Bardziej lub mniej obiecane relacje z Hamburga :)

Cześć 😀
Ja widzę, że się tu rozpisaliście – ładnie, ładnie 🙂 Można by rzec, że lecicie jak burza 😀
Dzisiaj zapodaję relację z Hamburga – a w tym samym momencie jedna z naszych PoValonek udaje się właśnie na koncert do Zurychu (lub już nawet jest w środku) – jeśli ktoś zobaczy różowy to zapewne to ona 😀 Udanej zabawy i czekamy na słów parę o tym jak było 🙂
W sumie jestem ciekawa – Szwajcarzy to chyba nie ten typ narodu co by szalał na rockowych koncertach… Ale mogę się mylić hm…. Poczekamy, zobaczymy 😀

Hamburg,Docks  29.11.2017 ,środa HIM- dzień pierwszy
Na miejsce dotarłam stosunkowo późno, ok 17:00.Przed klubem stał już pokaźny tłum zmarzniętych fanów.Spodziewałam się,że o tej porze będzie już znacznie więcej ludzi i będę gdzieś na szarym końcu, ale do owego końca było mi jednak daleko.Można powiedzieć, że trochę sobie odpuściłam ten koncert. Jeszcze nie doszłam do siebie po poniedziałkowym koncercie Stone Sour, a wiedziałam, że będę miała drugą szansę na lepsze miejsce na drugi dzień.
Jedna dziewczyna rozdawała fioletowe balony z czarnym logiem HIM, miały zostać nadmuchane i puszczone w czasie koncertu. Miała ich cały worek …ale do tego jeszcze wrócę.
W środku przeżyłam bardzo miłe zaskoczenie. Część osób rozlokowała się przy barze i na siedzeniach po bokach, tak więc zajęłam sobie miejsce w 4 rzędzie, może metr od środka sceny. Ludzie przede mną byli odpowiedniego wzrostu by mi nie zasłaniać ( scena w Docks jest bardzo wysoka). Jak się później okazało było to wprost idealne miejsce, którego nie zamieniłabym na żadne inne.
Punktualnie o 20 na scenę wyszedł support. Jesus. Fucking. Christ… Miałam wrażenie, że oglądam pierwszy lepszy szkolny band. Jak dla mnie byli okropni. I nie chodzi mi tu tylko o ich fryzury. Słuchając bezczelnego dowcipkowania frontmana można by się pomylić i pomyśleć, że ma się przed sobą prawdziwą gwiazdę z ugruntowana pozycją na rynku. A to, że przypominał mi brzydszą, bezbarwną kopię Ville jeszcze pogarszała jego ocenę w moich oczach. Może się czepiam. Nie wiem. Nie podobali mi się. Nie moje klimaty i tyle.

Było dobrze po 21 gdy wśród okrzyków i pisków nasi chłopcy weszli na scenę. Kiedy pojawił się Ville publiczność należała wyłącznie do niego. Ledwo wszedł już nas czarował i hipnotyzował tym seksownym powłóczystym spojrzeniem. Zalała mnie fala gorąca.Ville nie jest w moim typie, ale z jakiegoś powodu jest w mojej top  3 najseksowniejszych stworzeń. Choć czasy szczenięcej miłości dawno mam za sobą, moje serce zatrzepotało. Jestem ciekawa ile z Was, z osób, które szły na koncert bez większego entuzjazmu poczuły się jak rażone piorunem, kiedy Książę wszedł na scenę z tym swoim tajemniczym uśmieszkiem.
Wyglądał świetnie. To był ten sam Ville, którego niemal 10 lat temu dwukrotnie widziałam dokładnie na tej samej scenie. Ku mej ogromnej radości nie miał na głowie tego obrzydłego ustrojstwa, które przez długi czas zdawało się być zrośnięte z jego głową. Miał zwykłą czarną czapkę spod której wyłaniały się niesforne loki. Do tego kubrak, bardzo obcisłe portki uwydatniające jego chudość i fajne ciężkie buty. Prezentował się piekielnie dobrze.
Zaczęli standardowo od Buried Alive By Love. Jest to piosenka, którą kocham. Jest to piosenka, którą już dawno powinni wyrzucić z setlisty razem z Soul on fire. Nie pojmuję dlaczego Ville tak się katuje. Po jego minie widać, że nie jest zadowolony z dźwięków, które wydobywają się z jego gardła. Nie daje już rady przy tych utworach i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Przecież ma uszy. Ja sama nie potrafię powstrzymać grymasu, kiedy atakuje dźwięki, które są poza jego zasięgiem. Zazwyczaj kończy się to serią karykaturalnych udziwnień, za które mogłabym skopać tę jego chudą dupę. Swoją drogą jego Pani mogłaby go trochę podkarmić…
Na drugim utworze – Heartache Every Moment udało mi się naprawić swój „błąd” sprzed niemal 10 lat. Otóż na koncercie w 2008 Ville zatrzymał na mnie swój hipnotyzujący wzrok i posłał mi jeden ze swoich pięknych uśmiechów. Przechodziłam wówczas dziwny okres w życiu i… zamordowałam go wrednym spojrzeniem – a możecie mi wierzyć, że bazyliszek to przy mnie pikuś.
10 lat później sytuacja się powtórzyła, tym jednak razem odwzajemniłam uśmiech, mało tego, uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafiłam.

Jeśli byliście na koncercie HIMa i mieliście szczęście spotkać wzrokiem spojrzenie Ville to znacie to uczucie. Wiecie, że kiedy Ville Valo na Ciebie patrzy to patrzy NA CIEBIE. Prosto w oczy, jakby w nich tonął, jakby zaglądał w duszę.
W międzyczasie okazało się, że głowa chłopaka obok mnie zasłania mi Linde. Żeby go zobaczyć musiałam się nieznacznie wychylić. Mimo to nadal twierdzę, że miałam najlepsze miejsce ;o)
Na widowni były przynajmniej dwie Finki. Jedna z nich zawołała coś po fińsku,Ville jej odpowiedział i…zaczął śpiewać happy b-day po fińsku, gdy skończył powiedział do tej drugiej – „To było specjalnie dla ciebie sweetheart”
Mówił coś jeszcze, ale bez bicia przyznaję,że zawsze bardzo mało go rozumiem na koncertach, kwestia nagłośnienia i akustyki w połączeniu z jego niskim, mruczącym  głosem. Śmiał się, więc można założyć, że było to coś zabawnego ;o)
Gdy światło na chwilę zgasło skurczyłam się i zaczęłam nadmuchiwać balon, który dostałam w kolejce. Puściłam go, chwilę później dołączył do niego drugi balon… i to by było na tyle jeśli chodzi o balony. Z całego worka tylko dwa dryfowały w powietrzu. Inni zapewne uznali, że to niezła suwenira i zostawili je bezpieczne w swoich kieszeniach.W pewnym momencie jeden z balonów doleciał na scenę, Ville go podniósł i pokazał chłopakom, po czym odłożył do reszty skarbów rzuconych na scenę.
Było standardowe dowcipkowanie z Mige i dokuczanie Lindemu (yyy to się odmienia? ) i Burtonowi. Było migowe narzekanie na odsłuch. Było wszystko. W kilku zwięzłych zdaniach Ville podziękował za przybycie i w następnej chwili już ich nie było.
Podsumowując koncert był dobry, bardzo dobry. Jedynym rozczarowaniem dla mnie był bis. Nie wiem czy to kwestia drętwej niemieckiej publiczności (Niemiecka publiczność ma  opinię drętwych drewnianych kloców w światku muzycznym , nie chodzi tu o żadne moje uprzedzenia),czy po prostu uznali, że mają jeszcze jutrzejszy dzień? Zagrali tylko „Rebel Yell”. A ja tak bardzo liczyłam na moje ukochane „When Love And Death Embrace” ;o((
Pomachali, zeszli ze sceny i … rozbłysły okrutne światła odbierając nadzieję na ciąg dalszy.
Hamburg,Docks 30.11.2017 czwartek, HIM – dzień drugi
Obawiałam się, że tym razem ludzie zaczną się szybciej zbierać, żeby zająć lepsze miejsca – słyszałam to też w kolejce poprzednim razem. Chcąc nie chcąc, przyjechałam godzinę wcześniej, czyli o 16. Pod klubem przeżyłam mały szok – było tylko 10 osób (z czego przynajmniej 4 czekały od 11:00!!!) Było strasznie zimno. Uwielbiam zimę,ale znam ciekawsze i znacznie przyjemniejsze zajęcia niż kilkugodzinne stanie niemal bez ruchu na mrozie. Kiedy ludzie zaczęli się zbierać staliśmy tak blisko siebie jakby łączyła nas nie wiadomo jaka zażyłość, nikt jednak nawet nie pomyślał aby się odsunąć, wręcz przeciwnie : gdy nieznacznie zmieniłam pozycję dziewczyna stojąca przede mną odwróciła się i spojrzała na mnie z wyrzutem i zapytała czy nie wolałabym przytulić się do jej pleców ;o)
O 19:00 wpuszczono nas do środka.Mogłam bez problemu stanąć w pierwszym rzędzie, ale znam ten klub dość dobrze i wiem,że nie jest to najlepszy pomysł.Stanęłam więc w drugim rzędzie za dziewczyną, która miała max 150cm wzrostu ( nos biedaczki znajdował się dokładnie na wysokości włochatej smrodliwej pachy jej towarzyszki ). Widok miałam idealny, nieograniczony i nikt nie miażdżył mi klatki piersiowej barierkami. Nie mogło być lepiej. Kłamię. Mogło. Dzień wcześniej było.
Po pierwsze stałam nieco dalej od sceny, nie musiałam więc wysoko podnosić głowy by obserwować show, a po drugie jak powszechnie wiadomo Ville nie zaszczyca spojrzeniem pierwszych rzędów. Nie żeby mi na tym zależało, ale nie pogardziłabym jeszcze jednym jego uśmiechem. Cóż, tutaj mi to nie groziło.
(…)
Po którejś z piosenek Ville – ubrany dokładnie tak jak dzień wcześniej – zawędrował na tyły sceny i wykrzyknął nagle :”Who the fuck farted?!” i błądził oskarżycielskim wzrokiem od jednego do drugiego. Żaden z chłopaków nie przyznał się do popełnienia czynu.
Rozglądając się po zebranych widziałam ludzi w bardzo różnym wieku. Moją uwagę przyciągnęła kobieta na oko 60letnia, która bardzo obficie się pociła. Zerkałam na nią co jakiś czas z niepokojem. W którymś momencie ochroniarz chciał ją wyciągnąć, ale mówiła, że nic jej nie jest. Dali jej wody. Ville dostrzegł niewielkie zamieszanie jakie to wywołało i…zapytał straszą panią czy chce wody. Chciała. Co zrobił Książę? Poszedł po swoją upitą wodę i rzucił w nią.
Dosłownie.
Trafił ją we włosy, zrobił przy tym minę jak niesforny dzieciak, który niby wie, że źle postąpił, a jednocześnie nie może powstrzymać uśmieszku zadowolenia. W rezultacie kobietę jednak wyciągnięto z tłumu, ale cały czas mocno ściskała swoją wodę święconą od Hermaniego.(Żeby nie było…nie wynieśli jej przez to, że rzucił w nią butelką, powiedzmy, że zaledwie musnął jej włosy ;o) )
Miły gest prawda? Fanka źle się czuje, więc wokalista daje jej swoją wodę. Tiaaaa. Miły gest.

(Nie wiem jak wy ale ja mam ochotę mu tak zrobić – co za menda społeczna… Mój pomysł z bojkotem Valosa chyba nie jest taki chybiony…wrr…. -C.N)

Ville ta menda nie dałby jej nawet kropli wody gdyby nie była w wieku jego matki. Gdyby któraś z nas była na jej miejscu nawet by na nas nie spojrzał. To świetnie pokazuje jak się nami bawi. Nie mówię, że to źle, niech ma chłop trochę zabawy, czyż nie? Pamiętam jak na koncercie 10 lat temu ochroniarz wyłowił z tłumu dziewczynę, która ledwo żyła, ale wciąż rozpaczliwie wołała „Ville,Ville” A co zrobił Ville? Nic. Nawet na nią nie spojrzał.
Niskie dziewczę stojące przede mną rzuciło czapkę na sam brzeg sceny w chwili, w której akurat zgasły światła. Kiedy ponownie rozbłysły Ville zaczął śpiewać i stanął tam gdzie spędzał większość czasu, czyli na brzeżku sceny.(Gdyby się pochylił i wyciągnął rękę,osoby z pierwszego i być może nawet drugiego rzędu z powodzeniem dosięgnęłyby jego kończyny)Bezceremonialnie, nieświadomie zdeptał prezent. Odszedł kawałek i spostrzegł czapkę. Przez chwilę – jeśli uchwyciło się jego wzrok – można było czytać w jego twarzy. Najpierw uświadomił sobie, że to milutkie, mięciutkie coś co tak przyjemnie pieściło jego buciki to prezent od fana.Następnie dotarło do niego, że to podeptał, zbezcześcił. Dalej jego mina mówiła „Co zrobić z tym gównem? Zostawić i udawać,że niczego nie zauważyłem? Podnieść i podziękować?” Bił się z myślami do następnego refrenu. Ostatecznie podniósł czapkę dwoma palcami jakby bał się,że pobrudzi swoje cenne paluszki. (Trzeba było nie podeptać jej brudnymi buciorami!!! ) i rzucił ją koło perkusji. Średnio fajne…
 (Wiem, że pewnie zaraz zostanę zlinczowana – podtrzymuję jednak swoje zdanie, że ktoś powinien spuścić Łilemu porządny wpir…l, żeby się opamiętał, bo jak widać odleciał trochę za bardzo… -C.N)
Byłam na wielu koncertach i jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś tak pajacował z odsłuchem jak Ville. Te ciągłe znaki do techników, grymasy niezadowolenia sprawiają, że czasem odbieram go jak jakąś divę. A robi to na każdym koncercie, praktycznie po każdej piosence. To już jakby część choreografii.
Linde często odwracał się do wzmacniaczy i głośników, tak jakby mówił, że przecież i tak nikt nie zwraca na niego uwagi i może grać choćby plecami do nas. Nic bardziej mylnego. Patrzenie na niego, słuchanie gdy gra to czysta przyjemność.
Pod koniec Ville powiedział, że wszystko dobiega końca i oni są tego najlepszym przykładem. Ogólnie dużo mówił i śmiał się. Obserwując ich żarty i drobne przepychanki zastanawiałam się ile z tego jest prawdziwe, a ile to część wyreżyserowanego show?
Zagrali moje ukochane „Stigmata diaboli”, „Razorblade kiss” i „It`s all tears”. Byłam w siódmym niebie. Cieszyłam się, że setlista nie jest identyczna z wczorajszą.

Gdy rozbrzmiały pierwsze dźwieki bisowego ‚Rebel Yell” pomyślałam, że to nie może się tak skończyć… I nie zawiodłam się. Płynnie przeszli w „When love and death embrace”. Salę przebiegła fala pisków, a następnie szlochów, gdy polały się pierwsze długo powstrzymywane łzy. I moje oczy się spociły. Świadomość, że pewnie już nigdy nie zobaczę, nie usłyszę ich w takim składzie była wyjątkowo dołująca w połączeniu z granym właśnie utworem. Przecież zakończenie kariery jest w pewnym sensie śmiercią.
Tak jak poprzednio pomachali nam i już ich nie było. Światło rozbłysło ponownie zbyt wcześnie. Widząc te wszystkie zapłakane twarze, moje oczy automatycznie wilgotniały.
To był koniec.
Gdybym miała podsumować oba koncerty… mam brzydkie uczucie jakby wcześniejszy gig potraktowali po macoszemu. Jakby KTOŚ uznał, że nie muszą się tak produkować, mają jeszcze jeden koncert by pozostawić super wrażenie. Mam nadzieję, że tak nie było, że to po prostu samo tak wyszło. Nie każdy mógł być obecny na obu koncertach. Dla większości koncert 29.był jedynym. Ostatnim. Nie chcę powiedzieć, że tamten koncert był zły. Nie był! Był bardzo dobry. Ale ten ostatni był SUPER. Chłopcy zdawali się mieć wiele więcej frajdy z grania,Ville dużo więcej gaworzył i żartował.
Żałuję,że nie byłam na koncercie w Stodole…ale przynajmniej mogłam ich zobaczyć dwa razy. Tak się pocieszam…
HIM towarzyszył mi przez ostatnie 17 lat, dorosłam z nimi.W moim życiu zmieniło się właściwie wszystko w tym czasie i mogę szczerze powiedzieć,że byli i są jedynym stałym punktem w moim życiu. Nawet kiedy miałam przerwy, zawsze do nich wracałam. Przynosili mi ukojenie gdy go potrzebowałam. Osuszali łzy lub dawali pretekst by się wypłakać. Muzyki, którą nam dali nikt nam nie odbierze, uczuć, które w nas budzi także nie. Jest smutno, bo to koniec pewnego rozdziału również w naszym życiu, ale ten koniec nie musi oznaczać czegoś złego. Koniec jest zawsze początkiem czegoś innego, jakiejś innej podróży. Jeszcze nie dziś, jeszcze nie jutro…ale wiem,że znów nas w nią zabiorą, ale już nie razem jako zespół. Będę czekać. Gotowa do drogi.
Tekst: Camille de Winter

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

Thank You Guys and Good Luck! – Farewell Tour Poland 2017

Hello Sweethears!

Na pewno już przebieracie niecierpliwie nóżkami czekając na relacje z koncertu… 😀 Nooo cóż, musicie jeszcze trochę poczekać, bo dziewczyny nie dość że zakochane w Valosie, nadal są pod urokiem, to w dodatku rozemocjonowane. Poganiam je batem ale no… Bądźmy ludzikami, niech trochę odpoczną i zbiorą myśli 🙂

Ja tymczasem przygotowałam dla was skrót z wydarzeń, które miały miejsce wczoraj. Niech to będzie taki wstęp dla tych, których tam nie było i nie mogli śledzić relacji na FB – gdzie wczoraj było moje centrum dowodzenia światem 😀

Wczoraj Stodoła przeżyła małe oblężenie – no ale któż nie chciał zobaczyć chłopaków ostatni raz 😀

Dziwna to była trasa… można się było obawiać o kondycję chłopaków – ich chciejstwo lub niechciejstwo grania i bycia w ogóle w tej trasie. Były wątpliwości co do tego, jak zagrają w Polsce, zważywszy na to, że nie było wielką tajemnicą, iż panowie traktują nasz kraj raczej z rezerwą. Ale wiecie co?

Wczorajszy wieczór był po prostu niesamowity!

Ja tylko mogę teraz pacnąć sama siebie, że nie zrobiłam tego co trzeba aby tam być, no ale…

PoValona ekipa ze znajomymi stawiła się oczywiście na koncercie i jakby było tego mało, to zrobiła o wiele więcej 😀

Trzeba przyznać, że już w Rosji Valo z chłopakami pozytywnie wszystkich zaskoczył. Wokalnie stanął na wysokości zadania. Myślicie, że w Polsce było tak samo? Błąd.

Było lepiej 😀

Filmik autorstwa Marty Kownackiej (LilithVampiriozah)

Powrócił także metalowy Heartagram, co również było zaskoczeniem 😀

Były piski, krzyki, wzruszenia (o tym największym za chwilę), śmiechy i niedowierzania 😀 Cóż za magiczne chwile dla tych, którzy tam byli!

(Pozdrawiam biedną Karolinę, która wylądowała z bandą dziwnych ludzi w samym środku tego szaleństwa XD)

Miałam to szczęście, że moje Himstery zadzwoniły do mnie z koncertu – jeszcze przed występem HIM. Cudownie było zobaczyć ich ryjki oraz scenę – nawet jeśli tylko wirtualnie przez ekran smartfona, ale przez ten moment mogłam poczuć odrobinę tej niesamowitej atmosfery ❤

Filmik autorstwa Marty Kownackiej (LilithVampiriozah)

Piękną niespodzianką było nowe intro do piosenki „It’s All Tears” – niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że to nie było magnetyzujące 🙂

Filmik autorstwa Marty Kownackiej (LilithVampiriozah)


„Dzień dobry Wszystkim,
Chciałabym podziękować za wspólną zabawę. Dziękuję, bo dzięki Wam zrozumiałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Z napięciem obserwowałam każdy post, aż wreszcie w poniedziałek cudem udało mi się dorwać bilet. To było jak na razie najwspanialsze doświadczenie w moim 25 letnim życiu.
Koncert rozpierdolił mnie, rozkruszył w proch. Słucham HIMa od ponad 14 lat, jednak teraz można uznać, że jestem słuchaczem spełnionym.
Jeśli chodzi o samego ”Księcia”, to moja miłość do niego nie zna granic. To jest kosmita, nie człowiek, a jego ”doły” wciskały mnie w podłogę. Jeśli głos mógłby zapładniać, to z pewnością spodziewałabym się przynajmniej bliźniaków. 😉
I teraz apel: pomóżcie mi. Nie potrafię się ogarnąć, wrócić do normalności. Od rana płaczę co kilka minut, ale nie, że malutko – to jest szloch!
Jak zaakceptować ziemskie życie, skoro przez dwie godziny byłam w niebie?”


 


„Nie mam słów, żeby opisać to, co się tam wydarzyło 😵


„To był piękny wieczór. Każda piosenka wzbudzała mój zachwyt. Starałam się wszystko śpiewać, choć nie umiem. Ville, szczególnie gdy ,,wył”, ,,wydzierał się” to wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Myślałam, co sobie myślą panowie ochroniarze. Czy im się podoba? Ale wow? Ale utalentowani ludzie? No i oczywiście popłakałam się na solówkach przy FUNERAL OF HEARTS i GONE WITH THE SIN. Pierwszy raz byłam w Stodole, ale jestem bardzo zadowolona. Z taką kochaną ekipą chętnie wybrałabym się jeszcze nieraz na koncert. Cały zespół dał z siebie wszystko. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego eventu.”


„W życiu nie myślałam, że będzie aż tak dobrze. Ville cudownie śpiewał, był kontakt z widownią, były żarty, było cudownie. 💖💖💖💖”


„Koncert nie do opisania BYŁO MEGA MEGA… Najlepszy koncert jego na którym byłam. SZKODA ŻE JUŻ SIĘ NIE POWTÓRZY, ŻE JUŻ GO NIE ZOBACZĘ – NIE USŁYSZĘ. Sądzę, że reszty fanów to się też tyczy. DALI Z SIEBIE WSZYSTKO, JEST WIELKI, JEDYNY W SWOIM RODZAJU KOFFANYM 💖 💖 💖 


„Było pięknie. Ja chcę jeszcze raz 


„No jestem ogólnie zachwycona koncertem😍😍😍😍😍 Buźka dla każdego chłopaka.”


„Kuźwa, jaki on jest atrakcyjny na żywo 😍 Normalnie dopiero teraz tak popatrzałam, że no ma ten urok kuźwa…”


„Niesamowity wieczór. Naładowany emocjami, śmiechem, łzami i przede wszystkim świetną muzyką w niepowtarzalnym gronie. Coś o czym trudno będzie zapomnieć w najbliższej przyszłości”


„Valo był gorący jak kaloryfer w środku zimy i nie mam tu tylko na myśli wyglądu. Był jak miód na serce, poszarpane struny głosowe. I miło mi było jak parę razy odwrócił się w naszą stronę. Chłopaki także dawali z siebie wszystko, nawet niektórzy więcej (Linde) i niestety nie mogłam dojrzeć, czy Mige był w japonkach, czy jak cywilizowany człowiek w butach…Warto było zedrzeć gardło tego wieczoru i prawie zgubić spodnie, bo nie noszę paska” XD


Nie obeszło się też bez jakiegoś ekscesu, na szczęście niezbyt groźnego i sam Valos zainterweniował w tej sytuacji:

To wszystko to jeszcze nic. Chcieliście się wzruszyć? Myśleliście, że nie uronicie łezki a wasze serce nie drgnie widząc ich ostatni raz?

Taki oto zacny transparent przygotowała PoValona Anetka ale chwileeeczkę, to jeszcze nie koniec 😀 Patrzcie na to:

I poleciała flaga od naszej PoValonej Anety wprost w ręce Valosa 😁 Piękna chwila, piękne podziękowanie, nie da się nie wzruszyć 😭
Chciałam podziękować – Anetce –> za przygotowanie tej flagi oraz przejęcie szefostwa pod moją nieobecność 😀 Podziwiam wytrwałość jeśli chodzi o kolejkę i oczekiwanie pod Stodołą 🙂 Marcie  –> za relację na żywo i focisze specjalnie dla mnie 😛 Mel, , Oli, Annie i Milenie czyli moim robaczkom z ekipy (dzięki, że zadzwoniliście do mnie z koncertu 🤗😘) oraz Ewie za wsparcie no i tajemniczej Paulinie XD
ORAZ WAM WSZYSTKIM – ZA TO ŻE JESTEŚCIE I KOCHACIE NASZ ZESPÓŁ! ❣️❣️❣️

Cóż, być może ktoś tam przeczytał panom naszego bloga i w końcu wzięli się za siebie 😀 Patrząc na to, jak się dzisiaj zaprezentowali – choć mnie tam nie było – jestem bardzo zadowolona z formy zespołu oraz jeszcze bardziej z zachowania fanów  Pożegnaliście zespół w sposób godny zapamiętania i myślę, że panowie tak właśnie to odbiorą. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście i teraz czekam na wasze relacje – filmiki, selfiki, zdjęcia i opisy wrażeń 😏😉

Ale to jeszcze nie koniec!

A kto ma setlistę? No kto? I kościcho gitarowe? 🤘😏😎❣️
Dziewczyny nasze PoValone oczywiścieeeee 
Fuck Yeahhh!

 

To by było na tyle z mojej strony – na większą relację musicie poczekać 🙂 Cieszę się, że jesteście z nami tutaj i byliście na FB Wydarzeniu. Teraz poza relacjami, czekamy na kolejne koncert – będzie Praga, będzie Szwajcaria… No i ja… Na szarym końcu, podreptam na koncert w Londynie, pożegnać panów nie z pierwszego rzędu lecz z oddali, rzewnie kiwając głową i myśląc:

Dlatego spędziłam z nimi te wszystkie lata. Było warto. 

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Hej ho, hej ho – do pracy by się szło :D BANG&WHIMPER TOUR 2017

Dzień dobry!

Od wczoraj już oficjalnie rozpoczęła się ostatnia, pożegnalna trasa koncertowa zespołu HIM. Panowie wznowili ją po przerwie od występów w Ju Es Ej w mieście Phoenix, dzisiaj natomiast zagrają już w Los Angeles.

Tymczasem polscy fani już niecierpliwie miętolą swoje bileciki i czekają na datę 28 listopada, bo wtedy właśnie Ville i reszta zagoszczą na scenie warszawskiego klubu Stodoła.

Zapraszam na wydarzenie na FB o tutaj:

PoValonki – koncert HIM Warszawa 2017

(chodzą słuchy, że czasem można tam kupić bilet 😛 )

A może komuś koszulkę? 😀 Ja, pisząc tego posta siedzę właśnie w HIMowej koszulce kupionej u pana Papy Valo 😀 Ale na koncercie raczej jedyny shopping, jaki zrobię to ten w barze 😀

A TERAZ DWA PYTANIA DO WAS HIMCZAKI, HIMCZUNIE, HIMACZKI!

1.   Czy szykujecie jakieś transparenty (Valo to Menda XD), prezenty (majciochy na scenę polecą? :D) lub inne akcje (ktoś zakłada różowy beret? :P) ? Jeśli tak, to odezwijcie się w komentarzach lub na priv, a ja podam informację do ogółu. Może ktoś będzie chciał się dołączyć lub zainspirujecie go do ciekawego pomysłu 🙂

2.   Czy ktoś z was napisał/pisze lub czytał kiedykolwiek jakiegoś fanfika z Ville Valo lub generalnie związanego z HIM?Przyjrzyjmy się jeszcze panu Valo:

Czapeczka – ✔ (w końcu mamy jesień 🙂 )

Marynarka  – ✔ (klasa musi być)

Tajemnicze spojrzenie Księcia Ciemności – ✔ (image musi zostać zachowany 🙂 )

Aura romantyka i poety znającego miłość od każdej strony – ✔ (za to go kochają laski hehe)

Życzę udanej zabawy każdemu, kto będzie miał okazję pojawić się na pożegnalnym koncercie gdziekolwiek, czy w USA czy w Europie. Jeśli już nie dla głosu Valo, to dla sentymentu tych wszystkich lat, które ten anorektyczny Fin i jego towarzysze: Linde, Mige, Jukka (Gas) oraz Burton wypełniali swoją rzewną muzyką.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

„Nothing lasts forever”- książę Valo przerywa milczenie na festiwalu Miljoona Rock :)

Greetings Sweethearts!

Dzisiaj będzie notka informacyjno – organizacyjna, a do tego nawiążę do ostatniego postu, który wywołał nieco kontrowersji 😀 Nie, nie będę się łasić ani przepraszać 😛 A nawet jeszcze ciut podgrzeję atmosferę XD

Na samym początku jednak, chciałam podziękować wszystkim tym, którzy wzięli udział w dyskusji i co więcej, utrzymywali ją na wysokim poziomie 🙂 To mnie przekonuje, że jednak fani HIM mają w sobie dużo kultury i póki co, nie muszę się martwić o banowanie kogokolwiek (sorry LimaK XD)

Panowie z HIM zagrali kolejny festiwalowy koncert, który ponownie miał miejsce w Finlandii – był to festiwal Miljoona Rock i przy tej okazji w końcu Książę Valo udzielił wywiadu, w którym mówi nareszcie o rozpadzie zespołu, planach na przyszłość itp.

Wywiad jest po fińsku, ale ma napisy angielskie więc myślę, że część z was będzie w stanie zrozumieć o czym on mówi. Niestety nie mam czasu na tłumaczenie, ale generalnie opowiadał o rozpadzie zespołu, że rozmawiali z chłopakami o nowej płycie i kierunku w jakim podążała ich muzyka. Ville znów nawiązał do gwiazd, które nie były na swoim miejscu – dyplomatycznie jak polityk (oczywiście podkreślił, że nie chce tak zabrzmieć hehe Valos Polityk, ale by była jazda XD Z tymi jego wywodami, to by nie opuszczał mównicy :P)

Według niego muzyka brzmiała dobrze, ale nie było tej ekscytacji, która powinna być. Priorytety się zmieniły niestety. Podkreślił przy tym, że to nie była tylko jego decyzja i że z tego powodu miał ból głowy oraz był zaniepokojony, gdyż zespół to ogromna część ich życia.

 

Zapytany, czy ma do udowodnienia jeszcze coś komuś lub sobie samemu, odpowiada że zawsze ma sobie coś do udowodnienia, lecz jako zespół już nie bardzo. Ville użył terminu „Złotej Klatki” jako określenia jego sytuacji, gdzie fani oczekują od niego pewnego rodzaju muzyki, a zespół jest jednocześnie bardzo cenny i jednocześnie bardzo wiążący. Stwierdził, że mają piosenki od których nie chcą uciec, czy się ich pozbyć, ale jednak ich nie powtarzać. Powiedział także, że nie są na tyle odważni, by zrobić totalnie inny album jak to zrobiło U2. Generalnie chodzi mu o to, że nie można kontynuować czegoś, jeśli wszyscy nie są usatysfakcjonowani.

Poza tym, Valo nic nie wie o żadnym DVD z koncertów. Ponadto Valos nie zamierza podlewać kwiatków XD (Hell no! :D), choć to lubi i podobno jest w tym dobry huehuehe I ma jakieś tam plany solowej kariery – lubi muzykę głośną ale i melodyjną, więc jeśli będzie coś kombinował to prawdopodobnie będzie miało to brzmienie podobne do HIM.

Co do samego festiwalu Miljoona Rock – uważam, że było lepiej niż na Tuska. Być może pan Valo miał lepszy humor czy coś. Nawet głosowo wydaje mi się, że było lepiej, choć nadal podtrzymuje swoje zdanie z poprzedniej notki co do tej kwestii.

Tutaj możecie zobaczyć występ z innej perspektywy 🙂

A pamiętacie naszą wycieczkę do Helsinek? Tym razem do Finlandii pojechała nasza francuska korespondentka Ewa 🙂 I oczywiście odwiedziła pana Kariego Valo – a pan Kari Valo jak to pan Valo – flirciarz w fińskim stylu XD Nie dość, że Ewę pamiętał, nas też, to jeszcze mogę z dumą ogłosić, że obraz Mel – naszej blogowej korektorki wywiadów, która także jest artystką, wisi w sklepie papy Valo! ! !

GRATULUJEMY!

(I teraz czekamy aż Ville go obczai i podkradnie na okładkę do solowej płyty :D)

Nasza Ewa tymczasem już wróciła do domu, więc czekajcie na jej relacje z Helsinek i z tego, jak się przebierała u papy Valo w toalecie w koszulkę zakupioną w jego sklepie 🙂

A tutaj macie dwie panie + ryjek Valosa 😀 Zdjęcie zostało zrobione w jego nowym domu – od razu wyjaśniam, zanim się pojawią komentarze o stalkowaniu go – znajomy tych pań sprzedał Ville jakieś muzyczne graty, więc dlatego miały okazję zrobić sobie z nim fotkę. Nie czaiły się pod jego domem 🙂

Teraz chciałam nawiązać do tematu grupy FB, bądź stronki bloga na FB. Sama takowych nie posiadam, ale jeśli jesteście zainteresowani nowinkami, zapowiedziami tego, co się ukaże na blogu oraz informacji o tym, co się właśnie na nim ukazało, to zapraszam was tutaj:

Rambo Rimbaud Polish Fansite

Współpracuję z autorką już od dłuższego czasu, więc ma ona moje pełne pozwolenia na publikację 😀 Zapraszam serdecznie HIMofanów 🙂 I niech was nie zmyli nazwa – to tylko „chłyt” marketingowy, żeby się wyróżnić pośród wszystkich HIM stron, Valo stron itp. Stronka informuje o poczynaniach całego zespołu.

Ok, gotowi?

Czas trochę namieszać 😀

Widzicie tą panią? Ja to przy niej jestem… Bardzo delikatna XD Ona natomiast się nie bawi w uprzejmości 😛 Otóż pani ta jest dziennikarką magazynu fińskiego Ilta – Sanomat i napisała ona relacje z koncertu HIM z festiwalu Tuska. Brzmi ona mniej więcej tak:

Imponujący początek.

HIM zaczął początek koncertu z mocnym basem, który objął nawet dźwięk głosu Ville Valo i wszystko inne na scenie, kiedy rozpoczęło się „Buried Alive by Love”.

Wkrótce po rozpoczęciu koncertu nastrój zaczął się psuć. Valo wydawał się być bardzo marudny na scenie. Skierował do publiczności kilka rozflirtowanych uśmiechów, lecz jednak były one dla niego trudne i wręcz go przytłaczały.

Zespół nie komunikował się na scenie przez cały koncert a Valo stojący na czele zespołu, był jak samotna, leniwa latarnia morska. Grali hit za hitem, ale żadna z piosenek nie wywołała entuzjazmu pośród frontowych fanów. Cały koncert był jak pudełko od prezentu, obwiązane jedwabnymi wstążeczkami lecz w środku nie było nic.

W końcowych fazach koncertu młodzi fani patrzyli na swojego idola z desperacją.

Charyzma Valo nie uleciała ale jego motywacja i pokora już tak. Jako słuchacz, byłam poirytowana, że atmosfera na festiwalu została kompletnie zatracona.

Źródło: Ilta – Sanomat

I teraz jeszcze na zakończenie tekst Ewy – naszego francuskiego łącznika, która chciała się wypowiedzieć na temat tego, co znaczy być fanem.

« Czy głos Ville to łabędzi śpiew? »

albo « Co to znaczy być fanem ? »

Jeśli ta notka ma podwójny tytuł, to jest dla tego powód. Piszę ten artykuł, zainspirowana jednym komentarzem, który ukazał się pod poprzednim wpisem na blogu (“Tuska 2017 – czyli coś sobie pochodzę i pośpiewam, a potem zdradzę że…”), i który wywołał pewne poruszenie. Autor tego komentarza wyraził opinię, że ów wpis ma znamiona hejtu, a uwagi o prezencji Valo są “płytkie”. Nie, nie piszę tego artykułu, by polemizować z opinią komentującego, a tym bardziej, by go do czegoś przekonywać. Komentarz tej osoby zainspirował mnie natomiast do pewnej refleksji, którą wyłuszczę poniżej.

W swoim komentarzu owa osoba nie zgodziła się z opinią Catherine, że – najogólniej ujmując – wydaje się, iż wokal Valo w ostatnim czasie znacznie się pogorszył, a że osoba ta jest zawodowym wokalistą, to wie, o czym mówi. Jeśli o mnie chodzi, nie jestem specjalistką: ani zawodowym muzykiem ani trenerem śpiewu, ale zgadzam się z opinią Catherine oraz kilku innych osób komentujących jej artykuł. Dla mnie wokal Valo nie prezentuje się tak, jak kiedyś, a także zauważam, że obecnie jego podejście do własnego śpiewania jest również inne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mu się po prostu mniej chce, tak jakby coś w nim zgasło czy się wypaliło. To moja osobista opinia, za którą biorę pełną odpowiedzialność.

Owszem, to opinia, która nie jest zbyt przychylna Valo. I w tym miejscu pojawiają się pytania, będące sednem tego artykułu: “Czy jako kompletna amatorka mam prawo wygłaszać taką opinię?” oraz “Czy ta opinia jest godna fana, czy raczej hejtera HIM?”. A te pytania zawierają się z kolei w pytaniu bardziej ogólnym: “Co dla mnie znaczy być fanem?”. Na ostatnie odpowiem przez negację.

Bycie fanem na pewno NIE OZNACZA bałwochwalczego podejścia do mojego idola. Bardzo mnie męczy nieustanne pozostawanie na kolanach. Idealizowanie moich ulubionych muzyków, osobowości kultury czy ogólnie ludzi, z którymi mam kontakt, kończyło się dla mnie zawsze boleśnie. Nikt z nas nie jest idealny i to czyni nas interesującymi i wartymi poznania.

Tak jest też z Valo. To skomplikowany facet, pełen sprzeczności i niedoskonałości. Jako jego fanka nie czerpię dzikiej przyjemności z moich obserwacji, że jakość jego głosu się pogorszyła oraz nie czekam, aż lub czy definitywnie polegnie. Tak, to byłyby oznaki hejtu. Tymczasem ja zastanawiam się, co może być tego przyczyną. Na myśl przychodzi mi jego alkoholowa przeszłość i nałogowe palenie, które mogły się do tego przyczynić i jest mi po prostu smutno, a także zwyczajnie i po ludzku złoszczę się na niego. To oczywiście jego życie i jego wybory, ale że lubię skubańca, to prowokuje on we mnie przeróżne emocje.

Nie jestem specjalistką, ale ufam mojemu własnemu odbiorowi jego śpiewu i jego osoby. Daję sobie do tego pełne prawo, bez narzucania mojej opinii innym. Inni mogą się ze mną nie zgadzać, ale czyjeś zdumienie czy sprzeciw w żaden sposób nie wpływają na moje własne odczucia i obserwacje. Daję sobie prawo do bycia subiektywną oraz do niebycia specjalistką we wszystkim. Moja opinia ma znaczenie dla mnie samej i dla mojej “relacji” z Valo, która ewoluuje, zmienia się, a także przechodzi kryzysy, zupełnie jak w realnym życiu, o czym nie tak dawno rozmawiałyśmy z Catherine. W moim własnym odczuciu bycie fanem nie wyklucza bycia krytycznym, nie wyklucza niezgody z pewnymi zachowaniami czy posunięciami idola, nie wyklucza też żartowania z niego.

No właśnie, jeszcze krótko o żartowaniu czy o “chichraniu” z Valo, jak to uroczo napisała w swoim komentarzu pod artykułem o Tuska Olka. Poczucie humoru jest dla mnie jak powietrze. Uwielbiam żartować, także na własny temat. Osoba z poczuciem humoru z pewnością odróżni je od drwiny czy złośliwości. Uważam, że żartowanie z naszych idoli jest bardzo zdrowe i nie ma nic wspólnego z hejtem. Powiem coś, co zabrzmi jak paradoks: Dystans do naszego idola spowodowany śmiechem sprawia, że staje się on nam bliższy, bardziej dosięgalny, bardziej “z krwi i kości”. Zdejmujemy go z piedestału i stawiamy obok siebie, na równi, jak partnera. Nawiązuje się dialog, choćby tylko wewnątrz nas samych, rodzi się inspiracja. Osobiście, w moich idolach nie szukam figury, do której mogę się modlić, ale szukam elementów nam wspólnych, “esencji”, która nas łączy, przy absolutnym poszanowaniu ich odmienności i unikalności. Śmiech jest doskonałym środkiem do ogarnięcia paradoksu, że choć każdy z nas jest inny, to tak naprawdę wszyscy jesteśmy też tacy sami.

Tekst: Ewa Włodarczyk

Cóż… Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony 🙂 Moim zdaniem także bycie fanem nie polega tylko na wzdychaniu i idealizowaniu tak bardzo, żeby nie widzieć kiedy nasz idol czasem zawali sprawę 🙂 W pewnych momentach trzeba tupnąć nóżką i powiedzieć – Ej, koleś co ty odpi#$%sz? 😀 I nie ma w tym nic złego bo ostatecznie i tak przecież wszyscy go kochamy 😀

Zapraszam do dyskusji 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

TUSKA 2017 – czyli coś sobie pochodzę i pośpiewam a potem zdradzę że…

Dobry wieczór!

Dzisiejszy wieczór poświęcam na napisanie tej notki zamiast leżeć w łóżeczku z książką, no ale „książe” Valo znowu coś miesza, przy czym zaczyna mnie już spektakularnie wkurzać, mogę więc być złośliwa wobec niego 😛

HIM wystąpił właśnie na festiwalu TUSKA i nasza książęca mość udzieliła z tego powodu kilka wywiadów, dzięki czemu dowiedzieliśmy się parę ciekawych rzeczy, ale zanim do tego przejdziemy, parę słów o tym jak było na TUSKA.

W skrócie:

Wyszedł –> Zaśpiewał –> Poszedł

Koniec relacji.

Ubrał się pan Valo tak samo jak i w Hiszpanii – nic to, że tam można się było ugotować, oczywiście zabrał ze sobą swój kaszkiet, no bo jeszcze by się przeziębił przez hiszpańskie podmuchy mroźnych wiatrów… Co innego taka Finlandia – słonecznie, fajnie, ciepło.

– Cóż, ubiorę sobie marynarkę i będzie spoko – pomyślał.

A potem jak pomyślał, tak zrobił.

Ale cóż to…? HIM postarał się o dekorację? Taaaak!

Możecie zobaczyć ogromny Heartagram wiszący jeszcze dumnie, nie zdeptany wizją pana Valo prowadzącą do… no właśnie? Ale zaraz…? Co dalej?

Fajerwerki! No szał po prostu!

Być może te fajerwerki miały odwrócić uwagę od kiepskiego wokalu samego lidera HIM, który zmasakrował na przykład „Gone With The Sin”, a i przy innych utworach się wybitniej także nie popisał…

Zastanawiam mnie ten fakt, bo skoro ja, głucha nieco, potrafię usłyszeć, że Valo śpiewa źle, ale ludzie i tak mu biją brawa, a żaden dziennikarz w relacji z koncertu nie pisze o kondycji jego głosu i uników wyciągania pewnych tonacji, to musi to chyba oznaczać, że sentyment do tej grupy jest znacznie większy, niż można by przypuszczać. Jestem ciekawa, na jak wiele pozwolą fani…

Jak już wspominałam wyżej, pan Światło udzielił kilka wywiadów. Mówił , że ma nadzieję, iż ostatni koncert HIM zagrają na scenie Tavastii, a do fanów zwrócił się życzeniowo, że ma nadzieję, iż jego muzyka była dobra i to wystarczyło.

„Wydawało się, że nowy materiał będzie źródłem nowego początku. To miała być pewna historia, ale czegoś w niej brakowało. Gwiazdy nie były na właściwej pozycji” – powiedział Valo.

Panowie z zespołu pracując nad nowym albumem uzmysłowili sobie, że nie mają nic nowego do zaoferowania. Uznali więc swoją porażkę i czym się to skończyło już wiemy. Ale Ville mówi, że w 2018 nie spocznie na laurach i te piosenki, które stworzone były dla HIM, przygarnie do swojego solowego projektu. Czyli… napisał piosenki na album HIM, które się dla HIM nie nadawały, więc rozwiązali zespół, a teraz weźmie te same piosenki i zaśpiewa je jako solowy artysta, być może w kolaboracji z kimś innym, nie wykluczając chłopaków z HIM.

SERIOUSLY? 0_O

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Helsinki – miasto, gdzie nie ma nocy, ale jest HIM :) #Przygodnik

Hello Sweethearts!

Oto jestem!

Pojechałyśmy do Hellsinek i wróciłyśmy w jednym kawałku, a mnie udało się w końcu skrobnąć parę słów na temat tego jak było 😀

Zapewne jesteście ciekawi, więc bez zbędnego przedłużania —> Oto Jest 🙂 Relacja pisemna i filmowa.

ENJOY 🙂


Na początku zaznaczę, że relację przygotowałam z wszelkich HIM miejsc, aby nie przedłużać już i tak znacznie długiego tekstu. Wszystkie miejsca związane z Helsinkami, które możecie znaleźć w przewodniku omijam i skupiam się na tym, co was, czytelników bloga o specyficznej tematyce, powinno zainteresować 🙂

Cóż… Po co ja tam jadę… Tak mi się nie chce… Zimno, ciemno i bez tej ekscytacji, którą pewnie czułabym wiele lat temu, kiedy HIM miał jeszcze na mnie duży wpływ.

Teraz pan Ville Valo ani mnie ziębi, ani grzeje lecz jak się okazało na samym końcu, ta wyprawa była mi potrzebna by… Ale zacznijmy od samego początku…

Pół roku temu pomyślałam, że od długiego czasu wybierałam się do Helsinek i jakoś ostatecznie z planów tych nic nie wynikało. Temat podjęła Ola i od słowa do słowa, od maila do maila doszło do tego, że kupiłyśmy bilety, następnie dołączyła do nas Mel i zaczęły się poszukiwania mieszkania do wynajęcia w Helsach – machina ruszyła…

I choć cieszyłam się, że mam bilet na lot, to jednak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że zamiast tej podróży powinnam polecieć, jak to na ciepłolubnego człowieka przystało, na Ibizę bądź Majorkę czy tym podobne kierunki. Ale dziewczyny były podekscytowane, a ja nie miałam się już jak wycofać 😀 Słowo się rzekło, bilety się kupiło.

No więc niech tak będzie – jadę do Helsinek, gdzie podobno miało być zimno, drogo, a Finowie nie wchodzą w żadne interakcje z obcymi. Jadę do Helsinek, gdzie podróż ta miała być sentymentalnym powrotem do chwil świetności zespołu HIM, który obecnie kończy karierę – gdzie większość fanów lamentuje, tam ja się zgadzam z podjętą przez nich decyzją ale teraz nie o tym…

Spotkałyśmy się na lotnisku w Krakowie i od momentu oderwania kół samolotu od pasa startowego, zaczęła się nasza wspólna przygoda.

Już sam widok miasta w nocy wydawał się być czymś zupełnie innym niż to, co widziałam do tej pory. Horyzont pokrywała łuna światła jak przy zachodzącym słońcu, ale niecodzienność tego zjawiska uświadamiała pora… Było to bowiem o 1 nad ranem… Białe noce dały mi się we znaki, ale o tym ponarzekam później (tak, jestem śpiochem i dzień w nocy strasznie mi przeszkadza oraz wyprowadza z równowagi :P)

Już pierwszego dnia postanowiłyśmy nie odkładać najważniejsze wizyty podczas całego wyjazdu, gdyż jak się okazało, natrafiłyśmy na okres świąteczny, gdzie sklepy bywały zamykane wcześniej lub były nie otwierane wcale. A zakupów w tym jednym, szczególnym sklepie nie mogłyśmy przecież sobie darować…

 

Chwyciłyśmy więc mapę Muminków w dłoń i zaczęłyśmy podążać do celu pielgrzymek każdego fana HIM w Helsinkach.

Nieśpieszne, spacerując po mieście, które ostatecznie okazało się na tyle małe, że spokojnie można je zwiedzać spacerując i w kilka dni zwiedzić każdy ważniejszy punkt (kto twierdzi, że Helsinki są duże chyba nie zna definicji tego słowa, zwłaszcza, iż to przecież jest stolica 😀 ) dotarłyśmy do miejsca przeznaczenia, które zacnie było zakreślone na naszej Muminkowej mapie. Po drodze zaczęłyśmy obalać mit, jakoby Finowie byli narodem zamkniętym i uprzedzonym do wchodzenia w jakiekolwiek interakcje z obcymi – panowie i panie sami do nas podchodzili, tłumacząc nam drogę a także rozmawiając o mieście czy o nich samych.

Nim się obejrzałyśmy, naszym oczom ukazał się szyld sklepu znany każdemu fanowi. Kiedy stanęłyśmy pod jego drzwiami, nie będę kłamać, że poczułam się nad wyraz podekscytowana, ale dziwnie surrealistycznie było uczucie wiedzieć, że za drzwiami znajduję się tata pana Valo…

Kiedy otworzyłyśmy drzwi, podejrzewam że w pierwszym momencie Kari Valo, jak i jego znajomy, wiedzieli kim jesteśmy, a przynajmniej mam nadzieję, że nie wyglądamy zbytnio na fanów miejsc  oraz zabaw związanych z takim miejscem XD Kiedy się przedstawiłyśmy i powiedziałyśmy, że jesteśmy fanami HIM, wszystko stało się jasne a papa Valo zaczął nam pokazywać koszulki, na widok których zaświeciły się nam oczy. Chwilę trwało nim wybrałyśmy swoje rozmiary, pocztówki, kajdanki dla mnie (papa Valo stwierdził, że mój chłopak jest szczęściarzem i uśmiechnął się przy tym porozumiewawczo ponownie w ten sam sposób, kiedy zapytał czy któraś z nas życzy sobie pejczyk lub owe kajdanki, a tylko ja wyraziłam entuzjazm 😀 Być może wyczuł we mnie fana W.Controla XD)

Kari Valo był bardzo miły i każdej z nas dał nawet parę kartek jako prezent, a cenowo zakupy naprawdę były udane. Poza tym, kupiłyśmy TĄ jedną koszulkę, na którą każda z nas polowała.

Przez cały ten czas, kiedy dziewczyny robiły zakupy ja się rozejrzałam nieco po sklepie. U właściciela rzucił mi się w oczy wytatuowany motyw taksówki na lewym przedramieniu, co nie jest dziwne jeśli się wie, że papa Valo był przecież taksówkarzem. Nawiązuje do tego także wiszące w sklepie zdjęcie Roberta DeNiro – kadr z filmu „Taksówkarz”, i drugi kadr – fotografia Nowego Jorku. Poza tym, mnóstwo tam rzeczy dla dorosłych, wiadomo, to sklep dla nich ale powstrzymam się od szczegółowego opisu 😉 Była tam także mapa z zaznaczonymi na niej punktami – te punkty to miejsca z których fani go odwiedzają. Dało się też zauważyć Heartagramy i plakaty zespołu a nad ladą wisiał sobie obraz z okładki płyty „Venus Doom”.

Teraz być może, wisi tam i także inny, gdyż Mel – nasza Heartagramowa artystka podarowała panu Kariemu jeden ze swoich obrazów, który to bardzo mu się spodobał, a my także poczęstowałyśmy go naszymi polskimi słodyczami 😀

Kiedy przyszedł czas na fotki, przyjaciel pana Valo był nam bardzo pomocny – podejrzewam, że to zawodowy fotograf HIMfanów w sklepie XD Trzeba przyznać, że wie co robi i jesteśmy mu wdzięczne za fajne zdjęcia. Jeśli sami się tam pojawicie, to prawdopodobnie również skorzystacie z jego usług 😀

Zbierałyśmy się do wyjścia, kiedy pan Valo do mnie podszedł, gdy otwierałam drzwi i wskazał na… polską naklejkę z napisem „Uśmiechnij się”. Jak przeczytałam tak zrobiłam i podjęłam jeszcze rozmowę na temat tego, ilu fanów ma w sklepie i czy dużo polskich fanów go odwiedza. Kari potwierdził i dodał także, że przychodzi również sporo Rosjan oraz Niemców. Podziękowałyśmy mu więc za poświęcony czas i ruszyłyśmy w dalszą drogę ale…

No właśnie 😀

Okazało się, że poszłyśmy w innym kierunku i musiałyśmy zawrócić w dół drogi, aby dotrzeć do sklepu muzycznego w którym Ola chciała się zaopatrzyć w płyty. Musiałyśmy więc znów przejść obok sklepu papy Valo.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy spotkałyśmy go przed sklepem, stojącego tuż koło samochodu!

Oczywiście nie omieszkał się nam nim pochwalić, na co my oczywiście nie omieszkałyśmy pochwalić jego cudowności na czterech kołach. Przy wspólnej fotce zapytałam:

-Jak długo ma pan ten samochód?-

-Ooo- nie zastanawiał się długo – 21 lat, tyle co masz ty- uśmiechnął się.

-Nie, nie, definitywnie nie panie Valo, jestem znacznie starsza- odparłam więc Kari kurtuazyjnie stwierdził, że góra 23 lub 24.

-Czy próbowaliście naszych cukierków?- zagadnęłam ponownie. „Nasz” pan fotograf też tam był.

-Nie, jeszcze nie ale zaniosę je żonie, uratowaliście moje małżeństwo- śmieszek z tego pana Valo 😀

Był bardzo chętny, by pomóc nam odnaleźć poszukiwany sklep muzyczny, pokazałam mu więc naszą mapę… Muminkową mapę… 😀 Że nie wybuchł śmiechem to się dziwię, najlepsze jest to, że przy adresie stało jak byk „po drodze do sklepu papy Valo” a on centralnie najechał tam palcem więc musiał to widzieć XD Ehhh… Ola i jej zapiski 😀 A pan Valo pobiegł jeszcze do sklepu i dał na mnóstwo ulotek o Helsinkach oraz… Mapę 😀 Bardziej szczegółową i tym razem bez Muminków XD

Kolejnymi naszymi punktami był sklep muzyczny, gdzie Ola zaopatrzyła się w płytkę zespołu a ja przejrzałam winyle HIM, które możecie zobaczyć na filmiku z naszej podróży.

W okresie, w którym byłyśmy w Helsinkach odbywały się dwie wystawy powiązane z zespołem – jedna w muzeum HAM.

I tu miałyśmy szczęście w nieszczęściu, bo kiedy dotarłyśmy do muzeum było one zamknięte, ale mogłyśmy pooglądać wystawę przez szybę. Miało być otwarte następnego dnia lecz Finowie stwierdzili – Nie, jest święto, jedziemy do lasu na grilla i saunę więc sorrka… 😀

Ale… tuż obok Tavasti, bo oczywiste jest, że podeszłyśmy do tego jakże sławetnego klubu, była kolejna galeria (klub też nas polubił – na fejsie co prawda, ale się liczy :P)

Tiketti Galeria – przyciągnęła nas ryjem Valosa, choć to nasza radarowa Ola, która wypatrzy wszystko co z nim związane, odnalazła tę galerię. W środku znajdowała się bardzo miła pani, która pozwoliła nam zwiedzić i obejrzeć wszystko, co tylko chcemy.

Białe noce, wiatr, dziwny język nie do wymówienia, niska temperatura… Męczące zjawiska… Jednak sporadyczny drink pozwala przetrwać… Teraz się nie dziwię, czemu Finowie tyle piją 😀

Kolejnego poranka powstrzymałam już swoją frustrację faktem słońca, które prawie nie zachodzi, ulicy, która nie ma nazwy, Helsinek – miasta podobnego do życia, gdzie raz jedziesz z górki, a raz tułasz się mozolnie pod górkę.

Tego dnia bowiem, miałyśmy z dziewczynami wyruszyć do kolejnego ważnego celu. Symbolu pewnej epoki, nieodłącznie kojarzonego z „księciuniem Valoskiem”. Czy już się domyślacie o co chodzi???

Dzielnica na obrzeżach miasta wydawała się bardzo przyjazna i spokojna. W istocie taka też była. Kiedy się w niej pojawiłyśmy, miałam wrażenie, że te niedobitki ludzi nas mijających od razu wiedzą kim jesteśmy i czego szukamy.

Nie mylili się.

Gdy po krótkim spacerze naszym oczom ukazała się wieża Valosa, był to piękny widok budowli oplecionej zieloną, wiosenną i kwitnącą roślinnością, jakby nikt tu nigdy nie tworzył depresyjnych piosenek i nie komponował smutnych melodii. Jakby wieża pokazywała – tamtej epoki już nie ma, przyszły zmiany i nastąpił koniec.

Ale nie ujmowało to jej piękna. Wystarczyło spojrzeć i można było zrozumieć dlaczego Valos zaszył się w tej okolicy, w tej wieży…

Najzabawniejsze jest to, iż nigdy bym nie przypuszczała, że sama kiedyś stanę na tej ulicy i zobaczę ją na własne oczy.

Jeśli miałabym wybrać moment najbardziej dla mnie znaczący z całej tej naszej PoValonej ekspedycji, to byłby właśnie ten moment, kiedy stanęłam pod wieżą Valo. I nie miało to znaczenia, że jego tam nie ma. Że nikogo tam nie ma.

To był symbol wszystkiego. Myślę, że wielu z was rozumie o co mi chodzi.

Nie byłyśmy tam długo i nie weszłyśmy dalej niż nakazywało to uczucie przyzwoitości – parę zdjęć z ulicy w zupełności nam wystarczało, bo choć zapewne nikogo w środku nie było, nie chciałyśmy nikomu zakłócać spokoju, lecz przemknąć raczej w miarę niepostrzeżenie.

Wspominałam coś o drinku??? 😀

Jakżeby nie napić się w najsławniejszym barze w Helsinkach – The Riff.

Wybrałyśmy się tam ostatniego wieczoru, by zobaczyć czy miejsce to faktycznie zasługuje na swoją sławę. Przy drinku „Summer of 69” rozglądałyśmy się po knajpie, gdzie pełno było śladów obecności wielu muzyków, w tym i oczywiście ryj Valosa 😀

Od razu odpowiadam na pytania – Jussiego nie było, a loża Children Of Bodom była pusta. My natomiast sączyłyśmy drinki w HIM Lounge, w której panowie przechodzący do toalety, sympatycznie uchylali nam czapek i kapeluszy w geście powitania 😀 Wydawało się, że jeszcze zbyt mało wypili by się do nas dosiąść 😀

Och… cóż za sentymentalna podróż. Dlaczego mi była potrzebna? Dlatego, by w ten sposób zamknąć ten rozdział życia. Dopisać zakończenie do historii mojej i zespołu. Teraz jest ona pełna i nawet jeśli zespół w końcu po ostatecznej trasie zakończy karierę, mnie już to nie dotknie tak, jak niektórych z was. Bo już dawno poszłam dalej, poza HIM… Może jeszcze tylko postawię kropkę nad i, kiedy zdecyduję się pójść na ostatni koncert, na który bilet już na mnie czeka…

Musicie mi wybaczyć, ale wiele szczegółów już mi umknęło – chciałam codziennie pisać relacje z każdego dnia, ale wracałyśmy dosyć późno, i ostatnie o czym myślałam to pisać 🙂

Mogę za to dorzucić parę ciekawostek:

-Helsinki są małym miastem, jeśli o to chodzi to Ville nie mijał się z prawdą twierdząc tak w wywiadach

-Co za tym idzie, nikogo nie dziwi fakt, że wszyscy muzycy się znają ze sobą

-Nie jest tak, że Finowie uciekają na twój widok, kiedy chcesz z nimi porozmawiać 🙂

-Helsinki nie są aż tak drogim miastem jakby się wydawało – kiedy jedziesz ze znajomymi – wynajmij mieszkanie 🙂 Wyjdzie taniej a i posiłki można robić samemu, co znacznie obniża koszty niż kiedy stołujesz się w restauracjach

-Muminki, wszędzie Muminki – musisz kupić choć jednego 😛

-Miasto jest czyste, bez wszechobecnych reklam i bezpieczne. Spaceruje się tam jak po własnej dzielnicy i ma wrażenie, że mijający cię ludzie to twoi sąsiedzi

-Uwaga na ryj Valosa 😀 Potrafi wyskoczyć zza rogu hehe Może nawet trafisz na ten prawdziwy XD

-Dobre drinki, dobra wódka i dobre piwo Karhu 😛

-Bywa, że będziecie chodzić uliczkami, które prowadzą raz pod górkę a raz z górki 🙂

-Pogoda… tego najstarsi szamanowie nie przewidzą XD Ale czapka to nie najgorszy pomysł, zabierz też szaliczek heh

-Białe noce…. ehhh.. serio? 😛

A teraz czas na relację filmową:

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!