When Ville and Agents Embrance

Hej 😀

Można by powiedzieć, że nowa płyta Ville nagrana do spółki z Agentami odniosła sukces 🙂 Złota Płyta w mniej niż tydzień, numer jeden na fińskiej oficjalnej liście albumów i prawie w całości wyprzedana trasa. 

Na początek zapraszam was na bloga HIM- Archives, gdzie możecie przeczytać przetłumaczony artykuł  z czasopisma Soundi. Dobra robota i dużo wysiłku włożonego w tłumaczenie więc warto przysiąść z kawusią i poczytać 😀


Tłumaczenie artykułu z Soundi

A teraz niespodzianka 😀

Mamy już pierwszą „naoczną” relację z koncertu 😀 Adrianna wybrała się w dalekie strony, żeby zobaczyć i posłuchać na żywo tego, cotototo wyszło z projektu XD i była tak życzliwa, że napisała parę słów relacji własnej. Także, sporo czytania dzisiaj, ale po to własnie odwiedzacie bloga prawda? 😉

Na końcu relacji, prawdziwy news przekazany pocztą pantoflową hehehe

TO BYŁO JAK…

21 marca w Logomo odbył się jednen z koncertów nowej trasy Villego Valo wraz z legendarnym zespołem Agents, który już od kilku dziesięciu lat gości na fińskiej scenie muzycznej.

Jakich słów użyć, aby opisać to zdarzenie? Najbardziej odpowiednim wydaję się pojęcie magiczne, nie tylko przez obecność Villego, ale całego zespołu i przede wszystkim fanów (także tych HIMowych), którzy współtworzyli to wydarzenie.

Zaczęło się niewinnie, kilka instrumentalnych utworów, świetnie zresztą zagranych, a potem na scenę wkroczył On… Ten sam, a jednak odmieniony, odmłodzony, jakby szczęśliwszy i spokojniejszy. Powiedział kilka słów do tłumu, a potem rozpoczął swój pokaz.

Każdy, kto choć raz był na Jego koncercie, wie jak Pan Valo potrafi czarować, hipnotyzować i uwodzić swoim głosem i osobowością. Robił to i tym razem, z czego fiński klimat całego zdarzenia jeszcze przydawał mu uroku. Do kawałków, które mogliśmy usłyszeć, prócz tych zamieszczonej na najnowszej płycie, było też sporo takich, z dawnych lat np. Jykevӓӓ On Rakaus, czy też odnowiony himowy przebój – When Love and Death Embrance, który nawiasem mówiąc, brzmiał niezwykle w swojej nowej aranżacji.

Na pierwszy rzut oka widać było, że Ville cudownie czuje się w nowej roli, a także jest zachwycony tym, że może zaśpiewać napisane przez Baddinga utwory, zresztą obserwując Go na scenie miało się niejako wrażenie, że nie śpiewa tylko dla nas, czy tylko dla siebie, ale dla Baddinga właśnie, ukazując cały szacunek i respekt jakim darzy tego artystę i jego dorobek.

Koncert można jak najbardziej zaliczyć do udanych, głos Pana Valo uległ znacznej poprawie, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie porównując do tego, co zaprezentował w warszawskiej Stodole, podczas ostatniej trasy HIMu. Serio, chyba porzucenie papierosów uczyniło jego głos na powrót jedwabisty 😀 Naprawdę się i było widać w tym występie jego duszę – no cóż powrót do ziemi przodków może też ma w tym jakiś udział.

Innym wartym wspomnienia członkiem zespołu, jest Pan perkusista, który przez połowę koncertu uśmiechał się do mnie i wyglądał, przy tym jak taki uroczy dziadek (stanowi poważną konkurencję dla uśmiechu Pana Valo). Dobrze było go zobaczyć i posłuchać jeszcze raz na żywo.

Dla tych, którzy nie mieli i nie będą mieć okazji zobaczyć Villego na żywo podczas tej trasy koncertowej mam jednak dobre wieści. W drodze z Helsinek do Turku miałam szczęście siedzieć koło dziennikarza, Jussiego Helle ( albo coś w tym stylu, można znaleźć jego zespół na spotify i youtubie, pod nazwą Helle – out of my head), który przeprowadzał z Ville telefoniczny wywiad jakiś miesiąc wcześniej i  który zwierzył mu się, że pracuje nad nowymi, solowymi kawałkami i może już wkrótce usłyszymy coś nowego 🙂

PS: Nigdy w życiu nie widziałam tylu szczęśliwych i uśmiechniętych Finów w jednym miejscu, co na tym koncercie.

Tekst: Adrianna Pasiut

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

No i się zaczęło :D

Witam i pozdrawiam cieplutko 🙂

Tak wiem, mam zapłon szachisty jeśli o notki chodzi, ale moje obecne prywatne życie pozwala mi na mniej niż dotychczas więc proszę o zrozumienie heheh

No ale… lecimy 🙂 Ruszyła trasa koncertowa Ville Valo i Agentów, a co za tym idzie ruszyła także i promocja. Obecnie ryjek pana Valo atakuje mnie z każdej strony, toteż czasem boję się otworzyć nawet lodówkę 😛

 

 

Oczywiście na internecie jest już do przesłuchania nowy album. Przyznam się bez bicia, że jeszcze nie słuchałam, ale podczas tworzenia tej notki właśnie leci on w tle 😀

 

 

Jakby tego było mało to dostaliśmy wysyp artykułów – dosłownie jak grzyby po deszczu huehue Niestety po fińsku więc… „a idźta mi z tym językiem” XD Dlatego też nie silę się na to, aby wklejać tutaj linki, bo nic nam to nie wniesie… No chyba, że ktoś zna fiński i chciałby się przysłużyć HIMowej społeczności tłumacząc to czy tamto hehe

 

Ville Valo & Agents – Soundi 02/2019 photo by Tero Ahonen#VilleValo #EsaPulliainen #Agents #FinlandZhenia Kirsikkalove (universe-of-him.ucoz.com)

Posted by HIM Russia/Ukraine/Belarus on Friday, March 1, 2019

 

Piszoooo nawet w gazetkach, czyli jak mówiłam – ryj Valosa, wszędzie ryj Valosa 😀

 

 

Ale patrzcie tylko jak on się wczuwa 😀 Myślicie, że odzyskał miłość do muzyki?

 

 

Wygląda to bardzo HIMowo, choć nieco spokojniej ale, ale….

 

A to niespodzianka i gratka dla fanów 🙂 No i co myślicie o tym wszystkim? Ktoś z was wybiera się na koncertów Agentów? Może będzie chętna osóbka do napisania relacji na łamach naszego, starego, dobrego blogaska? 🙂

 

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

The Game Is On!

Witajcie!

Tak wiem… Pewnie niewielu z was już tu zagląda 😀 Ale okazało się, że niektórzy tęsknią – tęsknie i ja 🙂 No bo gdzie indziej możemy się ponabijać z Valczaka w taki świetny sposób jak tutaj?

Nie obiecuję, że powróciłam na dobre. Nie obiecuję, że wpisy będą regularne. Niektórzy z was wiedzą, jakie przeszłam duże zmiany w życiu. Nadal wszystko ogarniam, ale dzięki przyjaciołom i wiernym fanom bloga postanowiłam skrobnąć to i owo. No bo….

Serio Valczak…? Serio… kur… Valczak????

Jak już pewnie większość z was wie, Książe Valo nagrywa coś tam z Agentami 😛

Ale jak się okazuje, muzyka nie jest tak dobra, żeby się przebić przez to, co wyróżnia się bardziej huehuehue. Ostatnio na gali Emma- Gaala dostaliśmy jego występ wraz z ziomeczkami, który wyglądał totalnie jakby Ville przygrywał do kotleta hehe

No i cóż – wyglądał tam jak panienka z okienka 😛 Nie da się nie skomentować oślepiająco białych ząbków. Nowy zgryz nie tylko zmienił rysy twarzy naszej gwiazdeczki, ale i cała jego facjata wygląda jak po odpicowaniu XD

Czujecie jego wczuwkę w te piosenki? 😀

Mnie osobiście coś się tu nie zgrywa, ale jak powiedziałam, mroczny okres on ma za sobą, toteż śpiewa teraz swoje Muminkowe piosenki hehehe A co z solową płytą? Dasz nam panie coś czy nic?

Tymczasem powróćmy do starych dobrych czasów… Pamiętacie ten okres, gdzie Valo wywoływał w damach nieokiełznany zew miłości?

Tutaj mamy taki wywiadzik, z tych właśnie czasów, a pod spodem prezentuję wam jego tłumaczenie. Tak w ramach sentymentalnych powrotów hehe. Wszystko to zasługa Lumnezi, która się za to wzięła, przetłumaczyła i mi przysłała. To także jej zasługa, że coś mnie w końcu kopnęło i zmotywowało do naskrobania tutaj 😀 Także jeśli coś, to podziękowania należą się jej 😛

Prowadzący Wywiad: Serdecznie witamy, Ville Valo z zespołu HIM. Dziś chciałbym przeprowadzić
z tobą kwestionariusz osobowości.

Ville Valo: O Boże…

PW: Ville, możesz nam powiedzieć jak dorastałeś?
Ville Valo: Moje dzieciństwo upłynęło na przedmieściach Helsinek. Tata zarabiał na życie jeżdżąc na taksówce, a mama pracowała w urzędzie miasta.

PW: Byłeś dzieckiem sprawiającym problemy czy raczej kujonem?
VV: Jednym i drugim, jeśli można tak powiedzieć. Miewałem problemy, ale ostatecznie dostawałem dobre oceny, więc byłem „pół-zły”.

PW: Czy twoi rodzice są teraz z ciebie dumni?
VV: Nie pytałem ich o to ostatnio, ale chyba tak. Tata mi mówił, żebym robił w życiu co tylko chcę, ale żebym nigdy nie został taksówkarzem. Więc go posłuchałem i tylko często korzystam z taksówek jako pasażer.

PW: Jesteś z rodzicami w stałym kontakcie?
VV: Tak, zwłaszcza że rodzice mieszkają i pracują w miejscach oddalonych od mojego mieszkania około 10 minut jazdy samochodem. Helsinki to małe miasto, więc trzymamy się blisko. Tata jest właścicielem sexshopu, ja też tam kiedyś pracowałem.

PW: Czy było to inspirujące doświadczenie?
VV: Zależy w jakim aspekcie. Jako młody chłopak miałem dostęp do całego towaru i mogłem go testować, więc w tym względzie było to dobre.

PW: To jaki jest twój ulubiony gadżet erotyczny?
VV: Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo w tej branży wiele się zmieniło na przestrzeni lat, producenci tych gadżetów ciągle wymyślają tyle nowych rzeczy, że nie jestem w stanie nadążać za nowościami. Do tego minęły już całe wieki od kiedy ostatnio byłem w związku, więc dawno nie miałem okazji wpychać żadnych plastikowych przedmiotów w czyjekolwiek otwory w ciele.

PW: Ale chciałbyś to robić…
VV: Cóż, powiedzmy że najpierw fajnie byłoby mieć kogoś, z kim mógłbym trzymać się za ręce. Moje uczestnictwo w nocnym życiu Helsinek nie polega na tym, że pojawiam się trzymając olbrzymiego k***sa w jednej ręce i papierosa w drugiej. To z pewnością przyciągnęłoby uwagę ludzi, ale nie chcę tak żyć.


PW: To jakie kobiety są w twoim typie?
VV: Na dobry początek chciałbym aby był to po prostu osobnik płci żeńskiej. Nie kręcą mnie osoby transgenderyczne.

PW: A masz jakieś doświadczenia w tym zakresie?
VV: Nie. Ale trzeba uważać, bo np. tajscy chłopcy są bardzo urodziwi, a wygląd może być bardzo mylący. Słyszałem wiele opowieści od seksturystów, którzy jeździli do Tajlandii w wiadomym celu, i rano zastanawiali się, obok kogo się obudzili… Ale wracając do tematu, nie mam żadnych konkretnych upodobań; jeśli mam do czynienia z prawdziwą kobietą, i jeśli istnieje jakaś płaszczyzna na której znajdę z nią wspólny język – to nie ma znaczenia, czy będzie to poczucie humoru, czy też będziemy porównywać które z nas ma większą wiedzę w zakresie znajomości gadżetów erotycznych.

PW: Czy postrzegasz siebie jako romantyka?
VV: Tak, ale przejawia się to w ten sposób, że zależy mi na ludziach i lubię spędzać z nimi czas. Poza tym nigdy nie interesowały mnie przygody łóżkowe na jedną noc.


PW: Więc nie lubisz groupies?
VV: Tak naprawdę to nie pamiętam, w tym cały problem. Jeśli masz zwyczaj imprezowania po koncercie przez całą noc i wtedy zdarza ci się pójść z kimś do łóżka, do zazwyczaj następnego dnia nic z tego nie pamiętasz, zwłaszcza jeśli impreza była udana. Poza tym, liczba używek które „wchłonąłeś” w taką noc ma negatywny wpływ na twoje libido, więc w takim wypadku seks nie sprawia przyjemności. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wykorzystać żadnej nastolatki na trzeźwo.

PW: Czy jesteś próżny?
VV: Próżny? Chyba każdy jest trochę próżny. Nie wiem co odpowiedzieć… po fińsku próżność to turhamaisuus… Powiedzmy, że jestem próżny w zależności o co chodzi. Raczej nie w kwestii ubrań, ani też nie wybrzydzam, że muszę mieć podaną ulubioną wodę mineralną, bo inaczej nie wyjdę na scenę.
Próżny jestem raczej w łóżku. W byciu próżnym chodzi chyba o to, że chcesz mieć coś, co nie jest konieczne dla twojego komfortu.

PW: Ale czujesz się dotknięty gdy czytasz niepochlebne recenzje na swój temat?
VV: Na szczęście większość z nich napisana jest po niemiecku, a mój niemiecki jest mizerny i nic nie rozumiem; jeśli zdarzają się złe, to nasza menedżerka tłumaczy je kłamiąc że są pochlebne.

PW: Czyli twoim zdaniem niemiecka prasa cię nie lubi?
VV: Nie, lubię rzetelne dziennikarstwo, czytam dużo gazet. Konstruktywny krytycyzm to dobra sprawa, zawsze są rzeczy które można zrobić lepiej. Gorzej, gdy ta krytyka jest złośliwie skierowana przeciwko tobie, w formie zemsty. Zwykle jednak mieliśmy dobre recenzje, no… może poza jedną, właśnie niemiecką. Wtedy naprawdę się wkur***łem, to było coś w stylu „twórczość HIM ma w sobie tyle samo
treści co cheeseburger”. Tylko Gasa to w ogóle nie wzruszyło, bo on był w tamtym czasie bardzo zapatrzony w cheeseburgery. A my naprawdę wkładamy w naszą pracę dużo łez, krwi, potu i piwa. Ta praca to nasza pasja i hobby, które stało się sposobem zarabiania na życie.

PW: Skoro mowa o hobby, to masz jakieś poza muzyką?
VV: Nie mam na to zbyt wiele czasu. Interesuje mnie ogrodnictwo, ale to ciężka praca i jest tyle różnych gatunków roślin i tyle sposobów ich uprawy. Ale i tak mnie to fascynuje. Dużo też czytam, ale czytanie to też praca, bo dzięki czytaniu mam wenę twórczą.

PW: Pamiętasz swój najlepszy i najgorszy koncert?
VV: Jeden i ten sam koncert może być jednocześnie najgorszy i najlepszy, ekstrema często się pokrywają. Było parę koncertów podczas których byłem mocno zawiany i potykałem się na scenie, to było jednocześnie dobre i złe, bo dobrze jest testować swoje granice. Ale najgorsze są chyba takie koncerty, po których nie ma żadnej informacji zwrotnej – ani dobrej ani złej, albo takie gdy jesteśmy zmęczeni zbyt długą trasą i z tego zmęczenia się kłócimy i nic nam nie wychodzi. Ale to zdarza się rzadko. Co do
najlepszych koncertów… najlepszy koncert to jest jak zażyć zbyt dużą ilość ecstasy i nie mieć potem kaca. Najważniejsze to dobra koncentracja; koncert jest jak sport, w którym z nikim się nie ścigasz, no może poza sobą samym. Trzeba być w dobrej formie fizycznej i psychicznej żeby zrobić dobry show. Dla mnie rozważanie, który koncert był najlepszy a który najgorszy, nie ma zbyt wiele sensu, nie lubię tego.
Były takie koncerty, które zespół postrzegał jako świetne a publiczność jako słabe i odwrotnie. Dziś gramy koncert i zobaczymy co z tego wyjdzie, może będzie klapa. Mi wystarczy, że uszczęśliwimy chociaż parę osób, to lepsze niż nic.

Tłumaczenie: Lumnezia

No i co myślicie HIMczaki? Wracamy do gry??? 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale… jeszcze nie zwyciężyłam. #Przygodnik

Czeeeść!

Nie wiem jak u was, ale u mnie ostatnio że tak powiem… No jest szauuuu 😀 Ale jeszcze jakoś się wyrabiam i daję radę ogarnąć wszystko, nawet blogowo HIMowe sprawy hehe

Nowe zdjęcia pana Valczyńskiego! Nastał szauuuu, szok i niedowierzanie – patrzcie, on żyje – ekscytują się wszyscy a ja… Zaprawdę powiadam wam —> 😛

Co wy się tak jaracie XD Przecież wiadomo, że nie umarrrr 😛 😛 😛 Ryj ten sam, image ten sam, a kurde materiału nowego ni chu chu… Będę się jarać jak coś nowego wypuści, a tak to se może żyć nawet w Pcimie Dolnym – co mnie to 😛

No ale dobra – powiedzmy, że fajnie go zobaczyć ehehe Niektórzy mieli też okazję zrobić to nawet na żywo ale… to za chwileczkę 🙂

Flat Earth też już działa – grajooo i spiewajooo 😀 No także dzieje się, oby tak dalej. Dla mnie oczywiście, nie jest to zespół którego karierę będę drobiazgowo śledzić, ale fajnie wiedzieć, że chłopaki sobie coś tam działają.  W sumie kto wie, czy kiedyś przypadkiem na ich koncercie nie wyląduje? 😀 Życie jest pełne niespodzianek 🙂

Gasiątko też udzielił wywiadu, ale zabijcie mnie – nic nie rozumiem XD Flat Earth wystąpił na festiwalu TUSKA, który to kojarzy mi się tylko i wyłącznie już z tym tragikomicznym występem HIM z Farewell Tour 😛

Zostawmy jednak fiński i przerzućmy się na polski, bo mam dla was kolejną relację z Helsinek 😀

Ania aka Thea aka Stalker już napisała dla nas jedna relację, jeśli ją przegapiliście to zapraszam:

„Jak zostałam stalkerką roku” 

Teraz powróciła tam kolejny raz i… PRZECZYTAJCIE SAMI 😀


 

Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale…jeszcze nie zwyciężyłam.

Moje wewnętrzne zmagania stalkerki poznało już wiele osób. Za głosem serca i mając taką możliwość, postanowiłam kolejny raz rzucić wszystko i lecieć do pięknej Finlandii. 29 czerwca, spakowana i gotowa na nową przygodę, stałam o świcie w korku na autostradzie A4 w drodze na lotnisko w Krakowie Balicach, myśląc tylko w kółko: no pewnie, człowiek chce podążać za marzeniem ale się nie da! Spóźnię się na samolot! Nie spóźniłam się, dotarłam i…zobaczyłam 🙂 (niestety nie dotknęłam – jeszcze :P)
29 czerwca po południu, jak tylko zostawiłam swój bagaż w hotelu, tym razem w dzielnicy Toolo, pobiegłam szybko na miejsce mojego stalkingu. Stanęłam, odetchnęłam sobie koło supermarketu, odwracam się a tu… Ch.  – dziewczyna naszego ulubieńca. Prawie biegła i paliła, tyle napiszę. Zdjęć nie zrobiłam, bo nie umiem być nachalna. Niestety, trzymałam telefon w dłoni i pisałam sms-a, więc owa pani zerkała na mnie podejrzliwie. Ze wstydu uciekłam, jak tylko weszła do sklepu 🙂
Tak, nie czułam się dobrze z tym, że naprawdę wyszłam na stalkerkę, którą w jakimś sensie jestem (no i bądź tu mądra :P), więc w sobotę, 30 czerwca, wybrałam się na spacer wokół Helsinek.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Piękne widoki, jak zawsze, ale co poruszyło mnie najbardziej to Helsinki Pride. Idę sobie opustoszałymi ulicami i docieram do placu senackiego, gdzie mnóstwo ludzi nosi jakieś tęczowe elementy. Flagi, naszyjniki, koszulki, itp. Słychać popularną muzykę, ludzie się cieszą. Dotarłam do centrum tego zamieszania i zauważyłam, o co chodzi. Parada ludzi każdej orientacji seksualnej, trzymali się za ręce, nieśli transparenty: „Are you loved?” Zauważyłam, że z nimi, ramię w ramię, szli np. przedstawiciele sklepów, mamy z dziećmi, na pałacu prezydenckim albo zaraz obok niego (nie jestem pewna) wisiał transparent: Helsinki Pride. Nikt nie wyzywał tych ludzi, nie było kontrmanifestacji. Grał im za to kwartet smyczkowy. A ja stałam w tym tłumie zadowolonych Finów i łzy mi poleciały…Tak bardzo się wzruszyłam.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wzruszyłam się i chciałam doświadczyć na własnej skórze białej nocy, tak więc „noc” z soboty na niedzielę przesiedziałam przy oknie hotelowego pokoju, robiąc zdjęcia budynków i nieba. Przemiłe wrażenie, i już teraz rozumiem zastosowanie genialnych zasłoń w każdym pokoju hotelowym. Nie przepuszczają nic 🙂

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Żeby nie odbiegać od tematu, w sobotę zrobiłam coś poza płakaniem w tłumie ludzi. Otóż, wybrałam się do Papy Valo. Asortyment był znów trochę wykruszony, ale zakupiłam sobie kajdanki, koszulkę, szczoteczkę do zębów kształtu wiadomego 😛 i…zostawiłam książki (o tym później).
Papa to tak miły człowiek, tak skromny ale jednocześnie tak dumny z synów, że brak mi słów 🙂 Mogę teraz śmiało napisać, że uwielbiam tego człowieka.

 

W poniedziałek (2 lipca) do Helsinek przyleciały dwie wspaniałe kobiety, Basia i jej Mama, Halina. (ich też już znacie jeśli czytacie bloga- Wiek to tylko liczba 🙂 – C.N.)
Byłyśmy w kontakcie od naszego ostatniego spotkania w Helsinkach, w kwietniu. Wymieniałyśmy myśli między sobą i bardzo się obie z Basią ucieszyłyśmy, że uda nam się znowu zobaczyć. Basia i jej Mama znów miały mniej czasu niż ja, więc go wykorzystałyśmy, jak tylko się dało. Stalkowałyśmy w barze zaraz obok domu Ville, w Feltbay. Widziałyśmy jego dziewczynę ale, co najważniejsze, widziałyśmy samego Ville!! (zawsze szedł sam).
Nie wiemy czy to pech, czy taktyka, ale śliczny rozmawiał przez telefon i nie wypadało mu przeszkadzać. Za to nam, 3 lipca, wypadało wystrzelić z siedzeń w Feltbay i biec za nim do supermarketu. Biegłyśmy i co? Nic. Szedł sobie rozmawiając przez telefon, zdecydowanie po fińsku (o rany, ten niski głos…)
Udało nam się dobrze przyjrzeć jego tatuażowi na tyle szyi, tak przynajmniej mówi Basia. Ja tam zerkałam dużo niżej 🙂 (prawie zawał). Cóż, piękny szedł dosyć szybko i wszedł do sklepu, gdzie nas dobrze mógł widzieć zza szyby. My nie miałyśmy nic, ani torebki, ani pieniędzy (torebek w Feltbay pilnowała Mama), żeby wyglądało, że też idziemy po zakupy. Ja przed drzwiami sklepu „zatańczyłam macarenę”, obszukując kieszenie w poszukiwaniu gotówki chociaż. No niestety. Wróciłyśmy do baru ocierając łzy, bo wyszedł z zakupami i szybkim krokiem udał się do domu. Zaznaczę tyko, że zanim wszedł do konkretnego sklepu, deptałyśmy mu po piętach. Nagle się zatrzymał i prawie na niego wpadłyśmy 🙂
W pogodny wieczór przed wylotem moich towarzyszek w stalkingu, zrobiłyśmy coś romantycznego. Basi bardzo zależało na tym, by też powiesić swoją kłódkę na moście. Zamówiłam ją w sklepie, kiedy obie z Mamą wyruszyły na wycieczkę objazdową autokarem, mądre one (dla mnie Helsinki to tylko jedno). Basia zdecydowała powiesić kłódkę obok mojej. Zaznaczam, moja trzyma się bardzo dobrze.
I mój ostatni dzień, kiedy byłam sama i nie miałam dużych nadziei na cokolwiek. Siedzę sobie w Feltbay, popijam białe wino i…? Idzie on, Ville, rozmawia przez telefon, podchodzi do drzwi Feltbay, a potem śmiało wkracza i siada sobie zaraz koło wyjścia z baru. Przez szybę widziałam, że zerkał na okno, gdzie ja siedziałam i lampa nad moją głową musiała mnie oświetlać. Pewnie sprawdzał, czy ktoś go nie filmuje. Byłam grzeczna, nie filmowałam, bo nie miałam jak. Siedziałam chwilę sparaliżowana, a potem nabrałam odwagi, by rozejrzeć się po barze. Wychylałam się na wszystkie strony, aż go zobaczyłam. Siedział sam, za sztuczną roślinką i patrzył w moją stronę…No i fajnie, pomyślałam. Psychofanka pełną gębą. Spanikowana przesiedziałam tam jeszcze ze 40 minut aż wyszłam, pakować się na samolot powrotny. Przy wyjściu widziałam tylko, jak z jakąś parą rozmawiał po fińsku. 🙂
Moja kolejna relacja, tym razem pełna emocji bo…widziałam Go 🙂 ❤
Co do książek, wydałam swój tomik poezji, po polsku i angielsku. Zostawiłam Papie w sklepie, jedną dla niego i jedną dla V. 🙂

I dodatkowo kilka info od autorki hehehe – C.N.

1. Śliczny wygląda dużo, dużo młodziej na żywo, chłopięco wręcz.

2. Zawsze nosi czarny plecak.

3. Chodzi dosyć ciepło ubrany.

4. Kaszkiet powrócił.

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Całe życie w kłamstwie – Ziemia jest Płaska XD

Dzień Dobry 🙂

W nagłówku taki mały żarcik 😀 Ja nie z „tych” hehe

Ale „Flat Earth” naprawdę istnieje – to nowy zespół Linde, w którym na perkusji gra Gas 🙂 Nasz Gas, który odszedł jakiś czas temu z HIM. Z perspektywy czasu to można jednak stwierdzić, że był to początek końca.

Okazuje się, że nowa kapela Linde i Gasa zbiera fundusze na dokończenie prac nad debiutanckim albumem, a firma która im w tym pomaga to FundYou, gdzie w zarządzie zasiada Sandra Mittica, a marketingowcem jest żona Gasa – tak doniosła nam Lumnezia 🙂

Osobiście jestem bardzo sceptycznie nastawiona do tej zbiórki, ale to już pisałam w komentarzach do poprzedniej notki – jeśli więc chcecie wiedzieć co i jak, zajrzyjcie do komentarzy 🙂

Tutaj adres do stronki, która zbiera fundusze gdyby ktoś z was chciał wyskoczyć z paru euro 😀

fundyou.io

A tutaj strona internetowa zespołu:

flatearth.band

A tymczasem w Helsinkach 31.01.18…

Valo i pani Niedźwiadek pomykają przez zaśnieżone ulice Helsinek… Pewnie do spożywczaka, jak to najczęściej ich możemy razem zobaczyć huehuehe


Poprzednia notka na blogu była niejako wymuszona. FB Rambo Rimbaud napisało do mnie:

„Heartagram Day jest, weź dej notkę XD”

No to dałam 😀 Blog zaczynał umierać śmiercią naturalną, bo to przecież było nawet dość oczywiste, że tak się stanie kiedy HIM zakończy karierę. Jednakże, rozmowa jaka się wywiązała pod poprzednią notką sprawiła, że zobaczyłam tlące się jeszcze życie na blogu 🙂 Że jeszcze tu jesteście i zaglądacie, no i wdajecie się w dyskusję (do czego serdecznie zapraszam też tych „cicholukających” :D”. Uwierzcie mi, że naprawdę potrafią się w komentarzach ciekawe dyskusje wywiązać, a i punkt widzenia każdej osoby może nam uświadomić, że coś nam umknęło i czegoś nie zauważyliśmy. Warto poznać zdanie innej osoby, żeby mieć szerszy obraz 🙂

Dlatego teraz na deser, publikuję wam tekst Roxy – sławnej Roxy od transparentu :), który myślę trochę wpasowuje się w obecną sytuację.

Enjoy!


HELSINKI TRIP

             Podróże… podróże… podróże… Te tradycyjne, gdy pakujemy walizki, kupujemy bilety na pociąg, autobus czy samolot i te nasze wewnętrzne, gdy przemierzamy przestworza własnego umysłu, własnej podświadomości, swoich uczuć i emocji, które odkrywamy, których się po sobie nie spodziewamy.  Czasami coś się w nas rodzi, coś lub ktoś staje się inspiracją, powodem, dla którego czujemy, że musimy znaleźć się w danym miejscu.  Uczucie to początkowo nieśmiałe skłania nas do ostrożnego poszukiwanie informacji, myśl ta jest jeszcze niewyraźna, zamazana, ale powoli nabiera kształtów i ostrości, by zagnieździć się w naszej głowie i drążyć umysł niemal każdego dnia.

Potem nagle poznajesz ludzi, którzy karmią tą twoją myśl, podlewają, obdarzają Światłem, a ona rośnie i rośnie… I już nie ma wyjścia.

Tak właśnie było ze mną. Jakieś 3 lata temu  nagle pomyślała „A czemu nie? Może by tak pojechać do Helsinek”.  Było to w czasie, gdy doszłam do wniosku, że już najwyższa pora porzucić ten wiecznie osiadły tryb życia i może świat zobaczyć. Wszystko ma swój czas. Ja zaczęłam od rodzenia dzieci i budowania domu, gdy inni moi rówieśnicy bywali tu i tam, mój czas przyszedł 3 lata temu.  A rok temu pewne PoValone osoby sprawiły, że ta moja myśl stała się niemal obsesyjna, a do tego decyzja Panów z HIM zrobiła swoje.

Ten rok zaczął się dla mnie nie najlepiej. Z powodu problemów rodzinnych (kto ich nie ma?) prawie odłożyłam moje planu „na później”. Potem pomyślałam „ Jakie PÓŹNIEJ? Kiedy PÓŹNIEJ? Czy mam na to całe życie? A może to całe życie skończy się szybciej niż sądzę” Więc kupiłam bilet. W te nieciekawe, zimowe dni , gdy skubie mnie depresja miło jest uczepić się marzeń i planować ich realizację, przemierzać ulice Helsinek na mapie, szukać najciekawszych miejsc godnych obejrzenia, no i uczyć się angielskiego na wypadek jakiegoś nieoczekiwanego spotkania ;).

Oczywiście zastanawiam się, co poza TYMi warto zobaczyć w Helsinkach. Pewnie warto zobaczyć wszystko. Od najbardziej oczywistych miejsc zaczynając.

Może całkiem PRZYPADKOWO podczas spaceru natknę się na wieżę?

 

Mój małżonek PODOBNO zostaje w domu to może jakieś zakupy dla niego? 😀

 

O zmierzchu ( a to ciekawe biorąc pod uwagę, że lecę 12 czerwca) wpadnę na drinka…

…albo na jakieś fajne granie.

        No wiadomo… to jest lektura obowiązkowa, ale może coś więcej? Chętnie przyjmę sugestie z Waszej strony.

Szukam też jakiegoś niedrogiego lokum, bo raczej przy Paciuksenkaari się nie zatrzymam 🙂

Nie chcę was zanudzać wywodami na temat Helsinek, bo niejedna relacja z podróży tu już była, nie wiem czy jeszcze będzie tzn. ja napiszę na pewno ale… HIM-u (a) już nie ma i moje pytanie jest – co dalej? Wiem, że niektórzy nadal zastanawiają się jaki był prawdziwy powód rozstania się chłopaków, w jakich relacjach są teraz, czy jeszcze kiedyś usłyszymy ich razem, a ja się zastanawiam nad sprzątaniem. Tak, nad sprzątaniem po nieobecnych. Bo Oni już sobie poszli, pozostawiając nie tylko świetną muzykę, ale rzeszę fanów, którzy prowadzili nieoficjalne strony zespołu, blogi, Fun Cluby itp. I co… teraz wszyscy podamy sobie ręce i powiemy „fajnie było, a teraz każdy wraca do siebie”? Taka nostalgia mnie dopada czasami, ciekawa jestem jak widzą to inni.

      Ja tak króciutko dzisiaj, lubię dużo gadać, ale wiem, że ludzie nie słuchają połowy tego co mówię, więc staram się ograniczać do konkretów…


Też lubię dużo gadać 🙂 Niekoniecznie mnie słuchają, a już niekoniecznie rozumieją to, o czym mówię 😛 Zapraszam do dyskusji – fajnie czasem z kimś pogadać, czasem nawet łatwiej z obcym niż znajomym 🙂

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

World without HIM…

Hello Sweethearts!

Witam was serdecznie w tym nowym roku 🙂 Dla Himsterów to słodko-gorzki początek roku ale nie rozpaczajcie.

Od wielu tygodni trwała trasa pożegnalna, no i w końcu, parę dni temu w Helsinkach Farewell Tour zakończyło się na Helldone. HIM przestał istnieć. Została czarna strona.

Czy aby na pewno…? 🙂

Słuchajcie, wiem jak się niektórzy z was czują – jedni lepiej, inni gorzej.

„Nie powiem: Nie płaczcie, bo nie wszystkie łzy są złe.” – nie, jeśli chcecie to płaczcie, jeśli wzruszyliście się na koncercie to wspaniale, przecież o to w tym wszystkim chodzi prawda? O emocje, o uczucia – to tego szukamy w muzyce 🙂

Trzeba przyznać, że ta trasa była jednak nieregularna a i same opinie o koncertach bywały naprawdę różne 🙂

Chciałam wam bardzo wszystkim podziękować za to, że chcieliście się podzielić swoją opinią oraz wrażeniami z koncertów. Ale także za to, że czytacie, komentujecie a nawet tylko zerkacie cichaczem 😀 Fajnie, że jesteście ❤

Uściski dla was, uściski dla Valosa, uściski dla Linde, Mige, Burtona i Jukki ❤

Jeśli macie jakieś wieści o tym, jak było na ostatnim Helldone to piszcie – ja słyszałam, że jednak po ostatnim koncercie pan Valo jednak się rozczulił i uronił łezkę ale czy to prawda? Być może jest tak —> zacytuję Roxy:

„On taki hardy był…. Tymi mikrofonami tak napieprzał, i fakersy pokazywał, jak zbuntowany dzieciak co się nie chce przyznać że się boi i mu źle, to taką przykrywkę butną robi. A to mięciutkie jest w środku jak pianka z ogniska”

Podczas gdy Ville Valo stawał się na scenie „Drama Queen”

Jego rodzice popijali drinka obserwując syna na scenie 🙂

O ile pana Valo można jeszcze z łatwością spotkać (założę się, że przez ostatnie parę dni miał niezły najazd fanów w sklepie XD) to widok mamy Valo jest dość rzadki. Trzeba jednak przyznać, że obydwoje świetnie wyglądają 😀 To chyba przez ten zimny klimat, nieźle ich konserwuje huheue Tak na marginesie – ciekawe czy Kari podzielił się z nią cukierkami, które z dziewczynami mu dałyśmy będąc w Helsinkach ehehe

Również Jussi z 69 Eyes oddał hołd kończącemu karierę zespołowi – bardzo miły gest 🙂

 

 

 

 

Ostatni gasi światło 😀

Pytanie podstawowe, które sobie teraz wszyscy zadają: CO TERAZ?

Nic 😀 Dajmy panom czas na odpoczynek, zebranie myśli i wtedy się zobaczy. Nie wiem jak tam u reszty chłopaków, ale pan Valo już ma ambitne plany zagrania rólki w „Grze o Tron”… Tak, dobrze czytacie XD

Ciekawostka: kiedy byłam na koncercie w Londynie, tuż przed rozpoczęciem samego koncertu puszczono to właśnie intro XD Wtedy uznałam to za dość zabawne i szybko ten fakt uleciał mi z pamięci, dzisiaj nabrało to dla mnie nowego znaczenia 🙂

Jak zauważyła Lumnezia:

„Udział aktorów którzy grali we wcześniejszych częściach został już potwierdzony, jeśli wierzyć tej stronie http://gameofthrones.wikia.com/wiki/Season_8, a z postaci które pojawią się po raz pierwszy, przewidziano:

New characters:

Northern girl
Boy
Northern farmer
Sassy and attractive girl
Northern sentry
Sailor
Guard #1
Guard #2

Jedna z tych postaci będzie zatem grana przez Ville Valo – ciekawe która… 🙂”

Kogo obstawiacie? Chcielibyście zobaczyć Valczaka jako farmera? XD

No i tymczasem kiedy się Ville wyleguje w chacie, to tutaj trwa głosowanie na najseksowniejszego Fina (gdzie jest Kimi Raikkonen?)

Najseksowniejszy Fin – głosowanie

Ponadto w nowym Kerrangu pojawi się wywiad z Ville – dlatego powtarzam, nie martwy się za dużo i poczekajmy. A może czas przyniesie nam coś więcej, niż tylko powiew chłodu z dalekiej Finlandii… Może Ville już teraz właśnie siedzi i pisze…

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!