„Wiedza jest po to, aby się nią dzielić a nie po to, aby była ukryta” – Linde o zajęciach mistrzów gitar

Witajcie,

zapewne już ochłonęliście po ostatnim newsie, w którym mogliśmy oglądać zakochanego Valosa 😀

Pewnie część z was także słyszała niezbyt radosną wiadomość o tym, że w tym roku Helldone się nie odbędzie. Zespół tłumaczy to tym, że skoro nie mogą zaprezentować nowych utworów na festiwalu, to nie chcą grać wcale. Co prawda wspomniane zostało, że są jakieś nowe utwory, ale są one niedopracowane i ze względu na poboczne projekty muzyków zwyczajnie brak im czasu aby zdążyć je „doszlifować” na Helldone.

helldone-600x300

No cóż, ja się i tak nie wybierałam, ale ci którzy mieli taki zamiar mają po prostu pecha :/ Trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać aż do następnego roku…

221A pomijając już fakt samego Valosa, który zamiast zabrać się do pracy to woli romansować z modelkami 😀 mamy dzisiaj wywiad jednego z bardziej pracowitych członków HIM a mianowicie Linde.

Linde nagrał kolejny album wraz Burtonem i Mige, obecnie właśnie koncertują a i on sam wziął niedawno udział w projekcie „Backstage Secrets’ Guitar Master Class”, który odbył się w Rosji a dokładniej w St. Petersburgu.

Z tej okazji prezentuję wam wywiad, którego udzielił podczas Backstage Secrets a który przetłumaczyła LIV, która wydaje się wyrastać na specjalistkę od osoby Linde 🙂 (Ciebie chyba tak nie denerwują wypowiedzi Linde jak mnie i Mel gadanie Valo? 😀 )


linde_970x268-ce743fec12287ccabd6021b8ba056b10296

W niedzielę 11 sierpnia [2016] Backstage Secrets powitało Mikko ‚Linde’ Lindstroma (H.I.M. & Daniel Lioneye) i jego technicznego [od gitary] Kimmo Aroluoma w St.Petersburgu na niesamowitych 4 godz. gitarowych lekcji mistrzów. Pojawili się chętni fani z całego świata, a pozostali mogli oglądać całe wydarzenie w domu dzięki transmisji na żywo. Podczas zajęć mistrzów, Linde i Kimmo odkryli szeroki zakres tematów związanych z gitarą Linde’go i ujawnili wiele tajemnic, które pozwoliły [Linde] osiągnąć niesamowite i niepowtarzalne brzmienie gitary. Podczas całej sesji Linde grał równocześnie z podkładami do piosenek HIM i Daniel Lioneye (włączając w to nowo wydany album Vol. III) oraz odpowiadał na różne pytania od publiczności, zarówno w St. Petersburgu, jak i ludzi oglądających całe wydarzenie przez Internet.

Adam Jessop z ekipy Backstage Secrets miał przyjemność przeprowadzić wywiad z Linde po wydarzeniu, dowiedzieć się co Linde myśli na temat prezentacji podczas zajęć mistrzów i współpracy z Backstage Secrets. Miał on także możliwość zadania kilka dodatkowych pytań o jego gitarę, ostatnio wydany album Daniel Lioneye (i obecnej trasie po Europie) oraz życiu poza zespołem.

imgp1602

Backstage Secrets: Cześć Linde! Jak się czujesz?

Linde: Dobrze! Właśnie skończyliśmy zajęcia mistrzów, które poszły nieźle.

BS: To wspaniale! Zatem właśnie skończyłeś swoją lekcję mistrzów z Backstage Secrets. Jakie to uczucie zrobić coś takiego?

Linde: Oh, to było super. Byłem zaskoczony jak szybko to minęło. To były 4h, a czuję jakby to trwało chwilę!

BS: Tak, mam tak samo, oglądałem je i minęły mi dość szybko. Więc czujesz, że to dość duży krok w twojej karierze? Nie tylko grać na gitarze, ale nagle prowadzić zajęcia z tego, lekcje i temu podobne rzeczy. Jakie to uczucie?

Linde: Szczerze mówiąc to dość dziwne! Wiesz, ja dający lekcje gry na gitarze, ale dzięki Bogu mam ze sobą mojego technicznego [od gitary], który w większości mówi!

BS: Zatem w jaki sposób dostałeś się na pokład programu Backstage Secrets? Jakie były do tego przygotowania?

Linde: Tim Palmer zaproponował, abym został rezydentem Backstage Secrets. Więc spotkałem się z Konstantin’em w Helsinkach i to wszystko od tego się zaczęło. Zrobiliśmy jedne zajęcia mistrzów w Finnvox z Brian’em Virtue a potem zrobiliśmy także małą sesję w sklepie Kimmo w Helsinkach. A teraz jest trzecia. Więc to nie jest tak, że robię to od zawsze, ale nadal – jest to dość świeże.

BS: Więc jakie to uczucie, właściwie odsłaniać swoje gitarowe sekrety przed publicznością? Jesteś szczęśliwy kiedy ludzie mogą być bliżej twojego brzmienia? A może czujesz się jak czarodziej, który właśnie odkrywa swój sekret?

Linde: Nie, myślę że wiedza jest po to, aby się nią dzielić a nie po to aby była ukryta. W każdym bądź razie, nie chcesz kopiować nikogo w żaden sposób. Więc informacje mogą być przekazane. Nie będziesz w stanie brzmieć jak ja, albo ktokolwiek inny, nawet jeśli będziesz próbował. Tu nie chodzi o sprzęt, dźwięk jest po prostu w twoich palcach.

BS: Tak, to najważniejsza rzecz jaką właściwie wyniosłem z zajęć, zanim jakiekolwiek pedały i wzmacniacze są włączone, to zawsze kwestia twoich placów, od samego początku. Okay, w takim razie mam kilka pytań o twoją gitarę. Dużo mówiono podczas zajęć mistrzów, ale nadal nad kilkoma sprawami chciałbym podyskutować. Jak często zmieniasz gitary? Przez lata odszedłeś od Marshall’a do Laney’a, a teraz do 5150. Co wpływa na te zmiany?

Linde: Zgadza się, wybrałem 5150, dla dłuższego utrzymania [dźwięku] i większego uderzenia, i myślę że moja przekładnia [bieg] i sprzęt zmieniają się w zasadzie z każdą trasą. Po każdym albumie, kiedy wracasz do sali prób i próbujesz uzyskać taki dźwięk jak na żywo, musisz myśleć o tym “co powinno być zmienione” i tak dalej.

imgp1666

BS: Robisz to sam? Czy Kimmo to robi? Znajduje dla ciebie pedały i je testuje? Czy sam znajdujesz sprzęt i myślisz sobie „Ooh, lubię to! Spróbujmy i dopasujmy to gdzieś”.

Linde: Ostatnio kiedy poszedłem do jego [Kimmo] sklepu wziąłem około 40 pieprzonych pedałów i przyniosłem do studia, tylko po to, aby je wypróbować. Możemy mieć pomysł jakiego dźwięku szukamy, więc rozmawiamy z Kimmo, który wymyśla jak osiągnąć i wyprodukować taki dźwięk.

BS: Więc właściwie jak bardzo słuchasz Kimmo? Czy zawsze podążasz za jego radami jeśli chodzi o takie rzeczy jak wzmocnienie na scenie i kolejność efektów? Czy czasem mówisz „Nie, mam zamiar zrobić to po swojemu, wolę tak”

Linde: Czasem tak, ale zazwyczaj najlepiej jest posłuchać jego. Jest bardziej zaawansowany niż ja!

BS: Słyszałeś kiedykolwiek wcześniej termin GAS? ‚Guitar Acquisition Syndrome'[‘Syndrom Nabycia Gitary’] – To syndrom, w którym gitarzyści są jak „Ooo musze to mieć, chcę tego, potrzebuję tamtego” Masz coś takiego?

Linde: Tak, łatwo w to wpaść. Podczas nagrywania w domu, masz swoje małe studio i kończysz na testowaniu miliona wtyczek, nie koncentrując się na muzyce. Łatwo się zatracić w całym sprzęcie i tym gównie, tak.

BS: Yeah zdecy30dowanie, zawsze musisz mieć niewielką zabawę z tym co masz. Pamiętam jak powiedziałeś podczas zajęć o zniekształceniu dźwięku a la ‚Mickey Mouse’ [fuzz – zniekształcenie dźwięku bzyczące lub charczące] i temu podobnych rzeczach. Musisz z nimi grać. Okay, porozmawiajmy o Daniel Lioneye. Dominującą opinią jest, że Vol III jest twoją najbardziej wytrawną pracą do tej pory – zgadzasz się z tym?

Linde: Cóż, uważam, że jest zdecydowanie najlepsza z naszych 3 albumów i myślę, że wreszcie znaleźliśmy “ten” dźwięk.

BS: W porównaniu do starszych albumów, czy w najlepszych piosenkach nadal siedzi coś z nich?

Linde:  Yeah, z pierwszego albumu nadal kocham King of Rock and Roll, a International Pussy Lover jest ciągle moim ulubionym. Z Volume 2 The mentat, ciągle gramy to na żywo.

BS: Tak, zauważyłem że grasz to na żywo, to miłe. Planujesz grać też inne klasyki?

Linde: Myśleliśmy o kilku piosenkach z Volume 2, ale … uh… Nie pamiętam ich pieprzonych tytułów …. uh…. cholera …. [ha ha rozwalił mnie tym totalnie – liv]

BS: Kiss of the Cannibal? I Saw Myself?

Linde: Tak! Kiss of the Cannibal był jednym z tych [utworów], ale zdałem sobie sprawę z tego, ze riff jest dość podobny do tego z Aetherside, więc musiałem odpuścić.

BS: Na nowym albumie, twój sławny ‚wah’ dźwięk prawie nie istnieje. Jaki powód się za tym kryje? Czy chciałeś zrobić coś innego, a może czułeś, że to tutaj nie pasuje?

Linde:  Wygladało to tak, że zrobiłem demo wszystkich piosenek. Taki ich prototyp, z zaprogramowaną perkusją, nagrałem solówki i tak bardzo mi się one spodobały, że nie chciałem nagrywać ich ponownie. Zostały nagrane bez pedała ‘wah’. Więc utknąłem z demówkami. To często mi się zdarza z solówkami, pierwsza wersja jest zawsze najlepsza, a kiedy zaczynam ją dopieszczać [polerować] zamienia się w gówno!

BS: Yeah,to coś w stylu utraty pierwotnej ‘esencji’ i pasji po pierwszej wersji. Okay, obecnie masz trasę koncertową. Jakie to uczucie grać przed niewielkim tłumem w zestawieniu do wielkich festiwali i scen. Czy jest bardziej intymnie czy przerażająco?

Linde:  Powiedziałbym, że mniejsze sceny i mniejsza publiczność są bardziej przerażające niż te wielkie imprezy na 20 000 ludzi, gdzie nie czujesz się realnie. Także publiczność jest dużo dalej i nikt nie jest z tobą twarzą w twarz, a kiedy grasz w małym klubie każdy jest przed twoja twarzą. To jest bardzo osobiste. (Kocham koncerty w małych klubach! Będę to powtarzać aż do śmierci ehehe – C.N.)

2

BS: Miałeś ostatnio zbyt natrętnych fanów na swoich koncertach?

Linde: Cóż, oczywiście zawsze zdarzają się zbyt natrętni fani, ale wiesz … ludzie wiedzą jak się zachowywać!

BS: Czy jest coś co zabierasz ze swojego projektu Daniel Lioneye z powrotem do HIM? Zabierasz to „cięższe” metalowe podejście z powrotem?

Linde: Cóż … nie wiem jaki będzie przyszły dźwięk HIM. Zawsze kiedy masz przerwę i robisz w niej coś innego, to to wpływa na rzeczy związane z HIM. Pośrednio albo nawet jeśli o tym nie myślisz, to to się dzieje.

BS: Okay, teraz kilka pytań o twoje życie poza zespołem, na przykład w domu. Jak ćwiczysz w domu? Grasz piosenki czy po prostu ćwiczysz technikę?

Linde: Gram swoje rzeczy. Gram na gitarze akustycznej ze względu na struny, które są dużo cieńsze, o wyższym brzmieniu, na których ciężej grać. Kiedy ćwiczę w ten sposób, potem jest dużo łatwiej grać na gitarze elektrycznej, więc uważam to za całkiem użyteczne.

BS: Okay, a w domu, jak dużo eksperymentujesz? Tylko zmieniając pedały i ustawienia, w tym siedzisz?

Linde: Tak, oczywiście. Daję się ponieść emocjom. I to jest świetna zabawa!

BS: Tak z pewnością! Jak dużo czasu spędzasz serfując po sieci w poszukiwaniu osprzętu do gitary? Przeglądasz recenzje, fora, filmiki na YT?

Linde: Oglądam moje ulubione SYL na YT, albo moje ulubione występy Iggy’ego. Czasem chodzę do Gearslutz lub czegoś w podobnego kiedy szukam konkretnych informacji o niektórych pedałach czy dynksach. I to jest wspaniałe, bo wszystko jest dzisiaj w Internecie. Jeśli chcesz czegoś się dowiedzieć, możesz to bardzo szybko znaleźć.

BS: Tak Internet jest do tego dobry. Mówiąc o YT, widziałeś covery twoich kawałków? Lubisz słuchać kiedy ludzie biorą je na warsztat czy wolisz nie słuchać kiedy twoje utwory są brutalnie mordowane?

Linde: Nie, wcale! Sądzę, że to wspaniałe kiedy ludzie robią covery. Zawsze jest zabawnie je oglądać. Nigdy nie byłem typem „jak on śmiał zniszczyć moją piosenkę”, to wcale nie jest tak.

imgp1729

BS: Tak, czasem znajdujesz ludzi, którzy mają swój sposób na nie [piosenki]. Nie chodzi o to jak grasz, albo jak można je zinterpretować jako „źle zagrane”, ale jej inna ‘wersja’ musi być miła do słuchania.

Linde: To nie o to chodzi. Kiedy ktoś robi cover mojej piosenki, doceniam to.

BS: Okay, ostatnie pytanie … dready … jaka będzie ich przyszłość?

Linde: Haha! Cóż, tak, nadal rosną. Są już całkiem spore!

BS: Yeah, pamiętam, że zrobiłeś je w okolicach [albumu] Deep Shadows, a potem 7 czy 8 lat temu obciąłeś je.

Linde: Zgadza się, były zbyt długie, za ciężkie i pewnego dnia wkurzyłem się, wziąłem nóż i je uciąłem.

BS: A o co chodzi z tym związywaniem ich z tyłu teraz? Czy dni kiedy dyndały ci przed oczami już minęły?

Linde: Cóż, tak wygląda fajniej …ale to jest wkurzające mieć je przed oczami.

BS: Mogę sobie to wyobrazić podczas grania. Miałeś jakieś wypadki grając na żywo? Na przykład, gdy utknęły między strunami?

Linde: Tak, to często się zdarzało. To kolejny powód dla którego są teraz upięte haha.

BS: Okay, to była niesamowita przyjemność porozmawiać z tobą Linde. Dzięki za prowadzenie zajęć mistrzów razem z nami na Backstage Secrets, mam nadzieję na dalszą współpracę w przyszłości.

Linde: Tak, dzięki Adam. Wszystkiego najlepszego!

BS: Wszystkiego najlepszego. Dzięki Linde!

imgp1755

A my dziękujemy Liv za przetłumaczenie wywiadu 🙂

Źródło: Backstage Secrets

Tłumaczenie: Liv

A może są tu jacyś gitarzyści/gitarzystki???

lghr18125professional-air-guitarist-homer-simpson-poster

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

Right Here In His Arms ❤ Nowa dziewczyna Ville Valo

Och! Jakże mam dzisiaj wspaniałe nowiny 🙂

Ville Valo radosny, kwitnący, zakochany!

540

Przyjemny widok aczkolwiek… Ale o tym za chwilę 🙂

Wstaję dzisiaj rano i popijając poranną kawusię przeglądam na szybko Fb i co widzę? Valosa czule całującego jakąś pannę 🙂 Moja pierwsza myśl: jeeeżuuu jak dobrze, że to nie Sandra 😛 Druga myśl: ma facet swój stały gust jeśli chodzi o partnerki 🙂 Wszystkie ciemnowłose, szczupłe, modelki…

A kim jest ta szczęśliwa osóbka w ramionach Ville?

545

Pani nazywa się Christel Karhu i jest modelką (co ciekawe należy do tej samej agencji modelek co kiedyś Jonna – może Ville ma tam takie jakieś wtyki co mu podsyłają najlepsze kobiety 😛 )

543Pamiętacie także wizytę Ville w Londynie? Był tam dość znaczny kawałek czasu i jak się teraz okazuje Christel również tam była. Jeden z fanów, któremu udało się zrobić zdjęcie z Ville, kiedy ten odwiedzał muzeum Tate powiedział, że był on tam z dziewczyną o imieniu Christel. Także śledztwo fanów potrwa chwilkę i już będzie wiadomo wszystko 🙂

538539No i tu została poruszona także kwestia wieku tej pani, ponieważ ma ona  22 lata i wielu uskarża się, że jest za młoda dla Valosa i że ten chyba ma kryzys wieku średniego. Co ciekawe, jak na tak inteligentnego faceta dziwne jest to, że nigdy nie umawiał się z kimś o profesji całkiem poważnej tylko są to zawsze modelki, które stereotypowo kojarzą się raczej z głupiutkimi dziewczynami.

541

No i kolejna kwestia: czy ta pani nie zechce wykorzystać chwili atencji do rozwoju własnej kariery? Pamiętamy jak związek z Ville wykorzystywała Sandra :/

Jednak szczerze mówiąc, moje zdanie jest takie że jest dorosłym facetem i sam podejmuje decyzje. Kwestia wieku czy profesji nie musi wiele znaczyć kiedy pojawia się uczucie. No a spójrzcie na niego:

542

Czyż nie wygląda na szczęśliwego? 😀

537

I nawet jeśli to tylko zwykłe randkowanie a nie początek związku to w sumie jego życie, jego sprawa a nam chciałoby się tylko powiedzieć: Valos – daj nam nową płytę a nie dziewczynę XD

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

 

Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu cz.3

Dzień dobry,

Dzisiaj publikuję ostatnią część naszego długiego wywiadu i na razie kończymy z filozofowaniem Ville. Tymczasem wiemy już, że w końcu opuścił Londyn i jest już w Finlandii, gdzie wiele osób złapało go na koncercie Daniela Lioneye w Turku 🙂 Posypały się fotki z wszystkimi panami:

lol14225447_10154398386651718_7224910327225453102_n

pol14232995_10154399475656718_3568658486592971134_n

bez-tytulu

A dzisiaj Linde jest już w Rosji na Guitar Master Class, oto zdjęcia z Backstage’u:

14212762_1763696567181542_3324422999669152599_n

14322373_1763696563848209_1589875479156629294_n


Porozmawiajmy o austin-osman-spareczymś mniej mrocznym. Kto jest twoim ulubionym artystą?

Jestem fanem sztuki, ale jestem takim typem człowieka, który wolałby posiadać raczej pędzel Picassa niż jego obraz. Zawsze uważałem proces i pomysł za bardziej interesujący niż samo dzieło sztuki. Ostatnio strasznie zaintrygował mnie Austin Osman Spare, będący kimś więcej niż zwykłym artystą – również magikiem i wolnomyślicielem. Czasy,  w których żył, przemiany w XX wieku – były bardzo interesujące, co ma wiele wspólnego z aktualną sztuką – jak, gdzie, kiedy i dlaczego dzieło zostało stworzone?  Caravaggio albo ktokolwiek inny – ich prace są wspaniałe pod względem technicznym, ale nie przemawiają do mnie, ponieważ nie rozumiem życia, kiedy to się wszystko działo.

 

Co z filmami? Postrzegasz je w ten sam sposób?

Uwielbiam ludzi, którzy przemycają swoją własną osobowość do filmów. Mam fazy.  Zawsze mam. Miewam obsesję na punkcie jednej rzeczy przez jakiś czas. Raz kocham prace Hitchcocka, raz Luisa Bunuela. Mayę Deren także – była reżyserką surrealistką, szaloną osobą w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Przez większość czasu chodzi bardziej o charakter danego człowieka. Byłem kiedyś uzależniony od biografii gwiazd rock’n’rolla. Czytałem o artystach, których nawet nie lubiłem za bardzo. Zawsze byłem zainteresowany, jak dotarli do miejsca, w którym się znajdowali. Może miałem być antropologiem. Nie wiem, wszystko jest interesujące.

Czy byłeś kiedyś kuszony propozycją, aby zaangażować się jako aktor?

Miałem takie oferty w przeszłości. Nic specjalnie dużego, nic specjalnie interesującego. Ale nie jestem aktorem. Zawsze czułem, że musimy sprzedać 80 milionów płyt więcej zanim stanę się aktorem, malarzem, śpiewakiem operowym czy osobowością telewizyjną. Myślę, że potrzeba określonej dawki nudy, aby chcieć podążyć tą ścieżką.

539„To be, or not to be- that is the question”

Jakich trzech ludzi – żyjących lub nie – zaprosiłbyś na kolację?

Ku*wa… to trudne pytanie. Jezus Chrystus byłby oczywiście jedną z nich. Albo ktoś taki, jak Edgar Allan Poe, HP Lovecraft, Austin Osman Spare. Ale w sumie, nie wybrałbyś ludzi z podobnych miejsc, potrzebujesz ludzi, którzy prowadziliby kłótnię. Kaczor Donald, Mussolini i Anton LaVey. Właściwie, jeśli mam być z tobą szczery, to prawdopodobnie zaprosiłbym moich kolegów. Mógłbym być lokajem, starającym się dowiedzieć, o czym oni w ogóle rozmawiają.

Wspomniałeś, że wiele gwiazd rocka jest w gruncie rzeczy niepewnych tego, co robi. Jak to wygląda u ciebie?

To przychodzi fazami. Dobre w naszym zespole jest to, że może jesteśmy pretensjonalni i zbyt ekstrawaganccy jeśli chodzi o muzykę, ale nie mamy swojego alter-ego, jeśli chodzi o nas, jako o ludzi – jesteśmy tym, kim jesteśmy, a to co widzisz jest tym, co dostajesz – na dobre i na złe. To znacznie ułatwia sprawy – jeśli ludzie cię nie lubią, mogą się odpier*olić. To najłatwiejsze podejście. Ponieważ oszczędzi ci wiele zastanawiania się. To pozwala twojemu małemu dyskowi twardemu, twojemu mózgowi, skoncentrować się na tym, co najważniejsze – co w naszym przypadku oznacza kradzież riffów i składanie kawałków w innej kolejności oraz zarzekanie się, że jest to naszą własną pracą.

Czy istnieje jakaś część ciebie, która myśli: “Zrobiłem wszystko co miałem do zrobienia. Mogę już to sobie wybić z głowy”?

Nie. Są czasem takie chwile, kiedy jestem znudzony albo kiedy odpycha mnie na widok gitary akustycznej. Po długiej trasie koncertowej albo po nagraniu albumu odczuwasz coś w rodzaju muzycznej blokady. Myślisz „Po co ja to właściwie robię? To koniec, skończyłem z tym.” Ale wtedy pojawiają się rozmowy, których nie mogę przeprowadzić werbalnie – lecz muzycznie. To tylko ta jedna melodia, tylko ten jeden moment… To komunikacja bez słów, komunikacja z samym sobą, rodzaj medytacji. Gdzieś wewnątrz znajdujesz nuty, które zabierają cię do wewnątrz twojego umysłu, miejsca, gdzie dotąd nie byłeś; zdarzają się też nuty, które przenoszą cię do twojego dzieciństwa, do jesieni albo gdzieś, gdzie nigdy przedtem nie byłeś. To sprawia, że muzyka jest naprawdę interesująca. Dla mnie jest miejscem, w którym mogę się ukryć, drogą ucieczki. To znacznie lepsze niż wódka i narkotyki.

350

Czy jeśli zdarza ci się słuchać twoich starych nagrań, myślisz sobie „kim jest ten koleś”?

Och, tak. Nie spędzam czasu słuchając naszych starych albumów, ale kiedy zaczynaliśmy tworzyć ostatnią płytę, zerknąłem wstecz, aby sprawdzić, co zrobiliśmy. W chwili, kiedy jesteś bardzo zaangażowany w to, co robisz, myślisz, że na nowo wynalazłeś koło, a potem wracasz do poprzednich rzeczy i słuchasz piosenki, a tu okazuje się: „Oh, ku*wa, to dokładnie ten sam riff, jaki napisałem w ’99 roku”. To zdarza się cały czas. Istnieje mnóstwo rzeczy, których bym teraz nie zrobił, ale z drugiej strony rozumiem, że zrobiliśmy wtedy wszystko z jakiegoś powodu. Tak czuliśmy się w tamtym momencie i myślę, że uczciwość jest ważną rzeczą, kiedy do tego [tworzenia] dochodzi.

 

Jak bardzo jesteś dumny z dziedzictwa HIM?

Cóż, jestem dumny z przyjaźni z tymi chłopakami, którzy wspierali mnie przez wiele strasznych i przerażających oraz cudownych lat. To mój osobisty sposób myślenia o dziedzictwie. Wieść życie ze swoimi najlepszymi kumplami, podróżować z nimi dookoła całego świata, doświadczając tych wszystkich cudownych i przerażających rzeczy, spotykać wspaniałych ludzi, zawierać nowe przyjaźnie w dalekich krajach – to prawdziwa rzadkość. Na pewno nie mam daru do zostania już nikim innym. To uszkodzenie mózgu, które sam sobie zrobiłem.

359

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Ville Valo mówi o początkach, załamaniach i byciu symbolem seksu cz.2

Cześć,

Dzisiaj kontynuujemy jak do tej pory najdłuższy wywiad pana Valo.  Po tym czasie spędzonym nad nim, oficjalnie stwierdzam, że na jakiś czas mam go już po prostu dość 😀

52songs52weeksday1

Jeśli jednak chcecie się dowiedzieć co to są „mgliste kiełbaski” i dlaczego Valo nie poszedł do szpitala, kiedy tego potrzebował przeczytajcie kolejną część:


Gdzie byłeś, kiedy zadzwonił telefon?

Siedziałem w wannie. To było przed erą telefonów komórkowych, zadzwonił mój telefon domowy. Ociekając wodą, pobiegłem odebrać. Po drugiej stronie jakiś gość mówił do mnie, że „jest tym a tym  z BMG Finland”. Myślałem, że to któryś z moich przyjaciół stroi sobie ze mnie żarty i o mały włos się nie rozłączyłem. Mój rozmówca udowodnił jednak, że mówi prawdę. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Nie wiedziałem czego się spodziewać, więc zrobiłem się na lata 70. Wyglądałem jak Jim Morrison na kwasie – wielki futrzany płaszcz, super szerokie dzwony, super platformy, do tego paliłem i prawdopodobnie miałem piwo w ręce.

Jednak się udało…

Ostatecznie tak. To zabawne – wiele z tych rzeczy, które ludzie utożsamiają z życiem rock’n’rollowca, jest opartych na niepewności. Ukrywasz się za ostentacyjnością. Marc Bolan podobno też był niepewny, kiedy zaczynał. Cały ten przerost – to tylko narzędzia, staranie się o akceptację.

Byłeś tym, który prowadził HIM w tamtym momencie?

Zawsze byłem tym bardziej poważnym gościem, który gonił resztę biczem. Jeśli posmakowałeś czegoś, czego zawsze pragnąłeś, aby się spełniło, to nie ma powodu, aby na to napluć. Niektórzy ludzie się boją… „[niezdecydowany głos] ach, cóż, może chcę spróbować czegoś innego…” Ale ja miałem nastawienie typu „zobaczmy, jak daleko możemy z tym zajść”. Ukazało się nasze EP – chyba w nakładzie 500 albo 1 000 sztuk. Wszyscy zmusiliśmy naszych rodziców i krewnych do kupienia po egzemplarzu. Sam wydałem pieniądze na kilka kopii. Wtedy zaczęli grać „Wicked Game” w radio i zawarliśmy kilka przyjaźni [dalsza część zdania powtarzała jego początek, co kompletnie nie miało sensu, więc wyrzucone – Mel.]

Pracowałeś wtedy jeszcze w sex shopie ojca?

Z przerwami. Nigdy nie byłem tam zatrudniony na cały etat – pomagałem na pół etatu. Moi rodzice byli bardzo pomocni. Tata płacił czynsz, kiedy się wyprowadziłem. Wierzyli we mnie. „Dajmy mu spróbować. Zobaczmy co się stanie.”

Czy zawsze wyobrażałeś sobie, że będziesz sławny?

Nie sądzę, aby chodziło o sławę. Muzyka zawsze dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Jak Iron Maiden – to świat, do którego wchodzisz i zamykasz za sobą drzwi, twoja własna przestrzeń w głowie – twoje własne miejsce, gdzie możesz się schować przed całym światem. Zawsze tak to postrzegałem. Byłem wielkim fanem Steve’a Harrisa. Uwielbiałem fakt, że potrafił grać tak szybko na gitarze, że nie można było dostrzec jego palców. „Mgliste kiełbaski”, mieliśmy w zwyczaju mówić.

318

Poznałeś kiedyś Steve’a Harrisa?

Nie, nie poznałem.

Jeśli kiedyś go spotkasz, powiesz mu o „mglistych kiełbaskach”?

Tak, oczywiście. Nie nabijamy się z niego. To oddanie hołdu. Właściwie to byłaby dobra nazwa dla tribute bandu. Mgliste Kiełbaski Steve’a Harrisa. 😀

Na początku towarzyszyła zespołowi aura okultyzmu. Braliście to na poważnie czy chodziło tylko o fajny image?

Nie, to nie była kwestia image’u. Kiedy jesteś mody, zadajesz sobie te egzystencjalne pytania i zaczynasz czytać filozofię, rzeczy związane z religią. Widzisz swoich przyjaciół, którzy zwracają się w stronę chrześcijaństwa albo w stronę przeciwną, albo w jakąkolwiek inną stronę.  Chodziło raczej o fascynację – znajdować te wszystkie rzadkie książki w bibliotekach. Zawsze staraliśmy się uhonorować mistrzów tym, co robimy, a jednocześnie sami traktowaliśmy to jako żart.

W latach 90. Skandynawia była domem satanistycznej muzyki.

Tak, w tamtym czasie, kiedy nazywaliśmy się His Infernal Majesty [Jego Piekielną Wysokością], strasznie nam się obrywało od zespołów black metalowych, które pytały: „Co wy do cholery robicie? Gracie ten mierny hard rock i używacie naszego wizerunku!”

Mieliście kiedyś jakieś fizyczne kłopoty od fanów innych zespołów metalowych?

Graliśmy w jednym miejscu pośrodku Finlandii. Połowa widowni była goth-black-metalowa i to ta połowa nas wygwizdała. Drugą połowę stanowili Świadkowie Jehowy trzymający Biblię i modlący się. Zachodziliśmy w głowę, o co do cholery chodzi?  Tłum był ogromny! Przyjęliśmy więc postawę “pewnie, weźmiemy wasze pieniądze, a wy róbcie cokolwiek chcecie.”

Czuliście się w tamtym momencie, jak dziwne dzieciaki, które nigdzie nie pasują?

Przez chwilę, owszem. Nie wiązało się to z niebezpieczeństwem, ale z… ryzykiem. Byliśmy jednak szczęśliwi z bycia dziwnymi dzieciakami. Miło było być outsideremi. W pewnym sensie nadal nimi jesteśmy. Cały gatunek muzyki nazywany Love Metal to jeden wielki uniesiony palec do wszystkich gatunków muzycznych i w ogóle. Tak naprawdę nie ma to znaczenia. Gramy muzykę, którą chcemy i rzeczy, które płyną z naszych serc. To się nie zmieniło. To zabawne, że ludzie wciąż wychodzą ze skóry, by upchać nas i to, czym jesteśmy, w jakąś szufladkę. Myślę, że dobrze jest, jak jest.

Nie upłynęło wiele czasu, a HIM został zauważony poza granicami Finlandii. Jakie to uczucie, znajdować się pośrodku tego szaleństwa?

To jak przejażdżka kolejką górską. Pierwszy album promowaliśmy srylionem koncertów w Finlandii – myślę, że zagraliśmy też jeden w Szwecji czy coś. Potem po raz pierwszy pojechaliśmy do Niemiec. Graliśmy przed może 200 albo 300 ludźmi, szło nam naprawdę nieźle. Wtedy poznaliśmy Johna Fryera, producenta –po raz pierwszy rozmawiałem z Anglikiem, będąc jednocześnie w wielkim budynku BMG na spotkaniu z prawdziwego zdarzenia. Zastanawiałem się, co to do cholery jest? I wtedy John w pewien sposób utorował nam drogę – pojechaliśmy nagrać „Razorblade Romance” do Rockfield w Walii. Później puściły wszystkie hamulce. Wypuściliśmy w Niemczech piosenkę „Join Me In Death”, która stała się numerem jeden, co było szalone z takim tytułem, a album „Razorblade Romance” utrzymywał się na 1. miejscu na początku 2000 roku. I nagle znaleźliśmy się w limuzynach i byli gośćmi w wielkich talk show. Często występowaliśmy w telewizji, często w programach dla dzieciaków.

7209db5f-ab1b-4ca1-881d-4494a0bd4706

Sprawiało wam to radość?

Śmialiśmy się z tego. Nigdy nie mieliśmy pieniędzy ani możliwości do podróżowania, więc chłonęliśmy tę masę informacji.

Opowiedz mi o HER. Jak to było zmienić płeć?

[Śmiech] Ach, ta sprawa z HER. Istniało amerykańskie HIM – artystyczna bździna jakiegoś kolesia z Chicago. Zarzekał się, że to „jego tożsamość i to dla niego bardzo ważne.” Aż tu nagle [na niby potrząsa torbą pieniędzy] – „brzdęk, brzdęk, brzdęk” i wtedy powiedział „okay, możecie użyć tej nazwy.”

Jak dużo musieliście zapłacić?

Nie pamiętam. Myślę, że to było coś koło tysiąca dolarów. To była dla nas bardzo duża suma, ale takie rzeczy stanowią część rock’n’rollowej mitologii – jest mnóstwo takich historii. Musisz się z tego śmiać. Nawet Nirvana miała podobny problem. Zawsze czułem, że kroczymy ścieżką dla potworów. Daleko w tyle, oczywiście.

297Czy „Razorblade Romace” była tym punktem, w którym zdaliście sobie sprawę, że świat może otworzyć się na HIM?

Żaden zespół rockowy nie chciałby być tylko sławny w Niemczech. Oczywiście, posmakowaliśmy odrobiny sukcesu, chcieliśmy jednak rozszerzyć nasze terytorium, jak psy obsikujące okolicę. Nagraliśmy zatem album „Deep Shadows And Brilliant Highlights”, który wypadł dobrze. To umożliwiło nam koncertowanie po raz pierwszy w południowych częściach Europy. BMG w Wielkiej Brytanii w ogóle miało nas gdzieś, więc zaoszczędziliśmy wszystkie nasze pieniądze, a następnie wydaliśmy je na autobus i trasę po pubach w Anglii. Zagraliśmy może 15 koncertów i na każdym z nich było jakieś 20 osób. (Ehh być na takim koncercie teraz <3- C.N. Nooo *.* – Mel)

Jakie to było uczucie?

To było ekscytujące. Być w Birmingham po raz pierwszy – Sabbath, Priest… Stąpać po ziemi, po której chodziły legendy. To mógł być ten pisuar, do którego odlał się Ozzy w ’68 – coś w tym stylu.

Pamiętasz pierwszy koncert w Anglii?

To było tak dawno temu. Jestem całkiem pewien, że nie odbył się w Londynie. Graliśmy w miejscach takich jak Bradford czy Leeds. Zagraliśmy też podczas gotyckiej nocy w jednym z klubów. Wszyscy nas nienawidzili. Graliśmy 20 minut i potem się stamtąd wynieśliśmy. Ewan McGregor był wtedy w hotelu, to pamiętam.

Jakie były twoje pierwsze wrażenia z pobytu w Ameryce?

Nie miałem żadnych oczekiwań. Byliśmy tam na jednej wycieczce w 2000 roku. Poznaliśmy Bama Margerę z Jackass, który zaprosił nas do siebie i poprosił, żebyśmy zagrali na przyjęciu w Filadelfii. Graliśmy 30 minut. Niektórzy nas pokochali, inni znienawidzili. Wróciliśmy na jakieś dwa tygodnie przed tym, jak zawaliły się dwie wieże WTC. Na zdjęciu z vana możecie zobaczyć je jako moje rogi. Jest naprawdę przerażające.

Czy byłeś kiedykolwiek zmartwiony faktem, że wasza nazwa budzi skojarzenia z satanizmem?

Nie za bardzo. Kiedy nas poznasz, zrozumiesz, że nie jesteśmy całkowicie źli. Tylko trochę źli.

Jak poradziłeś sobie z pierwszym smakiem sukcesu?

Czy sprawił, że oszaleliśmy? Myślę, że byliśmy trochę szaleni już przedtem, a na sukces pracowaliśmy krok po kroku, kraj za krajem. Sądzę, że mieliśmy szczęście, że nie osiągnęliśmy globalnego sukcesu w ciągu nocy, bo to zepsułoby umysł każdego.

Wasze pierwsze albumy zawierały twoje zdjęcie na albumie. Czy fakt, że wydajesz się być twarzą zespołu nie powoduje żadnych starć z pozostałymi?

Prawdopodobnie powinieneś o to zapytać ich. Na etapie pierwszego albumu mieliśmy pomysł na artystyczne zdjęcie i to zadziałało. Na „Razorblade Romance” zdjęcie było ikoniczne i zabawne, jakby Michael Jackson spotkał Marca Bolana. A ponieważ to znowu zadziałało bardzo dobrze, popłynęliśmy z prądem po raz trzeci.

Znienawidzisz to pytanie. Jak się czujesz jako symbol seksu?

Jeśli mam być szczery, nie wiem czym jest symbol seksu. Komplementy są miłe, ale zawsze bardziej lubiłem te dotyczące muzyki. Jestem nerdem. Lubię mówić o muzyce (Eeee serio? Nikt jeszcze nie zauważył 😛 C.N.)

316

Love Metal” był olbrzymim krokiem naprzód dla zespołu, zwłaszcza w UK. Jak czuliście w centrum tych wydarzeń?

Moim zdaniem wraz z „Love Metal” znaleźliśmy tożsamość zespołu. Koncertowaliśmy tak dużo i zaczęliśmy pracować nad materiałem, który był bardziej w stylu Black Sabbath, poczuliśmy także, że Heartagram stał się czymś więcej niż tylko moją twarzą, czy twarzą kogokolwiek. Chcieliśmy rozpowszechnić ten symbol jak świat długi i szeroki. Dlatego poszliśmy w tę stronę na „Love Metal”. Pod względem muzycznym zawiera te same elementy. Dla mnie był to moment przełomowy – „tym jesteśmy, to chcemy robić”. Stworzyliśmy jedność i siłę wewnątrz zespołu, ponieważ wszyscy podążaliśmy w tym samym kierunku. Trasy koncertowe przebiegały naprawdę dobrze, Brytyjczycy poświęcali nam coraz więcej uwagi, różne rzeczy zaczynały dziać się w Ameryce.

Z następnym albumem „Dark Light” staliście się pierwszym fińskim zespołem, który otrzymał Złoto w Ameryce (czyli duży nakład sprzedaży płyt – przyp. C.N.) Musicie być bardzo dumni z tego osiągnięcia.

To była jedyna złota płyta, której nie dałem moim rodzicom. Ale to jedna z tych sytuacji – kiedy wszystko idzie dobrze, jesteś super zajęty przez cały czas i nie masz czasu, aby docenić owocu swojej pracy. Nie możesz przestać, ponieważ wszystko idzie tak dobrze – więcej koncertów, więcej piosenek. Tak to było przez wiele lat. I to prawdopodobnie wyczerpało mnie kilka lat później.

„Venus Doom” jest zupełnie innym albumem. Wydaje się, jakbyście sami rzucili sobie nim pewne wyzwanie.

Zawsze musisz sobie rzucać wyzwania. Nie ma sensu tkwić w rutynie. Powróciłem do swoich korzeni – My Dying Bride, old schoolowej Anathemy, starszego Paradise Lost. Chcieliśmy zrobić super ciężki, super wolny, popie*rzony album. To był rodzaj zniekształconego płaczu o pomoc, na wszystkich poziomach. Mądry nastrój, byłem wtedy w dość  mrocznym miejscu, masa imprez, trudny związek…

348

Jak mroczne się zrobiło?

Zrobiło się wręcz krwawo. Piłem tonami i nie byłem w stanie w ogóle spać. Wymiotowałem krwią i srałem krwią, nie jadłem tygodniami i żyłem tylko piwem. To był trudny okres. Finowie nazywają to „samouzdrawianiem się”. Wpierw udajesz się na imprezę i to pomaga na początku, aż zaczynasz leczyć kaca alkoholem, pijesz sześciopak piwa, żeby być na normalnym poziomie, a potem jeszcze kilka kielichów Jacka Danielsa i już jesteś na szczycie. I wtedy wszystko zaczyna się od początku. Kilka-kilkanaście miesięcy takiego życia i jesteś wyczerpany.

Jaki był najniższy punkt w tym okresie?

Cóż, pierwsze załamanie nerwowe, jakie miałem. Nagrywaliśmy właśnie „Venus Doom”. Obudziłem się, nie wiedząc gdzie jestem, z wielką sową północną na moim parapecie, pohukującą na mnie. Zachodziłem w głowę „co się ku*wa dzieje? To jest takie surrealistyczne – na moim parapecie siedzi sowa, gdzie ja jestem?” Nie myłem się przez wiele dni, byłem umorusany, zje*any oraz opuchnięty. To był pierwszy raz, kiedy zadzwoniłem do chłopaków i producenta i powiedziałem „nie mogę dzisiaj przyjechać do studio.” Nagle nie jesteś w stanie poradzić sobie z rzeczywistością. Wydaje się, jakby wszystko rozpadało się na kawałki, tracisz poczucie perspektywy, poczucie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Każdy pewnie odczuwa to inaczej.

Jak więc przetrwałeś nagrywanie tego albumu?

Starałem się wyluzować, na ile tylko było to możliwe, jeść cokolwiek, aby tylko przetrwać dzień. Było trochę lepiej, kiedy polecieliśmy do LA, aby zmiksować materiał, ale kiedy wszystko zaczynało wychodzić dobrze, ja znowu sięgnąłem po butelkę. I wtedy wszystko się posypało, a ja powiedziałem menadżerowi, że nie umiem sobie z tym poradzić i potrzebuję pomocy. Poszedłem do lekarza, który zaraz wysłał mnie na pogotowie, na co ja odpowiedziałem, że „nie mogę, mam wywiad do zrobienia.” To zabawne, śmiałem się z tego, ale wszystko było w rozsypce. I wtedy Seppo, nasz menadżer, pomógł mi znaleźć miejsce w Malibu, gdzie mogłem zrobić sobie trochę wolnego. To naprawdę pomogło. Potem byłem trzeźwy przez jakieś cztery lata.

338Mogłeś liczyć w tym czasie na resztę zespołu?

Trudno rozmawiać o takich rzeczach [o nałogu]. Nie jesteśmy jak Amerykanie, którzy z łatwością się sobie zwierzają, dbają o siebie nawzajem i chodzą na sesje terapeutyczne. [Moi przyjaciele] zrobili coś bardzo skandynawskiego – dali mi czas dla siebie. I szanuję to wsparcie. Prawdopodobnie zamartwiali się i zastanawiali czy terapia zakończy się sukcesem, czy może wszystko zacznie się od początku, a mi znowu odwali. Pozostanie trzeźwym i nagranie albumu na trzeźwo stało się dla mnie sprawą honoru. Tak powstało „Screamworks”. Zupełnie inny punkt widzenia.

Golf jest typowym sportem dla gwiazd rocka na odwyku. Czy rozważałeś zabranie się za to? Spotkanie się z Alice Cooperem i tak dalej?

Niee, nie jestem typem sportowca. Klub AA wychodzi z założenia „mam chorobę, która nie może być uleczona, potrzebujesz siły wyższej”. Pamiętam to. Będąc na odwyku, musiałeś odmówić Modlitwę Spokoju: „Bóg napawa mnie spokojem, abym mógł uczynić bla bla bla…” Nie mogę użyć tych słów. Za każdym razem, gdy przychodziła moja kolej na zmówienie modlitwy, mówiłem: „Ozzy dał mi siłę i spokój, aby pójść naprzód…”

Widzisz siebie podążającego tą ścieżką ponownie?

Kiedy Gas miał problem z ręką, upiłem się po raz pierwszy od wieków. I było zabawnie, ale potem nastał bardzo ciężki rok. Jest dobrze czasem pogrążyć się w nocy, bo potem możesz docenić również tę drugą stronę. Nie możesz robić tego, co robimy i być urżniętym przez cały czas. Kiedy jesteś odrobinę młodszy możesz pozwolić sobie na trochę więcej, ale wtedy zaczynasz robić gó*niane koncerty, a to niesprawiedliwe w stosunku do ludzi, którzy płacą za bilet i podróżują tylko po to, aby cię zobaczyć, tak samo jak wobec reszty chłopaków z zespołu. W tym wszystkich chodzi o znalezienie równowagi. Jestem typem włącz-wyłącz. Jeśli piję, to piję dużo przez długi okres czasu. Ale jeśli nie piję, to nie piję wcale.

Koniec części drugiej…

Tłumaczenie: Catherine Noir
Korekta:Mel

Źródło:  TeamRock.com

14212160_10154391166526718_7669971151231058794_n

14203286_149992052115750_1118415323731902237_n

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Out Of Control – Black Veil Brides Army w natarciu

Hej,

witam wszystkich uczniów, którzy dzisiaj musieli podreptać znowu do szkoły i witam także wszystkich studentów, którym to obojętne bo mają jeszcze jeden miesiąc wolny (zakładając, że nie prowadzą kampanii wrześniowej 😀 )

I tym i tym mówię: kiedyś i tak będziecie musieli pracować i będziecie mieć tylko 26 dni urlopu 😛 hehehe

A dla pracujących: zimnego piwka po pracy życzę 🙂

Dla wszystkich natomiast trochę fajnej muzyki:

8TAb5Kn7c

Dzisiejszy tekst w dziale „Out Of Control” napisała Vixen Black – wieloletnia fanka zespołu, która jak się rozmachnie to nie przestanie o nich pisać/mówić 😀 No ale jako iż mam sentyment do tego zespołu to nie krzyczę z powodu przydługawej notatki hehehe Zresztą sami przeczytajcie 😀

Przypominam także: każdy kto chce, może napisać o swoim ulubionym artyście, który jego zdaniem jest wart szerszej uwagi oraz polecenia do posłuchania innym ludziom odwiedzającym bloga. Swoje teksty i propozycje nadsyłajcie na Catherinenoir666@gmail.com. Forma tekstu dowolna po prostu „Out Of Control”.


Ciężko było mi się zebrać do tej notki, bo kompletnie nie miałam pojęcia, co napisać. W tym wypadku nadmiar wiedzy jest równie szkodliwy, co niewiedza. No bo jak zmieścić podstawowe informacje o zespole, o którym wie się wszystko (od rozmiaru koszulek basisty, przez modele telefonów, na ciekawostkach z życia prywatnego kończąc) na jednej stronie? Ale w końcu się zawzięłam, prawie zmieściłam i oto jest.

Na początek przenieśmy się na chwilę do słonecznego Los Angeles, bo to stamtąd (umownie) wywodzi się Black Veil Brides. Amerykański rockowy zespół, który tworzy pięciu utalentowanych facetów. Ale po kolei.

Kilkanaście lat temu w Cincinnati żył sobie, wychowywany w katolickiej rodzinie, niejaki Andrew Biersack.

Prześladowany przez rówieśników w szkole, uciekał w świat hokeja i muzyki. Tylko wtedy mógł być w 100% sobą i robić to, co kochał najbardziej, czyli śpiewać. W końcu w 2006r. razem z kilkoma kolegami postanowił założyć zespół. Nagrali nawet razem dwie EPki i  pierwszy teledysk. W międzyczasie Andy zdążył przeprowadzić się do Kalifornii, wywalić kilku członków (m.in. za narkotyki, których nienawidzi) i określić kierunek muzyczny, w jakim chce podążać. W 2009r. spotkał na swojej drodze muzyka Ashley’a Purdy’ego. Panowie odkryli, że ich wizje i zainteresowania pokrywają się, więc postanowili spróbować i od nowa stworzyć Black Veil Brides. Zebrali ekipę, podpisali kontrakt z wytwórnią i pojechali w swoją pierwszą trasę, tworząc jednocześnie materiał na debiutancki album, który wydali rok później.

f08212f8f3b4033ac466cb12ec28d087Płyta okazała się sporym sukcesem, a szkolne przeżycia Andy’ego, zjednały im rzesze amerykańskich nastolatków (BVB Army), którzy tak samo, jak Biersack, byli prześladowani i nieakceptowani przez społeczeństwo. Od początku zresztą, misją BVB było wspieranie młodzieży, dawanie im nadziei i udowadnianie, że skoro Andy przetrwał i się wybił, to im też się to uda.

 

W 2011r. zespół idąc za ciosem, wydało drugi album „Set the World On Fire”, do dziś uznawany przez większość fanów, za ich najlepszą płytę. Chłopcy stali się jeszcze bardziej popularni, jak i dorobili się hejterów, którym nie podobał się ich wizerunek sceniczny, czyli makijaż twarzy i ciała, długie, natapirowane włosy i obcisłe spodnie. Zespół jednak nic sobie z tego nie robił i wyśmiewał plotki, jakoby byli satanistami (a wszystko dlatego, że w logo mają odwróconą gwiazdę). Co więcej sami przyznawali, że ich inspiracjami, również z wyglądu, byli w tym czasie KISS i Motley Crue.

Przez następne dwa lata zespół koncertował po całym świecie, zyskując kolejne tysiące fanów i szukając nowych brzmień, które mogliby przedstawić na trzecim albumie. To wszystko zaowocowało wydaniem w 2013 r. „Wretched and Divine: The Story of the Wild Ones” (gdzie producentem był, wspomniany przez Mel w jej notce, John Feldmann). Tym razem jednak, poszli o krok dalej. „Wretched…” to album koncepcyjny. Piosenki, odsłuchiwane według odpowiedniej kolejności, tworzą całość. Zespół jednak na tym nie poprzestał i żeby lepiej zobrazować fanom, o czym są teksty, nakręcili film, gdzie tłem są właśnie piosenki z ww. płyty.

Fabuła skupia się na historii Eve Black, fance BVB, która czuje się samotna i nierozumiana, nawet przez własnych rodziców. Jednocześnie światem rządzi F.E.A.R., organizacja, która chce zniszczyć każdego, kto jest inny, niż reszta społeczeństwa. Z organizacją od lat walczą „The Wild Ones”, dowodzeni przez członków zespołu, posiadających nadludzkie moce. Ciekawostka: lidera F.E.A.R. zagrał William Control, o którym pisała już Catherine. (Biersack za to użyczył swojego głosu w piosence „Illuminator” Will’a.)

ac4965f56dcff2f0d8200c4429de5f6c

Film trwa jakieś 45 minut i jest dostępny w internecie, ale linku nie podam, bo może to spowolnić stronę 😉 (No już bez przesady 😛 Chciałam wrzucić film z YT bo tam kiedyś oglądałam ale już go usunięto :/ Dlatego wrzucam trailer ale zainteresowani sami poszperają w necie hehe – C.N.)

O ile drugi album dał chłopakom sławę, tak po trzecim ludzie dosłownie oszaleli. Film, jak i nowe brzmienie (jeden z gitarzystów, Jinxx, jest też skrzypkiem, więc postanowili wykorzystać i ten instrument) okazały się strzałem w dziesiątkę.

Już rok później na rynku pojawiła się ich czwarta płyta „Black Veil Brides IV”, przy której również pracował Feldmann, a produkcją zajął się tym razem Bob Rock. Ten album również wywołał pewnego rodzaju kontrowersje, bo o ile młodszym fanom się nie spodobał, tak zyskał uznanie osób starszych i krytyków muzycznych.

W zeszłym roku wydali też swoje pierwsze koncertowe DVD „Alive and Burning”.

Obecnie chłopaki nagrywają muzykę do piątego albumu, który ukaże się w przyszłym roku, a Andy jeździ po USA ze swoim solowym projektem „Andy Black”.

W Polsce BVB byli 3 razy i na 90% przyjadą za rok, promować nową płytę. Każdy z koncertów wspominają bardzo dobrze, bo mają tu sporą liczbę fanów, która razem z nimi zdziera gardła na koncertach. Co więcej, Andy, jak i CC mają polskie korzenie, o czym często przypominają.

Co do ich charakterów, to chłopaków nie da się nie lubić. Uśmiechnięci, dowcipni, uwielbiają się przytulać i przede wszystkim, nie trzymają fanów na dystans. W internecie są filmiki, na których widać, jak próbują rozruszać nieśmiałego fana, pocieszają rozszlochaną fankę, czy płaczą, słuchając wyznań nastolatków, którym pomogli swoją muzyką. Zespół wielokrotnie potępiał ludzi, którzy swoim zachowaniem doprowadzają drugiego człowieka do samookaleczania się, czy samobójstwa, co w Ameryce jest dosyć częste.

W zeszłym roku, na jednym z koncertów w Rosji, jeden z uczestników wyciągnął kartkę z prośbą, czy mógłby zagrać z nimi na perkusji jedną z piosenek. Zespół chętnie się zgodził i chwilę później perkusista pomagał chłopakowi założyć odsłuch. To chyba najlepiej pokazuje, że zależy im na fanach.

Ja sama poznałam ich przez przypadek. Oglądałam na youtube teledyski Fall Out Boy i All Time Low, czasem klikając w propozycje. BVB twardo omijałam, bo na sam widok twarzy wokalisty na miniaturze, śmiałam się jak wariatka. Ale w końcu dałam im szansę i przy 3 piosence się zakochałam. A potem poszło szybko, poznawanie ich biografii, pisanie fanfiction, wgłębianie się w ich życiorysy i w końcu dołączenie do jednego z ich fanpejdży na facebook’u. Teraz ta faza na nich już mi przeszła, ale dzięki nim poznałam wiele naprawdę fajnych osób. Na koncercie nie byłam, ale kiedyś to nadrobię, mam nadzieję.

Co do piosenek, to najważniejsze dla zespołu, jak i BVB Army, są dwie konkretne:

Fallen Angels -to swoisty hymn fanów, który zespół musi zagrać obowiązkowo. Tekst jest przesłaniem, jakie niesie ze sobą Black Veil Brides od początku istnienia.

Savior -piosenka, którą wykonują w hołdzie jakiemuś zmarłemu fanowi.

Oprócz tego zrobili dwa, genialne dla mnie, covery

Rebel Yell – Billy’ego Idol’a

Unholy – KISS’ów

 

Nie będę wypisywać wszystkich utworów, ale mam takich kilka ulubionych, które towarzyszą mi w życiu codziennym:

Lost it All – śpiewam ją zawsze moim bratankom, zamiast kołyski. Albo ich tak nudzi, albo nie mam talentu wokalnego, bo usypiają na pierwszej zwrotce 😀 (fragment z filmu „Legion of the Black” z gościnnym udziałem żony wokalisty)

 

Ritual – zawsze poprawia mi nastrój

 

Nobody’s Hero – tą mogę zapętlać w kółko

 

Ogólnie spokojnie dałabym radę zrobić o nich mini książkę, ale oszczędzę Wam tego 😉 Na koniec dodam jeszcze, że kuzyn Andy’ego, Joe, ma kanał na yt, gdzie wrzuca mini serial „Average Joe”. Jeśli będziecie chcieli się odmóżdżyć, to polecam. To jest tak głupie, że aż śmieszne. Andy ma tam świetną rolę, pojawia się CC, a w jednym z odcinków nawet gitarzyści: Jake i Jinxx. W kilku odcinkach widziałam też Bryan’a Stars’a i byłego wokalistę Asking Alexandrii.

Będę pełna podziwu, jeśli ktoś dotrwał do końca. Mam nadzieję, że nie przynudzałam za bardzo.

Vixen

I jak się podoba? 🙂

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!