Linde Lindström o powoływaniu do życia nowego, ostrego albumu.

Hej,

W ostatnim poście wspominałam o wywiadzie jakiego udzielił Linde a także o tym, iż mój ulubieniec do tłumaczenia –  pan Valos się rozgadał na 12 stron i nie bardzo mam czas na przetłumaczenie tejże wypowiedzi.

Okazało się jednak, że niektórzy chyba są jak Harry Potter czy coś…

tumblr_l5mwkjdvrg1qazko2o1_400_large

bo mogą sobie wyczarować dodatkowy czas albo lepiej nim zarządzają niż ja hehe idlatego właśnie Liv przetłumaczyła z grubsza ten wywiad 🙂

Publikuję go więc dzisiaj i polecam przeczytać co tam kolejny „rozgadany” Fin mówi 😛

Natomiast kolejna część wywiadu z Ville jest w przygotowaniu i jest trochę smutniejsza, gdyż wspomina on o swoim załamaniu w związku ze zbyt dużą ilością wypitego alkoholu 😦


daniel-lioneye-2016-2-2

Pasja do muzyki pozwoliła Linde Lindström’owi wznieść się niewiarygodnie wysoko. Bardziej znany jako gitarzysta H.I.M., którego nienasycenie, aby rozwijać się muzycznie, pozwoliło wznieść się niewiarygodnie wysoko, jednocześnie ustanawiając go jednym z najbardziej imponujących graczy w tej grze.Trzeba zauważyć, że katorżnicza praca nie ogranicza się tylko do gatunku „love metal”, który (Linde) pomógł ukształtować. W zasadzie, jego poboczny projekt, Daniel Lioneye, oferuje jedną z najbardziej imponujących dotychczasowych prac.

Daniel Lioneye, utworzony w 2001r., pierwotnie składał się z Ville Valo (HIM) grającego na perkusji, Mige (HIM) grającego na basie i Linde (HIM) jako gitarzysty i wokalisty. W tym samym roku wydali „The King of Rock’n’Roll” w Finlandii i Niemczech, psychodeliczny rockowy album „z przymrużeniem oka”. W Finlandii występowali na festiwalach pod pseudonimem „Daniel Lioneye and The Joint Rollers” (można też przetłumaczyć jako „Daniel Lioneye spotyka walce/rolki” 😉 ), a ich muzyka szybko zdobyła międzynarodową publiczność, kiedy tytułowy utwór został piosenką przewodnią w programie Bam’a Margery, Viva La Bam w MTV. W 2006r. “The King Of Rock ‘n’ Roll” było najczęściej granym fińskim utworem na świecie (oczywiście zaraz po „Sibelius”).

W 2008r., Linde chciał aby kolejny album Daniel Lioneye był całkowicie inny od poprzedniego. Następny album, zatytułowany po prostu „Vol II” (The End Records), był znacznie cięższy niż poprzedni i bardzo rock’n’roll’owy, dało się zauważyć znaczny wpływ black metal’u. Album prezentuje codzienne życie – rozwód, radzenie sobie z trudnymi sytuacjami i ludźmi, psychozy po marihuanie, ekstremalne koszmary, samorealizację, seks, życie dalej (w sensie „iść/żyć dalej do przodu”),powstawanie dla samego siebie, zarządzanie gniewem i wszechświat.

Teraz, Daniel Lioneye, podjął jeszcze raz współpracę z The End Records (USA), aby nagrać „Vol. III”, którego planowana data wydania to 19 sierpnia. Album, pod wieloma względami, jest kombinacją ich poprzednich dwóch płyt. Pławiąc się w magnetycznym blasku zorzy polarnej, album traktuje o kryzysie egzystencjonalnym – depresji, rozczarowaniu, byciu zagubionym, bezsensie. Jason Cena z Icon Vs. Icon dopadł ostatnio Linde Lindström’a, aby podyskutować z nim o życiu w muzyce, tworzeniu albumu „Vol. III” Daniela Lioneye i co przyniesie mu przyszłość.

Cofając się do początku, jakie jest Twoje pierwsze muzyczne wspomnienie w życiu?

Moja mama śpiewająca mi kołysanki poza skalą (fałszując).

Jak zacząłeś angażować się w sztukę i grać na gitarze?

Byłem zafascynowany gitarą od kiedy pamiętam. Od zawsze wiedziałem, że chcę być muzykiem. Błagałem moich rodziców, aby kupili mi gitarę i w końcu dostałem małą akustyczną jako prezent pod choinkę kiedy miałem 10 (lat). Zacząłem natychmiast brać lekcje. Byłem bardzo zmotywowany. I wkrótce zacząłem grać we wszelkiego rodzaju zespołach.

Co możesz nam powiedzieć o procesie poszukiwania swojej kreatywności jako gitarzysta (grający)?

To ciągły proces. Im jesteś starszy, tym pewniej się czujesz. Przynajmniej w moim przypadku. Dla mnie najważniejszą rzeczą jest akceptacja samego siebie takim jakim jestem i to,aby nie słuchać ludzi, którzy mówią jak mam grać albo co mam zrobić ze swoim życiem. W głębi serca jestem muzykiem jazzowym.

Kim byli wykonawcy i ludzie zza kulis, którzy pomogli ukształtować artystę jakiego widzimy dzisiaj?

Ogólnie życie. Wszyscy ludzie i zwierzęta w moim życiu. Każda muzyka jaką kiedykolwiek usłyszałem. . Iggy Pop, Black Sabbath, Jimi Hendrix, Kingston Wall, Nachtmystium, Elvis Presley to tylko niektórzy z nich.

Jesteś bardzo silne zmotywowany jeśli chodzi o Twoją karierę. Co Cię inspirowało przez lata jako artystę i wyzwalało Twój twórczy ogień?

Muzyka jest dla mnie naturalnym sposobem radzenia sobie ze wszystkimi emocjami i trudnościami w życiu. Codzienne życie jest dla mnie inspiracją. Zazwyczaj kiedy robię sobie przerwę od wszystkiego, coś zaczyna się dziać…

daniel-lioneye-2016-3

Jesteś po nagraniu “Vol. III” jako Daniel Lioneye. Minęło 8 lat od poprzedniego wydawnictwa. Co sprawiło,że teraz nadszedł czas na nową płytę?

Pracowałem nad albumem przez lata kiedy tylko miałam czas albo miałem na to ochotę. I prawie chciałem, aby to nigdy się nie skończyło. To był niesamowity proces. Zasadniczo, teraz jest ten czas, bo album jest gotowy, po prostu.

Jakie były dążenia i cele związane z tym albumem kiedy rozpoczynałeś? Czy było coś czego chciałeś spróbować, a co nie udało się w przeszłości?

Tak naprawdę nie miałem żadnych celów. Nie czuję, że piszę cokolwiek, to samo skądś przychodzi. Zawsze kończę robić różne rzeczy inaczej. Powtarzanie starych rzeczy jest bezużyteczne. Chciałem, aby ten album był „lepszy” od poprzednich i chciałem spróbować czy potrafię wydać z siebie dźwięk na wokal, którego mógłbym słuchać. Prawie mi się udało.

Dla fanów, którzy znają Twoje poprzednie prace, jakie są podobieństwa, a jakie różnice z obecnym albumem?

W pewnym sensie to kombinacja między “The King Of Rock ‘n Roll” i “Vol II”. Więcej śpiewania mniej warczenia. Więcej rozmytych riff’ów, więcej melodii. Tekstowo tematem albumu jest kryzys egzystencjalny – depresja.

Współpracujesz z pozostałym członkami zespołu od lat. Jak wpływają na Twoją twórczość?

Czuję się komfortowo z nimi, niesamowitymi muzykami i świetnymi ludźmi. Nadajemy na tych samych falach. Mige napisał większość tekstów na ten album, a mimo to są właściwe i osobiste dla mnie. To dużo mówi.

Co możesz powiedzieć o procesie pisania piosenek do Twojej muzyki? Co się zmieniło, a co pozostało takie samo przez lata?

Tak jak powiedziałem wcześniej, nigdy nie czuję, że piszę cokolwiek, to skądś przychodzi. Melodia, riff, rytm, cokolwiek. Potem ustawiam perkusje w Pro Tools i pozostałe instrumenty i wysyłam demo do chłopaków. Jest to całkowicie inny proces w stosunku do albumu “The King of Rock ‘n Roll”. W tamtym czasie poszliśmy do studia na 5 dni bez jakiegokolwiek materiału, najebani, a reszta to już historia haha. Jedynym podobieństwem w przypadku wszystkich trzech albumów jest to, że podstawowe utwory, perkusja, bas i gitary były nagrane w 5 dni.

Co było największydaniel-lioneye-2016-1-1m wyzwaniem w trakcie tworzenia albumu?

Jestem leniwy, ale rozbawiony. Zawsze wydawało mi się,że mogę znaleźć coś bardziej odpowiedniego do roboty niż nagrywanie mojego wokalu. Nie lubię ludzkiego głosu, zwłaszcza swojego. Nagrałem wszystkie wokale sam w moim domowym studiu. Poza tym wszystko poszło bardzo sprawnie.

Przez chwilę żyłeś z tymi piosenkami. Która z piosenek na „Vol. III” najbardziej rezonuje z Tobą?

Mam relację typu miłość/nienawiść z muzyką. I to właściwie wszystko. Co drugi dzień wszystkie utwory są największymi arcydziełami jakie kiedykolwiek napisano, a co drugi dzień są kompletnie bezwartościowym gównem. ‘Blood on the Floor’, ‘Ravensong’ i ‘Aetherside’ są w tej chwili moimi ulubionymi.

Jak czujesz, że rozwinąłeś się najbardziej jako artysta, od czasu kiedy profesjonalnie zacząłeś (grać)?

Nauczyłem się, że nie obchodzi mnie co ludzie o mnie myślą. To dało mi dużo swobody jako artyście i jako człowiekowi.

Jako artysta, tak wiele rzeczy można powiedzieć o obecnym stanie muzyki. Co podnieca Cię w byciu pracującym artystą?

Muzyka mnie podnieca. Musisz się skoncentrować na rzeczach, w których rzeczywiście coś możesz zrobić i zapomnieć o wszystkim innym. W przeciwnym razie jesteś cały czas zdenerwowany.

Gdzie widzisz siebie, skupionego na muzyce, w przyszłości – zarówno bliższej jak i dalszej?

W ogóle nie mam pojęcia. Nie myślę w ten sposób. Sądzę, że nadal będę rozpisywał muzyczne rzeczy, które przychodzą do mnie znikąd. To wszystko co mogę powiedzieć.

W jaki sposób fani mogą pomóc i wspierać Cię na tym etapie Twojej kariery?

Jeśli podoba ci się album, kup go, nie ściągaj za darmo. Poza tym przyjdź i zobacz nas na żywo!

Czy są jakieś plany na trasę koncertową w USA?

Żadnych planów związanych z USA na razie. Gramy 5 koncertów w Finlandii na początku września i kilka koncertów w Europie też mamy w planach. Więcej o tym później.

Możesz być inspiracją dla wielu młodych artystów. Jaką najlepszą lekcję możemy wynieść na przykładzie Twojej podróży jako artysty?

Jak powiedziałem wcześniej, dla mnie było to nauczenie się, aby nie przejmować się za bardzo tym co myślą inni ludzie, tylko pozwolić płynąć (żyć). Zasadniczo dojść do siebie (Przezwyciężyć swoje słabości). Polecam to wszystkim.

Dzięki Liv!

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu cz.1

Witam 🙂

Najpierw news o Linde – w zasadzie krótka informacja bo nie mam pojęcia o co chodzi 😛

Mianowicie pojawił się wywiad z Linde z okazji ukazania się jego kolejnej płyty jako Daniel Lioneye ale o tym pewnie już wiecie 🙂 Wywiad możecie zobaczyć tutaj:

Radio Rock wywiad z Linde

Kolejny już jest do czytania tutaj:

Icon vs Icon Daniel Lioneye

Niestety nie podejmę się tłumaczenia a to dlatego… No wiadomo dlaczego… Przez Valosa… 🙂

341

Znowu się chłopina rozgadał i wywiad za który się zabrałyśmy z Mel ma aż 12 stron :/ (dlatego będzie w częściach hehe) Nie powiem, że trochę się rzuciłam z motyką na słońce hehe no ale jak już się zaczęło…

full

Pewnie większość z was wie, że pan na zdjęciu powyżej spędzał ostatnio czas w Londynie. Niestety nie wiadomo co konkretnie było celem jego podróży: czy był zupełnie prywatnie czy to coś związanego ze sprawami zawodowymi.

Na początku myślałam, że może chodzi o ten projekt:

The Mission UK feat. Ville Valo

Ale mi się daty nie zgadzały, niemniej jednak kawałek uznaję za zacny więc posłuchajcie 🙂 I jeśli ktoś ma jakieś info o Valosie w Londynie niech da znać 😀


W swoim jak dotychczas najbardziej odkrywającym wywiadzie, Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu.

c102a0b7-bc36-4a78-b87f-3462abb91b0a

Niewielu ludzi potrafi uraczyć swoich rozmówców taką dawką żartobliwej autoironii, jak Ville Valo. HIM może pochwalić się sprzedażą ponad ośmiu milionów płyt od czasów swojego powstania 21 lat temu. Żaden inny fiński zespół nie osiągnął takich wyników poza granicami swojego ojczystego kraju. To jednak nic, nie ma mowy o nadęciu i pretensjonalności – Ville Valo kładzie im kres niejedną trafną, dowcipną uwagą.

Majestatyczny Ville jest w szczytowej formie. Wygląda na dobrze utrzymanego i odświeżonego niczym postać z poematu Byrona. Jego nienaganna angielszczyzna wprawiłaby w zakłopotanie niejednego rdzennego Anglika, a przy tym Ville jest zarówno ujmujący, jak i wystarczająco szczery, aby mówić o wszystkim – od jego nastoletniego babrania się w okultyzmie przez pracę w sex shopie swojego ojca aż do opłakanie złego stanu osobistego w czasach powstawania albumu „Venus Doom” w 2007 roku.

Jak mówi Ville, kariera HIM przypomina „przejażdżkę kolejną górską”, więc nic dziwnego, że można cholernie dużo opowiadać – na różne tematy.

„Zrób z tego co najgorsze”, mówi Ville, racząc nas swoim rasowym uśmieszkiem.

Twój ostatni album „Tears On Tape” był ósmym albumem HIM. Czy z czasem jest coraz łatwiej?

Nie, jest coraz trudniej [śmiech]. Im jesteśmy starsi, tym więcej pojawia się nieprzespanych nocy. Ważne, by cały czas stawiać przed sobą nowe wyzwania, udawać, że na nowo wynajdujesz koło. O to właśnie chodzi w rock’n’rollu, prawda? O bycie ekscentrycznym draniem.

Skąd wiesz, kiedy nadchodzi czas na stworzenie kolejnego albumu? Budzisz się pewnego ranka i mówisz: „W porządku, zróbmy to”?

Nie, to raczej kwestia rachunków na karcie debetowej. Obecnie nie jest za dobrze. Nie stać nas na zapłacenie taksówki, nie mógłbym zmienić strun w mojej gitarze akustycznej. To jeden z powodów. Ale nie, to potrzeba. Bardzo pierwotna i seksualna potrzeba. Przynajmniej na poziomie intelektualnym.

Wytłumaczyłbyś tytuł albumu?

„Tears On Tape” była jedną z pierwszych piosenek, jakie napisałem na tę płytę. I oczywiście, jest to prosty tytuł, łatwy do zapamiętania, bardzo w stylu HIM… Ale najbliższą prawdy i mojemu sercu jest odpowiedź,  że chodzi o odwołanie się do łez przelanych przez naszych idoli – wszystkich Ozzich i Robertów Plantsów, ludzi, którzy włożyli swoje emocje w taśmy, tworząc dzieła sztuki, które sprawiły, że szliśmy naprzód przez wszystkie te lata. Ten tytuł mówi o kojącej sile muzyki hard rockowej. To właśnie znaczy dla mnie. I brzmi znacznie lepiej niż „Tears On CD”. Albo „Tears On Digital Ones And Zeros”.

8c57b532-28f0-4a6c-9f28-7b362b8559a7

Czy album posiada jakiś motyw przewodni albo zbudowany jest na bazie jakiejś koncepcji?

Jeśli chodzi o tworzenie tekstów, jestem strasznie wolny i zawsze tym zestresowany, więc piszę piosenki w tydzień. Zatem można mówić o motywie przewodnim w tym względzie, że mam skłonności do pisania o rzeczach, które dzieją się dookoła mnie – mniej lub bardziej. Pod względem muzycznym próbowaliśmy oddać nastrój, który powstaje z połączenia mulistych riffów typowych dla Black Sabbath, Electric Wizard i Kyuss  z bardziej płaczliwymi elementami w stylu Roya Orbisona, zmieszać to wszystko razem, by zagrało jak zestawienie piosenki Roya Orbisona z metalowym kawałkiem. Miło jest grać na gitarze akustycznej i udawać, że pochodzisz z lat 50., kiedy to zespoły udają… cokolwiek one tam udają. Tak długo, jak długo my wszyscy udajemy.

Ten album powstawał bardzo długo. Co spowodowało takie opóźnienie?

[Ta sytuacja] łamała nam serce. Jeśli mam być z tobą szczery, na początku nic nie brzmiało dobrze. Byłem tym nieco sfrustrowany, zmagaliśmy się z obecną muzyką i wtedy nagle nasz perkusista Gas zaczął odczuwać ostry ból w dłoni. Stwierdzono, że to uszkodzenie nerwu i zespół RSI jednocześnie (choroba komputerowa – choroba dłoni spowodowana ciągłym używaniem klawiatury – przyp. C.N.). Najbardziej frustrujące było to, że lekarz nie potrafił  powiedzieć a) czy Gas będzie w stanie znowu zagrać i b) jak długo zajmie mu dojście do zdrowia, jeśli do tego w ogóle dojdzie. Więc czekaliśmy 30 dni, a lekarze ciągle mówili: „Nie, musicie poczekać jeszcze kolejny miesiąc. I kolejny. I kolejny…”.

To musiało być dla was trudne jako dla zespołu…

Wszyscy zaczęli powoli tracić nadzieję. Zadawaliśmy sobie pytania w stylu „Czy zespół rozpadnie się? Co się stanie?” Przeżywaliśmy istny kryzys egzystencjalny, który umożliwił nam po raz pierwszy po tych latach zastanowić się nad kilkoma rzeczami: „Co zespół dla nas znaczy? Co chłopaki znaczą dla siebie nawzajem?”. I wtedy odbyliśmy ważne posiedzenie, aby postarać się znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji: „Czy powinniśmy znaleźć kogoś, kto zagra, jeżeli on nie będzie w stanie?” Gas był na zebraniu – nie chcieliśmy nikogo obgadywać za jego plecami. Rozważaliśmy opcje – czy powinniśmy zacząć pracować z kimś innym, a Gas powróciłby do składu, kiedy poczułby się lepiej? Każdy z nas był bliski płaczu, ale stwierdziliśmy, że „Nie, nie możemy tego zrobić. Po prostu poczekajmy.”

I ciągle nie wiedzieliście, jak długo zajmie mu pełen powrót do zdrowia?

Nie, a minęło już pięć miesięcy. A potem zajęło kolejne trzy. Łącznie osiem miesięcy. I nagle on powiedział: „Myślę, że nadszedł czas aby pójść do sali prób i spróbować”, więc weszliśmy i graliśmy cztery noce pod rząd – każdej nocy graliśmy pełen koncert, trwający półtorej godziny. Wszystko szło perfekcyjnie, co dało zespołowi dużo energii i mnóstwo wiary. To ponowne odnalezienie pasji w kierunku muzyki, w kierunku zespołu, w kierunku kolegów.

Wyszło z tego coś pozytywnego?

Musisz myśleć o przeszkodach jak o wyzwaniach, albo problemach, które musisz rozwiązać w ten czy inny sposób. I to sprawiło, że dłużej pracowałem nad piosenkami, co było dobrą rzeczą. No i oczywiście każdy mógł odetchnąć, zrelaksować się przez chwilę. To było w tym dobre. Myślę, że album byłby znacznie słabszy, gdyby nie kontuzja Gasa.

786480ee-dab3-4eed-b609-40e31a4e5bcd

Istniała możliwość, że się rozejdziecie?

Zawsze rozdzielamy się w pewnym stopniu. Jesteśmy raczej zadziorni. Zwłaszcza dlatego, że tworzymy zespół, który udaje się w długie trasy koncertowe. Robimy to od tak długiego czasu, że zaczynasz myśleć „to jest wszystkim – nie ma nic poza tym”. Trudne chwile są potrzebne. Łączymy się za każdym razem, kiedy przekraczamy próg sali prób.

Robicie to już od bardzo długiego czasu…

Tak, zaczęliśmy w 1992 roku. Miałem wtedy z jakieś 15 lat. Byłem tylko ja, Migé oraz perkusista. Grałem na sześciostrunowym basie. Kłóciliśmy się o nazwę zespołu. I wtedy Migé namalował „His Infernal Majesty” na swojej szafce. Na tym skończyła się nasza dyskusja: „Tam, to jest to, nie możemy tego zmienić.”

Znałeś już wtedy pozostałych członków zespołu?

Znałem Migé i Lindego odkąd miałem około dziesięć lat. Chodziliśmy do tej samej szkoły. Migé poszedł do szkoły średniej z Burtonem, naszym klawiszowcem. Wszyscy znali się od wieków. To błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Ciężko pracować z najlepszymi kumplami, ale jednocześnie masz komu wypłakać się na ramieniu w autobusie podczas trasy. Ludzie naprawdę dbają o siebie.

625170

To brzmi jak rodzina…

Może bardziej jak rodzina Adamsów, ale wszakże to wciąż rodzina.

Cofnijmy się jeszcze dalej. Miałeś muzyczne dzieciństwo?

Nie. Mój tata za cholerę nie potrafi śpiewać, ale moi rodzice słuchali mnóstwa muzyki. Opowiedzieli mi historie o słuchaniu starych, tradycyjnych fińskich folkowych utworów, które jako jedyne potrafiły sprawić, że przestawałem płakać. Pamiętam jak tata trzymał mnie i tańczył dookoła w takt muzyki. Zanim rozkręcił swój sex shop był taksówkarzem, a kiedy podwoził mnie do przedszkola i potem do szkoły, miał przez cały czas włączone radio. Słuchałem mnóstwa muzyki, kiedy byłem dzieciakiem.

Jaki był twój pierwszy instrument?.

Zacząłem grać na gitarze basowej, kiedy miałem osiem lat. Tak więc minęło już sporo czasu.

A czy pamiętasz swoją pierwszą piosenkę, którą napisałeś?

O tak. Jest okropna. Mam ją gdzieś na kasecie. Nie pamiętam, jaki miała tytuł. Całkiem możliwe, że wcale go nie miała. To był krótki instrumentalny kawałek, rozwinięta kopia Steve’a Harrisa –  okropnie zagrany i równie okropnie brzmiący. Ale to jedyny sposób, aby się uczyć: popełniając błędy.

Kiedy zacząłeś grać koncerty?

Kiedy miałem jakieś 14 lat. Grałem wtedy może w siedmiu zespołach w tym samym czasie. Byłem „gitarzystą basowym”. Jednej nocy graliśmy reggae, następnej Dixieland (styl w muzyce jazzowej – przyp. C.N), a jeszcze kolejnej rock’n’rolla. Zacząłem grać na perkusji i dołączyłem do punkowego zespołu. Wtedy narodziło się moje zamiłowanie do piwa – kończyliśmy wstawieni każdej nocy.

Linde grał na gitarze. To była okropna rakieta. Ciągnęliśmy to przez pewien czas, aż stało się widoczne, kto posiada prawdziwą pasję, a kto nie. To ten moment, kiedy twoje hobby zaczyna się rozwijać i przekształcać w obsesję. Wtedy można zobaczyć, kto jest prawdziwym pasjonatem, a kto nie. Niektórzy wybrali szkołę, inni odeszli i zaczęli zajmować się czymś innym. Tylko ja i Linde, a później ja i Migé podchodziliśmy do sprawy poważnie. Następnie Migé poszedł odbyć służbę wojskową (Mige w mundurze, no nie mogę – ktoś posiada jego zdjęcia z tamtego okresu? C.N) i przez jakiś czas pozostawał poza zasięgiem. Więc w pewnym sensie stworzyliśmy HIM dwa razy – raz z Migé, a potem drugi raz w lesie z K-47, kiedy Migé był ogolony do zera.

Czy ty odsłużyłeś swoje w armii? (Aaaa… Valo w mundurze ❤ C.N)

Nie. Dzięki Bogu, miałem astmę (On jest ateistą tak hehe 🙂 C.N). Tylko z tego powodu udało mi się wywinąć. Moja służba przypadłaby dokładnie na czas, kiedy podpisaliśmy kontrakt, o co strasznie trudno. Nie mogliśmy sobie pozwolić na zrobienie jakiegoś syfu. Linde za to miał coś, co nazywaliśmy czerwonymi papierami (Odpowiednik naszych żółtych papierów? – Mel) – co znaczy, że jesteś szalony, ( 0_o C.N) niezdolny do walki.

Ustawił to sobie, prawda? Nie był naprawdę szalony?

Trudno powiedzieć. Spece wciąż się temu przyglądają.

Pamiętasz pierwszy koncert HIM?

To był Nowy Rok na przełomie ’92 i ’93 roku w małym klubie. Wszystkie ampery poszły z dymem, przyszło może z 20 ludzi, okropność. Ale wyglądałem super (To już narcyzm, Panie Valo XD – Mel), więc było w porządku. Robiąc za basistę w pierdylionie zespołów funkcjonujących na ówczesnej lokalnej scenie muzycznej, wiedziałem, jak to jest stać na środku.

Śpiewałeś wcześniej?

Nie za bardzo. To nigdy nie była moja broszka. Około ’94 nagraliśmy nasze pierwsze demo. Grałem na perkusji i śpiewałem, a Linde grał na basie i gitarze. Demo miało nam pomóc znaleźć odpowiedniego wokalistę. W tym samym czasie w tajemnicy ćwiczyłem moje struny głosowe. Opuszczałem szkołę i słuchałem „Angel Dust” Faith No More, „Ritual De Lo Habitual Jane’s Addiction oraz trochę reggae – jestem wielkim fanem reggae. Więc to właśnie robiłem każdego dnia po powrocie do domu. Chciałem po prostu spróbować, ale ponieważ dotychczas na scenie grałem na kilku instrumentach, czułem się naprawdę dziwnie, stojąc tam z mikrofonem. To prawdopodobnie powód, dla którego zacząłem palić. Papieros za papierosem i butelka czerwonego wina – to daje ci coś, czego możesz się trzymać.

Jak wyglądała lokalna scena muzyczna Helsinek w tamtym czasie?

Scena była dość duża i hermetyczna. Mnóstwo ludzi grających w tych samych zespołach i odwiedzających te same kluby. Wiele z nich nie traktowało swojej działalności poważnie. W połowie lat 90. nikomu nie przyszłoby do głowy, że fiński zespół będzie znany na arenie międzynarodowej, a tym bardziej koncertował za granicą. Więc to było raczej granie dla zabawy i dla piwa. Sami robiliśmy właśnie tak przez bardzo długi czas.

Co się zmieniło?

W pewnym momencie stwierdziłem, że musimy zająć się tym bardziej na serio, zrobić krok naprzód, jakoś to rozgryźć. Jak można się było spodziewać, zajęło to wieki. Nagraliśmy miliardy demo, a wszystkie były gówniane. I wtedy trafiliśmy w dziesiątkę, gdy wpadliśmy na pomysł zagrania „Wicked Game” Chrisa Isaaka. Umieściliśmy ten kawałek na demo i w przeciągu dwóch tygodni mieliśmy podpisany kontrakt z BMG w Finlandii, co było szalone, ponieważ to wiodąca wytwórnia.

Koniec części pierwszej…

Tłumaczenie: Catherine Noir
Korekta:Mel

Źródło:  TeamRock.com

534

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Coverownia cz.4 – ostatnia

Witajcie,

Dzisiaj kończymy nasz przegląd coverowych kawałków 🙂

Ale zanim do tego przejdziemy, na początek pozwolę sobie wrzucić nowy kawałek Daniela Lioneye, czyli Linde 😛

Klip nieco niepokojący 😀

Daniel-Lioneye

W przygotowaniu także nowy wywiad z panem Valo pt.

„Ville Valo – Miłość, Narkotyki, Śmierć (oraz HIM)”

Niestety może to trochę potrwać bo w tym tygodniu jestem bardzo zajęta ale może, gdzieś nocami, przysiądę i uda mi się to sprawnie zrobić 🙂

Zatem kończmy naszą Coverownię teraz 🙂

7) Na koniec zostawiłam sobie duety, zarówno w coverach, jak i w oryginale 😀
Utworem, po którym znowu na VV posypały się gromy (wyzywano go od satanistów i nie tylko) był duet z Teho Majamäki, gdzie Ville śpiewa słowa XIXw. poematu „Lusifer”

Wielką furorę zrobił cover utworu „Summer wine” (cover Nancy Sinatry & Lee Hazlewood’a) w wykonaniu Ville Valo i Natali Avelon

oraz znany nam doskonale cover zespołu Abba, w duecie z MGT – „Knowing me knowing you”

Dość ciekawym utworem jest „Something diabolical” zaśpiewany z Bloodhound Gang


oraz „Byronic man” zaśpiewany z Cradle Of Filth –

(ok.3:45 min.). I oczywiście chórki w znacznej części utworów zespołu The 69 Eyes,ale jest tego zbyt dużo,aby podawać linki,więc tylko wymienię kilka z nich: „Wasting the Dawn”, „Lazarus Heart”, „All-american Dream”, “Blessed Be”, „Lay down your arms, girl”, „Hand of god” itd.

Chociaż dla mnie osobiście najpiękniejszym jego duetem jest ten z Manną (byłą żoną Lindego) „Just for tonight” –

Nie ukrywam, że jestem zafascynowana tym wykonaniem. Moim zdaniem Ville idealnie wczuł się w nastrój chwili, początkowo tworzył genialne tło dla głosu Manny, dopełniając tylko niektóre frazy, aby wreszcie w refrenie stworzyć z nią idealne połączenie 🙂 No coś genialnego 🙂

No i już myślałam, że to wszystko co dostanę, jeśli chodzi o covery ale nieee….. 😀 Liv dosłała jeszcze maila, jakby było ich mało hehe

„Teraz się zorientowałam,że zgubiłam jeszcze następujące covery/duety:

„Inner silence” – duet z zespołem Anathema

Co prawda wszelkie źródła podają, że nagrał z nimi jeszcze kawałek „Angels among us”, ale tam chyba śpiewa w chórkach,bo nie słyszę jego głosu na wokalu nigdzie 😦

„Hunningolla” – duet z Nelja Rusua

„Bittersweet” – znany wszystkim duet z Lauri Ylönen’em (The Rasmus) do utworu zespołu Apocalyptica

 

I na koniec totalna wisienka – Ville śpiewa „sto lat” po fińsku Mige –

To chyba tym razem wszystko :)”
No więc jak wszystko to wszystko hehe

Wielkie podziękowania dla Liv, która poświęciła swój czas na przygotowanie dla nas tego zestawu i świetnie ogarnęła ten temat:)

Muminek Zasługi dla Ciebie😀

muminek

A wy, znaleźliście jakiś cover którego wcześniej nie słyszeliście? A może znacie jakiś nieuwzględniony tutaj? Albo jeszcze inaczej, macie jakiś swój ukochany?

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

Out of Control – Juha Kylmänen

Dobry dzień/wieczór/noc – zależy kto kiedy przeczyta 😀

Dzisiaj prezentujemy kolejnego artystę, niezbyt znanego ale wartego poznania, dlatego znajduje się w naszym dziale muzycznym. Tekst napisał Limak, którego już znamy z przedstawionej nam postaci SVENA FRIEDRICHA.

A jeśli ktoś z was chciałby napisać o swoim ulubionym artyście, który jego zdaniem jest wart szerszej uwagi oraz polecenia do posłuchania innym ludziom odwiedzającym bloga to ja bardzo chętnie przygarnę taki tekst 😀

Swoje teksty i propozycje nadsyłajcie na Catherinenoir666@gmail.com. Forma tekstu dowolna po prostu „Out Of Control”.

JUHA KYLMÄNEN

T7OagFa5UWw

Fiński muzyk, wokalista.
Na świat przyszedł 20 stycznia 1981 roku w Oulu. Znany głównie z zespołów – Reflexion i For My Pain…

Juha poza śpiewaniem, potrafi również grać na gitarze i perkusji.

Zapał do muzyki złapał dzięki starszemu bratu Jarmo (wokalista Eternal Tears of Sorrow). Słuchając utworów brata, postanowił sam zacząć pisać teksty i tworzyć muzykę.

Juha Kylmänen swój pierwszy zespół założył w 1993 roku (miał wtedy 12 lat). Zespół nazywał się Predominance. Młody Kylmänen grał w nim na perkusji lecz po jakimś czasie zaczął śpiewać. Zespół Predominance nie istniał jednak zbyt długo. Skończyło się na kilku występach.

REFLEXION

Zespół powstał w 1996 roku, przez pewien czas nie było w nim wokalisty. W roku 1997 do grupy jako wokalista doszedł Juha Kylmänen. Początkowo kapela nazywała się BarbarianZ lecz została ona w 2000 roku zmieniona na Reflexion.

Gatunek muzyczny – gothic metal, melodic hard rock, alternative metal.

Reflexion (wcześniej BarbarianZ) nagrało aż 9 demówek i 3 albumy.
Zespół ma w swojej dyskografii także covery („Listen to Your Heart” Roxette i „Couldn’t Care Less” The Cardigans).

Albumy (wszystkie pod nazwą Reflexion):

Out of the Dark – 2006
Dead to the Past, Blind for Tomorrow – 2008
Edge – 2010

Jedynym klipem zespołu jest teledysk do demowej wersji utworu „Crashing Down” (utwór ten został nieco zmieniony i znalazł się na albumie „Out of the Dark).

Teledysk do wspomnianego utworu (wersja demo):

Singiel „Undying Dreams” (album „Out of the Dark”):

Singiel „Storm” (album „Out of the Dark”):

Singiel „Weak and Tired” (album „Dead to the Past, Blind for Tomorrow”)

Singiel „Twilight Child” (album „Dead to the Past, Blind for Tomorrow”)

Album „Edge” nie był promowany żadnym singlem.

Zespół grywał koncerty przeważnie w Finlandii. Kilka razy zagrali w Rosji gdzie mają wiernych fanów oraz wystąpili (chyba raz) w Niemczech. Grupa zawiesiła swoją działalność w 2010 roku.

Fragmenty koncertów:

Dokument z wyprawy do Rosji:

FOR MY PAIN…

Zespół/projekt powstał w 1999 roku z inicjatywy Altti Veteläinen’a i Petri Sankali.
Skład uzupełnili znani muzycy – Tuomas Holopainen (Nightwish), Lauri Tuohimaa (Charon i Embraze), Olli-Pekka Törrö (Eternal Tears of Sorrow).
Do tego zacnego grona dołączył również jeszcze mało znany Juha Kylmänen, który w tym czasie był już wokalistą Reflexion lecz nie wydał jeszcze żadnego albumu prócz paru demówek.
W For My Pain… Juha również zajął się śpiewaniem.

Gatunek muzyczny – gothic metal.

Zespół nagrał tylko jeden album i jeden mini-album a raczej singiel, wydany jedynie w Finlandii.

Singiel: Killing Romance – 2004

Singiel ten zawiera trzy utwory, wśród nich znajduje się cover Yö „Joutsenlaulu”

Album: Fallen – 2003

Warto wspomnieć, że muzykę i teksty na albumie „Fallen” tworzył Juha ze swoim bratem Jarmo.
Jarmo wystąpił gościnnie na dodatkowym wokalu w kilku utworach.

Grupa nie wydała ani jednego teledysku. Album „Fallen” nie był promowany żadnym singlem.

Kilka przykładowych utworów:

Zespół zagrał ledwie kilka koncertów w ciągu paru lat.

Podobno były plany aby nagrać drugi album ale nigdy nie udało się znaleźć na to czasu, gdyż członkowie tego projektu mieli zobowiązania wobec swoich macierzystych zespołów.

CVALDA

Juha założył zespół o nazwie Cvalda w 2012 roku.

Zespół ten nie przetrwał jednak próby czasu i rozpadł się w 2015 roku.W tym czasie w sieci pojawiło się ledwie kilku utworów, wydane zostały dwa single i nakręcono teledysk do utworu „Let Go”.

Podobno nagrano album lecz nigdy nie ujrzał on światła dziennego.

W zespole grał Mikko Kylmänen (chyba młodszy brat Juhy).

FULL NOTHING

Kolejny zespół/projekt założony w 2012 roku. Występują w nim muzycy z różnych stron świata (Finlandia, Włochy, Argentyna itd.) Juha dołączył do zespołu (prawdopodobnie) w 2015 roku i jest jednym z wielu wokalistów w nim występujących.

Zespół wydał jak do tej pory jeden album. Juhę można usłyszeć w kilku utworach.

Trwają pracę nad drugim albumem.

Zespół nie koncertuje (przynajmniej narazie).

Album:

Full Nothing – 2015

Utwory z Juhą:

Juha Kylmänen występuje również gościnnie:

No i jak? Podoba się? 🙂

A na koniec parę słów ode mnie 😀

Czytaliście ostatnią notkę „Dlaczego Ville Valo ma obsesję na punkcie mrocznej strony?”

jeśli nie to koniecznie nadróbcie a jeśli tak to powinniście pamiętać pewien obraz o którym wspomniał Valos w kontekście Memento Mori 😀 I jak to oczywiście gość dobrze gada, wszystko się jakoś łączy bo dzisiaj miałam wolny dzień i chciałam się „odchamić” spędzając kulturalnie czas hehe Wybrałam się więc do National Gallery, żeby zobaczyć… ten właśnie obraz 🙂

v1

(bez pośmiechujek z mojej osoby, wiem jak wyglądam huehuehue :P)

v3

Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że nie wiedziałam wcześniej iż ten obraz się tam w ogóle znajduje więc uznaje to za dość ciekawy zbieg okoliczności 😀

No i mała niespodzianka – jeśli jest tutaj jakiś miłośnik sztuki to niech da znać. Mam pięć oto takich karteczek właśnie:

v4

a polecą one do pierwszych czterech osób, które by na nie reflektowały z Himowymi pozdrowieniami ode mnie 🙂 (a piąta idzie do Mel – no chyba, że nie jesteś zainteresowana :))

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!