A co do Jrocka, to mój były chłopak miał na nich fazę, przez co musiałam słuchać z nim Miyaviego i An Cafe. Nie wkręciłam się :/

  3. @ Mel

    No tak… The GazettE i Miyavi – ich też znam dzięki siostrze 😀 😛

    Taka ciekawostka (pewnie wiesz):
    Miyavi wystąpił w filmie Angeliny Jolie pt. „Unbroken”.

    O koreańskiej muzyce nawet mi nie przypominaj…
    Moja siostra miała fioła na punkcie k-pop’u 😛

    Fajnie, że „Out of Control” ruszył pełną parą 😉 Oby tak dalej 🙂

  4. Ej to chyba ja tylko jestem takim nieogarniętym muzycznie człowiekiem 😛 Ale fajnie widzieć, że notka się ukazała ( ustawiłam automatyczną publikację bo byłam na wiosce i lapka nie wzięłam :D)

  5. @ catherine

    To teraz właśnie dzięki „Out of Control” będziesz miała szansę się nieco ogarnąć 😀

  6. Pierwsze słowa,które cisnęły mi się do głowy po obejrzeniu pierwszego klipu to było hasło LimaKa odnośnie promowania anoreksji hehe 😀
    Druga myśl dotyczyła niewątpliwie ich wieku (dopiero potem doczytałam,że chłopaki mają pod 30-stkę 😉 ) i stwierdziłam,że to taka japońska młodzieżowa wersja One Direction.I,nie zrozumcie mnie źle,bo pod względem technicznymi uważam,że OD jest bardzo dobrze dopracowane tylko,że moim zdaniem głębokiej myśli przewodniej w utworach One Direction nie ma-ot,rewelacyjna popowa maszyna do robienia kasy.Jeśli ktoś jest tutaj fanem OD to z góry mówię,że nie mam zamiaru jechać po nich tylko mam takie odczucia.
    Ale wracając do One OK Rock sumiennie poszukałam sobie ich dyskografii na necie i przesłuchałam.I rzeczywiście wydaje mi się,że pierwsze utwory,tak jak wspominała Mel,były bardziej z pazurem i pokazywały indywidualność zespołu.Chwilami przypominali niewątpliwie zespoły,którymi się inspirują.Od siebie dodałabym jeszcze wielkie podobieństwo do Papa Roach w czasach ich świetności i tego głodu,kiedy to ich kawałki wyrywały z fotela.Teraz panowie z OOR zdecydowanie dążą w kierunku amerykańskiego brzmienia-co uważam za słaby pomysł,bo zleją się z pozostałymi kapelami grającymi podobną muzykę.
    Zaskoczyła mnie informacja o tym,że trzy z ich utworów znalazły się na ścieżkach dźwiękowych do filmów o samuraju Kenshin’ie. Muszę przyznać,że jestem wielką fanką anime (chociaż mój entuzjazm jakoś nie przekłada się na filmy japońskie) i aż się bliżej przyjrzę tym filmom,bo nie do końca trafia do mnie,że w podkładzie muzycznymi filmu osadzonego w realiach dynastii Meiji ktokolwiek śpiewa po angielsku 😉 Byłam też szczerze zdziwiona tym,że panowie słabo mówią po angielsku.Muszę przyznać,że Japonia,pod względem znajomości angielskiego,kojarzy mi się nieco ze Skandynawią,gdzie ponad 90% społeczeństwa mówi w tym języku w stopniu bdb.
    Urzekła mnie piosenka „Yokubou ni Michi ta Seinendan” w wersji akustycznej,a „Re:make” rzeczywiście męczy mnie od kilku dni tym chwytliwym refrenem 😀
    Natomiast w trakcie poszukiwań info o tym zespole natrafiłam na taką fotkę https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/7d/e6/1d/7de61d8d4ef847736846f308b23b8e51.jpg o ile dobrze rozpoznaję jest to lider zespołu i gitarzysta-Toru.I na tej focie szalenie przypomina mi Ville,z młodzieńczych lat http://i940.photobucket.com/albums/ad243/SammJamm22/Ville%20Valo/Ville-1.jpg Wydaje mi się też,że jest do niego podobny w kontekście podejścia do muzyki (poza tym wydaje się taki bardzo serio i bardzo poważnie zakręcony jak VV przed odwykiem)-widać,że jest bardzo skupiony np. na koncertach/próbach i wręcz pilnuje pozostałych jak grają,a zabawianie i łapanie kontaktu z publiką pozostawia wokaliście.Na marginesie powiem,że ma bardzo ładne dłonie, prawie tak ładne jak VV 😀 W ogóle to wydaje się najmniej imprezowy z całej czwórki-poważnie są znani z zamiłowania do imprez? 🙂 Po zachowaniu Toru stwierdziłabym,że reszta się bawi,a on stoi z boku i patrzy 😀

    • Fajnie, że przebrnęłaś przez dyskografię, bo miałam ogromny problem z wybraniem kawałków 😉 Poza tym jestem osobą, która przerabia wszystko płytami i to one dla mnie mówią coś o twórczości zespołu w danym momencie. Single mogą być dobre, a reszta już niekoniecznie.
      Dobre z tą anoreksją 😉 Oni są po prostu drobni, ale porównując z innymi Japończykami z branży, ci wyglądają całkiem w porządku. Zobacz sobie jakiś występ Vamps z Apocalypticą. Eicca i Hyde to taki kontrast, że masakra.
      Kiedy usłyszałam OOR po raz pierwszy, myślałam, że są ode mnie o wiele młodsi. Przede wszystkim dlatego, że wokal Taki po prostu taki jest. Natomiast z ocenianiem wieku po wyglądzie u Japończyków dalej mam problem – zawsze okazuje się, że są starsi niż myślę. Nie dziwię Ci się, że pomyślałaś o OD. Też do nich nic nie mam, niektóre kawałki lubię sobie posłuchać, tylko właśnie – brakuje czegoś więcej. A OOR to coś mają, dlatego mam nadzieję, że na nowej płycie nie będzie całkiem amerykańsko…
      Słabo łapię się jeszcze w standardach japońskich, ale słyszałam, że Japończycy boją się mówić po angielsku, bo wiedzą, że go kaleczą (co jest niezmiernie urzekające). Tutaj jednak widać typowy brak wiedzy, więc naprawdę nie wiem.
      Na zdjęciu jest rzeczywiście Toru i trochę podobieństwa jest, choć nie wpadłabym na to sama. To chyba kwestia oczu, a konkretnie powiek, i trochę linii szczęki. Odbieram jego osobę tak jak Ty i to jego z całej czwórki lubię najbardziej. Kiedyś wpadłam na wywiad, w którym bardzo fajnie mówił o muzyce, że w gruncie rzeczy nie chodzi o piosenkę, tylko o emocje i wspomnienia, jakie z nią wiążemy. Ma też całkiem inną charyzmę niż Taka, co w sumie działa na jego korzyść. Osobiście bardzo lubię patrzeć jak gra i zamiata swoją blond grzywką 😉 Nie wiem do końca, jak to jest z tym imprezowaniem, ale możesz mieć rację, choć gdzieś mówił, że też lubi. Imprezowanie imprezowaniu jednak nierówne. Trochę dowodów rzeczowych znajdziesz na ich Instagramach.
      Co do live action Rurouni Kenshin – nie czytałam jeszcze mangi ani nie widziałam anime, więc nie mam porównania. W filmie jest trochę mankamentów. Na przykład pojawiają się postaci, o których nic nie wiemy, a mają całkiem spory potencjał. Ogólnie to bardzo lekka opowieść, więc czegoś wielkiego się nie spodziewaj. Trochę jakby patrzeć Władcę Pierścieni w zminimalizowanej wersji, a główny zły jest prześmieszny. Polecam jednak dla samych kostiumów i scen walki, no i dla Takeru Sato (chyba że tylko mi spodobał się tak bardzo ;P W sumie to trochę ten typ urody co Toru). Zakochałam się w ścieżce dźwiękowej z pierwszej części (te skrzypce!), natomiast OOR słychać dopiero na końcu (chyba że czegoś nie dosłyszałam w trakcie).
      Innych filmów na razie Ci nie umiem polecić. Mam masę rzeczy czekających na obejrzenie, ale kiedy ta chwila nadejdzie, to nie wiem ;D

  7. Zauważyłam, że moje komentarze tuta pojawiają się dopiero po jednym dniu od ich napisania. Hm.

    @ Vixen Black
    No to jestem bardzo ciekawa czy znam 🙂 Rozbawiłaś mnie opisami głosów wokalistów, więc przesłuchałam to i owo. Dotychczas kojarzyłam Kellina tylko z widzenia i jeny – w życiu bym nie pomyślała, że on ma taki glos XD Nie słucha się tego źle. Natomiast ATL zaskoczyli mnie pozytywnie, bo nie tak ich zapamiętałam. Już wiem czego będę słuchać, jak mnie najdzie na takie klimaty.
    Odnoście Miyaviego – wróciłam do niego gdzieś po dwóch latach… Na początku miałam go za szaleńca nie do przejścia. Później rozwalił mnie kawałkiem „Gravity”. Bardzo go cenię za podejście do muzyki i do świata, a muzykę za energię, eksperymenty i kapitalną gitarę. No i wokal – facet ma bardzo przyjemną chrypkę.

    A An Cafe nie znałam – na razie tyłka mi nie urwali. W sensie, znając te inne zespoły, nie zaskoczyli mnie na razie niczym szczególnym.

    @ LimaK
    Wiem o filmie, ale cały czas zapominam, że chcę go obejrzeć. Wiem, że Mev bardzo przeżywał swoją rolę.

    K-pop… Powiem tak, byłam przerażona po pierwszym zetknięciu (bodajże był to Bigbang „Fantastic baby”, który teraz przyprawia mnie o uśmiech i nabrał mocy sentymentalnej – na początek nie polecam). Zresztą, nie myślałam, że istnieje miejsce na ziemi, gdzie boysbandy mają się tak dobrze i jest ich TYLE (zespoły żeńskie też są). Za sprawą siostry posłuchałam tego i owego i przyznaję bez bicia – mam kilku faworytów (m.in. solowy projekt Taemina). Do tego trzeba trochę dystansu. Poza tym odezwała się we mnie słabość do brzmienia ich języka. Trudno też wszystkich wrzucać do jednego worka, choć jak ktoś w ogóle nie słucha takiej muzyki, to ciężko będzie;)

    @ Catherine

    Mnie również cieszy, że się ukazała 🙂 A „nieogarnięciem” się nie przejmuj. Ja non stop słyszę „serio tego nie znasz?”. Wszystkiego znać nie można, ale fajnie się powymieniać.

  8. @Mel dowiesz się za jakieś dwa miesiące, no chyba, że nie wytrzymasz, to mogę Ci na ucho zdradzić hahahah. Ja właśnie poznałam Kellina przez „King for a Day” i żeby wsłuchać się tak na poważnie, musiałam to zapętlić z 5 razy. Przez pierwsze 3 razy rechotałam z ich głosów. Dla mnie Kellin to taki dzieciak, a tu proszę, żona i córka. Na Spotify jest ich album w wersji Unplugged. Jak ogółem lubię SWS, tak po tym się zakochałam. Już samo to, co mówi tam Kellin, jest takie… fajne. Dla mnie te wszystkie zespoły są takie typowo, na rozluźnienie i pośmianie się. Co więcej, moja kumpela zaczytywała się kiedyś w fanfictions, gdzie Kellin i Vic z Pierce the Veil romansowali ze sobą. Napisałam „kiedyś”, bo zniszczyłam ją wyobrażeniem, jak to Kellin poddusza krawatem Vic’a, przez co ten piszczy głosem wiewiórki 😀

    A co do tego, co napisała @liv o One Direction, jako dorosła, była ich fanka, w pełni się zgadzam. Umówmy się, te wszystkie faneczki zawsze lecą przede wszystkim na wygląd i anielskie głosiki. A jak ktoś z zespołu jest bad boy’em, to +50 do zajebistości. Sama słucham wielu gatunków, ale głębi w popie jeszcze nigdy nie doświadczyłam. To po prostu piosenki do nucenia pod nosem, mają trafiać do młodych osób. Teksty nie mogą mieć większego sensu, bo byłyby za trudne dla 70% nastolatków.

    Ogółem zauważyłam pewną prawidłowość występującą w boysbandach, jak i o dziwo, w części zespołów rockowych, gdzie jest 5 kolesi (czyli np. ten zespół „niespodzianka”)
    Każdy z nich musi mieć przypisaną rolę. Jest lider, mąż większości fanek-chodzący ideał, jest zespołowy śmieszek, jest nieśmiałek, jest pan poważny i jest pan bad boy.
    W sumie, to niegłupie, bo każda dziewczyna znajdzie w zespole kogoś do uwielbiania 😀

  9. Ehh @ Mel, to mnie załatwiłaś 😛
    Zamiast siedzieć nad projektem na jutro,oglądam na Instagramie zdjęcia z imprez japońskich małolatów (powiedziała ta w tym wieku) hehe 😀 Swoją drogą wydaje mi się,że masz rację i ich imprezowanie jest bardzo,bardzo skromne w porównaniu do takiego jakie fundował sobie Ville 🙂 Ich przygotowania do Halloween rozwaliły mnie kompletnie,aż się popłakałam ze śmiechu – to chyba basista https://www.instagram.com/p/9e0vPQultu/ hehe 😀 A tak na marginesie dlaczego w tych imprezach biorą udział tylko panowie? Rozumiem,że cała obsługa techniczna czy zespoły,z którymi grają. Ale w sieci w ogóle jakoś wyjątkowo mało jest ich zdjęć z kobietami wieku wszelakiego. To wynika z uwarunkowań kulturowych czy jakiś gender nam się tu wkrada …? 😉
    Ciszę się,że intuicja mnie nie zawiodła co do spojrzenia na ten zespół i jego frontmana-rzeczywiście wygląda bardzo malowniczo grając na gitarze i machając grzywką.Niemniej dorobił się już jednego nawyku (tak jak VV wykrzywia tak dziwnie wargi i połyka mikrofon) – oblizuje się i często z językiem na wierzchu się fotografuje np. https://www.instagram.com/p/BE8NlPYOlnf/ lub http://vignette4.wikia.nocookie.net/drama/images/a/af/Tumblr_me9dqdbiDE1qaaolmo1_500.jpg/revision/latest?cb=20140111223643&path-prefix=es

    @ Vixen Black
    W Twojej teorii coś jest-tylko tutaj chyba mamy 3 wesołków (najbardziej rozrywkowy jest chyba perkusista) i jednego lidera zespołu-stonowanego i wycofanego wesołka 🙂 Hasło „+50 do zajebistości” mnie rozwaliło 😀 Chociaż jak teraz tak myślę o tym podziale to chyba w anime,w reverse harem albo school romance, są takie typy bohaterów zazwyczaj 🙂 Pytanie brzmi na ile przekłada się to na realia.

  10. @ Vixen Black, poczekam. Chyba, że mi się odmieni. Lubię niespodzianki ;D A tego albumu unplugged poszukam. Czuję się skuszona.
    @ liv – wybacz, nie chciałam żeby ucierpiał na tym Twój projekt XD Absolutnie nie czuję się kompetentna, aby prawić tu jakieś mądrości na temat japońskiej kultury, niestety. Sama dopiero poznaję, czytam i w ogóle, ale już wiem, że chcę tam kiedyś pojechać. W kwestii imprez w wersji light powiem tak – Japończycy wydają się grzeczniejsi. Więcej zwraca się uwagę na to, co przystoi, a co nie. Ważne jest, jak cie traktuje zbiorowość, w różnych grupach można różne rzeczy. Poza tym cenią prywatność, o czym sama zdołałam się przekonać ostatnio, szukając pewnych informacji o innym zespole. Wiemy praktycznie to, co sami powiedzą i to naprawdę jest fajne. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego tak mało z nimi dziewczyn. Wydaje mi się, że tutaj to raczej przypadek.

    I chyba jest tak, że liderem jest Toru, a frontmanem jednak Taka. Nie analizowałam ich zdjęć aż tak dokładnie, ale rzeczywiście – Toru chyba lubi wystawiać język (na zdjęciu grupowym z koncertu u nas też wystawił). Ja za najweselszego z całej ekipy miałam Ryotę – basistę:)

    Co do boysbandów… Wydaje mi się, że podziały na role są nieuchronne w jakiekolwiek grupie, to kwestia charakterów – potem korzysta na tym chociażby literatura. Przy okazji zetknięcia z koreańskimi boysbandami dowiedziałam się, że tam są ściśle określone role „zawodowe” – jest rapper, jest główny tancerz, lider itd. Jeśli chodzi o „wybieranie sobie” ulubieńca, które wspomniała @ Vixen – to samo przeszło mi przez głowę, jak zobaczyłam band składający się z bodajże dziesięciu członków. No do wyboru, do koloru 😉 W jakiś dziwny sposób fascynuje mnie to zjawisko. Zdaję sobie sprawę, że za tym stoi komercja, ale z drugiej strony to dalej są ludzie (może naiwna jestem), więc to tu, to tam coś pewnie skapnie osobistego. Nie mówię jednak, że zawsze, więc pewnym rzeczy nie kupuję. Zaczęłam jednak doceniać pewne koncepcje czy choreografie. Więc finalnie w kwestii popu dochodzę do wniosku, że dopóki komuś coś do duszyczki przemawia, albo w ucho wpada, to czemu tego nie słuchać. Co się dokładnie kryje pod wszystkim, co do nas dociera – nigdy się nie dowiemy (ale pogdybać można i wybrać to, co nas przekonuje). Uczyłam trochę gimnazjalistów i mieliśmy fajny układ – ja mówiłam, że posłucham OD (pal licho, że już ich znałam), a im pakowałam coś nowego:D Co prawda nasłuchałam się potem, że słucham staruchów, ale co tam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s