Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale… jeszcze nie zwyciężyłam. #Przygodnik

Czeeeść!

Nie wiem jak u was, ale u mnie ostatnio że tak powiem… No jest szauuuu 😀 Ale jeszcze jakoś się wyrabiam i daję radę ogarnąć wszystko, nawet blogowo HIMowe sprawy hehe

Nowe zdjęcia pana Valczyńskiego! Nastał szauuuu, szok i niedowierzanie – patrzcie, on żyje – ekscytują się wszyscy a ja… Zaprawdę powiadam wam —> 😛

Co wy się tak jaracie XD Przecież wiadomo, że nie umarrrr 😛 😛 😛 Ryj ten sam, image ten sam, a kurde materiału nowego ni chu chu… Będę się jarać jak coś nowego wypuści, a tak to se może żyć nawet w Pcimie Dolnym – co mnie to 😛

No ale dobra – powiedzmy, że fajnie go zobaczyć ehehe Niektórzy mieli też okazję zrobić to nawet na żywo ale… to za chwileczkę 🙂

Flat Earth też już działa – grajooo i spiewajooo 😀 No także dzieje się, oby tak dalej. Dla mnie oczywiście, nie jest to zespół którego karierę będę drobiazgowo śledzić, ale fajnie wiedzieć, że chłopaki sobie coś tam działają.  W sumie kto wie, czy kiedyś przypadkiem na ich koncercie nie wyląduje? 😀 Życie jest pełne niespodzianek 🙂

Gasiątko też udzielił wywiadu, ale zabijcie mnie – nic nie rozumiem XD Flat Earth wystąpił na festiwalu TUSKA, który to kojarzy mi się tylko i wyłącznie już z tym tragikomicznym występem HIM z Farewell Tour 😛

Zostawmy jednak fiński i przerzućmy się na polski, bo mam dla was kolejną relację z Helsinek 😀

Ania aka Thea aka Stalker już napisała dla nas jedna relację, jeśli ją przegapiliście to zapraszam:

„Jak zostałam stalkerką roku” 

Teraz powróciła tam kolejny raz i… PRZECZYTAJCIE SAMI 😀


 

Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale…jeszcze nie zwyciężyłam.

Moje wewnętrzne zmagania stalkerki poznało już wiele osób. Za głosem serca i mając taką możliwość, postanowiłam kolejny raz rzucić wszystko i lecieć do pięknej Finlandii. 29 czerwca, spakowana i gotowa na nową przygodę, stałam o świcie w korku na autostradzie A4 w drodze na lotnisko w Krakowie Balicach, myśląc tylko w kółko: no pewnie, człowiek chce podążać za marzeniem ale się nie da! Spóźnię się na samolot! Nie spóźniłam się, dotarłam i…zobaczyłam 🙂 (niestety nie dotknęłam – jeszcze :P)
29 czerwca po południu, jak tylko zostawiłam swój bagaż w hotelu, tym razem w dzielnicy Toolo, pobiegłam szybko na miejsce mojego stalkingu. Stanęłam, odetchnęłam sobie koło supermarketu, odwracam się a tu… Ch.  – dziewczyna naszego ulubieńca. Prawie biegła i paliła, tyle napiszę. Zdjęć nie zrobiłam, bo nie umiem być nachalna. Niestety, trzymałam telefon w dłoni i pisałam sms-a, więc owa pani zerkała na mnie podejrzliwie. Ze wstydu uciekłam, jak tylko weszła do sklepu 🙂
Tak, nie czułam się dobrze z tym, że naprawdę wyszłam na stalkerkę, którą w jakimś sensie jestem (no i bądź tu mądra :P), więc w sobotę, 30 czerwca, wybrałam się na spacer wokół Helsinek.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Piękne widoki, jak zawsze, ale co poruszyło mnie najbardziej to Helsinki Pride. Idę sobie opustoszałymi ulicami i docieram do placu senackiego, gdzie mnóstwo ludzi nosi jakieś tęczowe elementy. Flagi, naszyjniki, koszulki, itp. Słychać popularną muzykę, ludzie się cieszą. Dotarłam do centrum tego zamieszania i zauważyłam, o co chodzi. Parada ludzi każdej orientacji seksualnej, trzymali się za ręce, nieśli transparenty: „Are you loved?” Zauważyłam, że z nimi, ramię w ramię, szli np. przedstawiciele sklepów, mamy z dziećmi, na pałacu prezydenckim albo zaraz obok niego (nie jestem pewna) wisiał transparent: Helsinki Pride. Nikt nie wyzywał tych ludzi, nie było kontrmanifestacji. Grał im za to kwartet smyczkowy. A ja stałam w tym tłumie zadowolonych Finów i łzy mi poleciały…Tak bardzo się wzruszyłam.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wzruszyłam się i chciałam doświadczyć na własnej skórze białej nocy, tak więc „noc” z soboty na niedzielę przesiedziałam przy oknie hotelowego pokoju, robiąc zdjęcia budynków i nieba. Przemiłe wrażenie, i już teraz rozumiem zastosowanie genialnych zasłoń w każdym pokoju hotelowym. Nie przepuszczają nic 🙂

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Żeby nie odbiegać od tematu, w sobotę zrobiłam coś poza płakaniem w tłumie ludzi. Otóż, wybrałam się do Papy Valo. Asortyment był znów trochę wykruszony, ale zakupiłam sobie kajdanki, koszulkę, szczoteczkę do zębów kształtu wiadomego 😛 i…zostawiłam książki (o tym później).
Papa to tak miły człowiek, tak skromny ale jednocześnie tak dumny z synów, że brak mi słów 🙂 Mogę teraz śmiało napisać, że uwielbiam tego człowieka.

 

W poniedziałek (2 lipca) do Helsinek przyleciały dwie wspaniałe kobiety, Basia i jej Mama, Halina. (ich też już znacie jeśli czytacie bloga- Wiek to tylko liczba 🙂 – C.N.)
Byłyśmy w kontakcie od naszego ostatniego spotkania w Helsinkach, w kwietniu. Wymieniałyśmy myśli między sobą i bardzo się obie z Basią ucieszyłyśmy, że uda nam się znowu zobaczyć. Basia i jej Mama znów miały mniej czasu niż ja, więc go wykorzystałyśmy, jak tylko się dało. Stalkowałyśmy w barze zaraz obok domu Ville, w Feltbay. Widziałyśmy jego dziewczynę ale, co najważniejsze, widziałyśmy samego Ville!! (zawsze szedł sam).
Nie wiemy czy to pech, czy taktyka, ale śliczny rozmawiał przez telefon i nie wypadało mu przeszkadzać. Za to nam, 3 lipca, wypadało wystrzelić z siedzeń w Feltbay i biec za nim do supermarketu. Biegłyśmy i co? Nic. Szedł sobie rozmawiając przez telefon, zdecydowanie po fińsku (o rany, ten niski głos…)
Udało nam się dobrze przyjrzeć jego tatuażowi na tyle szyi, tak przynajmniej mówi Basia. Ja tam zerkałam dużo niżej 🙂 (prawie zawał). Cóż, piękny szedł dosyć szybko i wszedł do sklepu, gdzie nas dobrze mógł widzieć zza szyby. My nie miałyśmy nic, ani torebki, ani pieniędzy (torebek w Feltbay pilnowała Mama), żeby wyglądało, że też idziemy po zakupy. Ja przed drzwiami sklepu „zatańczyłam macarenę”, obszukując kieszenie w poszukiwaniu gotówki chociaż. No niestety. Wróciłyśmy do baru ocierając łzy, bo wyszedł z zakupami i szybkim krokiem udał się do domu. Zaznaczę tyko, że zanim wszedł do konkretnego sklepu, deptałyśmy mu po piętach. Nagle się zatrzymał i prawie na niego wpadłyśmy 🙂
W pogodny wieczór przed wylotem moich towarzyszek w stalkingu, zrobiłyśmy coś romantycznego. Basi bardzo zależało na tym, by też powiesić swoją kłódkę na moście. Zamówiłam ją w sklepie, kiedy obie z Mamą wyruszyły na wycieczkę objazdową autokarem, mądre one (dla mnie Helsinki to tylko jedno). Basia zdecydowała powiesić kłódkę obok mojej. Zaznaczam, moja trzyma się bardzo dobrze.
I mój ostatni dzień, kiedy byłam sama i nie miałam dużych nadziei na cokolwiek. Siedzę sobie w Feltbay, popijam białe wino i…? Idzie on, Ville, rozmawia przez telefon, podchodzi do drzwi Feltbay, a potem śmiało wkracza i siada sobie zaraz koło wyjścia z baru. Przez szybę widziałam, że zerkał na okno, gdzie ja siedziałam i lampa nad moją głową musiała mnie oświetlać. Pewnie sprawdzał, czy ktoś go nie filmuje. Byłam grzeczna, nie filmowałam, bo nie miałam jak. Siedziałam chwilę sparaliżowana, a potem nabrałam odwagi, by rozejrzeć się po barze. Wychylałam się na wszystkie strony, aż go zobaczyłam. Siedział sam, za sztuczną roślinką i patrzył w moją stronę…No i fajnie, pomyślałam. Psychofanka pełną gębą. Spanikowana przesiedziałam tam jeszcze ze 40 minut aż wyszłam, pakować się na samolot powrotny. Przy wyjściu widziałam tylko, jak z jakąś parą rozmawiał po fińsku. 🙂
Moja kolejna relacja, tym razem pełna emocji bo…widziałam Go 🙂 ❤
Co do książek, wydałam swój tomik poezji, po polsku i angielsku. Zostawiłam Papie w sklepie, jedną dla niego i jedną dla V. 🙂

I dodatkowo kilka info od autorki hehehe – C.N.

1. Śliczny wygląda dużo, dużo młodziej na żywo, chłopięco wręcz.

2. Zawsze nosi czarny plecak.

3. Chodzi dosyć ciepło ubrany.

4. Kaszkiet powrócił.

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

Całe życie w kłamstwie – Ziemia jest Płaska XD

Dzień Dobry 🙂

W nagłówku taki mały żarcik 😀 Ja nie z „tych” hehe

Ale „Flat Earth” naprawdę istnieje – to nowy zespół Linde, w którym na perkusji gra Gas 🙂 Nasz Gas, który odszedł jakiś czas temu z HIM. Z perspektywy czasu to można jednak stwierdzić, że był to początek końca.

Okazuje się, że nowa kapela Linde i Gasa zbiera fundusze na dokończenie prac nad debiutanckim albumem, a firma która im w tym pomaga to FundYou, gdzie w zarządzie zasiada Sandra Mittica, a marketingowcem jest żona Gasa – tak doniosła nam Lumnezia 🙂

Osobiście jestem bardzo sceptycznie nastawiona do tej zbiórki, ale to już pisałam w komentarzach do poprzedniej notki – jeśli więc chcecie wiedzieć co i jak, zajrzyjcie do komentarzy 🙂

Tutaj adres do stronki, która zbiera fundusze gdyby ktoś z was chciał wyskoczyć z paru euro 😀

fundyou.io

A tutaj strona internetowa zespołu:

flatearth.band

A tymczasem w Helsinkach 31.01.18…

Valo i pani Niedźwiadek pomykają przez zaśnieżone ulice Helsinek… Pewnie do spożywczaka, jak to najczęściej ich możemy razem zobaczyć huehuehe


Poprzednia notka na blogu była niejako wymuszona. FB Rambo Rimbaud napisało do mnie:

„Heartagram Day jest, weź dej notkę XD”

No to dałam 😀 Blog zaczynał umierać śmiercią naturalną, bo to przecież było nawet dość oczywiste, że tak się stanie kiedy HIM zakończy karierę. Jednakże, rozmowa jaka się wywiązała pod poprzednią notką sprawiła, że zobaczyłam tlące się jeszcze życie na blogu 🙂 Że jeszcze tu jesteście i zaglądacie, no i wdajecie się w dyskusję (do czego serdecznie zapraszam też tych „cicholukających” :D”. Uwierzcie mi, że naprawdę potrafią się w komentarzach ciekawe dyskusje wywiązać, a i punkt widzenia każdej osoby może nam uświadomić, że coś nam umknęło i czegoś nie zauważyliśmy. Warto poznać zdanie innej osoby, żeby mieć szerszy obraz 🙂

Dlatego teraz na deser, publikuję wam tekst Roxy – sławnej Roxy od transparentu :), który myślę trochę wpasowuje się w obecną sytuację.

Enjoy!


HELSINKI TRIP

             Podróże… podróże… podróże… Te tradycyjne, gdy pakujemy walizki, kupujemy bilety na pociąg, autobus czy samolot i te nasze wewnętrzne, gdy przemierzamy przestworza własnego umysłu, własnej podświadomości, swoich uczuć i emocji, które odkrywamy, których się po sobie nie spodziewamy.  Czasami coś się w nas rodzi, coś lub ktoś staje się inspiracją, powodem, dla którego czujemy, że musimy znaleźć się w danym miejscu.  Uczucie to początkowo nieśmiałe skłania nas do ostrożnego poszukiwanie informacji, myśl ta jest jeszcze niewyraźna, zamazana, ale powoli nabiera kształtów i ostrości, by zagnieździć się w naszej głowie i drążyć umysł niemal każdego dnia.

Potem nagle poznajesz ludzi, którzy karmią tą twoją myśl, podlewają, obdarzają Światłem, a ona rośnie i rośnie… I już nie ma wyjścia.

Tak właśnie było ze mną. Jakieś 3 lata temu  nagle pomyślała „A czemu nie? Może by tak pojechać do Helsinek”.  Było to w czasie, gdy doszłam do wniosku, że już najwyższa pora porzucić ten wiecznie osiadły tryb życia i może świat zobaczyć. Wszystko ma swój czas. Ja zaczęłam od rodzenia dzieci i budowania domu, gdy inni moi rówieśnicy bywali tu i tam, mój czas przyszedł 3 lata temu.  A rok temu pewne PoValone osoby sprawiły, że ta moja myśl stała się niemal obsesyjna, a do tego decyzja Panów z HIM zrobiła swoje.

Ten rok zaczął się dla mnie nie najlepiej. Z powodu problemów rodzinnych (kto ich nie ma?) prawie odłożyłam moje planu „na później”. Potem pomyślałam „ Jakie PÓŹNIEJ? Kiedy PÓŹNIEJ? Czy mam na to całe życie? A może to całe życie skończy się szybciej niż sądzę” Więc kupiłam bilet. W te nieciekawe, zimowe dni , gdy skubie mnie depresja miło jest uczepić się marzeń i planować ich realizację, przemierzać ulice Helsinek na mapie, szukać najciekawszych miejsc godnych obejrzenia, no i uczyć się angielskiego na wypadek jakiegoś nieoczekiwanego spotkania ;).

Oczywiście zastanawiam się, co poza TYMi warto zobaczyć w Helsinkach. Pewnie warto zobaczyć wszystko. Od najbardziej oczywistych miejsc zaczynając.

Może całkiem PRZYPADKOWO podczas spaceru natknę się na wieżę?

 

Mój małżonek PODOBNO zostaje w domu to może jakieś zakupy dla niego? 😀

 

O zmierzchu ( a to ciekawe biorąc pod uwagę, że lecę 12 czerwca) wpadnę na drinka…

…albo na jakieś fajne granie.

        No wiadomo… to jest lektura obowiązkowa, ale może coś więcej? Chętnie przyjmę sugestie z Waszej strony.

Szukam też jakiegoś niedrogiego lokum, bo raczej przy Paciuksenkaari się nie zatrzymam 🙂

Nie chcę was zanudzać wywodami na temat Helsinek, bo niejedna relacja z podróży tu już była, nie wiem czy jeszcze będzie tzn. ja napiszę na pewno ale… HIM-u (a) już nie ma i moje pytanie jest – co dalej? Wiem, że niektórzy nadal zastanawiają się jaki był prawdziwy powód rozstania się chłopaków, w jakich relacjach są teraz, czy jeszcze kiedyś usłyszymy ich razem, a ja się zastanawiam nad sprzątaniem. Tak, nad sprzątaniem po nieobecnych. Bo Oni już sobie poszli, pozostawiając nie tylko świetną muzykę, ale rzeszę fanów, którzy prowadzili nieoficjalne strony zespołu, blogi, Fun Cluby itp. I co… teraz wszyscy podamy sobie ręce i powiemy „fajnie było, a teraz każdy wraca do siebie”? Taka nostalgia mnie dopada czasami, ciekawa jestem jak widzą to inni.

      Ja tak króciutko dzisiaj, lubię dużo gadać, ale wiem, że ludzie nie słuchają połowy tego co mówię, więc staram się ograniczać do konkretów…


Też lubię dużo gadać 🙂 Niekoniecznie mnie słuchają, a już niekoniecznie rozumieją to, o czym mówię 😛 Zapraszam do dyskusji – fajnie czasem z kimś pogadać, czasem nawet łatwiej z obcym niż znajomym 🙂

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

World without HIM…

Hello Sweethearts!

Witam was serdecznie w tym nowym roku 🙂 Dla Himsterów to słodko-gorzki początek roku ale nie rozpaczajcie.

Od wielu tygodni trwała trasa pożegnalna, no i w końcu, parę dni temu w Helsinkach Farewell Tour zakończyło się na Helldone. HIM przestał istnieć. Została czarna strona.

Czy aby na pewno…? 🙂

Słuchajcie, wiem jak się niektórzy z was czują – jedni lepiej, inni gorzej.

„Nie powiem: Nie płaczcie, bo nie wszystkie łzy są złe.” – nie, jeśli chcecie to płaczcie, jeśli wzruszyliście się na koncercie to wspaniale, przecież o to w tym wszystkim chodzi prawda? O emocje, o uczucia – to tego szukamy w muzyce 🙂

Trzeba przyznać, że ta trasa była jednak nieregularna a i same opinie o koncertach bywały naprawdę różne 🙂

Chciałam wam bardzo wszystkim podziękować za to, że chcieliście się podzielić swoją opinią oraz wrażeniami z koncertów. Ale także za to, że czytacie, komentujecie a nawet tylko zerkacie cichaczem 😀 Fajnie, że jesteście ❤

Uściski dla was, uściski dla Valosa, uściski dla Linde, Mige, Burtona i Jukki ❤

Jeśli macie jakieś wieści o tym, jak było na ostatnim Helldone to piszcie – ja słyszałam, że jednak po ostatnim koncercie pan Valo jednak się rozczulił i uronił łezkę ale czy to prawda? Być może jest tak —> zacytuję Roxy:

„On taki hardy był…. Tymi mikrofonami tak napieprzał, i fakersy pokazywał, jak zbuntowany dzieciak co się nie chce przyznać że się boi i mu źle, to taką przykrywkę butną robi. A to mięciutkie jest w środku jak pianka z ogniska”

Podczas gdy Ville Valo stawał się na scenie „Drama Queen”

Jego rodzice popijali drinka obserwując syna na scenie 🙂

O ile pana Valo można jeszcze z łatwością spotkać (założę się, że przez ostatnie parę dni miał niezły najazd fanów w sklepie XD) to widok mamy Valo jest dość rzadki. Trzeba jednak przyznać, że obydwoje świetnie wyglądają 😀 To chyba przez ten zimny klimat, nieźle ich konserwuje huheue Tak na marginesie – ciekawe czy Kari podzielił się z nią cukierkami, które z dziewczynami mu dałyśmy będąc w Helsinkach ehehe

Również Jussi z 69 Eyes oddał hołd kończącemu karierę zespołowi – bardzo miły gest 🙂

 

 

 

 

Ostatni gasi światło 😀

Pytanie podstawowe, które sobie teraz wszyscy zadają: CO TERAZ?

Nic 😀 Dajmy panom czas na odpoczynek, zebranie myśli i wtedy się zobaczy. Nie wiem jak tam u reszty chłopaków, ale pan Valo już ma ambitne plany zagrania rólki w „Grze o Tron”… Tak, dobrze czytacie XD

Ciekawostka: kiedy byłam na koncercie w Londynie, tuż przed rozpoczęciem samego koncertu puszczono to właśnie intro XD Wtedy uznałam to za dość zabawne i szybko ten fakt uleciał mi z pamięci, dzisiaj nabrało to dla mnie nowego znaczenia 🙂

Jak zauważyła Lumnezia:

„Udział aktorów którzy grali we wcześniejszych częściach został już potwierdzony, jeśli wierzyć tej stronie http://gameofthrones.wikia.com/wiki/Season_8, a z postaci które pojawią się po raz pierwszy, przewidziano:

New characters:

Northern girl
Boy
Northern farmer
Sassy and attractive girl
Northern sentry
Sailor
Guard #1
Guard #2

Jedna z tych postaci będzie zatem grana przez Ville Valo – ciekawe która… 🙂”

Kogo obstawiacie? Chcielibyście zobaczyć Valczaka jako farmera? XD

No i tymczasem kiedy się Ville wyleguje w chacie, to tutaj trwa głosowanie na najseksowniejszego Fina (gdzie jest Kimi Raikkonen?)

Najseksowniejszy Fin – głosowanie

Ponadto w nowym Kerrangu pojawi się wywiad z Ville – dlatego powtarzam, nie martwy się za dużo i poczekajmy. A może czas przyniesie nam coś więcej, niż tylko powiew chłodu z dalekiej Finlandii… Może Ville już teraz właśnie siedzi i pisze…

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Bye, Bye Love – Farewell Tour 2017 w Londynie

Cześć Kochani!

Jak wam mówiłam, ja na szarym końcu udałam się na koncert w Londynie. Chcecie wiedzieć jak było? Poniżej parę słów, a jeszcze poniżej wideorelacja 😀 Jednak zanim się za nią weźmiecie:

-Jeśli jesteś przeciwnikiem nagrywania na koncertach – NIE OGLĄDAJ.

-Jeśli jesteś przeciwnikiem mojego ryja – NIE OGLĄDAJ XD Bo się tam pojawiam 😛 A nie jestem ani Angeliną Jolie ani Scarlett Johansson 😀

 


Bye, Bye Love

Znowu zacznę od tego samego —> Jak mi się nie chciało tam jechać XD Naprawdę… Mokro, bo deszcz padał cały dzień (można by się pokusić o stwierdzenie, że Anglia płacze bo HIM kończy karierę.. Phiiii… 😀 ), zimno, no i oczywiście wiatr biednemu w oczy, czyli mnie, tak piz… wiał, że ledwo widziałam w którą stronę iść. Nauczona doświadczeniem –> nie próbuj nawet zrobić jakiejkolwiek fryzury i zapomnij o dotarciu w makijażu bez rozmazania się (tak… dokładnie tak traktuje mnie Londyn za każdym razem, kiedy wybieram się na ważną imprezę :D) to wszystko postanowiłam zrobić już w hotelu.

Także Londyn noo… Mokro, szaro i ponuro. Ale podobnie jak w przypadku wyjazdu do Helsinek, słowo się rzekło, bilety się kupiło. Od razu wzięłam taksówkę ze względu na pogodę, choć zazwyczaj uwielbiam spacerować po Londynie. Kiedy dotarłam do hotelu, zostało mi sporo czasu, jednak gdy już się przebrałam i poprawiłam makijaż, to nie mogłam usiedzieć w miejscu. Musiałam pospacerować po Camden, z którym mam bardzo miłe wspomnienia odnośnie poprzednich koncertów. No i ci ludzie tutaj! Nie można się na nich napatrzeć… Jak piękni potrafią być!

Idąc w deszczu przez Camden zostaję zaczepiona przez jednego konika tuż przy metrze, następny zaczepia mnie tuż przy klubie Roundhouse, gdzie kolejka przybiera rozmiar astronomiczny. Ale mnie to nie obchodzi 😀 Bo ja mam numerowany bilet, więc mogę wejść nawet ostatnia 😛 Dlatego mijam kolejkę i wyszukuję fanów HIM pośród przechodniów, a kiedy mi się to nudzi idę na kawę i frytki do Pakistańczyków 😀 Ale tu, znowu nie mogę usiedzieć, więc ostatecznie uderzam do kolejki, która tymczasem się podwoiła.

No więc – cierpliwości, powtarzam sobie, a w duchu klnę na wszystkie znane mi świętości po kiego grzyba ja stoję w tym zimnie 😀 Odpowiedź jest prosta, bo MUSZE tu być i kropka 🙂

Przy wejściu sprawdzają mi torbę. No i osobista kontrola, rozłożyłam więc ręce jak samolocik i dałam się opikać czy nie wnoszę nic nielegalnego. Ot, znak naszych czasów… Następnie kupuję piwo, do merchu się nie dostanę więc sobie daruję i idę na swoje miejsce.

Kiedy kupowałam bilet myślałam, że pewnie będę mieć jakieś totalnie złe miejsce, za filarem itp. Jako iż bilet kupowałam w ciemno, byleby tylko jakiś był 😀 Okazało się, że miejsce nad wyraz mi pasowało. Widziałam wyraźnie scenę, mogłam popijać piwo i obserwować… Ludzie byli naprawdę świetni – ubrani w HIMowe rzeczy, wszędzie Heartagramy, kolorowe włosy i przepiękna różnorodność osobowości połączona muzyką. Pamiętam jednego chłopaka w świetnym płaszczu z ogromnym Heartagramem na plecach, w spodniach z Heartagramem na lewej nogawce i w dodatku był w świetnym kapeluszu. Chciałam zrobić parę zdjęć, ale generalnie to byłam chora i zmęczona, więc wizja siedzenia na moim miejscu i popijania piwka była znacznie bardziej kusząca niż polowanie na fanów 😀

Ponieważ byłam sama, stworzyłam sobie towarzysza 😀 Możecie zobaczyć Heartagramika na filmiku, trochę rozmyty, bo nie wziął wiadomojakiejtabletki 😛

Kiedy na scenę weszli The Biters świetnie się bawiłam 😀 Lubię takie klimaty amerykańskiego rocka, gdzie można pośpiewać, potańczyć i się napić 😛 O tym zespole zostało już powiedziane wszystko – są dobrzy ale nie są wyjątkowi, wiedzą że ludzie przyszli dla HIM a nie dla nich, choć to nie przeszkadza im robić swego i widać, że chcą być na tej scenie i lubią tam być. Gdybym była w pierwszym rzędzie to pewnie bym skakała z nimi 😀

Po przerwie, na scenę wchodzą gwiazdy wieczoru – wszyscy razem, nie jak zazwyczaj Książe Valczak na samym końcu.

Kiedy zaczynają się pierwsze nuty, o dziwo, zaczynam śpiewać XD Ta ekscytacja utrzymała się krótko, lecz „Heartache Every Moment” prześpiewałam całe. Potem już coś pod nosem nuciłam, mając totalnie polew z „DancingNóżki” Valosa XD Tak się z tego śmiałam, że nie zauważyłam nawet, jak tłum ludzi rozkręcił się na maksa.

Pomijam kwestię śpiewu pana Villeła, było dobrze, bez wpadek lecz bez rewelacji, myślę że tak samo jak w Warszawie, no ale… Do Warszawy to było daleko… Widownia się bawiła, śpiewała jednak… nikt nic nie rzucał na scenę, nie było podziękowań, żadnego transparentu tylko jedna, smętna flaga gdzieś na płycie. Panowie grali taśmowo, piosenka za piosenką, praktycznie nie przerywając na żadne pogadanki. W pewnym momencie pan Villeł „DancingNóżka” Valczak zszedł ze sceny i zniknął na backstage’u – i tu wersje są dwie:

-że poszedł na fajkę XD,

-że poszedł siku XD.

Obie równie naprawdę interesujące i zabawne 😛

Zauważyłam jedynie jeden samotny jakiś prezencik świąteczny dla Valosa, podziękował i również życzył wesołych świąt, potem dodał, że jeszcze jedna piosenką i się stąd wynoszą. Na sam koniec pan Diva, ciepnął mikrofonem i chłopcy zeszli ze sceny. Trochę to trwało nim wyszli na bisa, ale gdyby tego nie zrobili to obawiam się, że Roundhous zostałby rozniesiony, gdyż tupanie fanów, mające na celu ich ponowne wywołanie, rozniosłoby klub. A ja osobiście zatłukłabym ich obcasem (nie miałam trampków :D) gdyby nie wyszli na bisa.

Generalnie koncert był dobry ale bez szału. Porcięta mi z wrażenia nie spadły, serce mi się nie roztopiło, świat nie zadrżał, a dusza moja nie rozpadła się z rozpaczy. Podczas koncertu dopadła mnie nawet senność, dlatego znów cieszyłam się ze swojego miejsca 🙂 Czy koncert był wart mojego przytaszczenia się tam? Hm… Nie straciłabym dużo, gdyby mnie tam nie było, ale dla swojego spokoju jednak cieszę się, że byłam oraz widziałam i słuchałam.

Kiedy wychodziłam z klubu, natknęłam się na chłopaków z The Biters. Nie wiedzieć czemu, nie zrobiłam sobie z nimi fotki (ojagłupiadotejporysiębijęwpierść :C), bo również chętnie postawiłabym im po drinku, fajne chłopaki są (byli akurat przy barze :P).

Opatulona skierowałam się w stronę hotelu, ale moje długie nogi samoistnie skręciły jednak w stronę backstage’u… No więc stoję… Czekam… Mija 15 minut… Szybko stwierdziłam, że nie warto. Poświęciłam im już dużo czasu, więcej nie potrzebuję go marnować stojąc w zimnie, bo i tak pewnie nie wyjdą, a pan Diva to już przecież oczywista oczywistość. Zawróciłam i poszłam do hotelu. Jak się potem okazało całkiem słusznie, bo czytałam że chłopcy tylko minęli czekających na nich fanów, wyjeżdżając z klubu samochodem…

Następnego dnia Londek przywitał mnie świecącym słoneczkiem. Świat się nie skończył, bo HIM kończy karierę. Nic się nie stało, nic się nie zmieniło.

Poszłam na spacer w piękne miejsce, które możecie zobaczyć  w wideo relacji. To było idealne zakończenie.

Moja relacja z HIM jest taka sama jak z Londynem – miłość/nienawiść. Jeśli oczekujecie peanów na ich cześć, to nie do końca trafiliście w dobre miejsce, ale musicie wiedzieć, że jeśli zajdzie potrzeba to pochwał im skąpić nie będę 😀

I tym samym skończyła się moja przygoda kiedy spacerowałam w Regent’s Park, prowadząc wyimaginowaną rozmowę z Thomasem Hiddlestonem, którego to chciałabym spotkać sto razy bardziej niż szanownego pana Paciuloka „DancingNóżkę”, a wtajemniczeni wiedzą, że Tomasz właśnie po tym parku od czasu do czasu biega lub chodzi na spacer ze swoim szczeniakiem 😀

 

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!


A jeśli chcecie porównać sobie koncert z tym w Warszawie zapraszam na zakładkę z relacjami o tutaj:

HIM w Polsce – Farewell Tour 2017

 

 

Bardziej lub mniej obiecane relacje z Hamburga :)

Cześć 😀
Ja widzę, że się tu rozpisaliście – ładnie, ładnie 🙂 Można by rzec, że lecicie jak burza 😀
Dzisiaj zapodaję relację z Hamburga – a w tym samym momencie jedna z naszych PoValonek udaje się właśnie na koncert do Zurychu (lub już nawet jest w środku) – jeśli ktoś zobaczy różowy to zapewne to ona 😀 Udanej zabawy i czekamy na słów parę o tym jak było 🙂
W sumie jestem ciekawa – Szwajcarzy to chyba nie ten typ narodu co by szalał na rockowych koncertach… Ale mogę się mylić hm…. Poczekamy, zobaczymy 😀

Hamburg,Docks  29.11.2017 ,środa HIM- dzień pierwszy
Na miejsce dotarłam stosunkowo późno, ok 17:00.Przed klubem stał już pokaźny tłum zmarzniętych fanów.Spodziewałam się,że o tej porze będzie już znacznie więcej ludzi i będę gdzieś na szarym końcu, ale do owego końca było mi jednak daleko.Można powiedzieć, że trochę sobie odpuściłam ten koncert. Jeszcze nie doszłam do siebie po poniedziałkowym koncercie Stone Sour, a wiedziałam, że będę miała drugą szansę na lepsze miejsce na drugi dzień.
Jedna dziewczyna rozdawała fioletowe balony z czarnym logiem HIM, miały zostać nadmuchane i puszczone w czasie koncertu. Miała ich cały worek …ale do tego jeszcze wrócę.
W środku przeżyłam bardzo miłe zaskoczenie. Część osób rozlokowała się przy barze i na siedzeniach po bokach, tak więc zajęłam sobie miejsce w 4 rzędzie, może metr od środka sceny. Ludzie przede mną byli odpowiedniego wzrostu by mi nie zasłaniać ( scena w Docks jest bardzo wysoka). Jak się później okazało było to wprost idealne miejsce, którego nie zamieniłabym na żadne inne.
Punktualnie o 20 na scenę wyszedł support. Jesus. Fucking. Christ… Miałam wrażenie, że oglądam pierwszy lepszy szkolny band. Jak dla mnie byli okropni. I nie chodzi mi tu tylko o ich fryzury. Słuchając bezczelnego dowcipkowania frontmana można by się pomylić i pomyśleć, że ma się przed sobą prawdziwą gwiazdę z ugruntowana pozycją na rynku. A to, że przypominał mi brzydszą, bezbarwną kopię Ville jeszcze pogarszała jego ocenę w moich oczach. Może się czepiam. Nie wiem. Nie podobali mi się. Nie moje klimaty i tyle.

Było dobrze po 21 gdy wśród okrzyków i pisków nasi chłopcy weszli na scenę. Kiedy pojawił się Ville publiczność należała wyłącznie do niego. Ledwo wszedł już nas czarował i hipnotyzował tym seksownym powłóczystym spojrzeniem. Zalała mnie fala gorąca.Ville nie jest w moim typie, ale z jakiegoś powodu jest w mojej top  3 najseksowniejszych stworzeń. Choć czasy szczenięcej miłości dawno mam za sobą, moje serce zatrzepotało. Jestem ciekawa ile z Was, z osób, które szły na koncert bez większego entuzjazmu poczuły się jak rażone piorunem, kiedy Książę wszedł na scenę z tym swoim tajemniczym uśmieszkiem.
Wyglądał świetnie. To był ten sam Ville, którego niemal 10 lat temu dwukrotnie widziałam dokładnie na tej samej scenie. Ku mej ogromnej radości nie miał na głowie tego obrzydłego ustrojstwa, które przez długi czas zdawało się być zrośnięte z jego głową. Miał zwykłą czarną czapkę spod której wyłaniały się niesforne loki. Do tego kubrak, bardzo obcisłe portki uwydatniające jego chudość i fajne ciężkie buty. Prezentował się piekielnie dobrze.
Zaczęli standardowo od Buried Alive By Love. Jest to piosenka, którą kocham. Jest to piosenka, którą już dawno powinni wyrzucić z setlisty razem z Soul on fire. Nie pojmuję dlaczego Ville tak się katuje. Po jego minie widać, że nie jest zadowolony z dźwięków, które wydobywają się z jego gardła. Nie daje już rady przy tych utworach i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Przecież ma uszy. Ja sama nie potrafię powstrzymać grymasu, kiedy atakuje dźwięki, które są poza jego zasięgiem. Zazwyczaj kończy się to serią karykaturalnych udziwnień, za które mogłabym skopać tę jego chudą dupę. Swoją drogą jego Pani mogłaby go trochę podkarmić…
Na drugim utworze – Heartache Every Moment udało mi się naprawić swój „błąd” sprzed niemal 10 lat. Otóż na koncercie w 2008 Ville zatrzymał na mnie swój hipnotyzujący wzrok i posłał mi jeden ze swoich pięknych uśmiechów. Przechodziłam wówczas dziwny okres w życiu i… zamordowałam go wrednym spojrzeniem – a możecie mi wierzyć, że bazyliszek to przy mnie pikuś.
10 lat później sytuacja się powtórzyła, tym jednak razem odwzajemniłam uśmiech, mało tego, uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafiłam.

Jeśli byliście na koncercie HIMa i mieliście szczęście spotkać wzrokiem spojrzenie Ville to znacie to uczucie. Wiecie, że kiedy Ville Valo na Ciebie patrzy to patrzy NA CIEBIE. Prosto w oczy, jakby w nich tonął, jakby zaglądał w duszę.
W międzyczasie okazało się, że głowa chłopaka obok mnie zasłania mi Linde. Żeby go zobaczyć musiałam się nieznacznie wychylić. Mimo to nadal twierdzę, że miałam najlepsze miejsce ;o)
Na widowni były przynajmniej dwie Finki. Jedna z nich zawołała coś po fińsku,Ville jej odpowiedział i…zaczął śpiewać happy b-day po fińsku, gdy skończył powiedział do tej drugiej – „To było specjalnie dla ciebie sweetheart”
Mówił coś jeszcze, ale bez bicia przyznaję,że zawsze bardzo mało go rozumiem na koncertach, kwestia nagłośnienia i akustyki w połączeniu z jego niskim, mruczącym  głosem. Śmiał się, więc można założyć, że było to coś zabawnego ;o)
Gdy światło na chwilę zgasło skurczyłam się i zaczęłam nadmuchiwać balon, który dostałam w kolejce. Puściłam go, chwilę później dołączył do niego drugi balon… i to by było na tyle jeśli chodzi o balony. Z całego worka tylko dwa dryfowały w powietrzu. Inni zapewne uznali, że to niezła suwenira i zostawili je bezpieczne w swoich kieszeniach.W pewnym momencie jeden z balonów doleciał na scenę, Ville go podniósł i pokazał chłopakom, po czym odłożył do reszty skarbów rzuconych na scenę.
Było standardowe dowcipkowanie z Mige i dokuczanie Lindemu (yyy to się odmienia? ) i Burtonowi. Było migowe narzekanie na odsłuch. Było wszystko. W kilku zwięzłych zdaniach Ville podziękował za przybycie i w następnej chwili już ich nie było.
Podsumowując koncert był dobry, bardzo dobry. Jedynym rozczarowaniem dla mnie był bis. Nie wiem czy to kwestia drętwej niemieckiej publiczności (Niemiecka publiczność ma  opinię drętwych drewnianych kloców w światku muzycznym , nie chodzi tu o żadne moje uprzedzenia),czy po prostu uznali, że mają jeszcze jutrzejszy dzień? Zagrali tylko „Rebel Yell”. A ja tak bardzo liczyłam na moje ukochane „When Love And Death Embrace” ;o((
Pomachali, zeszli ze sceny i … rozbłysły okrutne światła odbierając nadzieję na ciąg dalszy.
Hamburg,Docks 30.11.2017 czwartek, HIM – dzień drugi
Obawiałam się, że tym razem ludzie zaczną się szybciej zbierać, żeby zająć lepsze miejsca – słyszałam to też w kolejce poprzednim razem. Chcąc nie chcąc, przyjechałam godzinę wcześniej, czyli o 16. Pod klubem przeżyłam mały szok – było tylko 10 osób (z czego przynajmniej 4 czekały od 11:00!!!) Było strasznie zimno. Uwielbiam zimę,ale znam ciekawsze i znacznie przyjemniejsze zajęcia niż kilkugodzinne stanie niemal bez ruchu na mrozie. Kiedy ludzie zaczęli się zbierać staliśmy tak blisko siebie jakby łączyła nas nie wiadomo jaka zażyłość, nikt jednak nawet nie pomyślał aby się odsunąć, wręcz przeciwnie : gdy nieznacznie zmieniłam pozycję dziewczyna stojąca przede mną odwróciła się i spojrzała na mnie z wyrzutem i zapytała czy nie wolałabym przytulić się do jej pleców ;o)
O 19:00 wpuszczono nas do środka.Mogłam bez problemu stanąć w pierwszym rzędzie, ale znam ten klub dość dobrze i wiem,że nie jest to najlepszy pomysł.Stanęłam więc w drugim rzędzie za dziewczyną, która miała max 150cm wzrostu ( nos biedaczki znajdował się dokładnie na wysokości włochatej smrodliwej pachy jej towarzyszki ). Widok miałam idealny, nieograniczony i nikt nie miażdżył mi klatki piersiowej barierkami. Nie mogło być lepiej. Kłamię. Mogło. Dzień wcześniej było.
Po pierwsze stałam nieco dalej od sceny, nie musiałam więc wysoko podnosić głowy by obserwować show, a po drugie jak powszechnie wiadomo Ville nie zaszczyca spojrzeniem pierwszych rzędów. Nie żeby mi na tym zależało, ale nie pogardziłabym jeszcze jednym jego uśmiechem. Cóż, tutaj mi to nie groziło.
(…)
Po którejś z piosenek Ville – ubrany dokładnie tak jak dzień wcześniej – zawędrował na tyły sceny i wykrzyknął nagle :”Who the fuck farted?!” i błądził oskarżycielskim wzrokiem od jednego do drugiego. Żaden z chłopaków nie przyznał się do popełnienia czynu.
Rozglądając się po zebranych widziałam ludzi w bardzo różnym wieku. Moją uwagę przyciągnęła kobieta na oko 60letnia, która bardzo obficie się pociła. Zerkałam na nią co jakiś czas z niepokojem. W którymś momencie ochroniarz chciał ją wyciągnąć, ale mówiła, że nic jej nie jest. Dali jej wody. Ville dostrzegł niewielkie zamieszanie jakie to wywołało i…zapytał straszą panią czy chce wody. Chciała. Co zrobił Książę? Poszedł po swoją upitą wodę i rzucił w nią.
Dosłownie.
Trafił ją we włosy, zrobił przy tym minę jak niesforny dzieciak, który niby wie, że źle postąpił, a jednocześnie nie może powstrzymać uśmieszku zadowolenia. W rezultacie kobietę jednak wyciągnięto z tłumu, ale cały czas mocno ściskała swoją wodę święconą od Hermaniego.(Żeby nie było…nie wynieśli jej przez to, że rzucił w nią butelką, powiedzmy, że zaledwie musnął jej włosy ;o) )
Miły gest prawda? Fanka źle się czuje, więc wokalista daje jej swoją wodę. Tiaaaa. Miły gest.

(Nie wiem jak wy ale ja mam ochotę mu tak zrobić – co za menda społeczna… Mój pomysł z bojkotem Valosa chyba nie jest taki chybiony…wrr…. -C.N)

Ville ta menda nie dałby jej nawet kropli wody gdyby nie była w wieku jego matki. Gdyby któraś z nas była na jej miejscu nawet by na nas nie spojrzał. To świetnie pokazuje jak się nami bawi. Nie mówię, że to źle, niech ma chłop trochę zabawy, czyż nie? Pamiętam jak na koncercie 10 lat temu ochroniarz wyłowił z tłumu dziewczynę, która ledwo żyła, ale wciąż rozpaczliwie wołała „Ville,Ville” A co zrobił Ville? Nic. Nawet na nią nie spojrzał.
Niskie dziewczę stojące przede mną rzuciło czapkę na sam brzeg sceny w chwili, w której akurat zgasły światła. Kiedy ponownie rozbłysły Ville zaczął śpiewać i stanął tam gdzie spędzał większość czasu, czyli na brzeżku sceny.(Gdyby się pochylił i wyciągnął rękę,osoby z pierwszego i być może nawet drugiego rzędu z powodzeniem dosięgnęłyby jego kończyny)Bezceremonialnie, nieświadomie zdeptał prezent. Odszedł kawałek i spostrzegł czapkę. Przez chwilę – jeśli uchwyciło się jego wzrok – można było czytać w jego twarzy. Najpierw uświadomił sobie, że to milutkie, mięciutkie coś co tak przyjemnie pieściło jego buciki to prezent od fana.Następnie dotarło do niego, że to podeptał, zbezcześcił. Dalej jego mina mówiła „Co zrobić z tym gównem? Zostawić i udawać,że niczego nie zauważyłem? Podnieść i podziękować?” Bił się z myślami do następnego refrenu. Ostatecznie podniósł czapkę dwoma palcami jakby bał się,że pobrudzi swoje cenne paluszki. (Trzeba było nie podeptać jej brudnymi buciorami!!! ) i rzucił ją koło perkusji. Średnio fajne…
 (Wiem, że pewnie zaraz zostanę zlinczowana – podtrzymuję jednak swoje zdanie, że ktoś powinien spuścić Łilemu porządny wpir…l, żeby się opamiętał, bo jak widać odleciał trochę za bardzo… -C.N)
Byłam na wielu koncertach i jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś tak pajacował z odsłuchem jak Ville. Te ciągłe znaki do techników, grymasy niezadowolenia sprawiają, że czasem odbieram go jak jakąś divę. A robi to na każdym koncercie, praktycznie po każdej piosence. To już jakby część choreografii.
Linde często odwracał się do wzmacniaczy i głośników, tak jakby mówił, że przecież i tak nikt nie zwraca na niego uwagi i może grać choćby plecami do nas. Nic bardziej mylnego. Patrzenie na niego, słuchanie gdy gra to czysta przyjemność.
Pod koniec Ville powiedział, że wszystko dobiega końca i oni są tego najlepszym przykładem. Ogólnie dużo mówił i śmiał się. Obserwując ich żarty i drobne przepychanki zastanawiałam się ile z tego jest prawdziwe, a ile to część wyreżyserowanego show?
Zagrali moje ukochane „Stigmata diaboli”, „Razorblade kiss” i „It`s all tears”. Byłam w siódmym niebie. Cieszyłam się, że setlista nie jest identyczna z wczorajszą.

Gdy rozbrzmiały pierwsze dźwieki bisowego ‚Rebel Yell” pomyślałam, że to nie może się tak skończyć… I nie zawiodłam się. Płynnie przeszli w „When love and death embrace”. Salę przebiegła fala pisków, a następnie szlochów, gdy polały się pierwsze długo powstrzymywane łzy. I moje oczy się spociły. Świadomość, że pewnie już nigdy nie zobaczę, nie usłyszę ich w takim składzie była wyjątkowo dołująca w połączeniu z granym właśnie utworem. Przecież zakończenie kariery jest w pewnym sensie śmiercią.
Tak jak poprzednio pomachali nam i już ich nie było. Światło rozbłysło ponownie zbyt wcześnie. Widząc te wszystkie zapłakane twarze, moje oczy automatycznie wilgotniały.
To był koniec.
Gdybym miała podsumować oba koncerty… mam brzydkie uczucie jakby wcześniejszy gig potraktowali po macoszemu. Jakby KTOŚ uznał, że nie muszą się tak produkować, mają jeszcze jeden koncert by pozostawić super wrażenie. Mam nadzieję, że tak nie było, że to po prostu samo tak wyszło. Nie każdy mógł być obecny na obu koncertach. Dla większości koncert 29.był jedynym. Ostatnim. Nie chcę powiedzieć, że tamten koncert był zły. Nie był! Był bardzo dobry. Ale ten ostatni był SUPER. Chłopcy zdawali się mieć wiele więcej frajdy z grania,Ville dużo więcej gaworzył i żartował.
Żałuję,że nie byłam na koncercie w Stodole…ale przynajmniej mogłam ich zobaczyć dwa razy. Tak się pocieszam…
HIM towarzyszył mi przez ostatnie 17 lat, dorosłam z nimi.W moim życiu zmieniło się właściwie wszystko w tym czasie i mogę szczerze powiedzieć,że byli i są jedynym stałym punktem w moim życiu. Nawet kiedy miałam przerwy, zawsze do nich wracałam. Przynosili mi ukojenie gdy go potrzebowałam. Osuszali łzy lub dawali pretekst by się wypłakać. Muzyki, którą nam dali nikt nam nie odbierze, uczuć, które w nas budzi także nie. Jest smutno, bo to koniec pewnego rozdziału również w naszym życiu, ale ten koniec nie musi oznaczać czegoś złego. Koniec jest zawsze początkiem czegoś innego, jakiejś innej podróży. Jeszcze nie dziś, jeszcze nie jutro…ale wiem,że znów nas w nią zabiorą, ale już nie razem jako zespół. Będę czekać. Gotowa do drogi.
Tekst: Camille de Winter

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Thank You Guys and Good Luck! – Farewell Tour Poland 2017

Hello Sweethears!

Na pewno już przebieracie niecierpliwie nóżkami czekając na relacje z koncertu… 😀 Nooo cóż, musicie jeszcze trochę poczekać, bo dziewczyny nie dość że zakochane w Valosie, nadal są pod urokiem, to w dodatku rozemocjonowane. Poganiam je batem ale no… Bądźmy ludzikami, niech trochę odpoczną i zbiorą myśli 🙂

Ja tymczasem przygotowałam dla was skrót z wydarzeń, które miały miejsce wczoraj. Niech to będzie taki wstęp dla tych, których tam nie było i nie mogli śledzić relacji na FB – gdzie wczoraj było moje centrum dowodzenia światem 😀

Wczoraj Stodoła przeżyła małe oblężenie – no ale któż nie chciał zobaczyć chłopaków ostatni raz 😀

Dziwna to była trasa… można się było obawiać o kondycję chłopaków – ich chciejstwo lub niechciejstwo grania i bycia w ogóle w tej trasie. Były wątpliwości co do tego, jak zagrają w Polsce, zważywszy na to, że nie było wielką tajemnicą, iż panowie traktują nasz kraj raczej z rezerwą. Ale wiecie co?

Wczorajszy wieczór był po prostu niesamowity!

Ja tylko mogę teraz pacnąć sama siebie, że nie zrobiłam tego co trzeba aby tam być, no ale…

PoValona ekipa ze znajomymi stawiła się oczywiście na koncercie i jakby było tego mało, to zrobiła o wiele więcej 😀

Trzeba przyznać, że już w Rosji Valo z chłopakami pozytywnie wszystkich zaskoczył. Wokalnie stanął na wysokości zadania. Myślicie, że w Polsce było tak samo? Błąd.

Było lepiej 😀

Filmik autorstwa Marty Kownackiej (LilithVampiriozah)

Powrócił także metalowy Heartagram, co również było zaskoczeniem 😀

Były piski, krzyki, wzruszenia (o tym największym za chwilę), śmiechy i niedowierzania 😀 Cóż za magiczne chwile dla tych, którzy tam byli!

(Pozdrawiam biedną Karolinę, która wylądowała z bandą dziwnych ludzi w samym środku tego szaleństwa XD)

Miałam to szczęście, że moje Himstery zadzwoniły do mnie z koncertu – jeszcze przed występem HIM. Cudownie było zobaczyć ich ryjki oraz scenę – nawet jeśli tylko wirtualnie przez ekran smartfona, ale przez ten moment mogłam poczuć odrobinę tej niesamowitej atmosfery ❤

Filmik autorstwa Marty Kownackiej (LilithVampiriozah)

Piękną niespodzianką było nowe intro do piosenki „It’s All Tears” – niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że to nie było magnetyzujące 🙂

Filmik autorstwa Marty Kownackiej (LilithVampiriozah)


„Dzień dobry Wszystkim,
Chciałabym podziękować za wspólną zabawę. Dziękuję, bo dzięki Wam zrozumiałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Z napięciem obserwowałam każdy post, aż wreszcie w poniedziałek cudem udało mi się dorwać bilet. To było jak na razie najwspanialsze doświadczenie w moim 25 letnim życiu.
Koncert rozpierdolił mnie, rozkruszył w proch. Słucham HIMa od ponad 14 lat, jednak teraz można uznać, że jestem słuchaczem spełnionym.
Jeśli chodzi o samego ”Księcia”, to moja miłość do niego nie zna granic. To jest kosmita, nie człowiek, a jego ”doły” wciskały mnie w podłogę. Jeśli głos mógłby zapładniać, to z pewnością spodziewałabym się przynajmniej bliźniaków. 😉
I teraz apel: pomóżcie mi. Nie potrafię się ogarnąć, wrócić do normalności. Od rana płaczę co kilka minut, ale nie, że malutko – to jest szloch!
Jak zaakceptować ziemskie życie, skoro przez dwie godziny byłam w niebie?”


 


„Nie mam słów, żeby opisać to, co się tam wydarzyło 😵


„To był piękny wieczór. Każda piosenka wzbudzała mój zachwyt. Starałam się wszystko śpiewać, choć nie umiem. Ville, szczególnie gdy ,,wył”, ,,wydzierał się” to wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Myślałam, co sobie myślą panowie ochroniarze. Czy im się podoba? Ale wow? Ale utalentowani ludzie? No i oczywiście popłakałam się na solówkach przy FUNERAL OF HEARTS i GONE WITH THE SIN. Pierwszy raz byłam w Stodole, ale jestem bardzo zadowolona. Z taką kochaną ekipą chętnie wybrałabym się jeszcze nieraz na koncert. Cały zespół dał z siebie wszystko. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego eventu.”


„W życiu nie myślałam, że będzie aż tak dobrze. Ville cudownie śpiewał, był kontakt z widownią, były żarty, było cudownie. 💖💖💖💖”


„Koncert nie do opisania BYŁO MEGA MEGA… Najlepszy koncert jego na którym byłam. SZKODA ŻE JUŻ SIĘ NIE POWTÓRZY, ŻE JUŻ GO NIE ZOBACZĘ – NIE USŁYSZĘ. Sądzę, że reszty fanów to się też tyczy. DALI Z SIEBIE WSZYSTKO, JEST WIELKI, JEDYNY W SWOIM RODZAJU KOFFANYM 💖 💖 💖 


„Było pięknie. Ja chcę jeszcze raz 


„No jestem ogólnie zachwycona koncertem😍😍😍😍😍 Buźka dla każdego chłopaka.”


„Kuźwa, jaki on jest atrakcyjny na żywo 😍 Normalnie dopiero teraz tak popatrzałam, że no ma ten urok kuźwa…”


„Niesamowity wieczór. Naładowany emocjami, śmiechem, łzami i przede wszystkim świetną muzyką w niepowtarzalnym gronie. Coś o czym trudno będzie zapomnieć w najbliższej przyszłości”


„Valo był gorący jak kaloryfer w środku zimy i nie mam tu tylko na myśli wyglądu. Był jak miód na serce, poszarpane struny głosowe. I miło mi było jak parę razy odwrócił się w naszą stronę. Chłopaki także dawali z siebie wszystko, nawet niektórzy więcej (Linde) i niestety nie mogłam dojrzeć, czy Mige był w japonkach, czy jak cywilizowany człowiek w butach…Warto było zedrzeć gardło tego wieczoru i prawie zgubić spodnie, bo nie noszę paska” XD


Nie obeszło się też bez jakiegoś ekscesu, na szczęście niezbyt groźnego i sam Valos zainterweniował w tej sytuacji:

To wszystko to jeszcze nic. Chcieliście się wzruszyć? Myśleliście, że nie uronicie łezki a wasze serce nie drgnie widząc ich ostatni raz?

Taki oto zacny transparent przygotowała PoValona Anetka ale chwileeeczkę, to jeszcze nie koniec 😀 Patrzcie na to:

I poleciała flaga od naszej PoValonej Anety wprost w ręce Valosa 😁 Piękna chwila, piękne podziękowanie, nie da się nie wzruszyć 😭
Chciałam podziękować – Anetce –> za przygotowanie tej flagi oraz przejęcie szefostwa pod moją nieobecność 😀 Podziwiam wytrwałość jeśli chodzi o kolejkę i oczekiwanie pod Stodołą 🙂 Marcie  –> za relację na żywo i focisze specjalnie dla mnie 😛 Mel, , Oli, Annie i Milenie czyli moim robaczkom z ekipy (dzięki, że zadzwoniliście do mnie z koncertu 🤗😘) oraz Ewie za wsparcie no i tajemniczej Paulinie XD
ORAZ WAM WSZYSTKIM – ZA TO ŻE JESTEŚCIE I KOCHACIE NASZ ZESPÓŁ! ❣️❣️❣️

Cóż, być może ktoś tam przeczytał panom naszego bloga i w końcu wzięli się za siebie 😀 Patrząc na to, jak się dzisiaj zaprezentowali – choć mnie tam nie było – jestem bardzo zadowolona z formy zespołu oraz jeszcze bardziej z zachowania fanów  Pożegnaliście zespół w sposób godny zapamiętania i myślę, że panowie tak właśnie to odbiorą. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście i teraz czekam na wasze relacje – filmiki, selfiki, zdjęcia i opisy wrażeń 😏😉

Ale to jeszcze nie koniec!

A kto ma setlistę? No kto? I kościcho gitarowe? 🤘😏😎❣️
Dziewczyny nasze PoValone oczywiścieeeee 
Fuck Yeahhh!

 

To by było na tyle z mojej strony – na większą relację musicie poczekać 🙂 Cieszę się, że jesteście z nami tutaj i byliście na FB Wydarzeniu. Teraz poza relacjami, czekamy na kolejne koncert – będzie Praga, będzie Szwajcaria… No i ja… Na szarym końcu, podreptam na koncert w Londynie, pożegnać panów nie z pierwszego rzędu lecz z oddali, rzewnie kiwając głową i myśląc:

Dlatego spędziłam z nimi te wszystkie lata. Było warto. 

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!