Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu cz.1

Witam 🙂

Najpierw news o Linde – w zasadzie krótka informacja bo nie mam pojęcia o co chodzi 😛

Mianowicie pojawił się wywiad z Linde z okazji ukazania się jego kolejnej płyty jako Daniel Lioneye ale o tym pewnie już wiecie 🙂 Wywiad możecie zobaczyć tutaj:

Radio Rock wywiad z Linde

Kolejny już jest do czytania tutaj:

Icon vs Icon Daniel Lioneye

Niestety nie podejmę się tłumaczenia a to dlatego… No wiadomo dlaczego… Przez Valosa… 🙂

341

Znowu się chłopina rozgadał i wywiad za który się zabrałyśmy z Mel ma aż 12 stron :/ (dlatego będzie w częściach hehe) Nie powiem, że trochę się rzuciłam z motyką na słońce hehe no ale jak już się zaczęło…

full

Pewnie większość z was wie, że pan na zdjęciu powyżej spędzał ostatnio czas w Londynie. Niestety nie wiadomo co konkretnie było celem jego podróży: czy był zupełnie prywatnie czy to coś związanego ze sprawami zawodowymi.

Na początku myślałam, że może chodzi o ten projekt:

The Mission UK feat. Ville Valo

Ale mi się daty nie zgadzały, niemniej jednak kawałek uznaję za zacny więc posłuchajcie 🙂 I jeśli ktoś ma jakieś info o Valosie w Londynie niech da znać 😀


W swoim jak dotychczas najbardziej odkrywającym wywiadzie, Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu.

c102a0b7-bc36-4a78-b87f-3462abb91b0a

Niewielu ludzi potrafi uraczyć swoich rozmówców taką dawką żartobliwej autoironii, jak Ville Valo. HIM może pochwalić się sprzedażą ponad ośmiu milionów płyt od czasów swojego powstania 21 lat temu. Żaden inny fiński zespół nie osiągnął takich wyników poza granicami swojego ojczystego kraju. To jednak nic, nie ma mowy o nadęciu i pretensjonalności – Ville Valo kładzie im kres niejedną trafną, dowcipną uwagą.

Majestatyczny Ville jest w szczytowej formie. Wygląda na dobrze utrzymanego i odświeżonego niczym postać z poematu Byrona. Jego nienaganna angielszczyzna wprawiłaby w zakłopotanie niejednego rdzennego Anglika, a przy tym Ville jest zarówno ujmujący, jak i wystarczająco szczery, aby mówić o wszystkim – od jego nastoletniego babrania się w okultyzmie przez pracę w sex shopie swojego ojca aż do opłakanie złego stanu osobistego w czasach powstawania albumu „Venus Doom” w 2007 roku.

Jak mówi Ville, kariera HIM przypomina „przejażdżkę kolejną górską”, więc nic dziwnego, że można cholernie dużo opowiadać – na różne tematy.

„Zrób z tego co najgorsze”, mówi Ville, racząc nas swoim rasowym uśmieszkiem.

Twój ostatni album „Tears On Tape” był ósmym albumem HIM. Czy z czasem jest coraz łatwiej?

Nie, jest coraz trudniej [śmiech]. Im jesteśmy starsi, tym więcej pojawia się nieprzespanych nocy. Ważne, by cały czas stawiać przed sobą nowe wyzwania, udawać, że na nowo wynajdujesz koło. O to właśnie chodzi w rock’n’rollu, prawda? O bycie ekscentrycznym draniem.

Skąd wiesz, kiedy nadchodzi czas na stworzenie kolejnego albumu? Budzisz się pewnego ranka i mówisz: „W porządku, zróbmy to”?

Nie, to raczej kwestia rachunków na karcie debetowej. Obecnie nie jest za dobrze. Nie stać nas na zapłacenie taksówki, nie mógłbym zmienić strun w mojej gitarze akustycznej. To jeden z powodów. Ale nie, to potrzeba. Bardzo pierwotna i seksualna potrzeba. Przynajmniej na poziomie intelektualnym.

Wytłumaczyłbyś tytuł albumu?

„Tears On Tape” była jedną z pierwszych piosenek, jakie napisałem na tę płytę. I oczywiście, jest to prosty tytuł, łatwy do zapamiętania, bardzo w stylu HIM… Ale najbliższą prawdy i mojemu sercu jest odpowiedź,  że chodzi o odwołanie się do łez przelanych przez naszych idoli – wszystkich Ozzich i Robertów Plantsów, ludzi, którzy włożyli swoje emocje w taśmy, tworząc dzieła sztuki, które sprawiły, że szliśmy naprzód przez wszystkie te lata. Ten tytuł mówi o kojącej sile muzyki hard rockowej. To właśnie znaczy dla mnie. I brzmi znacznie lepiej niż „Tears On CD”. Albo „Tears On Digital Ones And Zeros”.

8c57b532-28f0-4a6c-9f28-7b362b8559a7

Czy album posiada jakiś motyw przewodni albo zbudowany jest na bazie jakiejś koncepcji?

Jeśli chodzi o tworzenie tekstów, jestem strasznie wolny i zawsze tym zestresowany, więc piszę piosenki w tydzień. Zatem można mówić o motywie przewodnim w tym względzie, że mam skłonności do pisania o rzeczach, które dzieją się dookoła mnie – mniej lub bardziej. Pod względem muzycznym próbowaliśmy oddać nastrój, który powstaje z połączenia mulistych riffów typowych dla Black Sabbath, Electric Wizard i Kyuss  z bardziej płaczliwymi elementami w stylu Roya Orbisona, zmieszać to wszystko razem, by zagrało jak zestawienie piosenki Roya Orbisona z metalowym kawałkiem. Miło jest grać na gitarze akustycznej i udawać, że pochodzisz z lat 50., kiedy to zespoły udają… cokolwiek one tam udają. Tak długo, jak długo my wszyscy udajemy.

Ten album powstawał bardzo długo. Co spowodowało takie opóźnienie?

[Ta sytuacja] łamała nam serce. Jeśli mam być z tobą szczery, na początku nic nie brzmiało dobrze. Byłem tym nieco sfrustrowany, zmagaliśmy się z obecną muzyką i wtedy nagle nasz perkusista Gas zaczął odczuwać ostry ból w dłoni. Stwierdzono, że to uszkodzenie nerwu i zespół RSI jednocześnie (choroba komputerowa – choroba dłoni spowodowana ciągłym używaniem klawiatury – przyp. C.N.). Najbardziej frustrujące było to, że lekarz nie potrafił  powiedzieć a) czy Gas będzie w stanie znowu zagrać i b) jak długo zajmie mu dojście do zdrowia, jeśli do tego w ogóle dojdzie. Więc czekaliśmy 30 dni, a lekarze ciągle mówili: „Nie, musicie poczekać jeszcze kolejny miesiąc. I kolejny. I kolejny…”.

To musiało być dla was trudne jako dla zespołu…

Wszyscy zaczęli powoli tracić nadzieję. Zadawaliśmy sobie pytania w stylu „Czy zespół rozpadnie się? Co się stanie?” Przeżywaliśmy istny kryzys egzystencjalny, który umożliwił nam po raz pierwszy po tych latach zastanowić się nad kilkoma rzeczami: „Co zespół dla nas znaczy? Co chłopaki znaczą dla siebie nawzajem?”. I wtedy odbyliśmy ważne posiedzenie, aby postarać się znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji: „Czy powinniśmy znaleźć kogoś, kto zagra, jeżeli on nie będzie w stanie?” Gas był na zebraniu – nie chcieliśmy nikogo obgadywać za jego plecami. Rozważaliśmy opcje – czy powinniśmy zacząć pracować z kimś innym, a Gas powróciłby do składu, kiedy poczułby się lepiej? Każdy z nas był bliski płaczu, ale stwierdziliśmy, że „Nie, nie możemy tego zrobić. Po prostu poczekajmy.”

I ciągle nie wiedzieliście, jak długo zajmie mu pełen powrót do zdrowia?

Nie, a minęło już pięć miesięcy. A potem zajęło kolejne trzy. Łącznie osiem miesięcy. I nagle on powiedział: „Myślę, że nadszedł czas aby pójść do sali prób i spróbować”, więc weszliśmy i graliśmy cztery noce pod rząd – każdej nocy graliśmy pełen koncert, trwający półtorej godziny. Wszystko szło perfekcyjnie, co dało zespołowi dużo energii i mnóstwo wiary. To ponowne odnalezienie pasji w kierunku muzyki, w kierunku zespołu, w kierunku kolegów.

Wyszło z tego coś pozytywnego?

Musisz myśleć o przeszkodach jak o wyzwaniach, albo problemach, które musisz rozwiązać w ten czy inny sposób. I to sprawiło, że dłużej pracowałem nad piosenkami, co było dobrą rzeczą. No i oczywiście każdy mógł odetchnąć, zrelaksować się przez chwilę. To było w tym dobre. Myślę, że album byłby znacznie słabszy, gdyby nie kontuzja Gasa.

786480ee-dab3-4eed-b609-40e31a4e5bcd

Istniała możliwość, że się rozejdziecie?

Zawsze rozdzielamy się w pewnym stopniu. Jesteśmy raczej zadziorni. Zwłaszcza dlatego, że tworzymy zespół, który udaje się w długie trasy koncertowe. Robimy to od tak długiego czasu, że zaczynasz myśleć „to jest wszystkim – nie ma nic poza tym”. Trudne chwile są potrzebne. Łączymy się za każdym razem, kiedy przekraczamy próg sali prób.

Robicie to już od bardzo długiego czasu…

Tak, zaczęliśmy w 1992 roku. Miałem wtedy z jakieś 15 lat. Byłem tylko ja, Migé oraz perkusista. Grałem na sześciostrunowym basie. Kłóciliśmy się o nazwę zespołu. I wtedy Migé namalował „His Infernal Majesty” na swojej szafce. Na tym skończyła się nasza dyskusja: „Tam, to jest to, nie możemy tego zmienić.”

Znałeś już wtedy pozostałych członków zespołu?

Znałem Migé i Lindego odkąd miałem około dziesięć lat. Chodziliśmy do tej samej szkoły. Migé poszedł do szkoły średniej z Burtonem, naszym klawiszowcem. Wszyscy znali się od wieków. To błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Ciężko pracować z najlepszymi kumplami, ale jednocześnie masz komu wypłakać się na ramieniu w autobusie podczas trasy. Ludzie naprawdę dbają o siebie.

625170

To brzmi jak rodzina…

Może bardziej jak rodzina Adamsów, ale wszakże to wciąż rodzina.

Cofnijmy się jeszcze dalej. Miałeś muzyczne dzieciństwo?

Nie. Mój tata za cholerę nie potrafi śpiewać, ale moi rodzice słuchali mnóstwa muzyki. Opowiedzieli mi historie o słuchaniu starych, tradycyjnych fińskich folkowych utworów, które jako jedyne potrafiły sprawić, że przestawałem płakać. Pamiętam jak tata trzymał mnie i tańczył dookoła w takt muzyki. Zanim rozkręcił swój sex shop był taksówkarzem, a kiedy podwoził mnie do przedszkola i potem do szkoły, miał przez cały czas włączone radio. Słuchałem mnóstwa muzyki, kiedy byłem dzieciakiem.

Jaki był twój pierwszy instrument?.

Zacząłem grać na gitarze basowej, kiedy miałem osiem lat. Tak więc minęło już sporo czasu.

A czy pamiętasz swoją pierwszą piosenkę, którą napisałeś?

O tak. Jest okropna. Mam ją gdzieś na kasecie. Nie pamiętam, jaki miała tytuł. Całkiem możliwe, że wcale go nie miała. To był krótki instrumentalny kawałek, rozwinięta kopia Steve’a Harrisa –  okropnie zagrany i równie okropnie brzmiący. Ale to jedyny sposób, aby się uczyć: popełniając błędy.

Kiedy zacząłeś grać koncerty?

Kiedy miałem jakieś 14 lat. Grałem wtedy może w siedmiu zespołach w tym samym czasie. Byłem „gitarzystą basowym”. Jednej nocy graliśmy reggae, następnej Dixieland (styl w muzyce jazzowej – przyp. C.N), a jeszcze kolejnej rock’n’rolla. Zacząłem grać na perkusji i dołączyłem do punkowego zespołu. Wtedy narodziło się moje zamiłowanie do piwa – kończyliśmy wstawieni każdej nocy.

Linde grał na gitarze. To była okropna rakieta. Ciągnęliśmy to przez pewien czas, aż stało się widoczne, kto posiada prawdziwą pasję, a kto nie. To ten moment, kiedy twoje hobby zaczyna się rozwijać i przekształcać w obsesję. Wtedy można zobaczyć, kto jest prawdziwym pasjonatem, a kto nie. Niektórzy wybrali szkołę, inni odeszli i zaczęli zajmować się czymś innym. Tylko ja i Linde, a później ja i Migé podchodziliśmy do sprawy poważnie. Następnie Migé poszedł odbyć służbę wojskową (Mige w mundurze, no nie mogę – ktoś posiada jego zdjęcia z tamtego okresu? C.N) i przez jakiś czas pozostawał poza zasięgiem. Więc w pewnym sensie stworzyliśmy HIM dwa razy – raz z Migé, a potem drugi raz w lesie z K-47, kiedy Migé był ogolony do zera.

Czy ty odsłużyłeś swoje w armii? (Aaaa… Valo w mundurze ❤ C.N)

Nie. Dzięki Bogu, miałem astmę (On jest ateistą tak hehe 🙂 C.N). Tylko z tego powodu udało mi się wywinąć. Moja służba przypadłaby dokładnie na czas, kiedy podpisaliśmy kontrakt, o co strasznie trudno. Nie mogliśmy sobie pozwolić na zrobienie jakiegoś syfu. Linde za to miał coś, co nazywaliśmy czerwonymi papierami (Odpowiednik naszych żółtych papierów? – Mel) – co znaczy, że jesteś szalony, ( 0_o C.N) niezdolny do walki.

Ustawił to sobie, prawda? Nie był naprawdę szalony?

Trudno powiedzieć. Spece wciąż się temu przyglądają.

Pamiętasz pierwszy koncert HIM?

To był Nowy Rok na przełomie ’92 i ’93 roku w małym klubie. Wszystkie ampery poszły z dymem, przyszło może z 20 ludzi, okropność. Ale wyglądałem super (To już narcyzm, Panie Valo XD – Mel), więc było w porządku. Robiąc za basistę w pierdylionie zespołów funkcjonujących na ówczesnej lokalnej scenie muzycznej, wiedziałem, jak to jest stać na środku.

Śpiewałeś wcześniej?

Nie za bardzo. To nigdy nie była moja broszka. Około ’94 nagraliśmy nasze pierwsze demo. Grałem na perkusji i śpiewałem, a Linde grał na basie i gitarze. Demo miało nam pomóc znaleźć odpowiedniego wokalistę. W tym samym czasie w tajemnicy ćwiczyłem moje struny głosowe. Opuszczałem szkołę i słuchałem „Angel Dust” Faith No More, „Ritual De Lo Habitual Jane’s Addiction oraz trochę reggae – jestem wielkim fanem reggae. Więc to właśnie robiłem każdego dnia po powrocie do domu. Chciałem po prostu spróbować, ale ponieważ dotychczas na scenie grałem na kilku instrumentach, czułem się naprawdę dziwnie, stojąc tam z mikrofonem. To prawdopodobnie powód, dla którego zacząłem palić. Papieros za papierosem i butelka czerwonego wina – to daje ci coś, czego możesz się trzymać.

Jak wyglądała lokalna scena muzyczna Helsinek w tamtym czasie?

Scena była dość duża i hermetyczna. Mnóstwo ludzi grających w tych samych zespołach i odwiedzających te same kluby. Wiele z nich nie traktowało swojej działalności poważnie. W połowie lat 90. nikomu nie przyszłoby do głowy, że fiński zespół będzie znany na arenie międzynarodowej, a tym bardziej koncertował za granicą. Więc to było raczej granie dla zabawy i dla piwa. Sami robiliśmy właśnie tak przez bardzo długi czas.

Co się zmieniło?

W pewnym momencie stwierdziłem, że musimy zająć się tym bardziej na serio, zrobić krok naprzód, jakoś to rozgryźć. Jak można się było spodziewać, zajęło to wieki. Nagraliśmy miliardy demo, a wszystkie były gówniane. I wtedy trafiliśmy w dziesiątkę, gdy wpadliśmy na pomysł zagrania „Wicked Game” Chrisa Isaaka. Umieściliśmy ten kawałek na demo i w przeciągu dwóch tygodni mieliśmy podpisany kontrakt z BMG w Finlandii, co było szalone, ponieważ to wiodąca wytwórnia.

Koniec części pierwszej…

Tłumaczenie: Catherine Noir
Korekta:Mel

Źródło:  TeamRock.com

534

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

24 thoughts on “Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu cz.1

  1. To może niech każdy poda swoje konto na fb? Jeśli ktoś nie ma to mail? 🙂

    Niech Catherine zadecyduje jak to ogarnąć 😀 Zrzućmy wszystko na nią 😛

    Fajnie byłoby w sumie zorganizować kiedyś jakieś spotkanie a nie czekać na koncert 😉

  2. @Vixen – coś w tym jest, że ideały facetów najczęściej okazują się gejami 😛 I dlatego tak sobie myślałam że np. taki Tomasz Hiddleston jest gejem bo kurna jest zbyt idealny jako facet… a tu masz – klops w postaci T.S 😛 hehe i już taki idealny mi się nie wydaje 3:)
    Jak raczej aktorką czy wokalistką bym nie była (grać potrafię średnio a śpiewać… Łobożenko :/ lepiej nie mówić heh) ale nie pchałabym się z tego względu, że lubię prywatność i wnerwiałoby mnie wciskanie się z butami w moje życie i ocenianie wszystkiego co robię, jestem za delikatna jeśli o to chodzi bo czasem mi ktoś coś powie a ja myślę o tym przez bardzo długi czas nawet jeśli to nie było nic złego. A teraz pomnóż to sobie przez np. tysiące hejterów 😀 Psychiatryk w moim przypadku jak nic. Ale marzy mi się bycie pisarką (a co, każdy se może pomarzyć o czym chce hehe). W tym przypadku ciśnienie jest nieco mniejsze a perspektywa schowania swojej osoby za słowami książki jest dla takiego introwertyka zadowalająca 🙂
    Mój blog potrzebuje menadżera hehe nie chcesz zostać? 😀 Wyobraź sobie, że to zespół i trzeba mu skrzydła rozwinąć 😛 A poważnie to wiesz coś może o współpracy na linii zespół-media-blogerzy-fani? Jak to wygląda?
    I tak, mam Twój adres i FB i teraz będę Cię stalkować muahahaha Nie no kurde, bałabym się jak Ty ochroniarzom chcesz dawać w ryj 😛
    @Mel @LimaK mogę wam poprzesyłać nawzajem w mailu wasze dane kontaktowe, żebyście się odnaleźli ale jeszcze muszę poczekać na zdanie LIV czy się zgadza na udostępnienie maila bo z tego co wiem to ona Fb nie ma 😀 Także hej Liv, ogarnij temat i odezwij sie 😀
    Tak sobie myślałam o założeniu grupy FB kiedyś, co by to pogaduchy robić ale nie wiem czy jest sens, (nawet na blogu mi to ktoś kiedyś zaproponował ale stwierdziałam, że skoro są już dwie grupy to po co tworzyć kolejną – tylko, że tam niewiele się dzieje) i np. podpięta byłaby ta grupa pod HeartagramPoland ale gaworzylibyśmy o wszystkim, bo ja widać tutaj znacznie wykraczamy poza HIMowe tematy 😀 a na blogu pozostałby temat HIM czy coś :/ nie przemyślałam tego dokładnie. Albo może jakieś forum zarzucić, choć jakoś w ogóle nie ogarniam forum hehe 😛 Albo nic nie robić o zostawić jak jest 😀 Nie mogę się z tym ogarnąc huehuehue
    Ejjj i jak to SPOTKANIE? Ale że co, jak ja tak daleko :C A w PL bede gdzieś w maju dopiero (świąt nie liczę). No i git majonez, wy się spotkacie a ja se potem co najwyżej poczytam ile to piw wypiliście :C

  3. @ Vixen – to teraz mi żal, że pogardziłam Hurtsami. A najbardziej jestem zła, że nie pojechałam, jak grali w Torwarze. Może do trzech razy sztuka 😉 Mam do nich duży sentyment. Są tacy specyficzni.
    Kiedyś twierdziłam, że kupowanie płyt to nonsens, bo przecież wszystko jest w Internecie, ale potem zrobili mi drobne pranie mózgu odnośnie twórczości na ASP, więc zmieniłam nastawienie. Zresztą, jestem typem kolekcjonera, a że lubie słuchać muzyki płytami i jak już mam jakiegoś ulubionego wykonawce, to wiem, że nie będzie to przejściowe widzimisię, więc teraz chętnie kupuję płyty. Poza tym ślinie się na widok niektórych wydań, jak do książek… ;P Na razie jeszcze tego mało, w sumie kompletny jest tylko HIM i nie mam bladego pojęcia jak upoluję wszystkie 20 płyt moich ulubionych Japończyków, ale powoli… mam czas. Do emerytury będzie komplet 😀

    @ LimaK – popieram, zdajmy się na Catherine. A spotkanie byłoby super, tylko najważniejsza osoba jest niestety dość daleko od nas.

    @ Catherine – masz moje pozwolenie na zdradzenie nazwy mojego konta na FB. Nie chcę tu tak publicznie imieniem i nazwiskiem świecić 🙂

    • @ Catherine – Minęłyśmy się z odpowiedzią. Tak sobie teraz myślę, że może jakaś wspólna konwersacja na FB nie byłaby zła. Forum też okej, ale obawiam się, że skończyłoby sie jak z tym, na którym bytuję. Pójdę za większością 🙂
      Jeszcze się nie spotykamy. Zawsze możemy wziąć laptopa i chociaż się z nami połączysz. I jeśli ma Cię to pocieszyć – ja raczej wszędzie jeżdżę samochodem, więc z piwa nici.

  4. Uwaga, piszę z telefonu, który mnie nie lubi.
    @Catherine nie wiem jakoś dużo, zależy co chcesz wiedzieć o tych współpracach. Ja zasypywałam pytaniami gościa od BVB. Praktycznie załatwiłam mi i laskom ze strony wejście na backstage, ale już tam nie jestem, więc nie skorzystam.

    Co do bicia ludzi, to spokojnie, kobiet nie biję. Kiedyś lubiłam kolegów, ale ich to nie bolało. Tylko raz (w gimnazjum) uderzyłam kolegę, ale zasłużył. Nasz wychowawca do teraz pewnie się z tego śmieje. Także no, możesz rozporządzać moimi danymi. Nawet Controlowi i Valosowi możesz je dać. (Mówię na przyszłość)

    I uważam, że Tom i Taylor to ustawka, przynajmniej z jej strony, bo to wyrachowana suka (tak mówią).

    Co do konwersacji na fb to fajny pomysł. Ogółem chwalę sobie używanie fb, bo jak się robi to z głową, to ma się pożytek. Dość powiedzieć, że nigdy nie miałam wirusa, nikt mnie nie szpieguje, a jak tak, to go blokuję buhaha.

    Jeśli chodzi o alkohol, to jestem abstynentką z przymusu i trochę wyboru. A piwa nie lubię 😀 wódki też. I wina. Chyba jestem dziwna.

    Pisarką chciałabym być bardzo, bo niby mam talent jakiś tam. Ale mam też lenia, słomiany zapał i brak weny. Także ten…

    @Mel jak wydadzą płytę to na bank wpadną. Mają tu dużo fanów. (3 koncerty w tym roku coś znaczą)

    A wiecie, że Harry Styles obserwuje wokalistę Hurts na tt? Muszę cofnąć moje słowa, że 4/5 1D nie ma gustu. Ah, no i poznał się na pannie Swift. I Kardashiankach ponoć też.

  5. @ Catherine – ale ja nie mówię, że spotkanie musi się odbyć w tym roku 😉
    Trzeba będzie zgrać jakiś termin, który odpowiadałby wszystkim (wiem, że będzie ciężko), miasto w którym takie spotkanie miałoby się odbyć itd. Czas pokaże czy coś z tego wyjdzie 😉
    Wyślę Ci adres mojego konta fb na maila i możesz przesłać go reszcie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s