Muzyk to ma życie!

„Wiosna, panie sierżancie!” 😀

Pierwszy dzień wiosny! Mam nadzieję, że u was świeci słoneczko tak samo jak u mnie, choć czasem powieje mroźniejszy wiaterek.

Ale nic to 😀 Wiosnoooo nadchodź XD A wraz z tobą koniec żałoby po rozpadzie HIM, koniec płaczów i rozpaczy!

Nadejście wiosny to zawsze ten czas, kiedy trzeba zostawić wszystkie smętki za sobą i dziarskim krokiem rozpocząć coś nowego. Także… Villeł i inne HIMczaki –> CZEKAMY! 😀


Dawno, dawno temu, natrafiłam na fajny felieton o życiu muzyka.  Przypomniałam sobie o nim ostatnio i postanowiłam się nim z wami podzielić, a nawet więcej – przekształcić go pod modłę HIM XD

No cóż, na nawał newsów obecnie nie narzekamy, więc może chociaż tak uprzyjemnię wam czas 🙂

Muzyk to ma jednak nudne życie

„Kto, będąc małym kajtkiem, nie chciał zostać muzykiem? Najlepiej gitarzystą albo wokalistą. Albo od razu liderem grupy, wielką i sławną gwiazdą? Kto na tapczanie nie ćwiczył karkołomnych solówek na gitarze imitowanej przez rakietkę do badmintona? No kto? A która z Was nie śpiewała do dezodorantu przed lustrem? Taki idol jawił się jak bóg, a jego życie jak raj. Nie chodził do szkoły, miał co chciał, ciągle podróżował, dawał autografy fankom. Później, kiedy nieco podrośliśmy, sytuację jeszcze podgrzewała świadomość, że za te rozdawane fankom autografy brał od nich co chciał. A one mu na pewno dawały. W ogóle z życia brał co najlepsze, zakazane czy nie. Imprezował sobie na tym gwiazdorskim Olimpie, nie mając nawet bladego pojęcia o naszym szarym, smutnym i monotonnym życiu.”

No tak… Ja do tej pory pamiętam te wygibasy z siostrą i kuzynkami XD Ale to były czasy, kiedy internet dopiero się rodził więc na szczęście nigdzie na YT tego nie znajdziecie, co najwyżej gdzieś na kasecie VHS, o ile jeszcze przetrwała 🙂 Ale lata ’90 to były również lata czasopism typu „Bravo”, „Popcorn” itp. i kiedy taki mały „gówniak” jak ja napatrzył się na zdjęcia, plakaty i wywiady gwiazd, to naturalne wydało mu się, że ten tak daleki świat showbiznesu musi był cudowny, niesamowity i być spełnieniem marzeń. To oznaczało mieć wszystko, czego każdy przeciętny człowieczek pragnął w swoim życiu 😀

Kiedy pierwszy raz usłyszałam „Join Me”…. O JuleczkuPrzenajświętszy 😀 Kto to? Co to? Skąd to?

Żeby kupić ich płytę RR musiałam nóżkować z koleżanką do centrum mojego miasta, co było dość daleko, zważywszy na mój małoletni wiek. Kiedy wreszcie tam dotarłyśmy, okazało się, że płyty nie ma i kolejna dostawa dojedzie za godzinę, może półtorej. No to się siedziało na schodach i wyczekiwało pod jedynym muzycznym sklepem w moim mieście 😀

Kiedy płyta już była, czytało się o swoich ulubieńcach na łamach gazet. I wtedy autentycznie człowiekowi wydawało się, że to życie rock&rollowca musi być pełne wrażeń… Jeździsz po świecie, poznajesz ludzi, koncertujesz, ludzie cię kochają, doceniają… I choć HIM to nie taki typowy rock band, który wyrzuca telewizory przez okna hotelu, to jednak i u nich zdarzały się pewne sytuacje 🙂 A kiedy internet już zagościł w prywatnych domach, choć kafejki też się okupowało godzinami, to wtedy wszystko poszło już z górki i można było oglądać na przykład filmiki z Bamem i marzyć – Ehh, jak ja bym tak chciał/a…

„No, a potem jeszcze, kiedy idole przestawali być już tacy ważni w naszym życiu docierało do nas, ile w tym wszystkim kreacji, lukru i przemilczeń. […]

W życiu każdego fana przychodzi taki dziwny moment, w którym uświadamia sobie, że ci jego idole, bogowie, jeden z drugim, wcale nie mają tak kolorowo i fajnie. Że to tacy sami ludzie jak inni. Miewają zatrucia pokarmowe, bolą ich głowy, nie chce im się albo mają już dosyć. I że nie robią co chcą, a co muszą. W tej trasie to też tak śmiesznie nie jest. Pobudka, śniadanie w hotelu za wcześnie, za wcześniej wyjazd do kolejnego miasta, za ciasnym busem po zbyt dziurawej drodze. Kolejny soundcheck w zbyt kiepskim klubie i wieczorem następny koncert na którym trzeba “dać z siebie wszystko”, zawsze być w formie, mieć dobry humor i świetny kontakt z publiką. Czy się chce, czy nie. I po raz enty grać ten sam set z taką werwą, jakby się to robiło pierwszy raz.”

Wyobrażacie sobie, że codziennie, albo prawie codziennie gracie ten sam koncert, te same piosenki, które na początku uwielbiane w końcu wychodzą wam bokiem :/ A nie możecie zmienić totalnie setlisty, bo publiczność oczywiście chce usłyszeć największe hity. Tak HIM miał kiedyś z „Join Me”, mówił o tym sam Ville. Nasze HIMczaki oczywiście nigdy nie wychodziły na scenę z okrzykami „Hejjjj Warszawoooo, jak się macieee?!?”, „Loooondynnn, jak się bawicie?!?” (swoją drogą, wyobrażacie to sobie? 😀 Taki Valos – Wodzirej XD), ale i tak na tą scenę trzeba wyjść, nawet jak masz migrenę czy ból zęba…

Nasi chłopcy zazwyczaj wychodzili spokojnie i tak też się witali skromnym „Dobry wieczór”. Nie sądzę natomiast , aby mieli za ciasny tourbus 😀 Jednak to i tak życie w drodze, a życie w drodze jest męczące, tym bardziej, im bardziej jesteś starszy/a – wiem to po sobie.

Zdajemy sobie wszyscy sprawę, że Finowie wylewni nie są i nie tulą się do nieznajomych z okrzykami „achów” oraz „echów”, jakby byli ich dawno nie widzianymi przyjaciółmi. Nawet na pożegnalnej trasie panowie szybko przemykali po koncercie do tourbusa, ale nie ukrywajmy – czasem MUSISZ się spotkać z fanami i być dla nich miły, nawet jeśli ten „creepy” fan prosi o jakąś dziwną rzecz XD

„Co dwa, trzy dni w nowym mieście, w innym kraju. Technika buduje scenę, a my do znudzenia odpowiadamy na te same pytania lokalnych dziennikarzy. Odpowiadamy tak, jakbyśmy nigdy nie słyszeli pytania o to, jak się poznaliśmy, jak rozumieć tytuł płyty, dlaczego z zespołu odszedł ten czy tamten oraz czy pamiętamy tę chwilę, kiedy pierwszy raz mieliśmy w rękach instrument. Odpowiadamy cierpliwie, z uśmiechem. Przecież nie mogą o nas napisać, żeśmy zblazowane gbury. I do każdego z miliona zdjęć z fanami się uśmiechamy i zawsze mamy chęć i siłę na pozowanie, bo wiadomo… i autograf nam się nie wiadomo kiedy zredukował do jednego zawijasa. Mamy go tak przećwiczonego, że moglibyśmy go wykonać kredką świecową na szkle. Lewą stopą. No dobra, wiem że przeginam. A może nie?”

Kto sobie wyobraża Villeła piszącego autograf lewą stopą? 😀

I chłopaków – najczęściej Villeła właśnie, udzielającego wywiadu –> „Dzień dobry Willy” XD Tak, problemy z imieniem się zdarzają, tak pytania się powtarzają –> „Pracowałeś w sex shopie…?”, „Dlaczego Gas odszedł…?”, „Powiedz coś o swojej dziewczynie…”, „Dlaczego do ku… nędzy zespół się rozpadł i przyznaj się, coś żeś namieszał” 😛

A tak poważnie… Wyobraź sobie, że jesteś dziennikarzem i masz zrobić wywiad z jakimś zespołem.

Pięcio- dziesięciominutowy. Naprawdę myślisz, że zadasz same pytania, które już nie padły? Zwłaszcza, że zespół istnieje dajmy na to 20 lat? Jeszcze pół biedy, jak jest świeżo po wydaniu nowej płyty, wtedy można się na coś wysilić 😀 Ale tak naprawdę to ciężko jest zrobić interesujący wywiad.

No więc siedzą sobie tak chłopaczki nasze i odpowiadają 🙂 W zespole jest kilku członków, więc każdy może mieć inny punkt widzenia, co może sprawić, iż wywiad będzie ciekawszy. Zawsze też panowie mogą się umówić – „Dobra to ja dzisiaj gadam (u HIMczakó to Villeł najczęściej, ale on i tak jest gaduła :D) a ty możesz dodać parę słów jak nie masz ochoty na wylewność.”

Ps. Jak myślicie, ile dziennie autografów i fotek musieli sobie strzelać panowie z HIM podczas trasy?

„I kiedy tak rozmawiam z różnymi muzykami, to oni wszyscy, wciąż i uparcie powtarzają, że koncerty to sens ich życia, że ludzie dają im niesamowitą energię, że o to w tym całym muzykowaniu chodzi. Że kasa nieważna, że nakłady płyt nieistotne. Że tylko kontakt z fanami na koncercie się liczy. Że wyjście na scenę to najcudowniejsza rzecz, jaka mogła im się przytrafić w życiu. I wychodzą na tę scenę tak od 20-30 lat.”

No bo przecież muzycy nie muszą jeść, płacić rachunków, kupować ubrań czy sprzętu (no Mige z kupowaniem ubrań to akurat… sami wiecie :P) itp. A gdyby tak któryś z nich powiedział – „Taa… no zrobiliśmy tę trasę dla hajsu” 😀 To wtedy tego hajsu by nawet podejrzewam nie powąchali XD Pamiętajmy także, że nawet jeśli jakiś muzyk naprawdę „chce tylko śpiewać i niepotrzebne mu pieniądze, bo może mieszkać w kartonie pod mostem” jest takim górnolotnym artystą, to i jego nawet wiąże kontrakt, a wytwórnia ma zarabiać – od działalności charytatywnej to jest Caritas 😛

Villeł – jak tam twoja wieża? Sprzedała się za….? 😀

Jak tu się dziwić, że jeden z członków szalenie popularnego na świecie duetu nagle zasypia przy klawiszach na scenie… albo że inny idol nastolatek sądzi, że jest w zupełnie innym kraju, niż jest. A wyobraźmy sobie, jakie refleksje przychodzą do głowy mega-pop-gwieździe, której zdaniem na scenie jest tańczyć i prawidłowo ruszać ustami do playbacku? Co ona myśli wykonując ten sam układ ćwiczeń i patrząc na rozentuzjazmowany tłum? Do tych wszystkich powtarzalnych do bólu “wykonów”, identycznych wywiadów, hoteli i lotnisk dorzućmy jeszcze wścibskich paparazzi. No i co? Patrząc od tej strony, to czy faktycznie robienie w rozrywce jest takie rozrywkowe? ;)”

No właśnie? Jest?


Myślę, że warto czasem spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Czasem powiedzenie „Uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić” jest bardzo akuratne. Dodajmy do tego narkotyki, alkohol, przygodny seks (czy nawet wykorzystywanie seksualne) i prostą drogę w dół do depresji, bo o tym nie ma w felietonie.

Wszystko ma swoje ciemne i jasne strony.

Ale i tak, kolejne młode pokolenia będą śpiewać przed lustrem do dezodorantu – bo czemu i nie, w końcu to fajna zabawa 😛


Tekst w oryginale, którego autorem jest Artur Rawicz, możecie przeczytać tutaj:

Muzyk to ma jednak nudne życie


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!