Czy Ville Valo jest ”dzieckiem indigo”? – część druga

Dzień dobry!

Kolejny piękny dzień, a przynajmniej dla mnie bo mam wolne 😀 (choć swoją pracę uwielbiam 🙂 )

W poprzedniej notce, oprócz informacji o przyznaniu nagrody dla Ville, pojawił się artykuł napisany przez Ewę pod tytułem „Czy Ville Valo jest „dzieckiem indigo”?”.

Dzisiaj kontynuujemy ten temat i będzie to ostatnia część. Zapraszam do czytania i komentowania, wyrażenia własnej opinii, nawet jeśli nie wierzycie w takie rzeczy 🙂


Czy Ville Valo jest ”dzieckiem indigo” ? – część 2

18

  1. Duchowość, ale nie religia

Uważam, że  Ville Valo jest kimś o wysoko rozwiniętej duchowości. Według mnie, on bardzo dobrze zrozumiał różnicę pomiędzy duchowością a religią. Często podkreśla, że religia nie ma dla niego żadnego znaczenia, może poza czysto artystycznym i kulturalnym. Dokonując wielkiego skrótu, możemy powiedzieć, że ktoś uduchowiony żyje według swoich wewnętrznych odczuć, których często nie umie zintelektualizować, podczas gdy ktoś religijny żyje według ściśle określonych reguł narzuconych przez innych. Echo tej opinii znajdujemy w jego wypowiedziach.

„Może widziałem twarz Boga kilkakrotnie w muzyce i w moich przyjaciołach – widziałem miłość i prawdę – ale nie Boga biblijnego, z pewnością nie. Nie jestem wierzący.“

„Muzyka jest moim bogiem i jedyną miłością, która nigdy mnie nie opuściła.“

„Jestem dumny z bycia poganinem. Finlandia nie jest krajem religijnym. Wciąż szukam mojego własnego boga.“

  1. Cierpienie z powodu separacji

Dziecko indygo jest niezwykle wrażliwe i bardzo cierpi w razie separacji z tymi, których kocha. Potrzebuje być z nimi w kontakcie, szczególnie tym psychicznym, bliskim i autentycznym. Z powodu wielkiej wrażliwości i rozstań, które są dla niego bardzo trudnym przeżyciem, dziecko indygo często sięga po alkohol lub narkotyki, które maja mu ulżyć w cierpieniu. Oczywiście nie mogę być pewna bezpośrednich powodów, dla których Ville stał się alkoholikiem, ale to prawda, że jego wrażliwość prawie natychmiast mi się nasuwa. Kiedy natomiast myślę o separacji, z jaką musiał się zmierzyć, myślę przede wszystkim o jego relacji z Jonna Nygren. Relacji, która okazała się dla niego bardzo destrukcyjna, psychicznie i fizycznie. Nie mogę też pominąć utraty ukochanego psa, Samiego. Według samego Ville, dziecięca trauma spowodowana śmiercią Samiego przyczyniła się do jego zachorowania na astmę.

  1.   Oryginalność w wyglądzie

Dziecko indygo czuje się inne od swojego otoczenia i potrzebuje wyrazić to poprzez swój wygląd. Aby przyznać, że to dotyczy Ville, wystarczy przejrzeć jego liczne zdjęcia w internecie. Jego tatuaże i rożne style na przestrzeni lat dowodzą, że czerpie on dużą przyjemność ze zmiany wizerunku, z bawienia się nim, wzbogacania go i uzupełniania. To niekoniecznie dowodzi, że jest skoncentrowany na swoim ciele, albo że chce być zauważony. Według mnie wynika to z jego głębokiej potrzeby stworzenia pomostu pomiędzy fizycznością a muzyką, zjednoczenia ciała i umysłu, z potrzeby stania się kimś jedynym w swoim rodzaju.

  1. W poszukiwaniu piękna i harmonii, w sobie i na zewnątrz siebie

Dziecko indygo jest bardzo wrażliwe na piękno i harmonię, zarazem w nim samym jak i na zewnątrz. Uwielbia naturę, ale także sztukę.  Aby poczuć harmonię wewnętrzną oraz tę, która go otacza, często ucieka na łono natury, do muzeów albo w miejsca przepełnione zabytkami. Ville interesuje się sztuką i ogólnie kulturą, jest także kolekcjonerem dzieł sztuki, instrumentów i książek. Interesuje się fotografią i malarstwem, sam również maluje. Jak powiedział, lubi, kiedy rzeczy są przyjemne dla oka.

Jeśli natomiast chodzi o piękno wewnętrzne, Ville poświęca dużo uwagi myślom i nastawieniom.

„Myślę, że dobra receptą na piękno są dobre myśli każdego dnia. To zaczyna się od środka. To może niekoniecznie pozytywne myślenie, ale coś w tym stylu. Akceptacja i zrozumienie, na ile to tylko możliwe. A jeśli nie zrozumienie, to dyskusja o tym, czego nie rozumiemy i wysiłek, by zrozumieć. Ponieważ, jeśli pozwolisz tym niekończącym się pętlom myśli krążyć w twojej głowie, to sprawi, że się postarzejesz, że zbrzydniesz i to cie spustoszy od środka. Wszyscy przez to przeszli, ale zamiast mówić, że ten żel na pryszcze jest lepszy od tamtego, ja mowie, że wszystko zaczyna się od środka.“

Tym oto pięknym cytatem kończę mój artykuł, ale nie moje poszukiwania w tym temacie. Podobnie jak Ville, kiedy coś mnie fascynuje, łatwo nie odpuszczam.  Ktoś mógłby powiedzieć: „Dla zyskania większej pewności, czy Ville Valo jest dzieckiem indygo, wystarczyłoby się dowiedzieć, czy jego aura ma intensywnie niebieski kolor.“ Tak… delikatna sprawa… bo w moim wypadku, nawet jeśli by się okazało, że takiej nie ma, to i tak będę wyczuwała w nim kogoś „nie z tej ziemi“.

Koniec części 2 – ostatniej.

Tekst: Ewa Włodarczyk

Źródło: Ewa-Passions

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

Reklamy

15 thoughts on “Czy Ville Valo jest ”dzieckiem indigo”? – część druga

  1. Długo myślałam and tym wpisem i wreszcie w mojej głowie ułożyła się myśl,którą chciałabym Wam przekazać. Trochę szukałam na różnych stronach o tym kim jest „dziecko indygo”. Przemilczę liczne opracowania o tym,że jest to kosmita zesłany z innej planety w ciało człowieka,aby wypełnić jakąś misję 😉 Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu definicja Ewy w tej kwestii. Ale przejdźmy do meritum. Ewa jest, jak ja to mówię, mocno ezoteryczna, wrażliwsza na pewne aspekty 🙂 Przyglądając się ujęciu,które zaprezentowała Ewa pozwolę sobie na stwierdzenie,że wszyscy,którzy tutaj się udzielamy, wspieramy (mniej lub bardziej) Katrinę w tworzeniu bloga jesteśmy takimi „dziećmi indygo” 🙂
    Miłość – no kto z nas jej nie chce, nie potrzebuje, nie jest ona dla niego ważna niech pierwszy rzuci trampkiem 😉 Nie oszukujmy się,to zawsze miłość jest motorem naszych działań – miłość do innych, do siebie, do władzy, do pieniędzy, ślepa miłość, chorobliwa miłość itp. itd. Każdy z nas, nawet jak nie chce się przyznać do tego głośno, chce tej miłości i żywi ją równie mocno, jest ona siłą napędową naszego działania. Dlatego chociażby heartagram każdemu z nas jest dość bliski, bo dla każdego z nas oznacza coś innego, ale zawsze jest tam ten „nasz” pierwiastek miłości 🙂
    Pamiętając nasze rozmowy mam tę pewność,że każdy z nas ma poczucie misji. Nie wszyscy odnaleźliśmy się do końca w tym naszym życiu, nie wiemy jeszcze czy to co robimy jest słuszne,ale popatrzcie sami. Gdyby nie ten niepokój, ten głód w duszy, mrowienie pod skórą czy część z nas byłby tu gdzie jest teraz, realizując się w tym co robi? Czy ci,którzy jeszcze nie są pewni swojej drogi mieliby odwagę nazywać swoje pragnienia i potrzeby głośno i po imieniu? Nie sądzę. To to poczucie misji, wewnętrzna potrzeba zrobienia „czegoś” (często po omacku, ze względu na specyficzne polskie realia w jakich przyszło nam żyć) dawała nam, i dalej daje, kopa do działania,żeby pozbyć się tego niezidentyfikowanego głodu, zaspokojenia poczucia bycia potrzebnym poprzez realizację naszych planów 🙂 I co najważniejsze jesteśmy autentyczni i prawdziwi w tym co mówimy i robimy, bez względu na akceptację otoczenia, często wolimy iść „pod prąd”,aby być szczerymi sami ze sobą. Tutaj doskonałym przykładem jest choćby ten blog – Katrina zaczęła go tworzyć z potrzeby serca, nie dla fejmu czy korzyści. A,że jest szczera w tym co robi to i z czasem zaczęło to przyciągać ludzi wyznających podobne wartości, ze swoją misją, którą już realizują albo realizować zaczną 🙂
    Potrzeba samotności i niezależności – sami wiemy jak to z nami bywa. W przeciwieństwie do Ville, w każdej chwili możemy zaszyć się w ciepłym łóżku z ulubioną książką, wyłączyć fejsa i mieć … swoje 5 min sam na sam 😉 Z tego co zauważyłam to kontakty międzyludzkie, rozmowy, wspólne spędzanie czasu (bez względu na formę) sprawiają nam wiele radości. Ale bez względu na to jak bardzo jest nam miło i fajnie, musimy mieć ten czas dla siebie,żeby odetchnąć, zebrać myśli. Sama mam tak często,że jak spędzę trochę czasu w gronie przyjaciół i jest super atmosfera to mimo,że naładuję się pozytywną energią, to czuję się jak „koń po westernie”;) Muszę mieć ten czas,aby odpocząć, zebrać myśli, oswoić emocje. Kiedyś usłyszałam (co było bardzo miłe),że potrafię taką atmosferę zbudować,że ludzie dobrze się przy mnie czują, nie muszą udawać nikogo, niczego im nie narzucam. I patrząc po nas mam wrażenie,że każdy z nas tutaj tak ma 🙂 Jednak musimy pamiętać,że utrzymywanie takiego stanu wymaga naszego ogromnego wkładu energetycznego, dlatego czasem jesteśmy tacy wypluci. Z drugiej strony jesteśmy mocno uwrażliwieni na wiele spraw, aspektów społecznych. Każdy z nas ma bogaty świat wewnętrzny i czasem uchylamy go dla reszty, mając świadomość pełnego poszanowania i akceptacji 🙂 Nie jestem pewna czy określenie „dziecko indygo nie jest wpływowe” właściwie rozumiem, bo jednak każdy z nas, na swój sposób wpływa na innych w mniejszym lub większym stopniu, nawet jeśli nam na tym niekoniecznie zależy i nie zabiegamy o to, to jednak nasze słowa, czyny, działalność powoduje,że jesteśmy wpływowi (chociaż na mniejszą skalę oczywiście 😉 )
    Jeśli chodzi o separacje i destrukcyjne, toksyczne relacje to pozostawię to bez komentarza,bo każdy z nas wie o co chodzi … 😉
    No i wygląd … no gwarantuję Wam,że każdy z nas wyróżnia się na ulicy wyglądem! 😀 Niekoniecznie mamy dziwne ubrania,ale jest w nas coś takiego co powoduje,że przykuwamy wzrok, nie wtapiamy się w tłum niewątpliwie. Kiedyś moja koleżanka powiedziała,że nawet jak siądę gdzieś w kącie, to jestem niczym ta „szara eminencja” he he 😀 Oczywiście nie czuję się jak taka osoba pociągająca za sznurki w tle,ale posłuchać o mojej demoniczności mogę 😉 No i co istotne nasz wygląd jest odzwierciedleniem naszego wnętrza 😉 A ta harmonia tutaj … nie da się ukryć,ze jesteśmy bardzo wrażliwi na wszelkie przejawy piękna – muzyka, film, sztuka – świadczą o tym nasze dyskusje, niekończące się rozmowy i powroty do przerwanych wątków. Często podrzucamy sobie setki sugestii co warto zobaczyć, zwiedzić, posłuchać itp. Nasze domy, pokoje, miejsca gdzie przebywamy pokazują jasno i wyraźnie jakie artystyczne dusze w nas siedzą 🙂 Mało tego, każdy z nas w miarę możliwości, pracuje nad sobą, nad swoim zachowaniem, ciągle idziemy do przodu, zmieniamy się na lepsze, staramy się realizować nasze pasje itp. Czy to nie świadczy o naszej potrzebie życia w harmonii ze sobą i światem, ubogacania go?
    Reasumując mój przydługi monolog uważam,że my tez jesteśmy takimi „dziećmi indygo” tylko na mniejszą skalę niż Valo. Trzeba oddać mu sprawiedliwość,że jest pracowity (tak jak i reszta zespołu),ale gdyby nie zwyczajne szczęście,które pozwoliło im zyskać rozgłos na świecie to jego wpływ,a szczególnie wpływ jego muzyki byłby mniejszy. A tymczasem my, mając takie karty jakie nam rozdano, jesteśmy cichymi bohaterami dnia codziennego 🙂

    • Uuuu polać jej dobrze gada! 🙂 Szczerze powiedziawszy to ja tez miałam takie wrażenie jak czytałam ten artykuł, tu jest o wiele więcej dzieci indygo hehe Ville ma to szczęście, że udało mu się być sławnym więc jego wpływ na ludzi jest większy a co za tym idzie inspiruje znacznie większą ich liczbę.
      Jeśli zaś chodzi o miłość to nie ma co się oszukiwać, że każdy chciałby doświadczyć tego uczucia, nawet jeśli twierdzą, że czegoś takiego nie ma –> to do tej co po piwo latała zanim pojawił się konfowy Króliczek 😄
      „Nasz wygląd jest odzwierciedleniem naszego wnętrza” tutaj kwestia teraz tego – nie oceniaj po wyglądzie co akurat moim zdaniem jest nie do końca prawdą bo tak jak zauważyłaś nasz wygląd jest odbiciem nas samych: fryzura, makijaż, ubiór, tatuaż – tworzymy sobie autoportret bazując na naszym wyglądzie/ciele. Owszem nie należy się zwodzić samym wyglądem ale nie bez przyczyny potrzeba nam tylko kilka sekund aby wyrobić sobie pierwsze wrażenie o nowo poznanej osobie 🙂
      „Jesteśmy cichymi bohaterami dnia codziennego ” – świetnie powiedziane 😀
      PS. Widzę, że zwrot „rzucić trampkiem” wszedł do kanonu 😀

      • Sądzę,że „żywa promocja anoreksji” i „niech pierwszy rzuci trampkiem” dadzą początek naszej wspólnej „grypserce” 😉 😀

      • Muszę sprostować: ja nie uważam, że nie ma miłości 😉 Ja twierdzę, że nie ma miłości takiej romantycznej no. W sensie na całe życie. Bo to ulatuje, a potem jest przyjaźń i przyzwyczajenie. Mam parę osób, które kocham, więc proszę mi tu nie wmawiać nic. Ja nie jestem Ann buhahaahahah

  2. Jejku liv… Jak Ty to pięknie ujęłaś! 🙂
    Zatkało mnie i nie wiem co tu jeszcze napisać 😉 Chyba nie mam nic do dodania 🙂

  3. Uff ciesze się,że nie jestem odosobniona w moim zrozumieniu i wyobrażeniu 🙂 Ewa mnie uświadomiła,że w kwestii wpływu chodziło o to,że VV nie daje na siebie wpływać, wytrzymuje presję. Teraz tak myślę,że w zasadzie nie doświadczył on wielkich dramatów życia codziennego takich jak śmierć, choroba, traumatyczne dzieciństwo… Oczywiście nie odbieram mu tutaj ogromnego bólu po rozstaniu z Jonną,ale jednak spójrzcie na nas. Czasami nie mamy wyboru, musimy ugiąć się pod presją,bo możemy stracić wszystko co mamy, co udało nam się osiągnąć. Sądzę,że Valo też szedł na wiele kompromisów – tutaj nasuwa mi się możliwość zrobienia kariery w USA i wszystko co się z tym wiązało.

    Ostatecznie dochodzę do wniosku,że ta definicja „dzieci indygo”, którą Ewa tutaj podała, to nic innego jak definicja świadomego człowieczeństwa, z wiedzą o swoich wadach i zaletach, o tym do czego dążymy, jak chcemy żyć itp. 🙂 ^_^

  4. Pieknie napisane, Liv! ♥ To bardzo wazne, bysmy nie czuli sie gorsi od Ville, by nikt sie tak nie czul. Po prostu wszyscy jestesmy inni, niepowtarzalni, a nasze zycie rowniez ma sens i cel. 😉 🙂 Dzieki! :*)))))))))))

  5. Mam natłok myśli, nie ukrywam, że dzięki wam 😉 . Właściwie to chyba wszystko co najważniejsze zostało już powiedziani, ale ponieważ lubię gdy TU coś się dzieje, to postanowiłam dorzucić swoje 5 groszy. Nie będzie to zapewne nic odkrywczego, nic o czym byście nie wiedzieli, nie myśleli wcześniej, ale może ktoś nowy tu zajrzy to niech ma co czytać.
    Oczywiście, że każdy z nas wywiera wpływ na otoczenie, na ludzi, których spotykamy, w wielu wypadkach nie jesteśmy tego świadomi. Oczywiście, że nie jesteśmy gorsi, ale… oczywiście jest „ale”. Ville ma większe pole do wywierania wpływu bo jest sławny, lecz dlaczego jest sławny? Bo miał odwagę, której wielu z nas brakuje, bo postawił wszystko na jedną kartę, bo miał rodziców, którzy postanowili dać mu szansę – Pozwólmy mu, zobaczymy co z tego będzie. I jest jeszcze coś nad czym się zastanawiałam. Pamiętacie ten wywiad?

    I faktycznie, o czym on śpiewa? No nie o wojnie przecież, walce o wolność, nie o biednych, głodujących dzieciach, nie o ekologii, nie o tęsknocie za pokojem na świecie, tak jak Scorpions, John Lennon czy Michael Jackson. Mimo to nie jestem w stanie przejrzeć wszystkich internetowych „ołtarzyków” tworzonych przez fanów – głównie fanki. Bo Ville jest piękny. No zapewne wiele osób robi to bo Ville jest piękny, przyciąga uwagę urodą (Chociaż chcę wierzyć, że większość docenia jego twórczość). Ale my, tutaj jesteśmy przykładem, że nie tylko o urodę tu chodzi. Ponad to przez tyle lat członkowie grupy godzili się na to, by Ville był na piedestale. No bo przecież kto tu wspomina o Linde, Migenilu, Burtoe, Gasie – bardzo zdolnych muzykach. To chyba jest trudne utrzymać tych wszystkich ludzi tak długo razem. Ville pewnie nie ma łatwego charakteru, o czym sam często wspominał, ale jednak jakoś z nim wytrzymywali. (aż do teraz 🙂 ) Ewa (i nie tylko Ona) złościła się przez chwilę, bo jak to Ville tak sobie pójdzie i już. Ja sama przez dłuższą chwilę nie mogłam ich słuchać, bo byłam rozgoryczona, ale dlaczego? Bo nie będzie kolejnej płyty? Może. Ale bardziej dlatego, że ja chcę nadal słuchać co ma do powiedzenie, bo przez długi czas trochę prowadził mnie za rękę, bywał zabawny i irytujący i pewnie chcemy by nadal był, bo ma jeszcze wiele do powiedzenia muzycznie i tak w ogóle. Być może jest jeszcze kilka takich osób, którzy działają w podobny sposób na ludzi, nie wiem tego bo „śledzę” tylko HIM tak dokładnie, ale może są inni. Jestem jednak pewna, że troszkę dzięki Ville jesteśmy jacy jesteśmy, a przede wszystkim jesteśmy TUTAJ. Ja dołączyłam niemal przed chwilą, a do tej pory sama sobie siedziałam, myślałam, tłumaczyłam wywiady… A na końcu jeszcze takie coś mi HIMiki zafundowali i to jest miłe.
    Podsumowując, uważam, że każdy z nas jest wyjątkowy, ale niektórzy mają więcej motywacji, odwagi i cieszą się większą przychylnością opacznoći niż inni by kreować ten świat i taki jest właśnie Ville moim zdaniem.
    No i nie mam pojęcia, co z tego zrozumieliście… Jak ja nie potrafię myśli składać to masakra…

    • Fajnie to ujęłaś 🙂 Chociaż we mnie ciągle telepie się przekonanie,że miał zwyczajnie więcej szczęścia i los mu sprzyjał,dzięki czemu mógł się (razem z reszta chłopaków) wybić. Nawet to,że koncertowali po różnych barach, knajpkach i festynach, „bywali” tu i tam niewiele by im dało, przy niewątpliwych talentach jaki posiadają poszczególni członkowie HIM. W końcu czuwała nad nim jakaś Moc Wyższa,że posłuchała ich Silke i zakochała się w tej muzyce, że potem czekała 2 dni,aż Valo wytrzeźwieje,aby z nim porozmawiać o dalszej karierze. Niewątpliwą odwagą jest to,że wtedy zdecydowali się rzucić na głęboką wodę. Ale kto by z tego nie skorzystał? Ja zrobiłabym dokładnie to samo 🙂 Zresztą w mojej pracy często składam wszystko na jedną szalę – czasem wygrywam,a czasem twardo ląduję 😉

      Teraz pewnie wywołam małą burzę,ale nich tam 😉 I od razu, na wstępie podkreślę,że jestem wielką fascynatką ich muzyki jak i każdego z chłopaków z osobna 😀
      Oczywiście nie umniejszam ujmującego i czarującego sposobu bycia Ville, bo bez tego nie byłby sobą 😉 Ale równie sympatyczny w obejściu jest np. Mige, ostoja spokoju, szara eminencja, który zawsze dbał o harmonię i dobrą atmosferę w zespole – pierwsze, wspólne wywiady o tym świadczą. Z kolei Gas jest niesamowicie towarzyski, komunikatywny, jego historie są równie ciekawe. Wydaje mi się,że magia Ville została też wykreowana na początku, to na nim opierała się „inność” HIM – młody chłopak, o androgenicznej urodzie, lekko nieśmiały, ze specyficznym poczuciem humoru, szukający ukojenia dla zbolałego serca był przez wiele lat swoistą strategią marketingową, na której wszystko się opierało. Jego byroniczna sylwetka została wykreowana przez sztab ludzi, a on chcąc, aby HIM zaistniał w szerszej świadomości musiał pójść na kompromis. Z drugiej strony patrząc na tych wszystkich muzyków to wszyscy śpiewają o relacjach międzyludzkich – tylko HIM ubierał to w słowa o miłości, a inni śpiewają może bardziej dosłownie? 😉

      No kończąc mój przydługi wywód zastanawiałam się kiedyś czy gdyby HIM tworzył na mniejszą skalę i był znany np. tylko w Finlandii i Niemczech, czy towarzyszyłby nam w codziennych troskach i życiu? Wierzę,że tak 😀

      • Liv, po przeczytaniu Twojej odpowiedzi skierowanej do RAnitki mam dwie refleksje. Pierwsza wychodzi od samego Ville, ktory powiedzial w jednym z wywiadow taka oto rzecz, co do kreaowania image’u zespolu: «Powiedzmy… jakby to powiedziec… Dobra, mozesz o tym myslec na jeden z dwoch sposobow. Mozesz myslec, ze sa w to zaangazowane wyzsze sily, a my jestesmy tylko marionetkami, ale z drugiej strony my jestesmy tak bezlitosni, prosci i szczerzy w naszej perwersji i nigdy nie probowalismy udawac, ze jestesmy czyms, czym nie jestesmy. Jestesmy, jacy jestesmy. Przyjmij to albo nie i odpieprz sie.» A druga dotyczy tego, co Ranitka nazwala interwencja Opatrznosci w sprawy HIM, a Ty interwencja Mocy Wyzszej. Nie wiem, czy je znasz, ale jest takie powiedzenie: „Bog pomaga tym, ktorzy sobie pomagaja.” Moje spojrzenie na te sprawe jest wiec takie: Byli zdolni, pracowici, ambitni i zdeterminowni to sila rzeczy Los im sprzyjal. 😉 Bo kiedy siedzi sie z zalozonymi rekami, to nawet jesli szczesliwa sposobnosc sie nadarzy, to czesto jej nie zauwazamy. 😉

  6. RAnitka błagam, nie wpędzaj mnie w jeszcze większe kompleksy.
    Jeśli Ty nie potrafisz myśli składać to ja już chyba powinienem wywiesić białą flagę i odejść gdzieś w zapomnienie…

    Co do HIM :
    Jestem facetem (100% hetero) i oczywiście to muzyka a nie wygląd Ville czy któregokolwiek z członków grupy przyciągnęła mnie, ścisnęła za serducho i kazała zostać fanem HIM 😉

    Nie wątpię, że wiele fanek czy nawet fanów z mniejszości seksualnej przyciągnęła uroda wokalisty, bądź innego muzyka ale jestem pewien, że jednak zdecydowana większość prawdziwych fanów skupia się przede wszystkim na warstwie muzycznej grupy 🙂

  7. Ewa, zgadzam się oczywiście z tym co napisałaś, co w zasadzie jest zgodne z tym co napisałam wcześniej, co niejako uzupełnia to co napisała RAnitka 😉 I fajnie, że się tak dobrze rozumiemy 😀

  8. Czy może się tu pojawić ktoś, kto się nie zgadza z nami? Bo się nudno zaczyna robić 😉 No ale bum to był po 5 marca, a teraz to już wszyscy bilety kupili i dupa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s