„Nothing lasts forever”- książę Valo przerywa milczenie na festiwalu Miljoona Rock :)

Greetings Sweethearts!

Dzisiaj będzie notka informacyjno – organizacyjna, a do tego nawiążę do ostatniego postu, który wywołał nieco kontrowersji 😀 Nie, nie będę się łasić ani przepraszać 😛 A nawet jeszcze ciut podgrzeję atmosferę XD

Na samym początku jednak, chciałam podziękować wszystkim tym, którzy wzięli udział w dyskusji i co więcej, utrzymywali ją na wysokim poziomie 🙂 To mnie przekonuje, że jednak fani HIM mają w sobie dużo kultury i póki co, nie muszę się martwić o banowanie kogokolwiek (sorry LimaK XD)

Panowie z HIM zagrali kolejny festiwalowy koncert, który ponownie miał miejsce w Finlandii – był to festiwal Miljoona Rock i przy tej okazji w końcu Książę Valo udzielił wywiadu, w którym mówi nareszcie o rozpadzie zespołu, planach na przyszłość itp.

Wywiad jest po fińsku, ale ma napisy angielskie więc myślę, że część z was będzie w stanie zrozumieć o czym on mówi. Niestety nie mam czasu na tłumaczenie, ale generalnie opowiadał o rozpadzie zespołu, że rozmawiali z chłopakami o nowej płycie i kierunku w jakim podążała ich muzyka. Ville znów nawiązał do gwiazd, które nie były na swoim miejscu – dyplomatycznie jak polityk (oczywiście podkreślił, że nie chce tak zabrzmieć hehe Valos Polityk, ale by była jazda XD Z tymi jego wywodami, to by nie opuszczał mównicy :P)

Według niego muzyka brzmiała dobrze, ale nie było tej ekscytacji, która powinna być. Priorytety się zmieniły niestety. Podkreślił przy tym, że to nie była tylko jego decyzja i że z tego powodu miał ból głowy oraz był zaniepokojony, gdyż zespół to ogromna część ich życia.

 

Zapytany, czy ma do udowodnienia jeszcze coś komuś lub sobie samemu, odpowiada że zawsze ma sobie coś do udowodnienia, lecz jako zespół już nie bardzo. Ville użył terminu „Złotej Klatki” jako określenia jego sytuacji, gdzie fani oczekują od niego pewnego rodzaju muzyki, a zespół jest jednocześnie bardzo cenny i jednocześnie bardzo wiążący. Stwierdził, że mają piosenki od których nie chcą uciec, czy się ich pozbyć, ale jednak ich nie powtarzać. Powiedział także, że nie są na tyle odważni, by zrobić totalnie inny album jak to zrobiło U2. Generalnie chodzi mu o to, że nie można kontynuować czegoś, jeśli wszyscy nie są usatysfakcjonowani.

Poza tym, Valo nic nie wie o żadnym DVD z koncertów. Ponadto Valos nie zamierza podlewać kwiatków XD (Hell no! :D), choć to lubi i podobno jest w tym dobry huehuehe I ma jakieś tam plany solowej kariery – lubi muzykę głośną ale i melodyjną, więc jeśli będzie coś kombinował to prawdopodobnie będzie miało to brzmienie podobne do HIM.

Co do samego festiwalu Miljoona Rock – uważam, że było lepiej niż na Tuska. Być może pan Valo miał lepszy humor czy coś. Nawet głosowo wydaje mi się, że było lepiej, choć nadal podtrzymuje swoje zdanie z poprzedniej notki co do tej kwestii.

Tutaj możecie zobaczyć występ z innej perspektywy 🙂

A pamiętacie naszą wycieczkę do Helsinek? Tym razem do Finlandii pojechała nasza francuska korespondentka Ewa 🙂 I oczywiście odwiedziła pana Kariego Valo – a pan Kari Valo jak to pan Valo – flirciarz w fińskim stylu XD Nie dość, że Ewę pamiętał, nas też, to jeszcze mogę z dumą ogłosić, że obraz Mel – naszej blogowej korektorki wywiadów, która także jest artystką, wisi w sklepie papy Valo! ! !

GRATULUJEMY!

(I teraz czekamy aż Ville go obczai i podkradnie na okładkę do solowej płyty :D)

Nasza Ewa tymczasem już wróciła do domu, więc czekajcie na jej relacje z Helsinek i z tego, jak się przebierała u papy Valo w toalecie w koszulkę zakupioną w jego sklepie 🙂

A tutaj macie dwie panie + ryjek Valosa 😀 Zdjęcie zostało zrobione w jego nowym domu – od razu wyjaśniam, zanim się pojawią komentarze o stalkowaniu go – znajomy tych pań sprzedał Ville jakieś muzyczne graty, więc dlatego miały okazję zrobić sobie z nim fotkę. Nie czaiły się pod jego domem 🙂

Teraz chciałam nawiązać do tematu grupy FB, bądź stronki bloga na FB. Sama takowych nie posiadam, ale jeśli jesteście zainteresowani nowinkami, zapowiedziami tego, co się ukaże na blogu oraz informacji o tym, co się właśnie na nim ukazało, to zapraszam was tutaj:

Rambo Rimbaud Polish Fansite

Współpracuję z autorką już od dłuższego czasu, więc ma ona moje pełne pozwolenia na publikację 😀 Zapraszam serdecznie HIMofanów 🙂 I niech was nie zmyli nazwa – to tylko „chłyt” marketingowy, żeby się wyróżnić pośród wszystkich HIM stron, Valo stron itp. Stronka informuje o poczynaniach całego zespołu.

Ok, gotowi?

Czas trochę namieszać 😀

Widzicie tą panią? Ja to przy niej jestem… Bardzo delikatna XD Ona natomiast się nie bawi w uprzejmości 😛 Otóż pani ta jest dziennikarką magazynu fińskiego Ilta – Sanomat i napisała ona relacje z koncertu HIM z festiwalu Tuska. Brzmi ona mniej więcej tak:

Imponujący początek.

HIM zaczął początek koncertu z mocnym basem, który objął nawet dźwięk głosu Ville Valo i wszystko inne na scenie, kiedy rozpoczęło się „Buried Alive by Love”.

Wkrótce po rozpoczęciu koncertu nastrój zaczął się psuć. Valo wydawał się być bardzo marudny na scenie. Skierował do publiczności kilka rozflirtowanych uśmiechów, lecz jednak były one dla niego trudne i wręcz go przytłaczały.

Zespół nie komunikował się na scenie przez cały koncert a Valo stojący na czele zespołu, był jak samotna, leniwa latarnia morska. Grali hit za hitem, ale żadna z piosenek nie wywołała entuzjazmu pośród frontowych fanów. Cały koncert był jak pudełko od prezentu, obwiązane jedwabnymi wstążeczkami lecz w środku nie było nic.

W końcowych fazach koncertu młodzi fani patrzyli na swojego idola z desperacją.

Charyzma Valo nie uleciała ale jego motywacja i pokora już tak. Jako słuchacz, byłam poirytowana, że atmosfera na festiwalu została kompletnie zatracona.

Źródło: Ilta – Sanomat

I teraz jeszcze na zakończenie tekst Ewy – naszego francuskiego łącznika, która chciała się wypowiedzieć na temat tego, co znaczy być fanem.

« Czy głos Ville to łabędzi śpiew? »

albo « Co to znaczy być fanem ? »

Jeśli ta notka ma podwójny tytuł, to jest dla tego powód. Piszę ten artykuł, zainspirowana jednym komentarzem, który ukazał się pod poprzednim wpisem na blogu (“Tuska 2017 – czyli coś sobie pochodzę i pośpiewam, a potem zdradzę że…”), i który wywołał pewne poruszenie. Autor tego komentarza wyraził opinię, że ów wpis ma znamiona hejtu, a uwagi o prezencji Valo są “płytkie”. Nie, nie piszę tego artykułu, by polemizować z opinią komentującego, a tym bardziej, by go do czegoś przekonywać. Komentarz tej osoby zainspirował mnie natomiast do pewnej refleksji, którą wyłuszczę poniżej.

W swoim komentarzu owa osoba nie zgodziła się z opinią Catherine, że – najogólniej ujmując – wydaje się, iż wokal Valo w ostatnim czasie znacznie się pogorszył, a że osoba ta jest zawodowym wokalistą, to wie, o czym mówi. Jeśli o mnie chodzi, nie jestem specjalistką: ani zawodowym muzykiem ani trenerem śpiewu, ale zgadzam się z opinią Catherine oraz kilku innych osób komentujących jej artykuł. Dla mnie wokal Valo nie prezentuje się tak, jak kiedyś, a także zauważam, że obecnie jego podejście do własnego śpiewania jest również inne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mu się po prostu mniej chce, tak jakby coś w nim zgasło czy się wypaliło. To moja osobista opinia, za którą biorę pełną odpowiedzialność.

Owszem, to opinia, która nie jest zbyt przychylna Valo. I w tym miejscu pojawiają się pytania, będące sednem tego artykułu: “Czy jako kompletna amatorka mam prawo wygłaszać taką opinię?” oraz “Czy ta opinia jest godna fana, czy raczej hejtera HIM?”. A te pytania zawierają się z kolei w pytaniu bardziej ogólnym: “Co dla mnie znaczy być fanem?”. Na ostatnie odpowiem przez negację.

Bycie fanem na pewno NIE OZNACZA bałwochwalczego podejścia do mojego idola. Bardzo mnie męczy nieustanne pozostawanie na kolanach. Idealizowanie moich ulubionych muzyków, osobowości kultury czy ogólnie ludzi, z którymi mam kontakt, kończyło się dla mnie zawsze boleśnie. Nikt z nas nie jest idealny i to czyni nas interesującymi i wartymi poznania.

Tak jest też z Valo. To skomplikowany facet, pełen sprzeczności i niedoskonałości. Jako jego fanka nie czerpię dzikiej przyjemności z moich obserwacji, że jakość jego głosu się pogorszyła oraz nie czekam, aż lub czy definitywnie polegnie. Tak, to byłyby oznaki hejtu. Tymczasem ja zastanawiam się, co może być tego przyczyną. Na myśl przychodzi mi jego alkoholowa przeszłość i nałogowe palenie, które mogły się do tego przyczynić i jest mi po prostu smutno, a także zwyczajnie i po ludzku złoszczę się na niego. To oczywiście jego życie i jego wybory, ale że lubię skubańca, to prowokuje on we mnie przeróżne emocje.

Nie jestem specjalistką, ale ufam mojemu własnemu odbiorowi jego śpiewu i jego osoby. Daję sobie do tego pełne prawo, bez narzucania mojej opinii innym. Inni mogą się ze mną nie zgadzać, ale czyjeś zdumienie czy sprzeciw w żaden sposób nie wpływają na moje własne odczucia i obserwacje. Daję sobie prawo do bycia subiektywną oraz do niebycia specjalistką we wszystkim. Moja opinia ma znaczenie dla mnie samej i dla mojej “relacji” z Valo, która ewoluuje, zmienia się, a także przechodzi kryzysy, zupełnie jak w realnym życiu, o czym nie tak dawno rozmawiałyśmy z Catherine. W moim własnym odczuciu bycie fanem nie wyklucza bycia krytycznym, nie wyklucza niezgody z pewnymi zachowaniami czy posunięciami idola, nie wyklucza też żartowania z niego.

No właśnie, jeszcze krótko o żartowaniu czy o “chichraniu” z Valo, jak to uroczo napisała w swoim komentarzu pod artykułem o Tuska Olka. Poczucie humoru jest dla mnie jak powietrze. Uwielbiam żartować, także na własny temat. Osoba z poczuciem humoru z pewnością odróżni je od drwiny czy złośliwości. Uważam, że żartowanie z naszych idoli jest bardzo zdrowe i nie ma nic wspólnego z hejtem. Powiem coś, co zabrzmi jak paradoks: Dystans do naszego idola spowodowany śmiechem sprawia, że staje się on nam bliższy, bardziej dosięgalny, bardziej “z krwi i kości”. Zdejmujemy go z piedestału i stawiamy obok siebie, na równi, jak partnera. Nawiązuje się dialog, choćby tylko wewnątrz nas samych, rodzi się inspiracja. Osobiście, w moich idolach nie szukam figury, do której mogę się modlić, ale szukam elementów nam wspólnych, “esencji”, która nas łączy, przy absolutnym poszanowaniu ich odmienności i unikalności. Śmiech jest doskonałym środkiem do ogarnięcia paradoksu, że choć każdy z nas jest inny, to tak naprawdę wszyscy jesteśmy też tacy sami.

Tekst: Ewa Włodarczyk

Cóż… Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony 🙂 Moim zdaniem także bycie fanem nie polega tylko na wzdychaniu i idealizowaniu tak bardzo, żeby nie widzieć kiedy nasz idol czasem zawali sprawę 🙂 W pewnych momentach trzeba tupnąć nóżką i powiedzieć – Ej, koleś co ty odpi#$%sz? 😀 I nie ma w tym nic złego bo ostatecznie i tak przecież wszyscy go kochamy 😀

Zapraszam do dyskusji 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

12 thoughts on “„Nothing lasts forever”- książę Valo przerywa milczenie na festiwalu Miljoona Rock :)

  1. Tak jak piszą Catherine i Ewa – to, że jest się fanem, nie oznacza, że trzeba zgadzać się z każdym „wybrykiem” swoich idoli.
    Prawdziwy fan powinien potrafić trzeźwo oceniać różne sytuacje 😉

    Niestety są też fani (nazwałbym ich raczej psychofanami), którzy „łapią” wszystko jak leci, nie widząc żadnych wad swoich idoli albo nie chcąc ich widzieć. To przykre :/

    • Do takich fanów zaliczyłabym np. fanki J.Biebera – była taka akcja jak to napluł na jakieś dziewczyny :/ Nie wspomnę o sikaniu w barach itp. A głupie pindy dalej ochy i achy jaki to on fajny jest

  2. Dziewczyny – Katrina i Ewa – wielkie brawa, moje uznanie. Jednak jak w duecie coś piszecie to zawsze jest tyle smaczków w tym,że aż nie wiem do czego się odnieść 😉

    Zacznę od koncertu Miljona Rock i pewnie powtórzę pretensje i żale niektórych fanów – szkoda,że playlista jest taka sama i zapewne taka sama do końca roku będzie 😐 Nie ukrywam,że chciałabym posłuchać na żywo Enjoy the Silence, Solitary Man, Too happy to be alive, In joy and sorrow, The Heartless, I love you (Prelude to tragedy) czy chociażby singlowe Phantom gate. Tych kawałków,których jednak nie grali wcale na koncertach albo grali dawno dawno temu jest całkiem sporo. Bardzo ubolewam nad tą sztywną playlistą i rozumiem dlaczego tak ona wygląda,ale jako fan czuję niedosyt, może nawet trochę rozczarowanie ….
    Czy koncert Miljona Rock był lepszy od Tuska? Jak dla mnie był bardzo podobny. Prawie te same piosenki, ta sama aranżacja … pewnie za kilka lat jak ktoś mi je puści nie będę w stanie odróżnić jednego od drugiego.

    @Ewa jak zawsze w punkt. Zazdroszczę Ci,że nie umiem tak fajnie ubierać myśli w słowa ^_^

    A na koniec odniosę się nieco do komentarza od @takitam zamieszczonego przy relacji z Tuska 🙂 Nie jestem co prawda zawodowym wokalistą,ale szkołę muzyczną kończyłam, zajęcia z emisji głosu i śpiewu też miałam i Twoje tłumaczenie jest w najlepszym razie nieścisłe. Należałoby tutaj wspomnieć,że dziennikarze muzyczni,a przynajmniej ci przeprowadzający wywiady z Valo rzadko kiedy byli poprawnie, merytorycznie przygotowani do tych rozmów i zadawali głębsze, przemyślane pytania. Zazwyczaj były to lekkie, błahe wywiady – o wszystkim i o niczym. A tych, którzy przeprowadzali z Valo wywiady po kilka razy i znają go dłużej można policzyć na palach jednej ręki. A na takim spotkaniu zazwyczaj tematów jest tyle – związanych z koncertami, nową płytą, inspiracjami itp.,że w tych kilka minut nikt nie będzie drążył technik wokalnych Valo. Ponadto dziennikarze muzyczni w dzisiejszych czasach, w większości przypadków, nie grzeszą wykształceniem muzycznym – chociaż powinni.I wreszcie sam management,który autoryzuje wywiady. Znaczna część jest w takim lub innym stopniu okrojona przed publikacją,więc tak naprawdę do nas trafia produkt finalny, po poprawkach i przeróbkach. Jak dla mnie argument nie do końca trafiony 😉
    Oczywiście zgodzę się z Tobą,że tembr głosu zmienia się z wiekiem,ale większość fanów ma zastrzeżenia nie do barwy głosu,a do sposobu śpiewania. Przez wiele lat Valos mógł się pochwalić płynnym przechodzeniem i śpiewaniem w kilku oktawach, obecnie zakres jego głosu zmniejszył się co najmniej o dwie skrajne. I sobie na to „zapracował”. Natomiast co do samej techniki, to w jednym z wywiadów Valo (chyba z 2008 lub 2009r., niestety nie mogę go znaleźć) powiedział,że coraz ciężej mu się śpiewa, dlatego trener (głosu) poradził mu,aby nie pił alkoholu,więc zrezygnował z picia … na scenie 😉 To wszystko wyjaśnia 😉 Trzeba by było jeszcze tutaj rozgraniczyć dwie kwestie – dbanie o głos,bo widzę,że nie jestem w stanie śpiewać jak wcześniej,więc nagle zaczynam o niego dbać i dbanie od początku jako o swój dar. Nie ulega wątpliwości,że Ville zaczął o niego dbać jak mu zaczął głos szwankować. Technika,którą śpiewa obecnie rzeczywiście została wypracowana pod okiem doświadczonego trenera,ale nie dlatego,że VV tak dba o siebie, ale dlatego,że nie mógł już śpiewać w inny sposób. A przecież trzeba z czegoś żyć. On żyje z muzyki i śpiewania 🙂
    P.S. Rozumiem,że komentarz „śledzę tę stronę już jakiś czas, bo nie chce mi się szukać jakiś innych” nie świadczy o płytkości autora tylko jest szczytem kurtuazji i kultury? Zacnie 😉

    * Katrina jak ja uwielbiam tego gifa z Elmo 😀

    • A no widzisz hehe Setlista jest jaka jest bo to ostatnia trasa i muszą zagrać największe hiciory, ale mogliby na każdym koncercie jako bis zagrać właśnie jedną taką piosenkę, która była czymś wyjątkowym i dawno nie granym.
      Ja to czasem sobie myślę tak, że te wywiady to taka też ich część marketingowa. Dobierają sobie odpowiednich ludzi by zadawali odpowiednie pytania – zobaczcie jak ciężko jest się z nimi umówić na wywiad a jak już jest to pytania mnie aż mdlą bo są tak wyświechtane że aż… blee Więc chyba pod tym względem może coś sa ukierunkowani 😀 A dajcie nas tam, to po pierwszym pytaniu by nas na taczkach wywieźli huehuehe
      Koooocham Elmoooo! ❤

      • Ej no! Co żeś narobiła? Tera spać nie będę mogła bo siedzę i rozmyślam nad pytaniami, które bym jegomościowi zadała :p Cienko się widzę jutro w robocie 😉 Skąd mu się do chol..ry ten kaszkiecik wziął? Mówił gdzieś o tym? Ależ mnie ciekawi jego ogród i biblioteka! 😀 A większość dziennikarzy o studio, scenę i sypialnię pytała :p Co do repertuaru to mi się marzy na żywo Dark secret love… Chyba nigdy tego nie grali na żywo, albo w czasach mocno poprzedzających erę YouTuba 😦 W kwestii istoty bycia fanem to zgadzam się w całej rozciągłości. Trzeba patrzeć na artystę jak na zwykłego, niedoskonałego Ziemianina a nie bożyszcze wysłane jako wsparcie od papcia Lucyfera 😀 Natomiast krytyka powinna być konstruktywna. Subiektywna, ale jednak oparta na jakichś sensownych argumentach. Cieszę się bardzo, że tutaj tak właśnie jest prawie zawsze.
        Milego wieczorku wszystkim! 😀

        • 😀 Ale że co Cię interesuję? Czy hoduje jakiś trujący bluszcz? 😛 Pamiętam zdjęcie Sandry jak mu ogródek w wieży plewiła haha Ja bym się na bank zapytała czemu z niego taki – jak to pewna koleżanka ujęła – Paciulok i czemu nie dbał/dba o głos a jeśli tak to jak bo nie widać za bardzo huehue I o tatuaż Kinskiego, dlaczego go nie usunie/ zakryje skoro wiadomo, że to pedofil :/ I np. dlaczego się nie udziela charytatywnie, przecież ma tyle kasy że mógłby pomóc 😛 Co robi z prezentami, które dostaje od papy Valo – czy na nie „pacza” w ogóle czy raczej siup do kosza czy coś… No i pewnie wiele rzeczy by jeszcze wyszło jakby się tak nad tym zastanowić 😀 Ale podejrzewam, że po pytaniu – Czemu z Ciebie taki Paciulok – wywiad by się skończył XD

        • AHAHHAHAHAHAHA CATHERINE 😀 😀 😀 😀
          Najpierw musiałby ktoś naszemu księciuniowi wyjaśnić, co znaczy „Paciulok” ( ͡° ͜ʖ °)

          Dlatego też stwierdziłam, że jakbyśmy my miały z nim wywiad robić, musiałybyśmy się baaardzo przyłożyć, bo to byłby nasz pierwszy i ostatni wywiad w życiu 😀

          Aha i nie przyznawać się, że jesteśmy z Polski, bo znowu by traumę miał…

        • Jest taki wywiad z 2008 roku, gdy zadano mu pytanie, czy jest zadowolony ze swoich włosów XD Odpowiedź brzmiała „nie”, i wtedy prowadząca wywiad najwyraźniej poszła za ciosem pytając, czy to dlatego ciągle nosi jakieś nakrycie głowy. Valo odrzekł, że te czapki i kaszkiety są dla niego jak „security blanket”. Zrozumiałam te słowa, ale wiedziałam, że znaczenie jest ukryte (pol. „obiekt przejściowy”) 🙂 Poszperałam trochę i okazało się, że był taki brytyjski psychoanalityk pediatra, który stworzył ten termin jako definicję rzeczy mającej szczególne znaczenie w rozwoju niemowląt, coś co działa też uspokajająco na dziecko. To może być miś albo nawet pieluszka; dziecko ma potrzebę mieć to ciągle przy sobie i często nie pozwala matce tego nawet wyprać 🙂 Pasowałoby do tej słynnej fioletowej czapki, której nie prał od wielu miesięcy, a która zresztą też „wystąpiła” w tym wywiadzie 🙂 Ten człowiek chyba nigdy nie przestanie mnie zdumiewać 😉

      • Zaciekawiłyście mnie teraz bardzo tą teorią, że wywiady z HIM są „ustawiane”… Oczywiście słyszałam, że są celebryci, zwykle skrajnie zmanierowani, których management dziesięć razy przeczyta pytania przygotowane przez dziennikarzy zanim pozwoli je zadać, ale sądziłam że Valo to nie dotyczy; ma on tyle cywilnej odwagi, dystansu do samego siebie i niewyczerpywalne pokłady autoironii, że trudno mi wyobrazić sobie pytania, których by się obawiał lub które by go naprawdę wkurzyły albo przynajmniej zbiły z tropu. W tylu wywiadach można posłuchać jak sam z siebie się nabija, a ewentualne za daleko idące dociekania czy prowokacje dziennikarzy po prostu obraca z w żart, i mogą mu naskoczyć XD On jest chyba zwyczajnie ponad to, i nawet butelka rzucona mu prosto w twarz nie jest w stanie wprawić go w stan furii. Ale, żeby nie było że padam przed nim na kolana, też bym mu zadała niewygodne pytanie a propos tatuaży, które mnie nurtuje: aż do znudzenia, dosłownie w każdym wywiadzie ględził o swych inspiracjach, jak bez reszty wypełniali mu młodość i kształtowali muzyczny gust – Black Sabbath, Kiss – a jakie to ma przełożenie na jego tatuaże? Zamiast tego taki właśnie Klaus Kinski, ni z gruszki ni z pietruszki ;-p I jest jeszcze jedna rzecz, której nie mogę mu darować, a mianowicie sposób w jaki obwieścił rozpad grupy. Jeszcze raz dzięki za ten wywiad z festiwalu Miljoonarock, na tak wyczerpujące wyjaśnienia czekałam od 5. marca br. Trochę długo, no nie..? Nie mógł szanowny książę zaszczycić nas tak rozbudowaną wypowiedzią wcześniej? Użył chyba z siedmiu zabawnych idiomów by wyjaśnić, „dlaczego im nie wyszło” (na końcu i tak doszedł do wniosku że nie ma słów, które by to wystarczająco jasno tłumaczyły), a w marcu rzucił nam tylko na odczepne „przekręciliśmy klucz, rozwiązaliśmy zagadkę – dziękuję i do widzenia”. Równie dobrze mógłby powiedzieć „odchodzę, pocałujcie mnie w d***” ;-p Jedna z komentujących tu osób, Grave Digger, zauważyła że Valo dzieli się z nami swoją muzyką czy filozofią życiową w wywiadach, ale NA SWOICH WARUNKACH. Chyba zawsze taki był, nic z tym nie zrobimy… ;-/

        • Hm… kurczę… żeby nie było, że jakaś fama zaraz pójdzie że mają ustawiane wywiady 😀 Chodziło mi bardziej o to, że jeśli już się zgadzają na wywiady, to z kimś bardzo im przychylnie nastawionym – miłym, słitaśnym itp. co to ich nie przygniecie mocniejszymi pytaniami 🙂 Tak jakby na wywiad umawiali się z „fanami” w osobie dziennikarzy, może tak bym to określiła. To właśnie prowadzi do tego, że te wywiady są mdłe i zazwyczaj takie same – jak tam trasa, jak tam płyta, jak tam… A właśnie dlaczego nikt ich nie zapytał czemu w ten sposób ogłosili rozpad, czy o tego Kinskiego itp. Znalazło by się parę ciekawszych niż setne pytanie o to jak mu się podoba w „naszym” kraju XD No ale do tego też trzeba mieć więcej czasu niż standardowe 15 minut, bo nie wyskoczy się z poważniejszymi pytaniami już na progu 😛 Sam zespół może niewiele mieć z tym wspólnego, ale być może menadżment pilnuje tego jakoś, by nie zburzyć przypadkiem ich wizerunku huehue Ale co ja tam wiem – może to kompletne bzdury są 😀

  3. Nie umiem zebrać myśli odnośnie tej notki jeszcze. Ale ogólem bardzo mi się podoba. I przemyślenia Ewci też♥
    Nagrań oczywiście nie widziałam, co by się nie wybijać z rytmu. Kiedyś nadrobię.
    I właśnie, o mnie też duuużo osób (wierne faneczki naszego Worka na Piwo) mówiło, że jestem zła, zazdrosna i hejterka. Ale myślę, że moje, jak i Twoje Katrina podejście jest trochę inne. Tzn. między nami i takim HIM są relacje, jak w rodzeństwie. Śmiejemy się z nich, jesteśmy uszczypliwe, ciśniemy po nich, ale niech no tylko ktoś ich naprawdę zhejtuje, to pierwsze będziemy ich bronić. Bo ich mimo wszystko kochamy/lubimy.

    Jednak weszłam tutaj, bo chciałam zauważyć jedną rzecz.
    Gdybamy na temat głosu Valo, który stopniowo traci na sile. Część z nas twierdzi, że sam się zaniedbał, a część, że taka natura, że wiek, że teraz o niego dba.
    I tu moje pytanie: czy jesteśmy pewni, że on o niego dba? Nie.
    To, że zmienił technikę, że ograniczył picie, nic nie znaczy.
    Według mnie zrobił to, bo był pod ścianą.
    To, że nie pije na koncertach, wcale nie znaczy, że nie pije w ogóle. A pije. I wciąż pali.
    Gdyby już dbał o ten głos, to rzuciłby palenie, między koncertami chodziłby z jakimś fikuśnym słoikiem z ziółkami, czy tam płukanką na gardło i nie latałby w szaliku w lecie, owinięty po szyję. Bo nawet jeśli mu wcale nie jest gorąco, to zdrowe to wszystko dla strun nie jest.

    Zaczęła dbać o głos, to moja znajoma, a nie Valo. (Swoją drogą, pani pod 60tkę). Poszła na zabieg, rzuciła po wieeeelu latach palenie, bo jak sama powiedziała, albo zaczyna dbać, albo nie. Nie da się czegoś zrobić na pół gwizdka. Osobiście zauważyłam, co też jej nie omieszkałam wspomnieć, że po dwóch miesiącach nie palenia, jej głos odmłodniał o jakieś 20 lat. Sama też to zauważyła, gdy ostatnio darła się dobre 5 minut na swoje dorosłe dzieci 😀 Wcześniej po minucie dostała ataku kaszlu…

    Ja nie twierdzę, że Valo musi koniecznie to wszystko robić. Ale jeśli jeszcze nie ogłuchł, to chyba sam słyszy, że wokal już nie ten. I może mieć pretensje tylko do siebie. Zresztą temat jego palenia, denerwuje mnie od dawna. Swego czasu zabił mnie tekstem, że zaczął palić, żeby nie mieć takiego chłopięcego, czy tam anielskiego głosiku, jaki podobno miał. Że brzmiał, jak chłopcy w chórze (chyba, o ile mnie skleroza nie dopadła).
    I okej, wtedy, na początku kariery to mógł być sposób. Moja koleżanka też wali setę, jak ma screamować na koncercie.
    Ale gdy już zrobił się popularny, zarobił, to jego tłumaczenie własnego nałogu stało się głupie. Bo gdyby wtedy zależałoby mu na sobie, to poszedłby od razu do nauczyciela, który pokazałby mu różne techniki śpiewania tak, jak marzył, bez zmuszania się do jarania. No ale co ja tam wiem 😀 Ja się tylko z nabijam i wyzywam go, jak zawsze hahah.

    Ale wiecie, to tylko tak do listopada 😉

    • Bardzo podoba mi się notka:) Dzięki Catherine i Ewa:) Oczywiście podzielam zdanie moich przedmówców. Vixen, gdzieś się natknęłam na wypowiedż Ville, że zaczął palić, bo musiał czymś zająć ręce, a zawsze coś robił- czy to grał na perkusji, czy na gitarze. Ale, kto go tam wie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s