Helsinki – mój drugi raz #Przygodnik

Cześć 🙂

Wakacje w pełni więc większość z was ma zaplanowane wyjazdy, albo już jest po wypoczynku 😀 Jeśli ktoś z was wybrał się do Helsinek czy Finlandii w ogóle, to chętnie zapoznalibyśmy się z waszymi wrażeniami 🙂

Nasz blogowy, francuski łącznik czyli Ewa, znowu wybrała się do tego kraju, jednak tym razem już nie tylko z powodu pana Valo, ale po prostu z narastającego zamiłowania do tego kraju.

Co tym razem jej się przytrafiło? (jej pierwszą relację możecie przeczytać tutaj – Ewa w krainie Muminków 🙂 )

I jaki to związek miało z naszą wyprawą? (Helsinki, miasto gdzie nie ma nocy ale jest HIM 🙂 )


Helsinki – mój drugi raz (i nie ostatni)

Kiedy rok temu wróciłam z pierwszego pobytu w Helsinkach, od razu postanowiłam oszczędzać na kolejne wakacje w tym mieście, które w niewytłumaczalny, magiczny  sposób stało się MOIM. Przez okrągły rok dojrzewały we mnie plany, co jeszcze chcę zobaczyć, czego doświadczyć, a przed oczami miałam już sceny z przyszłego pobytu.

Wpadłam też na pomysł pewnego projektu, zaczerpniętego z filmu “Amelia” Jean-Pierre’a Jeunet’a. Zapragnęłam przedstawić moje wakacje w Helsinkach z punktu widzenia krasnala, w moim przypadku zrobionego w włóczki, którego nazwalam Ville. 🙂 Niestety już na drugi dzień po wylądowaniu zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to pracochłonne i że jeśli chcę być naprawdę TU I TERAZ, to muszę zarzucić mój projekt, co pozwoli mi w pełni cieszyć się chwilą obecną i patrzeć dookoła mnie, a nie jedynie na krasnala. Ville pojawił się tylko na kilku zdjęciach, ale towarzyszył mi przez cały czas, schowany w plecaku. 🙂

(Ja też mam swojego  – ale nie jest krasnalem a… Reniferem XD I nazywa się Valcio 😛 – C.N.)

Moja podróż rozpoczęła się od odwołania lotu ze Strasbourga do Amsterdamu, skąd miałam dalej lecieć do Helsinek. Jednak dzięki tej niedogodności na lotnisku w Strasbourgu poznałam Johna, również podróżującego do Helsinek. John odwiedził stolicę Finlandii, bagatela, 27 razy, bo jego tata mieszka tam od lat ze swoją fińską żoną. Nawiązała się między nami nić sympatii i  podróż do Paryża, specjalnym TGV wynajętym przez “Air France”, minęła nam szybko i przyjemnie. Następnie wsiedliśmy w samolot “Finnair” i z kilkugodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnie planowanego lotu, znaleźliśmy się w Helsinkach, życząc sobie pięknie spędzonego czasu.

Nazajutrz, 11 lipca, pognałam jak na skrzydłach do “Tiketti Galeria”, gdzie dosłownie ostatni dzień mogłam obejrzeć wystawę Ville Juurikkala “Right Here in My Eyes”. Zauważyłam, że przeniesiono do niej kilka zdjęć z HAM (“Helsinki Art Museum”), w którym ta sama wystawa zakończyła się już 3 lipca.

Po wyjściu z “Tiketti” z sercem na ramieniu ruszyłam do sex-shop’u Kariego Valo. Nie wiedziałam, czy będzie mnie pamiętał. W plecaku niosłam dla niego prezencik: kubek z Poznaniem, moim rodzinnym miastem. Na początku Kari nie bardzo mnie skojarzył, ale wspomniałam mu o mojej wizycie rok temu i o mailu, który wysłałam do niego pod koniec maja z zapytaniem, czy sklep będzie otwarty. Przypomniał sobie. 😀

Wspomniałam też o naszej Heartagramowej ekipie z Catherine na czele. “Ach tak, jedna z tych dziewcząt dała mi swój obraz, o ten.” i wskazał na płótno wiszące nad drzwiami wejściowymi. “A jak ta dziewczyna ma na imię?”, “Emanuela” – odpowiedziałam, “Emanuela” – powtórzył Kari.

(I pomyśleć, że Mel nie była pewna czy go zabrać 😀 A teraz wisi sobie w sex shopie pana Valo XD – C.N.)

Kiedy wręczyłam mu kubek, Kari bardzo się wzruszył. Naprawdę nie spodziewałam się aż tak żywiołowej reakcji z jego strony. Obracał kubek w dłoniach i powtarzał “Jaki on ładny!”, “Podoba mi się, że jest zielony w środku. Bardzo lubię ten kolor.” i uściskał mnie tak mocno i z takim uczuciem, jakbyśmy byli parą dobrych znajomych. Powiedziałam, że tym razem chcę kupić koszulki, jedną dla mnie i jedną dla koleżanki. Miałam na oku model z taką babeczką i kajdankami, ale niestety prawie wszystkie koszulki z tym wzorem wyprzedały się podczas festiwalu TUSKA. Stanęło więc na modelu klasycznym, jedynie z logo sklepu.

Kiedy już je wybrałam, Kari niespodziewanie zaproponował mi: “Może ją założysz? Możesz przebrać się tutaj” i wskazał na drzwi za ladą, które były drzwiami toalety. 😀

Potem rozmawialiśmy jeszcze o Laponii, o kąpielach w przeręblach, a także wymieniliśmy kilka słów o końcu HIM. Gdy wspomniałam, iż czuję, że Ville szykuje solowy projekt, Kari powiedział: “Tak, Ville jest od zawsze w muzyce. Żartuje, że będzie śpiewał na promie do Sztokholmu.” i zaśmiał się na własne słowa. 😀 Na pożegnanie tym razem to ja uściskałam Kariego i zostałam obdarzona komplementem, po którym po prostu stopniało mi serce. “You are a wonderful woman.” brzmiało mi w głowie do końca dnia. To było niesamowite spotkanie, pełne emocji i autentycznej radości.

(Ja wam mówię, pan Valo to taki fajny flirciarz w fińskim stylu, podejrzewam, że Valo ma tak samo XD Ale fakt Ewa, wyglądacie już jak para dobrych znajomych 🙂 – C.N )

Nazajutrz postanowiłam pojechać na wyspę Seurasaari, na której znajduje się skansen Finlandii, ze zrekonstruowanymi domostwami i zagrodami, do których można zaglądać, jeśli kupi się bilet. Okazała się ona bardzo przyjaznym miejscem dla wiewiórek, które dają się podziwiać z całkiem bliska i karmić orzeszkami.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po ponaddwugodzinnym pobycie na Saurasaari i po krótkiej regeneracji w uroczej kawiarence, gdzie raczyłam się przepysznym ciastem z koniakiem (Dieta na wyjazdach nie obowiązuje! 😉 😀  ), ruszyłam w kierunku wieży Valo, która znajduje się całkiem niedaleko wyspy. Idąc tak w jej stronę, zastanawiałam się, czy Ville zdarzało się dokarmiać wiewiórki na Seurasaari i uśmiechnęłam się na tę myśl. 😀 Zaskoczyło mnie, że wieża wcale nie jest taka wysoka, jak to sobie wyobrażałam i jak to sugerowały zdjęcia w internecie. Zrobiłam kilka fotek i poszłam sobie posiedzieć w parku ta tyłach wieży.

Wieczorem wybrałam się do pubu “The Riff”. Zamówiłam piwo „Karhu” (hi hi hi!), rozsiadłam się wygodnie i uwieczniłam kilka ścian. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A skoro jestem przy lokalach, to chcę napisać jeszcze o dwóch miejscach. Pierwszym jest sieć restauracji “Soppakeittio” specjalizująca się w zupach. Jedna z tych restauracji znajduje się w Kauppahalli, tuż przy Kauppatori. Każdego dnia jest inne menu. Jadłam tu trzy razy i za każdym byłam zachwycona. Zupy są przepyszne i niedrogie, a najeść można się naprawdę do syta.

Drugim miejscem jest “Mumin Kaffe”, których w Helsinkach również jest kilka. Ja odwiedziłam kawiarnię na Liisankatu. Bardzo miłe miejsce, przyjazne dzieciom, gdzie można zjeść ciacho, wypić kawkę i powrócić trochę do dzieciństwa. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W piątek pojechałam autobusem do Porvoo, 50 km od Helsinek. Porvoo to drugie, po Turku, najstarsze miasto Finlandii. Znane jest ze swojej uroczej starówki oraz czerwonych drewnianych budynków nad brzegiem rzeki Porvoonjoki, które służyły niegdyś za magazyny, gdzie składowano towary przybyłe z odległych krajów. Idąc w stronę starówki, natknęłam się na sklep z płytami, “Riverside Records”, który po części jest komisem. Za pierwszym razem odkryłam “Music Hunter”, a tym razem sklep w Porvoo! 😀

Zapytałam życzliwego sprzedawcę, czy ma coś HIM, a on poprosił mnie, bym zaczekała kilka minut i zanurzył się w stertach płyt na tyłach sklepu. Wrócił z trzema tytułami, a ja zdecydowałam się na dwa z nich. Powiedział, że ma też fińską biografię HIM w dobrej cenie i nawet zaczął jej szukać, ale niestety gdzieś się zapodziała.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No właśnie, podróże to nie tylko spotkania z miejscami, ale także z ludźmi. Tak, jak spotkanie z Davidem podczas jednego ranka, kiedy przechadzałam się po rynku Kauppatori i oglądałam stoiska. Moją uwagę przykuł stolik z kamieniami i drucianą biżuterią z kamieniami, a że uwielbiam takie rzeczy, to zatrzymałam się i zaczęłam uważniej się im przyglądać. Sprzedawca zagaił mnie i dowiedziałam się, że jest Kolumbijczykiem, że sam szlifuje swoje kamienie i sam tworzy prezentowaną biżuterię, także bezpośrednio na stoisku. Zaczęliśmy rozmawiać o energii kamieni, o energii w ogóle i w miarę rozwoju rozmowy pojawiła się we mnie chęć, by kupić jedną z jego zawieszek, ale wolałam, by zrobił ją specjalnie dla mnie. Wybrałam opal andyjski, który okazał się dość drogi, a do tego dochodziła jeszcze jego oprawa. Powiedziałam wprost Davidowi, że nie mogę sobie pozwolić na ten kamień i zaczęłam szukać innego, a wybór był przebogaty.

Na to David zwrócił się do mnie: “Emanujesz tak piękną energią, że chcę, żebyś miała kamień, który cię przyciągnął. Chcę, żebyś miała coś ode mnie. Sprzedam ci go taniej i zrobię ci z nim coś pięknego.”, po czym dodał: “Wiesz, najfajniej jest, kiedy nie szukamy, ale po prostu znajdujemy. Ty znalazłaś.” Przeszył mnie dreszcz wzruszenia. Po piętnastu minutach wręczył mi gotową zawieszkę, uściskał mnie, ucałował… i dal mi jeszcze grudkę cytrynu w prezencie. 😀

Cały ten tygodniowy pobyt był pełen wzruszeń. Podobnie jak za pierwszym razem, czasami aż nie chciało mi się wierzyć, że tego wszystkiego doświadczam. Kiedy ostatniego dnia spacerowałam brzegiem morza, zachciało mi się płakać, a następnie pojawiło się we mnie uczucie przeogromnej wdzięczności za to, że mogę tu być oraz pragnienie, by znowu tu wrócić.

To już postanowione.

Od września będę oszczędzać na mój trzeci raz w Helsinkach. 🙂 Zainteresowałam się tym miastem z powodu Valo, ale obecnie moja fascynacja tym miejscem znacznie wykracza poza HIM-owy kontekst. A co, jeśli trafiłam na HIM, żeby trafić do Helsinek? Czuję się tu jak u siebie.

A dla zamknięcia całej historii dodam tylko, że do Francji wracałam… z Johnem. 😀

Tekst i zdjęcia: Ewa Włodarczyk


No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy 😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii, lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule maila wpisując PRZYGODNIK 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

22 thoughts on “Helsinki – mój drugi raz #Przygodnik

  1. Fajnie, że znalazłaś swoje „drugie miejsce na ziemi” 😉
    Kto wie? Może pewnego dnia zechcesz zamieszkać tam na stałe? Pytanie tylko czy nie przeszkadzałoby Ci panujące tam zimno… 😛

    Widzę też, że przyciągasz do siebie ludzi i łatwo nawiązujesz nowe znajomości 🙂

      • O jeeeny, ale by były grube imprezy. The Riff i jego gwiazdy to mogłyby się schować. Albo by pozazdrościli i miałybyście tego swojego Olliego na własnym party 😀

    • Eeeeech, dziewczeta, marzenie… marzy mi sie na przyklad grupowe polowanie na Justawa, Ollifandra i Pana Swiatlo, ale takie mimochodem, nie stalkowanie. 😉 😀 Olka na przedzie ze swoim „radarem”, reszta za nia, zabezpieczajaca tyly, a potem to juz impreza! 😀

      • Hahah no Olkę to na bank na przód wyrzucimy i niech skanuje otoczenie XD Ale na kogo ja miałbym tam polować? hm… Ale w sumie mogę wódkę polewać jakby co:P Takiej imprezy bym nie odmówiła XD

  2. Hej:) Jestem gotowa na służbę! Ku chwale ojczyzny:) Świetna relacja, Ewcia:) Zazdroszczę Ci tylko tych wiewiórek i tego Pana ze sklepu z płytami:)*

  3. Teraz zauważyłam,że jeszcze nie dodałam komentarza,bo pewnie swoje „złote, złociutkie i pozłacane” myśli dałam na grupie i tutaj zapomniałam 😉

    Ewa bardzo fajny tekst, taki przyjemny 🙂 Lubię takie czytać, zwłaszcza jeśli ktoś (tak jak ja) podziela wizję „swojego” miejsca na świecie,których może być kilka, a gdzie człowiek czuje się jak w domu 😀 Urzekła mnie też Twoja przygoda z Kolumbijczykiem i w Riverside Records. To zaskakujące jak często pędzimy gdzieś bezmyślnie, czas i obowiązki nas gonią, myśli nie dają chwili wytchnienia. A Tobie udało się, dzięki Twojemu nastawieniu, pozytywnej energii i temu własnie świadomemu pobytowi tak wiele, głównie w sensie niematerialnym zyskać ❤ Szczerze Ci zazdroszczę 😉

    Teraz czytałam trochę jeszcze o Helldone. Bilety wyprzedały się jak świeże bułeczki. Tak się zastanawiałam czy, gdyby mój budżet na to pozwolił, skusiłabym się na kupno biletów. Odpowiedź była jedna "Nie". Dlaczego? W listopadzie mam nadzieję zobaczyć chłopaków na żywo w Stodole i to mi wystarczy. Nie podoba mi się cała ta sytuacja z wyprzedażą biletów, byle jaką oprawą i organizacją koncertów, pożegnaniem z fanami wygłoszonym za pośrednictwem radia i jeszcze kilka innych kwestii. Można tłumaczyć,że zespól o tym nie wie,że od tego ma management. Ale jeśli rzeczywiście nie interesują się takimi sprawami, nawet w najmniejszym stopniu to wcale dobrze o nich nie świadczy. Chociaż uważam,że skrawki różnych opinii do nich docierają i doskonale zdają sobie sprawę z tego jak to wygląda.
    Zresztą słuchając ostatnich dwóch koncertów festiwalowych odniosłam wrażenie,że ma się to nijak do wywiadu Valo sprzed Miljona Rock. Z jednej strony VV mówi jak ważne są dla nich te dwa wydarzenia ze względu na fińską publiczność, bliskość rodzin i przyjaciół. Z drugiej setlista jest praktycznie taka jak zawsze. I nie chodzi mi tutaj o kawałki, których nie mogą nie zagrać,ale o te które mogli by wymienić na inne i naprawdę postarać się, pokazać jak bardzo ważne były dla nich te koncerty.
    Dlatego właśnie nie czatowałam na bilety na Helldone. Stwierdziłam,że te 70 euro za koncert + koszty transportu + koszt noclegu + koszt jedzenia byłyby całkiem niemałe. A czy warto się tak starać? Jak dla mnie jeden koncert w PL,po tym co widzimy ostatnio, całkowicie wystarczy 🙂

    • No toteż ja również wyraziłam swoją skromną opinię na temat Helldone, którą już znacie 😀 Poza tym, po co mam się tam pchać jak już w Helsinkach byłam. Straciłabym kasę którą przeznaczyć mogę na nasz roadtrip 😀
      Szczerze powiedziawszy to ja jednak mam cichą nadzieję, że zrobią coś ciekawego na tym Helsie – może jakaś ciekawa aranżacja, solowy występ Valosa, czy cokolwiek, jak to było w poprzednich latach gdzie wystąpił Linde jako Daniel Lioneye i Valos grał na perkusji albo Valo zagrał jako Rambo – nooooo cokolwiek bo jak nie to mają w mordę i mój szacunek do nich poleci na łeb, na szyję :/

    • Wielkie dzieki, Milenka, za cieple slowa. ♥ A co do Helldone, to spada Valos w naszych priorytetach, spadaaaaaaaa… a.. a. a.

  4. Jaka cudowna relacja! Pamiętam poprzednią (pod którą się nie odezwałam, bo.. bo byłam głupia XD)
    Podoba mi się to, że poszerzyłaś swoją podróż o miasta dookoła Helsinek, nie tylko samo centrum, co daje dużo światła na otoczenie Valo, kiedy dorastał i tworzył piosenki. A wydaje mi się, że czuć wpływ tych miejsc na jego tworzenie.
    Lubię czytać takie rzeczy, ponieważ czuć w tej relacji tyle ciepła i dobrej energii ❤

  5. Super wyprawa, pogratulować i pozazdrościć 🙂 Ja to bym jeszcze poszła zobaczyć jego nowy dom, teraz gdy już wiadomo na pewno który to i gdzie (zero stalkowania, tylko mimochodem ;-))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s