Nieco bliżej niż Helsinki :D #Przygodnik

Dzień Dooobry!

Do końca wakacji zostało już niewiele czasu, no chyba że jesteście studentami – bez kampanii wrześniowej oczywiście, lub zacnie pracującymi ludźmi, którzy urlopu i tak mają znacznie mniej 🙂 Niemniej jednak, w związku z nadarzającą się okazją chciałam wam dzisiaj zaprezentować tekst o wycieczce do Czech.

Wszyscy z was kojarzą chyba ten teledysk:

To złote czasy ery HIM, Ville i Bam Bama 😀 Ale nie o tym teraz 😛 Niektórzy z was może wiedzą także, że teledysk do tej piosenki był realizowany w Czechach, czyli tuż tuż, u naszych sąsiadów. Ten uroczy zamek to Zamek w Ploskovicach – ale co ja będę wam o tym pisać…

Przeczytajcie tekst Sary, która tym samym debiutuje na łamach bloga 🙂


Jeśli ktoś z was był w Finlandii albo w innej lokalizacji powiązanej z HIM

i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule maila wpisując PRZYGODNIK 😀


W HIM zakochałam się na przełomie lipca i sierpnia w 2014 roku. A dokładnie rok później udało mi się wkręcić na koncert. Wcześniej jednak, namówiłam moją rodzinę na wycieczkę do Pragi. Bardzo często robimy sobie takie wycieczki, głównie odwiedzamy Czeskie i Słowackie zamki. Dlatego rodzinka szybko się zgodziła – oni też myśleli o Pradze, choć nie mieli tych samych powodów co ja 😉

A powód był oczywisty – teledysk do „The Sacrament”. Po roku od zainteresowania się zespołem, znałam już ich wszystkie piosenki i przejrzałam wszystkie najbardziej znane fotki w odmętach Internetu. Zabrałam się więc za filmiki. No i tu miałam niespodziankę, bo okazało się, że jest coś takiego jak „Making of” do teledysków! Teraz miałam nawet wgląd, w których miejscach dokładnie HIM przebywał w Pradze.

Na dokładkę udało mi się znaleźć wpis fanki – niejakiej Liz – która też wpadła na ten sam pomysł, a nawet całkiem dokładnie opisała całą trasę do zwiedzania na swoim blogu (Plotbunnyhunter) Miałam, więc z górki.

Muszę tu tylko wspomnieć, że mieszkam na granicy Polsko-Czeskiej, dlatego mieliśmy cztery do pięciu godzin autem do stolicy, a z Pragi do Zamku Ploskovice jest około godziny. Nie było tak źle, ja lubię jeździć autem, bardziej niż pociągiem. Dlatego jeśli się ma sprawne i wygodne auto; mieszka w województwie Śląskim lub Opolskim, to wcale nie jest tak daleko jakby mogło się wydawać.

Chcę jeszcze uprzedzić, że nie trzymałam się prawie w ogóle trasy, którą Liz umieściła na blogu. Uzgodniłam z mamą, że to ona poprowadzi wycieczkę, a jeśli uda się też „zaliczyć punkty turystyczne związane z HIM”, to będę wystarczająco zadowolona. Szczerze mówiąc, najbardziej nie mogłam się odczekać zwiedzania Zameczku w Ploskovicach.

Dojechaliśmy na miejsce koło 10 rano 18 lipca 2015 roku. Było dość upalnie, miałam kapelusik na głowie i filtr 50+ w torebce. Zaczęliśmy zwiedzanie od dworca głównego PKP, gdzie mieliśmy parking 🙂 oraz pięknego budynku Muzeum Narodowego w Pradze (jeśli kogoś interesuje architektura, to zdradzę – jest to neo-renesansowy budynek według projektu Józefa Schulz’a z lat 1885-1891) Na przeciwko mamy pomnik Św. Wacława i McDonalnds. Ruszyliśmy zwiedzać Wacławską Aleją czy raczej placem Wacława. To bardzo dobre miejsce, żeby zacząć. W samym centrum w dzielnicy Nowego Miasta.

Potem skręciliśmy w prawo na Bramę Prochową – jeden z symboli Pragi. Jest to sześćdziesięciopięcio metrowa brama miejska w stylu późnogotyckim. Piszę o tym, bo tata ciągle mnie zadręczał pytaniami typu: No i co to za styl, pani architekt? A wszelkie pomyłki uwieczniał na kamerze wideo. (Stąd jest tylko 400 metrów do hotelu HIM – Design Hotel Josef) Ale my już sobie darowaliśmy.

Stamtąd przeszliśmy urokliwą uliczką na Rynek Staromiejski w Pradze (po drodze mija się muzeum figur woskowych). No a to miejsce znamy już z The Making of Sacrament i samego teledysku. Gdzie oprócz Ville widać kawałek pomnika Jana Husa, dwie gotyckie wieże Kościóła Najświętszej Marii Panny przed Tynem oraz Galerią Narodową w Pradze. Galeria ta składa się kilku obiektów, ale ten konkretny to Pałac Kinskich – w stylu rokoko 😉

(Według mojej skromnej opinii Praga to jedno z najpiękniejszych miast Europy razem z Wiedniem, ale nie będę się spierać)

Tutaj przeszliśmy obok Praskiego Zegara Astronomicznego, który jest częścią Ratusza Staromiejskiego, po czym zagłębiliśmy się w uliczki i kamienice Pragi, by dojść do Mostu Karola. Był wypchany po brzegi turystami i ulicznymi artystami. Co metr ma siedzisko jakiś malarz, rzeźbiarz albo muzyk. Przy wejściu na most stoi Kościół św. Franciszka z Asyżu. Obok jest mały placyk z tarasem widokowym na wzgórze zamkowe, most i rzekę Wełtawę. Dla zainteresowanych Ville stał po drugiej stronie wejścia na most, na podobnym tarasie przy muzeum.

Nie będę ukrywać, most jest naprawdę piękny, a rzeźby i latarnie nadają mu uroku. Choć bardziej pasowałaby do niego ponura jesienna pogoda.

Z mostu Karola przeszliśmy kolejnymi uroczymi uliczkami do barokowego kościoła św. Mikołaja. Po drodze jest kilka świetnych barów z dobrym czeskim piwem. Tam odbiliśmy już ostro pod górę do Zamku na Hradczanach. Pierwsze co tu się rzuca w oczy, to niesamowity widok na całą Pragę. Potem oczywiście sam zamek, który o ile dobrze pamiętam jest największym pod względem zajmowanej powierzchni zamkiem na świecie.

Tutaj też jest Złota Uliczka, choć ładna, to cena za zwiedzanie też jest na miarę złota. Nie skorzystaliśmy, tylko ukradkiem zajrzeliśmy. Zwiedziliśmy za to Katedrę Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, której gotyckie i neogotyckie fasady zdobią najróżniejsze gargulce. Wnętrze przypomina Wielką Salę w Hogwarcie. Bardzo lubię gotyk, więc z podziwem się rozglądałam. Najpiękniejsze i efektowne były kolorowe witraże i rozeta.

Na koniec udaliśmy się na wzgórze Petřín – choć w takim upale nie polecam, a nawet polecam zamiast tego wyjazd kolejką liniowo-terenową. Którą my zjechaliśmy, zamiast wyjechać. Wobec tego obdarły mnie moje buty i nie wyszłam już na Wieżę Petrińską. To sześćdziesięciometrowa wieża widokowa, troszeczkę przypominająca niektórym Wieżę Eiffla.

Noc spędziliśmy w tanim hotelu na obrzeżach stolicy. Nie pamiętam już jak się nazywał, ale jak na jedną noc był idealny.

19 lipca wyruszyliśmy do Ploskovic.

Wujek Google pokazuje mi dzisiaj jedną godzinę i dwadzieścia minut. My dojechaliśmy też tak mniej więcej, jeśli nie szybciej z moim tatą kierowcą rajdowym. Odstrzeliłam się trochę w zwiewną kiecę, jak szaleć to szaleć. Niestety już na parkingu dostaliśmy złą wiadomość. Otóż pewna uprzejma pani poinformowała nas, że na zamku jest kręcony film i nie można zwiedzać budynku. Dostępne są ogrody i park.

Szczęka mi opadła. Byłam w szoku. Poczułam jakby ktoś przebił mnie szpilką i tak jak powietrze z balonu, cała radość i ekscytacja, ulotniły się ze mnie w sekundę. Tylko po to tu jechałam! Tak na to czekałam! A o ni mi z czymś takim wyjeżdżają? Ku ironii losu – HIM nie mógł nagrywać, bo musieli pozwolić turystom na zwiedzanie. A mnie zakazano zwiedzać, bo ktoś nagrywał film. Śmiać się czy płakać.

Na szczęście miałam familiadę za swoimi plecami i wszyscy zgodnie zaciągnęli mnie do parku, którego powierzchnia ma jakieś 8 hektarów, a aranżacja ogrodów wokół zameczku jest w stylu francuskim – jeśli coś to komuś mówi.

Pierwsze powitały nas okrzyki pawi. To fantastyczne zwierzęta, ale nie miałam pojęcia, że tak wysoko skaczą. Niektóre siedziały na gałęziach drzew i sfruwały potem parę metrów w dół.

Nagle między drzewami ukazał nam się fragment białej ściany barokowego zamku. A parę metrów dalej widziałam go już w całej okazałości. Była to jego północna elewacja, ta której nie było w teledysku. W lewym „skrzydle” mieści się szkoła podstawowa, a w prawym kawiarnia Pav.

Spróbowaliśmy wejść do budynku od tej prawej strony przy kawiarni. Zauważyłam, że drzwi były otwarte, a  w środku – w przedsionku – siedziały dwie starsze panie – najpewniej sprzątaczki. Gdy zobaczyły jak świecą mi się oczy, uśmiechnęły się i kiwnęły głowami. Pozwolono mi wejść do środka!

Znowu poczułam falę emocji i przeszłam przez ich pomieszczenie. Widziałam bałagan jaki zostawiła ekipa filmowa, ale okazało się, że w tej chwili kręcili sceny w parku! Miałam więc chwilę, by zakraść się do środka.

Przy schodach, które Bam Magera pokazuje w filmiku, stał wieszak z kostiumami. Szybko jednak o nich zapomniałam, bo oto na środku pomieszczenia stał … FORTEPIAN od Burtona!!!! Wydałam z siebie okrzyk radości i zasiadłam przy klawiszach. Całość została uwieczniona zdjęciem.

Następnie rozejrzałam się i stwierdziłam, że wszystko jest takie same! Biało-czarne kafelki, doniczka z kwiatkiem, barokowe rzeźby Atlasa podtrzymujące sklepienia.

Panie sprzątaczki widząc mój entuzjazm, postanowiły otworzyć mi drzwi na balkon! Więc zaraz rozkazałam tacie biec do ogrodu, by mógł mi zrobić zdjęcie niczym Julii… ekhem niczym Ville Valo na balkonie.

Wtedy, moje zauroczenie zespołem było jeszcze świeże. Niesamowicie było więc stać w miejscu, w którym dwanaście lat temu stał mój idol. Oprzeć ręce na balustradzie, którą on trzymał. Bardzo pozytywne uczucie.

Niestety oprócz holu ze klatką schodową i fortepianem nie dane było mi obejrzeć wnętrza. Podziękowałam więc ładnie paniom sprzątaczkom i udałam się do ogrodu. Pod balkonem na którym stałam, było wejście do podziemi, w których Ville śpiewa oparty o ścianę. Niestety były zamknięte na wielką kłódkę. Tacie udało się wsadzić aparat między kraty i cyknąć fotę.

Jak już zrobiliśmy sesję zdjęciową i sprawdziliśmy każdy dostępny kąt, musieliśmy się poddać i wrócić do samochodu. Byłam jednocześnie szczęśliwa i zrezygnowana. Szybko podęłam decyzję, że muszę tu natychmiast wrócić, gdy żaden film nie będzie kręcony!

Krótka informacja na koniec: zamek został odwiedzony przez Kim Kardashian i Kanye Westa. Co uznałam za profanację naszego świętego miejsca. 😀

Tekst: Sara (Szarratu)


No to kto się wybiera na weekend do Pragi? 😀

Na sam koniec dodam jeszcze, że bilety na Helldone rozeszły się jak świeże bułeczki a dostać je było trudniej niż zrobić fotki dobrej jakości UFO 😛

Także fińska trasa Helldone została wyprzedana, podobnie jak i nasz koncert w Warszawie bo właśnie Heartagram.com potwierdziło, że koncert jest wyprzedany co oczywiście wiedzieliśmy 5 minut po rozpoczęciu sprzedaży biletów, no ale jak oni mają zapłon jak silnik Diesla na mrozie to co się dziwić 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

Helsinki – mój drugi raz #Przygodnik

Cześć 🙂

Wakacje w pełni więc większość z was ma zaplanowane wyjazdy, albo już jest po wypoczynku 😀 Jeśli ktoś z was wybrał się do Helsinek czy Finlandii w ogóle, to chętnie zapoznalibyśmy się z waszymi wrażeniami 🙂

Nasz blogowy, francuski łącznik czyli Ewa, znowu wybrała się do tego kraju, jednak tym razem już nie tylko z powodu pana Valo, ale po prostu z narastającego zamiłowania do tego kraju.

Co tym razem jej się przytrafiło? (jej pierwszą relację możecie przeczytać tutaj – Ewa w krainie Muminków 🙂 )

I jaki to związek miało z naszą wyprawą? (Helsinki, miasto gdzie nie ma nocy ale jest HIM 🙂 )


Helsinki – mój drugi raz (i nie ostatni)

Kiedy rok temu wróciłam z pierwszego pobytu w Helsinkach, od razu postanowiłam oszczędzać na kolejne wakacje w tym mieście, które w niewytłumaczalny, magiczny  sposób stało się MOIM. Przez okrągły rok dojrzewały we mnie plany, co jeszcze chcę zobaczyć, czego doświadczyć, a przed oczami miałam już sceny z przyszłego pobytu.

Wpadłam też na pomysł pewnego projektu, zaczerpniętego z filmu “Amelia” Jean-Pierre’a Jeunet’a. Zapragnęłam przedstawić moje wakacje w Helsinkach z punktu widzenia krasnala, w moim przypadku zrobionego w włóczki, którego nazwalam Ville. 🙂 Niestety już na drugi dzień po wylądowaniu zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to pracochłonne i że jeśli chcę być naprawdę TU I TERAZ, to muszę zarzucić mój projekt, co pozwoli mi w pełni cieszyć się chwilą obecną i patrzeć dookoła mnie, a nie jedynie na krasnala. Ville pojawił się tylko na kilku zdjęciach, ale towarzyszył mi przez cały czas, schowany w plecaku. 🙂

(Ja też mam swojego  – ale nie jest krasnalem a… Reniferem XD I nazywa się Valcio 😛 – C.N.)

Moja podróż rozpoczęła się od odwołania lotu ze Strasbourga do Amsterdamu, skąd miałam dalej lecieć do Helsinek. Jednak dzięki tej niedogodności na lotnisku w Strasbourgu poznałam Johna, również podróżującego do Helsinek. John odwiedził stolicę Finlandii, bagatela, 27 razy, bo jego tata mieszka tam od lat ze swoją fińską żoną. Nawiązała się między nami nić sympatii i  podróż do Paryża, specjalnym TGV wynajętym przez “Air France”, minęła nam szybko i przyjemnie. Następnie wsiedliśmy w samolot “Finnair” i z kilkugodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnie planowanego lotu, znaleźliśmy się w Helsinkach, życząc sobie pięknie spędzonego czasu.

Nazajutrz, 11 lipca, pognałam jak na skrzydłach do “Tiketti Galeria”, gdzie dosłownie ostatni dzień mogłam obejrzeć wystawę Ville Juurikkala “Right Here in My Eyes”. Zauważyłam, że przeniesiono do niej kilka zdjęć z HAM (“Helsinki Art Museum”), w którym ta sama wystawa zakończyła się już 3 lipca.

Po wyjściu z “Tiketti” z sercem na ramieniu ruszyłam do sex-shop’u Kariego Valo. Nie wiedziałam, czy będzie mnie pamiętał. W plecaku niosłam dla niego prezencik: kubek z Poznaniem, moim rodzinnym miastem. Na początku Kari nie bardzo mnie skojarzył, ale wspomniałam mu o mojej wizycie rok temu i o mailu, który wysłałam do niego pod koniec maja z zapytaniem, czy sklep będzie otwarty. Przypomniał sobie. 😀

Wspomniałam też o naszej Heartagramowej ekipie z Catherine na czele. “Ach tak, jedna z tych dziewcząt dała mi swój obraz, o ten.” i wskazał na płótno wiszące nad drzwiami wejściowymi. “A jak ta dziewczyna ma na imię?”, “Emanuela” – odpowiedziałam, “Emanuela” – powtórzył Kari.

(I pomyśleć, że Mel nie była pewna czy go zabrać 😀 A teraz wisi sobie w sex shopie pana Valo XD – C.N.)

Kiedy wręczyłam mu kubek, Kari bardzo się wzruszył. Naprawdę nie spodziewałam się aż tak żywiołowej reakcji z jego strony. Obracał kubek w dłoniach i powtarzał “Jaki on ładny!”, “Podoba mi się, że jest zielony w środku. Bardzo lubię ten kolor.” i uściskał mnie tak mocno i z takim uczuciem, jakbyśmy byli parą dobrych znajomych. Powiedziałam, że tym razem chcę kupić koszulki, jedną dla mnie i jedną dla koleżanki. Miałam na oku model z taką babeczką i kajdankami, ale niestety prawie wszystkie koszulki z tym wzorem wyprzedały się podczas festiwalu TUSKA. Stanęło więc na modelu klasycznym, jedynie z logo sklepu.

Kiedy już je wybrałam, Kari niespodziewanie zaproponował mi: “Może ją założysz? Możesz przebrać się tutaj” i wskazał na drzwi za ladą, które były drzwiami toalety. 😀

Potem rozmawialiśmy jeszcze o Laponii, o kąpielach w przeręblach, a także wymieniliśmy kilka słów o końcu HIM. Gdy wspomniałam, iż czuję, że Ville szykuje solowy projekt, Kari powiedział: “Tak, Ville jest od zawsze w muzyce. Żartuje, że będzie śpiewał na promie do Sztokholmu.” i zaśmiał się na własne słowa. 😀 Na pożegnanie tym razem to ja uściskałam Kariego i zostałam obdarzona komplementem, po którym po prostu stopniało mi serce. “You are a wonderful woman.” brzmiało mi w głowie do końca dnia. To było niesamowite spotkanie, pełne emocji i autentycznej radości.

(Ja wam mówię, pan Valo to taki fajny flirciarz w fińskim stylu, podejrzewam, że Valo ma tak samo XD Ale fakt Ewa, wyglądacie już jak para dobrych znajomych 🙂 – C.N )

Nazajutrz postanowiłam pojechać na wyspę Seurasaari, na której znajduje się skansen Finlandii, ze zrekonstruowanymi domostwami i zagrodami, do których można zaglądać, jeśli kupi się bilet. Okazała się ona bardzo przyjaznym miejscem dla wiewiórek, które dają się podziwiać z całkiem bliska i karmić orzeszkami.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po ponaddwugodzinnym pobycie na Saurasaari i po krótkiej regeneracji w uroczej kawiarence, gdzie raczyłam się przepysznym ciastem z koniakiem (Dieta na wyjazdach nie obowiązuje! 😉 😀  ), ruszyłam w kierunku wieży Valo, która znajduje się całkiem niedaleko wyspy. Idąc tak w jej stronę, zastanawiałam się, czy Ville zdarzało się dokarmiać wiewiórki na Seurasaari i uśmiechnęłam się na tę myśl. 😀 Zaskoczyło mnie, że wieża wcale nie jest taka wysoka, jak to sobie wyobrażałam i jak to sugerowały zdjęcia w internecie. Zrobiłam kilka fotek i poszłam sobie posiedzieć w parku ta tyłach wieży.

Wieczorem wybrałam się do pubu “The Riff”. Zamówiłam piwo „Karhu” (hi hi hi!), rozsiadłam się wygodnie i uwieczniłam kilka ścian. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A skoro jestem przy lokalach, to chcę napisać jeszcze o dwóch miejscach. Pierwszym jest sieć restauracji “Soppakeittio” specjalizująca się w zupach. Jedna z tych restauracji znajduje się w Kauppahalli, tuż przy Kauppatori. Każdego dnia jest inne menu. Jadłam tu trzy razy i za każdym byłam zachwycona. Zupy są przepyszne i niedrogie, a najeść można się naprawdę do syta.

Drugim miejscem jest “Mumin Kaffe”, których w Helsinkach również jest kilka. Ja odwiedziłam kawiarnię na Liisankatu. Bardzo miłe miejsce, przyjazne dzieciom, gdzie można zjeść ciacho, wypić kawkę i powrócić trochę do dzieciństwa. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W piątek pojechałam autobusem do Porvoo, 50 km od Helsinek. Porvoo to drugie, po Turku, najstarsze miasto Finlandii. Znane jest ze swojej uroczej starówki oraz czerwonych drewnianych budynków nad brzegiem rzeki Porvoonjoki, które służyły niegdyś za magazyny, gdzie składowano towary przybyłe z odległych krajów. Idąc w stronę starówki, natknęłam się na sklep z płytami, “Riverside Records”, który po części jest komisem. Za pierwszym razem odkryłam “Music Hunter”, a tym razem sklep w Porvoo! 😀

Zapytałam życzliwego sprzedawcę, czy ma coś HIM, a on poprosił mnie, bym zaczekała kilka minut i zanurzył się w stertach płyt na tyłach sklepu. Wrócił z trzema tytułami, a ja zdecydowałam się na dwa z nich. Powiedział, że ma też fińską biografię HIM w dobrej cenie i nawet zaczął jej szukać, ale niestety gdzieś się zapodziała.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No właśnie, podróże to nie tylko spotkania z miejscami, ale także z ludźmi. Tak, jak spotkanie z Davidem podczas jednego ranka, kiedy przechadzałam się po rynku Kauppatori i oglądałam stoiska. Moją uwagę przykuł stolik z kamieniami i drucianą biżuterią z kamieniami, a że uwielbiam takie rzeczy, to zatrzymałam się i zaczęłam uważniej się im przyglądać. Sprzedawca zagaił mnie i dowiedziałam się, że jest Kolumbijczykiem, że sam szlifuje swoje kamienie i sam tworzy prezentowaną biżuterię, także bezpośrednio na stoisku. Zaczęliśmy rozmawiać o energii kamieni, o energii w ogóle i w miarę rozwoju rozmowy pojawiła się we mnie chęć, by kupić jedną z jego zawieszek, ale wolałam, by zrobił ją specjalnie dla mnie. Wybrałam opal andyjski, który okazał się dość drogi, a do tego dochodziła jeszcze jego oprawa. Powiedziałam wprost Davidowi, że nie mogę sobie pozwolić na ten kamień i zaczęłam szukać innego, a wybór był przebogaty.

Na to David zwrócił się do mnie: “Emanujesz tak piękną energią, że chcę, żebyś miała kamień, który cię przyciągnął. Chcę, żebyś miała coś ode mnie. Sprzedam ci go taniej i zrobię ci z nim coś pięknego.”, po czym dodał: “Wiesz, najfajniej jest, kiedy nie szukamy, ale po prostu znajdujemy. Ty znalazłaś.” Przeszył mnie dreszcz wzruszenia. Po piętnastu minutach wręczył mi gotową zawieszkę, uściskał mnie, ucałował… i dal mi jeszcze grudkę cytrynu w prezencie. 😀

Cały ten tygodniowy pobyt był pełen wzruszeń. Podobnie jak za pierwszym razem, czasami aż nie chciało mi się wierzyć, że tego wszystkiego doświadczam. Kiedy ostatniego dnia spacerowałam brzegiem morza, zachciało mi się płakać, a następnie pojawiło się we mnie uczucie przeogromnej wdzięczności za to, że mogę tu być oraz pragnienie, by znowu tu wrócić.

To już postanowione.

Od września będę oszczędzać na mój trzeci raz w Helsinkach. 🙂 Zainteresowałam się tym miastem z powodu Valo, ale obecnie moja fascynacja tym miejscem znacznie wykracza poza HIM-owy kontekst. A co, jeśli trafiłam na HIM, żeby trafić do Helsinek? Czuję się tu jak u siebie.

A dla zamknięcia całej historii dodam tylko, że do Francji wracałam… z Johnem. 😀

Tekst i zdjęcia: Ewa Włodarczyk


No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy 😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii, lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule maila wpisując PRZYGODNIK 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!