Dlaczego Ville Valo ma obsesję na punkcie mrocznej strony?

Dzień dobry 🙂

Dzisiaj mam dla was fajny tekst o Ville i pisarzach, filmach, muzykach, które go ukształtowały, zainspirowały oraz miały jakikolwiek wpływ na jego charakter jako dorastającego chłopaka.

Bardzo fajny tekst, inny niż te wszystkie wywiady w których pytany jest w zasadzie o to samo 🙂 No i tym razem, oczywiście chłopina się rozgadał, ale przy tłumaczeniu nie miałam ochoty go udusić za używanie naprawdę dziwnych słów (a nieco więcej światła na to, dlaczego takich używa znajdziecie w tekście, kiedy sam musiał się dobrze postarać aby przeczytać pewne książki hehe – nie wiem, może to teraz jakaś jego mała zemsta XD)

Poza tym, uświadomiłam sobie dzięki temu tekstowi, że chyba warto nadrobić pewne rzeczy o których wspomniał Valo. Jako nastolatka sięgnęłam kiedyś kuszona ciekawością, do Poego ale np. z tekstów Lovecrafta nie przeczytałam chyba nic 😀 Także miłego czytania i równie miłego popołudnia życzę 🙂

365

Dlaczego Ville Valo ma obsesję na punkcie mrocznej strony?


Lovecraft, Poe, Argento i inni: frontman zespołu HIM Ville Valo o kulturowych bohaterach, którzy ukształtowali go jako muzyka.

Kiedy byłem mały, mieliśmy w domu tysiące książek. Mój tata był zachłannym antykwariuszem – miał w zwyczaju kupować stare gazety i książki, choć niekoniecznie drogie. Większość fińskich książek nie jest szczególnie interesująca wizualnie czy też oprawiona w skórę, ale ciągle potrafią być one piękne. Tata po prostu kochał kupować przypadkowe książki o przeróżnej tematyce.

Myślę, że moje wprowadzenie do horroru nastąpiło, gdy miałem 12 lat, kiedy to pewien Fin przetłumaczył prace HP Lovecrafta. Mieliśmy kilka kolekcji jego krótkich opowiadań i powieści, a pierwszymi, jakie pamiętam, że przeczytałem, były „Przypadek Charlesa Dextera Warda” (1972) oraz „W górach szaleństwa” (1931). Kiedy miałem jakieś 15 lat, kupiłem zbiór wszystkich jego prac i zajęło mi siedem lat, aby nauczyć się czytać je bez słownika na kolanach. Język fińskich tłumaczeń był niesamowicie archaiczny i zawierał wiele przymiotników, które nawet rodowity Anglik uznałby za trudne*. Wspaniałe w Lovecrafcie jest to, że nigdy nie jest zbyt obrazowy. Lovecraft pisze bardziej o niewypowiedzianych rzeczach budzących przerażenie, które „gdzieś tam są” i które trudno ubrać w słowa, dzięki czemu wyobraźnia czytelnika ma spore pole do popisu, a całość robi jeszcze większe wrażenie.

lvr

Jego książki nie niosą ładunku emocjonalnego, wszystko kręci się wokół bohatera, który na końcu dostaje obłędu. Nie ma romansu, właściwej konwersacji – jego pisarstwo opiera się na celowaniu prosto do celu. W pewnym sensie jest niemal oschłe. Ale potem znowu znajdujemy opisy architektury miasta z dokładnością do milimetra kwadratowego. To naprawdę szalone historie, a zdania są tak cholernie długie, że miną wieki, nim wbijesz sobie to gó*no do głowy! To było iście kafkowskie. Zresztą Franz Kafka był drugim pisarzem, w którego twórczość  zagłębiłem się jako dzieciak. Znacznie później przetłumaczono wszystkie te horrory z lat 20., więcej „dziwnej fikcji”, na którą Lovecraft miał tak ogromny wpływ. Kiedy byłem dzieciakiem, wiedziałem jedno – że absolutnie kocham te wszystkie straszne rzeczy. Myślę, że to były moje początki z fantastyką.

Byłem i nadal jestem wielkim fanem Carla McCoya i Fields Of The Nephilim, a oni używali elementów “Mitów Cthulhu” Lovecrafta w swoich piosenkach, szczególnie w „The Watchman” na drugiej płycie [The Nephilim, 1988]. Jako nastolatek nie zdawałem sobie sprawy, że rozwija się u mnie pociąg do ciemnej strony. Słuchałem Carcass oraz Napalm Death i wtedy pogrążyłem się w metalu. Te zespoły stanowiły oprawę muzyczną do moich Poe’owskich fantazji, tak przypuszczam. Rzecz w tym, że kiedy coś mnie zainteresuje, jestem jak koń z klapkami na oczach – skupiam się na jednej rzeczy, więc gdy w czymś się zakochuję, jak to było w przypadku Edgara Allana Poego, czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce związane z tematem, a później o tym zapominam. To nie tak, że mam przyjaciela na całe życie w postaci literatury. Nawiasem mówiąc, w zeszłym tygodniu przeczytałem do poduszki „Eleonorę” Poego.

Właściwie zagłębiłem się w Poego, kiedy zaczęli pokazywać powtórki filmu Rogera Cormana z występującym w nim Vincentem Pricem. Wpierw obejrzałem „Maskę Czerwonego Moru” oraz „Grobowiec Ligei” [obydwa z 1964 roku]. Nie oglądałem „Grobowca” od lat, ale nawet jeśli minęło tyle czasu, różne rzeczy pozostaną w pamięci przez resztę twojego życia. Pamiętam, że film zaczynał się od pogrzebu, który był bardzo fatalistyczny i ponury, przypomina mi to zespół Cathedral i ich frontmana Lee Dorriana – jest z klasą i zarazem klasycznie. „Zagłada domu Usherów” [1960] jest równie niesamowita. Pierwsze zdanie, które w nim pada, jest świetne. Ktoś puka do drzwi, te otwierają się, a Vincent Price mówi [Ville bezbłędnie naśladuje jego sposób mówienia]: „Co to ma znaczyć?” To fantastyczne!

Pierwszy raz zobaczyłem Vincenta Price’a w tych właśnie filmach Cormana. Nie widziałem wcześniejszych czarno-białych produkcji, w których był młodym idolem typu matinée. (dziennym, zapewne chodzi o filmy, które nie są rodzajem filmów grozy – przyp. C.N.) Dla mnie zawsze był facetem z horrorów, choć później w latach 80. zagrał wraz z Bette Davis we wspaniałym dramacie pod tytułem „Sierpniowe wieloryby”. Zawsze kochałem jego akcent i tonalność (zapewne chodziło mu o „ton” – przyp. Mel) jego głosu – ma naprawdę wspaniały głos. Vincent Price faktycznie był moim ulubieńcem. Miałem zamiar zrobić sobie jego tatuaż od naprawdę bardzo, bardzo dawna. Miałem tę przyjemność, że Kat Von D robiła wszelkie portrety na moim ciele, więc byłoby głupio, gdyby ktoś inny zrobił dla mnie Vincenta.

Zabawna rzecz wydarzyła się, kiedy nagrywaliśmy “Screamworks”. W Kalifornii stał stary kościół, którego postanowiono zburzyć, a Vincent kupił kilka ławek i niektóre witraże. Kiedy zmarł, jego córka sprzedała z jego prywatnej kolekcji wiele rzeczy na Ebayu. Udało mi się zdobyć kawałek jego witrażu. Zwisał z sufitu podczas nagrywania tego właśnie albumu. Nie jest ani szczególnie wyszukany, ani szczególnie ozdobny, ale dla mnie stanowi bardzo ważny zabytek.

W tym samym momencie, kiedy fińska telewizja pokazywała filmy Cormana, emitowano także filmy z wytwórni Hammer Horror z Christopherem Lee oraz Peterem Cushingiem. Lubiłem je, ale Cushinga w roli Sherlocka Holmesa wprost uwielbiałem. [Lee] zagrał w kilku filmach, w tym także w „Psie Baskervillów” [1959]. Jestem wielkim fanem Sherlocka Holmesa. Nie czytałem wiele prac Artura Conana Doyla, ale powstało kilka naprawdę wspaniałych adaptacji. Tak jak Vincent, Christopher Lee miał świetny głos, ale był zbyt dobry i przystojny.

To wszystko działo się za czasów kaset VHS. Pamiętam, jak tata znalazł kiedyś 400 używanych kaset w śmietniku. Ktoś wyrzucił wszystkie te filmy. Oglądałem je latami jako dzieciak. To w ten sposób odkryłem Luisa Banuela i Felliniego. Mige i ja mieliśmy dostęp do dobrych horrorów, bo mieliśmy odpowiednich przyjaciół. Większość tych rzeczy przychodziło do Finlandii z Holandii, gdzie nie cenzurowano niczego. To była podobna sytuacja do tej, jak czekasz aż twój ulubiony zespół wypuści nagranie na winylu, a ono ukazuje się o ósmej rano następnego dnia. Coś w stylu „Hej, chodź no tutaj, właśnie się dowiedziałem, że w ten weekend dostanę ,The Evil Dead!’” Po raz pierwszy zobaczyłem „The Evil Dead” na naprawdę złej kopii kopii, która była kopią kopii. Niezbyt ogarnialiśmy, co się w ogóle dzieje, ale i tak było to naprawdę ekscytujące. Dzisiaj, kiedy wszystko jest od razu podane jak na tacy, trudno o takie emocje. Nagrywaliśmy co się dało, a ja zgromadziłem ogromną kolekcję niewyobrażalnej ilości horrorów, w tym „Wysłannika Piekieł” Clive’a Barkera. Ja i Mige mieliśmy tak dużego hopla na punkcie tego filmu, że w końcu poznałem Douga Bradley’a – aktora, który grał Pinheada. Wciągnąłem się także w serię Barkera „Księgi Krwi”. To były jeszcze czasy, kiedy  korzystało się z bibliotek – Amazon nie istniał, a  ja nie miałem pieniędzy. Co by się stało, gdybyś – powiedzmy – zobaczył jeden z filmów Cormana i odkrył, że jest on adaptacją książki Poego? Poszedłbyś do biblioteki, zapisał się na listę oczekujących i czekał na książkę. Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby dzieciaki były do tego teraz zmuszone? Z pewnością by oszalały!

Myślę, że każdy jako nastolatek czytał trochę Poego. Jego historię są naprawdę „Poe-tyczne”. Tak samo jak Lovecraft, posiada swój oryginalny styl. Mige jest fanem Stephena Kinga, ale ja pomimo tego, że lubię kilka adaptacji filmowych jego książek, nigdy jakoś nie wciągnąłem się w jego pisarstwo. Jest wspaniały w tym, co robi, ale jest to trochę zbyt mainstreamowe – nigdy tak naprawdę nie pobudziło mojej fantazji. Jego syn pisze pod pseudonimem Joe Hill. Napisał książkę pod tytułem „Pudełko w kształcie serca” [2007]. Wszystkie rozdziały nosiły nazwę klasycznych rockowych utworów – a sam tytuł pochodzi od piosenki Nirvany, jest tam także jeden pod tytułem „Black Dog” i jeden nazwany „Hurt”. Teraz Joe Hill jest już naprawdę dobrym pisarzem, potrafi doskonale trzymać człowieka w napięciu.

Kolory w filmach Cormana są bardzo żywe – te błękity i czerwienie. Nie są za bardzo podobne do prac Daria Argento, lecz kiedy zobaczyłem „Odgłosy” [1977] po raz pierwszy, zauważyłem podobieństwa między nimi. Nawet jeśli historie są zupełnie inne, można zobaczyć, jak panowie czerpali od siebie. Przez długi czas HIM używał soundtracku z tego filmu jako intro do naszej muzyki.

Zawsze kochałem Goblina, grupę, która go [soundtrack] stworzyła, podobnie jak i większość rzeczy do filmów Argento. Są włoskim zespołem progresywnym i wszystkie ich kawałki brzmią jak g*wno w moich uszach, ale muzyka, którą zrobili dla Dario była niesamowita. Z Dario jest tak, że pewne momenty świadczą o wspaniałości jego filmów, a w innych pojawia się coś zupełnie dziwnego. Przypomina pod tym względem Davida Cronenberga, kolejnego wielkiego reżysera. Dario sięgał po różne gatunki, nie tylko horrory, ale również filmy noir, do których należą jego wczesne prace: „Ptak o kryształowym upierzeniu” [1970], „Kot o dziewięciu ogonach” [1971]. Ale nawet gdyby stworzył tylko „Odgłosy”, byłoby to wystarczające. Dario jest dziwnym gościem. Jeśli obejrzysz jego wywiady, stwierdzisz, że nie ma do końca równo pod sufitem, co jest świetne!

W zasadzie, to jesteśmy z nim w kontakcie w związku ze stworzeniem dla nas klipu – byłoby niesamowicie mieć coś takiego, na co sami balibyśmy się patrzeć! Wizualnie HIM nie skopiował tego stylu, ale jest to definitywnie jedna z tych rzeczy, która uświadomiła mi, jak bardzo ważny jest ten aspekt naszej muzyki. Kiedy miksowaliśmy nasz pierwszy album, mieliśmy wydrukowaną okładkę położoną na konsoli, więc kiedy nad tym pracowaliśmy, chcieliśmy, aby dźwięk pasował do okładki. Zawsze jest jakieś powiązanie.

Pierwszy raz usłyszałem o Austinie Osmanie Sparze dzięki Carlowi McCoyowi. Ten to dopiero jest ekscentrycznym gościem! Spare był artystą, magikiem i wszystkim pomiędzy. Pod koniec XIX wieku był cudownym dzieckiem, jeśli przyszło mu cokolwiek namalować, był jednym z najmłodszych artystów, który wystawił się w Akademii Królewskiej. Wpadłem na niego przed erą Internetu i było prawie niemożliwe dowiedzieć się o nim czegoś więcej – nie napisano wtedy jeszcze za wiele na jego temat. Ale kawałek po kawałeczku dowiadywałem się coraz więcej. Czytałem książkę „Psychonauta” Petera Carolla o Magii Chaosu i okazało się, że Austin Osman Spare wynalazł coś, co nazywamy Magią Sigili, więc to wszystko jakoś się ze sobą łączy. To jak zagłębianie się w Aleistera Crowley’a poprzez Led Zeppelin: „Kim jest do cholery ten gość, którego tak ubóstwiał Jimmy Page?”. Istnieje książka pod tytułem Austin Osman Spare: The Life & Legend Of London’s Lost Artist” (nie znalazłam polskiego odpowiednika więc chyba nie została wydana w naszym języku – przyp. C.N) autorstwa Phila Bakera. Naprawdę fascynująca lektura, facet  naprawdę był jedyny w swoim rodzaju.

ob

Spare wyprzedził takich surrealistów, jak Dalego. Stworzył te anarmoficzne obrazy. Jest taki jeden, naprawdę sławny, pędzla Holbeina [„Ambasadorowie”, 1533], z dwoma gośćmi wraz z Memento Mori – wydłużoną czaszką, na którą trzeba patrzeć pod pewnym kątem, aby ukazała się w całej okazałości. Zawsze lubiłem iluzje optyczne, prace artystów takich jak Escher, kiedy byłem młodszy. Później zafascynowałem się Shigeo Fukudą, japońskim artystą, który stworzył wiele prac z cieni, na przykład wbijając tysiące gwoździ w powierzchnię, z których wyłania się obraz motocyklu, kiedy padnie na nie światło pod odpowiednim kątem. Na „Screamworks” mieliśmy zakonnicę z podwójną parą oczu… Kocham rzeczy tego typu. A potem odkryłem Mayę Deren, kobietę wytatuowaną na mojej skórze. Była awangardowym twórcą filmowym, ale pamiętam ją z naprawdę nawiedzonego obrazu [z filmu „Sieci popołudnia”, 1943]. Wyglądała przez okno i nie można było do końca odczytać wyrazu jej twarzy, trudno było powiedzieć czy jest wkurzona, samotna czy co. Zobaczyłem ten obraz po raz pierwszy, gdy widniał na okładce singla Primal Scream [Crystal Crescent/Velocity]. To jedno z tych zdjęć, które przypominają mi, dlaczego tak bardzo kocham fotografię.

Jest jeszcze jedna praca – zdjęcie Evelyn McHale – kobiety, która popełniła samobójstwo skacząc z Empire State Building. Skoczyła, a student fotografii zrobił jej zdjęcie. Wygląda na nim, jakby wypoczywała, całkowicie spokojna. Przypomina Królewnę Śnieżkę, która zasnęła na zawsze na zmiażdżonym samochodzie – nie ma krwi, połamanych kości ani niczego podobnego. Zdjęcie to otrzymało tytuł „Zdjęcia Roku” w magazynie „Life” w 1947 roku. A potem Andy Warhol użył go w swojej pracy „Suicide” (Fallen Body” [1962]. Na „Tears On Tape” intro otwierającego album, „Unleash The Red” jest bardzo John Carpenterowskie. Kiedy byłem dzieciakiem, leciał “Piątek 13-nastego”, “Koszmar z ulicy Wiązów” i inne filmy w których chodziło o pocięcie kogoś, co było nawet przez chwilę zabawne, ale zawsze wolałem rzeczy niepokojące, psychologicznie przerażające. „Halloween” [1978] okazał się najstraszniejszym filmem; praca kamery na zasadzie point-of-view, dźwięk oddechu Michaela Myersa, no i muzyka Carpentera, który jest naprawdę świetnym kompozytorem. Film zawiera dość dużo przemocy, ale wiele rzeczy dzieje się poza ekranem, co jest najlepszym sposobem na budzenie przerażenia – przez niepokazywanie tego. To jak z Lovecraftem, który sprawia, że ludzie pozwalają swojej wyobraźni pogrywać ze swoimi najgorszymi lękami. Jest taka scena z Jamie Lee Curtis palącą jointa w swoim samochodzie na krótko przed rozpętaniem się tego całego piekła, a z radia słyszymy piosenkę „Don’t Fear The Reaper” Blue Oyster Cult. Chodzi o budowanie tego złowieszczego nastroju.

rCcqWas

Mam nadzieję, że HIM wywołuje takie uczucie – bycia nie z tego świata. Najlepsze zespoły to potrafią. Type O Negative byli zdolni stworzyć tą naprawdę dziwną kombinację. Mieli strasznie oschłe poczucie humoru, będąc jednocześnie nieco strasznymi i zabawnymi – jeśli chcesz być poje*any, bądź poje*any, ale jednocześnie bądź tym przerażony. Peter Steele jest jedną z moich ikon, koniec kropka. Eksperymentował ze swoją muzyką, starając się znaleźć idealny balans pomiędzy czymś naprawdę ładnym, czymś naprawdę melancholijnym i czymś naprawdę mocno uderzającym. To świetna kombinacja – wszystko, czego dorastający chłopak potrzebuje…

Ville Valo was speaking to Grant Moon.

Source: TeamRock

Tłumaczenie: Catherine Noir

Korekta: Mel

177

Noo także… ja ostatnio natrafiłam na „W paszczy szaleństwa” Johna Carpentera i mam go już za sobą (całkiem niezły klimat, dzisiejsze nastolatki tego nie ogarną chyba :P) a resztą zajmę się jak skończę „Opowieść o złodzieju ciał” 🙂 (tak, Anne Rice jest moim „Poem”) i chyba sięgnę po Lovecrafta (którego opowiadanie jest właśnie dziwnym trafem wspomniane w książce 🙂 ), choć doszły mnie słuchy, że na podstawie jego tekstów będą kręcić serial hehe

Jak to Valo mówi, to wszystko się jakoś łączy…

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

Reklamy

19 thoughts on “Dlaczego Ville Valo ma obsesję na punkcie mrocznej strony?

  1. Mroczniejsza strona skojarzyła mi się z Lordem Vader’em O.o
    Chciałabym więcej takich wywiadów. Ville jest tu wyjątkowo szczery 😀
    I serio, jak jeszcze miałam jakieś wątpliwości, czemu on jest taki, a nie inny, to już mi się wszystko rozwiało. Koleś, który jako dziecko czytał takie skomplikowane rzeczy, nie może być normalny.
    Książki o Sherlock’u są fajne.
    I boję się tego teledysku.
    Zawsze zastanawiało mnie, czemu niektórzy tatuują sobie cudze twarze. Hołd hołdem, ale to takie… dziwne.
    I teraz muszę sobie puścić moje ukochane „Don’t Fear The Reaper”.
    Aha i niech ktoś powie chłopakom z HIM, że wywołują takie uczucie, o jakim mówił Valos. Wystarczy, że puszczę sobie jakąś ich balladę.
    Ale serio, w zeszłym dziesięcioleciu to naprawdę musiało być silne przeżycie, ten ich koncert.
    Tak naszła mnie myśl, że Ville byłby świetnym hipnotyzerem. Głosem zaczarowałby każdego 😀

    • Ja też lubię takie jego gadanie, fajnie się to czyta, rozjaśnia nam nieco jego naturę i może zachęci kogoś do sięgnięcia po jedno z wymienionych przez niego dzieł. A no i człowiek nie wyrywa sobie włosów jak się zajmuje tłumaczeniem/ korektą 😀 hehe Z Mel już poruszałyśmy temat i zawsze wypływa jak się pojawia nowy tekst 😀
      Co do Sherlocka, to ja jako dzieciak czytałam książki ale jeśli chodzi o adaptację to kocham po prostu serial „Sherlock” z Cucumberem 😛 (Benkiem Cumberbatchem heh) i siwieję czekając na każdy nowy sezon no ale…
      I twarzy też bym sobie nie wytatuowała, to mi się wydaje zbyt… osobliwe – if you know what I mean 😀

  2. Przyznam się bez bicia, że to właśnie dzięki Valo sięgnęłam po Poego, a dokładnie to po zobaczeniu zdjęcia, które wkleiłaś jako ostatnie 😉 Przypomniało mi się, że kiedyś na zajęciach w LO coś było, chciałam pogrzebać więcej, ale oczywiście odłożyłam to na wieczne „później”. Niemniej Poego polecam – w opowiadaniach buduje niesamowity klimat, a poematy tez mają w sobie ten dreszczyk (tu warto sięgnąć po oryginał. Czytałam całkiem niedawno „Kruka” i po angielsku brzmi o niebo lepiej).
    Lovecrafta długo omijałam szerokim łukiem, choć polecano mi go od bardzo dawna. To trochę inny kaliber niż Poe, moim zdaniem mniej romantyczny, jak zauważył też pan Valo, ale ma w sobie coś, co sprawia, że po przeczytaniu jednego opowiadania, sięga się po następne. I naprawdę – to są rzeczy, które sprawiają, że w głowie huczy od obrazów.

    @ Catherine, tak, Rice jest i moim Poem… „Wampir Lestat” i Wywiad z wampirem” to perełki, które są rozkosznie gotyckie. Niestety z Rice im dalej tym gorzej jeśli chodzi o pomysły, ale sama narracja chyba nigdy nie przestanie mnie urzekać (wiem, wiem, już sie nad tym rozpływałam). „Opowieść o złodzieju ciał” bardzo wciągnęła mnie pare lat temu. Tylko głupoty i próżności w takim wymiarze nie mogłam Lestatowi wybaczyć.

    Zaintrygowały mnie te filmy… Życia mi braknie, serio. Natomiast fakt, że wszystko się jakoś ze sobą łączy, nigdy nie przestanie mnie fascynować. Kiedy zaczęłam czytać ten tekst, zdałam sobie sprawę, jak bardzo stęskniłam się za wywiadami tego typu z VV.

    @ Vixen – rzeczywiście, kiedyś ich koncerty były bardziej nie z tego świata, choć coś z tej aury jeszcze mają. Z drugiej strony, to coś momentami mocno ucieka i sama już nie wiem, na ile mi to przeszkadza. Co do hipnotyzera – pamiętam, jak przeprawiałam się przez wywiad zapakowany na DVD Digital Versatile Doom. Podejść było kilka, bo zasypiałam XD

    • Ja się zabiorę i za Poego i za Lovecrafta ale kurczątko, muszą się ustawić w kolejce hehe Jeżuu, jakby tak można było zatrzymać czas, żeby sobie książki poczytać 😀
      A ja sobie kupiłam „Złodzieja ciał” bo przeczytałam resztę a ta mi umknęła no i chciałam mieć „przyjaciela” ze sobą podczas wyjazdu bo mi się dziwny stres załączył nie wiadomo dlaczego i skąd 🙂 No i tak sobie jadę i czytam a pod nosem od czasu do czasu nawet podśmiechuję heh Lestat zawsze był próżny (ja to mam boskie ciało i najlepsze garnitury haha o włosach nie wspomnę a moje oczy są olśniewające :P) Skończę to zobaczę co ten głupek namieszał tam. Fajnie tylko wrócić do „starego” Lestata bo już najnowszej książce już mówiłyśmy co i jak 🙂
      No jakże mogłaś zasypiać na wywiadzie Valosowym??? Jak on tak ciekawie gada i gada i gada… I to jeszcze tym głębokim głosem, jakby opowiadał powieść do poduszki… Oh, wait… 😀

  3. Tatuowanie cudzych twarzy dla mnie podchodzi pod dziwne uwielbienie. Dziwnie bym się czuła wiedząc, że ktoś ma „mnie” na ręce. No, chyba że „twarz” to goła babka, to co innego 😉

    Co do hipnotyzowania głosem, to właśnie Ville nadawałby się, żeby mi gadać przed snem. Może w końcu coś podziałałoby na moją bezsenność. Chociaż dziwnym trafem, jak po południu słucham sobie HIM na słuchawkach, to urywa mi się film. Szkoda, że nie działa w nocy 😦

    Do serialu o Sherlock’u jakoś nie doszłam. Na filmwebie mam zaznaczone parę filmów i seriali, które MUSZĘ obejrzeć, ale nie mam siły się za to zabrać. Lato latem, ale ten upał działa na mnie osłabiająco. Jak nigdy 😦

    Książek do przeczytania też mam mnóstwo, ale kompletnie nie umiem się skupić. Dziwię się, jakim cudem przy moim rozkojarzeniu jeszcze żyję, ale mniejsza…

    Widziałam zdjęcia Valosa z Londynu i teraz pytanie: gdzie jest Will Francis? 😀 Ahh, czy ja kiedyś nie wybuchnę śmiechem na widok tego nazwiska? ^_^

    • Ja bardzo lubię słuchać jak Valos gada, lubię ton jego głosu ale jak śpiewa to mnie na spanie absolutnie nie bierze bo jest jedynym artystą, którego naprawdę słucham – słów, głosu i muzyki, przy innych gdzieś mi się zawsze odlatuje, błądzę myślami – jak to marzyciel którym jestem hehe
      A no Valos w Londynie – wakacji ciąg dalszy bodajże a Franczeska w Stanach jest 😀 We wrześniu ma przyjechać do jUKej 😛 Ale by było fajnie zobaczyć ich kiedyś razem na koncercie w duecie – łojeżuu! Musiałbym tam być 😀

      • Gorzej, jakby robili ten duet, a mnie by tam nie było. Już przeżywam to, że nie miałam okazji widzieć HIM na żywo, a jak dodać do tego drugiego Will’a, to depresja murowana. Nie wiem czy schizy muzyczne da się leczyć…

  4. Zgadzam się z tym, że twórczość Lovecrafta ciężko jest przenieść do świata filmu. Widziałam mase starych i nowszych filmów, stare posiadają jeszcze odpowiedni mroczny klimat, jednak efekty specjalne rażą współczesnego widza przyzwyczajonego do Hobbitów itp. Warto obejrzeć film Szepczący w ciemności z 2011 http://www.filmweb.pl/film/Szepcz%C4%85cy+w+ciemno%C5%9Bci-2011-532513 , nie oddaje w pełni klimatu jednak ma wiele nawiązań do tych starszych filmów (choćby z V. Pricem). Jeśli chodzi o książki to polecam zacząć od Kopca oraz właśnie Szepczącego w ciemności. Dobrej ekranizacji Poego też można ze świecą szukać, pamiętam jeden film Czarny kot (1934) – z opowiadaniem miał tyle wspólnego, że występował w nim własnie kot, ale nazwiska Poe, Karloff i Lugosi na plakatach miały za zadanie przyciągnąć widza. Znam wiele osób, które nie są w stanie przekonać się do starych horrorów, filmów Hammera – pamiętam że Ville polecał w jakimś wywiadzie nowsze filmy np. Martyrs 2005, Nocny pociąg z mięsem

    • Miodzio, jeszcze więcej do obejrzenia i przeczytania – umrę z książką w ręku, choć w sumie to nie taka zła śmierć 😀
      No ale właśnie jestem ciekawa co z tym serialem na podstawie Lovecrafta, może ktoś coś z tego fajnego stworzy, ktoś zamiłowany z klasyką i umiarkowaniem, żeby były niedopowiedzenia i generalnie wyobraźnia pracowała a nie jak np. Michael Bay – „Wysadzamy wszystko w powietrze a potem jeszcze więcej wybuchów” haha 😀 Ville jest bliski mojemu rocznikowi więc doskonale rozumiem o czym gada i do czego nawiązuje jak np. w przypadku tych kaset VHS czy biblioteki i zapisywanie się na listę 🙂 Niestety większość dzisiejszej młodzieży wychowanej na tv-internet uważa za geniusz, bo ja wiem… „Szybkich i wściekłych” a np. „Buntownika bez powodu” za chłam :C a filmy gdzie na przykład są „przegadane” to szczyt nudy bo nie ma seksu, samochodów i wybuchów :/ A efekty kurde to nie wszystko 😀 Hobbit miał efekty a okazał się porażką :/ Ja generalnie nie jestem miłośnikiem horrorów, czasem coś zalukam i możesz mi wierzyć lub nie ale nie widziałam „Nocnego pociągu z mięsem” ale odrzuciłam go już ze względu na tytuł, ej no bo serioo…? 😀 Pociąg z mięsem? eheh od razu skojarzenia z „Teksańską Piłą Mechaniczną…” 😛 czy „Zabójczą oponą” (kiedyś się zmuszę i to obejrzę haha) Ale o dziwo słyszałam właśnie, że jest dobry więc chyba do niego wrócę i obejrzę.

      • hmm no właśnie przeczytałam sobie o tym serialu i chcialabym, żeby zrobili coś na tej zasadzie, że każdy odcinek jest niezależny i czerpie z innego opowiadania

        vhs xD pamiętam oczywiście listy i płacenie 1 zł kary w przypadku przetrzymania kasety jeden dzień. Strasznie się cieszę, że załapałam się na tego typu wspomnienia. Byliśmy się w stanie spotkać na dworze, umówić bez bajerów typu komórka, nie było patrzenia w telefon co 3 sekundy. Ciężko mi pogodzić się z tymi czasami. Jak widzę w mojej rodzinie 2-3 letnie dziecko, które potrafi odpalić sobie w komórce bajke na youtubie, przewija jakieś aplikacje i nie jest w stanie bawić się normalnymi zabawkami dłużej niż 5 minut… Eh wracając do tematu (bo zaraz wyjdzie jakiś nudny esej xD)
        Jeśli nie Nocny pociąg… to pamiętam, że Ville jest też fanem twórczości Davida Lyncha (mniej siekania), natomiast przed seansem „Opony” polecam się solidnie upić i wyłączyć mózg ^^

        /przepraszam jeśli dodałam ten komentarz kilka razy, ale wyskakuje jakiś error

      • Ja tam lubię serię „Szybkich i wściekłych” – dobre filmy dla „odmóżdżenia się” na chwilę 😉 Mimo wszystko za geniusz tego filmu nie uważam 😀 😛

        • No to taka seria dla rozrywki, też oglądałam ale ostatni film tam siódma część chyba, to już powinna dostać kategorię „fantastyka” hehe samochody ze spadochronami, niezniszczalny Statham a o latajacym Ferrari przez trzy budynki już nie wspomnę XD Z każdą częścią scenarzyści się normalnie czują coraz bardziej oderwani od rzeczywistości 😀

  5. To prawda 😉 Z każdym, kolejnym filmem bohaterowie (mimo upływającego wieku zwłaszcza Vin Diesel) wyczyniają coraz to bardziej niestworzone rzeczy 😛 Już jestem ciekaw co będzie w następnej 😀

  6. Pingback: Out of Control – Juha Kylmänen | HIM poland

  7. Tymczasem ja powoli nadrabiam zaległości w czytaniu i komentowaniu,po kolejnym powrocie i przed następnym wyjazdem 🙂 I pozwolę sobie długaśnego posta strzelić 😛
    Oczywiście też pamiętam kasety VHS i kary,w bibliotekach do tej pory czasem czekam na książki po kilka tygodni na liście „kolejkowej” 😉
    Moja koleżanka była w 8 klasie podstawówki,gdy zaczęła słuchać HIM,chodziła ubrana na czarno,miała czerwone krótkie włosy i cięty język.Wtedy też zaczęła czytać Poe’go,Lovecrafta i podobne klimatycznie rzeczy.Obecnie ma długie blond włosy,ubiera się we wszelkie kolory i bardzo się „wydelikaciła”.Za to miłość do HIM i mrocznych treści jej pozostała 🙂
    Tak na marginesie dodam,że kilka dni przed pojawieniem się tego wpisu czytałam w gazecie o zdjęciu Evelyn McHale (historię tego samobójstwa również) uznanym za „najpiękniejsze samobójstwo w historii: 1 maja 1947 roku Evelyn McHale skoczyła z tarasu widokowego Empire State Building. Fotograf Robert Wiles zrobił zdjęcie McHale kilka minut po jej śmierci”.Wiles dostał za nie nagrodę i właśnie przypadała rocznica jej przyznania. Także rzeczywiście coś w tym jest,że wszystko się zazębia 😉

    Obawiam się,że za ten komentarz zostanę zjedzona żywcem i zlinczowana,ale trudno 😉 Osobiście nie przepadam za A.Rice,przeczytałam „Wywiad z wampirem” i próbowałam przegryźć „Królową potępionych”,ale dobrnęłam do 1/3 i odpuściłam (podobno potem się rozkręca,czego nie doczekałam),bo zmęczyłam się mocno narracją.Dalszych prób zaniechałam.Ogólnie mogę czytać wszystko,od bajek i baśni, poprzez obyczajówki,kryminały, thrillery,reportaże i biografie,a na historycznych, horrorach i fantastyce skończywszy.Trochę słabiej idzie mi z poezją i dramatami,ale też daję radę 🙂 Chociaż jestem wielką fanką fantastyki to nie przepadam też za Tolkinem,ani Sapkowskim.Za to uwielbiam Annę Brzezińską za cudowne „Wody głębokie jak niebo” i L.G.Garcia za „Tam,gdzie śpiewają drzewa” (dość przewidywalna baśń,ale ogromna tutaj zasługa tłumacza za przełożenie książki w starodawnym stylu i oddanie tej totalnej magii).Mogę też godzinami czytać Jacka Piekarę i Sławka Koperę.Nie cierpię za to serii o Grey’u,którą zachwycają się moje znajome.Jak dla mnie można podsumować to krótko „ona leży,on leży,ona sapie,on wzdycha i ją szarpie”.Dla prawdziwych poszukiwaczy dobrych erotyków mogę polecić śmiało serię o Kuszielu autorstwa Jacqueline Carey (uprzedzam,że to fantastyka,tocząca się w alternatywnym renesansie,mniej więcej). Ale na tym poprzestanę,bo o książkach mogę rozmawiać godzinami 😀

    Co do filmów to ze starych,czarno-białych,bardzo lubię Chaplina oraz Flipa i Flapa.Ogólnie filmów mało oglądam,zazwyczaj coś na szybko.Chociaż nie ukrywam,że bardzo bym chciała obejrzeć komedie Woody’ego Allena.Kilka razy próbowałam różne obejrzeć,a że nie miałam czasu to przerywałam po kilkunastu minutach i tym sposobem „zarzynam” już od wielu lat bardzo dużo filmów.Ciągle sobie obiecuję,że nadrobię jak tylko znajdę czas i słabo mi z tym idzie … Stąd pewnie moje zamiłowanie do anime czy dobrych seriali-słowem krótkich form,kiedy mogę wygospodarować tych 30 min. na odcinek raz na tydzień 😉

    • No nie!!! Nie lubi Rice, nie lubi Tolkiena, toż to po prostu obraza majestatu 😀 Proszę mi się „wziąć” i wyjść hehehe
      A tak poważnie, to styl Rice nie każdemu pasuje, ona lubi filozofować niemniej jednak mnie się strasznie podoba jej styl (dawny, bo te najnowsze książki to słabo….) i generalnie odnoszę wrażenie, że nieco we mnie wsiąkł a widzę to wtedy jak czytam swoje własne teksty 🙂 No ale każdy ma swój gust. O Grey’u nawet słuchać nie chcę – wiem, że aby się wypowiadać na jakiś temat to trzeba przeczytać, obejrzeć itp. ale kurde no nie, no po prostu no nie – gdzieś dorwałam fragment i normalnie nóż w kieszeni mi się otwierał na świadomość, że taki chłam jest tak popularny :C
      Ja za to kocham filmy, może nie jestem maniakiem, żeby z pamięci recytować zdobyte nagrody, filmy danego reżysera itp. ale zasadniczo bardzo dużo oglądam filmów i o dziwo kiedy wydaje mi się, że już nic mnie zaskoczy nadal trafiają się perełki ale są to raczej filmy z „mojej” epoki czyli stare, dobre kino – klasyczne a nie popierdółki w stylu „Zmierzch” czy cuś hehe
      Z Allena to uwielbiam „O północy w Paryżu”, świetny film 😀 Natomiast nie jestem jego fanką a już po aferze, która wypłynęła jakiś czas temat, że coś związanego z pedofilią i tym, że jest w związku z własną adoptowaną córką to mnie już serio od gościa odrzuciło… :/
      Dobry serial – „True Detective”, serio ociera się o geniusz i zawiera wątki metafizyczne ale jak lubię takie klimaty 😀

      • Nie wiem co mnie tak zraziło do Rice-chyba ta chaotyczność i rozwlekanie niektórych wątków ponad miarę.Niemniej znam tez kilka osób,które ją szczerze uwielbiają 🙂 A propos swoich tekstów może co jakiś czas będziesz się dzielić z nami swoją twórczością? 😀
        Filmy też lubię i to pewnie z tej samej epoki co Ty 😀 Dla mnie pierwszy większy film z Russell’em Crowe’m to był „Romper Stromper” z 1992r., a nie „Gladiator” 😉
        Natomiast mam świadomość,że niszczę to całe oglądanie przez brak czasu,bo bardzo dzielę,a potem nie pamiętam co oglądałam wcześniej.Kiedyś starałam się obejrzeć jeden film w tygodniu,potem raz na dwa tygodnie,jak dobiłam do miesiąca to dałam sobie spokój.Mam problem z wysiedzeniem tych 2h przed monitorem i nie potrafię się należycie odprężyć i skupić na fabule,bo po głowie biega mi tysiąc myśli w stylu „co jeszcze powinnam zrobić” 😦 Z drugiej strony uważam,że lepiej nie zabierać się za film jeśli nie poświęcam należytej uwagi fabule,bo potem nie mam pojęcia kto,z kim,jak,dlaczego i gdzie 😉 Wyjątkiem była seria,na którą potrafiłam poświecić mnóstwo czasu,”The Tudors” z genialnym J.Rhys Meyers’em,ale takiej determinacji zabrakło mi już na „Borgiów”,który to serial jest podobno jeszcze lepszy.Kiedyś to ogarnę 😉
        Mówisz poważnie o tym Allenie? Nie wiedziałam,no to powiem Ci,że teraz dałaś mi zagwozdkę i nie wiem czy nie będzie to rzutować na moje chęci oglądania jego filmów 🙂

        • Nie wiem czy chciałabys przeczytać moje badziewne teksty hehe od dłuuugiego czasu nie napisałam nic nowego bo pracuję na dłuższą powieścią – znaczy się, tak sobie wmawiam – ostatnio napisałam dwa zdania i zasnęłam 😀 ale prę do przodu choćbym miałam ją skończyć i za 10 lat heh Najwięcej mam opowiadań nadesłanych na jakieś tam konkursy z czego wygrałam aż jeden (!) i mnie wydrukowali w książce – Woow normalnie, Brawo Ja 😛 Mogę ci podesłać linka do mojej „powieści” inspirowanej niejako Rice, jest na Wattpadzie, umieściłam ją tam bo myślałam, że może coś fajnego znajdę przy tym do poczytania a tu lipa :/ Same powieści w stylu: byłam zwykła nastolatką ale odkryłam, że jednak nie taką zwykła i mam uratować świat a przy tym kocha mnie dwóch przystojnych facetów itp. 😀 No i fanfiki za którymi nie przepadam ale przyznam się, że w wersji angielskie przeczytałam jeden o Tomku Hiddlestonie – swoją drogą, strasznie słaby 😀
          Nie jest to arcydzieło ale umieściłam tam dużo młodzieńczych – znaczy się młodszych niż obecnie, nie nastoletnich ehehe- przemyśleń i doświadczeń więc mam do niej duuuży sentyment a akcja się dzieje głownie w Wenecji i Paryżu bo w tamtym okresie tam bywałam 🙂
          Co do pana Meyersa – zraziłam się do niego jego rolą Draculi i generalnie całym tym serialem, potem go zobaczyłam w „Dary Anioła – Miasto Kości” (taa, oglądam czasem ten chłam dla nastolatek, dobrze wiedzieć co jest na czasie huehuehue) i jakoś nie mogę już na niego patrzeć 🙂
          A o Allenie tutaj: http://wiadomosci.onet.pl/na-tropie/zaskakujaca-wybranka-gwiazdy-hollywood/y8343

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s