Helsinki – mój drugi raz #Przygodnik

Cześć 🙂

Wakacje w pełni więc większość z was ma zaplanowane wyjazdy, albo już jest po wypoczynku 😀 Jeśli ktoś z was wybrał się do Helsinek czy Finlandii w ogóle, to chętnie zapoznalibyśmy się z waszymi wrażeniami 🙂

Nasz blogowy, francuski łącznik czyli Ewa, znowu wybrała się do tego kraju, jednak tym razem już nie tylko z powodu pana Valo, ale po prostu z narastającego zamiłowania do tego kraju.

Co tym razem jej się przytrafiło? (jej pierwszą relację możecie przeczytać tutaj – Ewa w krainie Muminków 🙂 )

I jaki to związek miało z naszą wyprawą? (Helsinki, miasto gdzie nie ma nocy ale jest HIM 🙂 )


Helsinki – mój drugi raz (i nie ostatni)

Kiedy rok temu wróciłam z pierwszego pobytu w Helsinkach, od razu postanowiłam oszczędzać na kolejne wakacje w tym mieście, które w niewytłumaczalny, magiczny  sposób stało się MOIM. Przez okrągły rok dojrzewały we mnie plany, co jeszcze chcę zobaczyć, czego doświadczyć, a przed oczami miałam już sceny z przyszłego pobytu.

Wpadłam też na pomysł pewnego projektu, zaczerpniętego z filmu “Amelia” Jean-Pierre’a Jeunet’a. Zapragnęłam przedstawić moje wakacje w Helsinkach z punktu widzenia krasnala, w moim przypadku zrobionego w włóczki, którego nazwalam Ville. 🙂 Niestety już na drugi dzień po wylądowaniu zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to pracochłonne i że jeśli chcę być naprawdę TU I TERAZ, to muszę zarzucić mój projekt, co pozwoli mi w pełni cieszyć się chwilą obecną i patrzeć dookoła mnie, a nie jedynie na krasnala. Ville pojawił się tylko na kilku zdjęciach, ale towarzyszył mi przez cały czas, schowany w plecaku. 🙂

(Ja też mam swojego  – ale nie jest krasnalem a… Reniferem XD I nazywa się Valcio 😛 – C.N.)

Moja podróż rozpoczęła się od odwołania lotu ze Strasbourga do Amsterdamu, skąd miałam dalej lecieć do Helsinek. Jednak dzięki tej niedogodności na lotnisku w Strasbourgu poznałam Johna, również podróżującego do Helsinek. John odwiedził stolicę Finlandii, bagatela, 27 razy, bo jego tata mieszka tam od lat ze swoją fińską żoną. Nawiązała się między nami nić sympatii i  podróż do Paryża, specjalnym TGV wynajętym przez “Air France”, minęła nam szybko i przyjemnie. Następnie wsiedliśmy w samolot “Finnair” i z kilkugodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnie planowanego lotu, znaleźliśmy się w Helsinkach, życząc sobie pięknie spędzonego czasu.

Nazajutrz, 11 lipca, pognałam jak na skrzydłach do “Tiketti Galeria”, gdzie dosłownie ostatni dzień mogłam obejrzeć wystawę Ville Juurikkala “Right Here in My Eyes”. Zauważyłam, że przeniesiono do niej kilka zdjęć z HAM (“Helsinki Art Museum”), w którym ta sama wystawa zakończyła się już 3 lipca.

Po wyjściu z “Tiketti” z sercem na ramieniu ruszyłam do sex-shop’u Kariego Valo. Nie wiedziałam, czy będzie mnie pamiętał. W plecaku niosłam dla niego prezencik: kubek z Poznaniem, moim rodzinnym miastem. Na początku Kari nie bardzo mnie skojarzył, ale wspomniałam mu o mojej wizycie rok temu i o mailu, który wysłałam do niego pod koniec maja z zapytaniem, czy sklep będzie otwarty. Przypomniał sobie. 😀

Wspomniałam też o naszej Heartagramowej ekipie z Catherine na czele. “Ach tak, jedna z tych dziewcząt dała mi swój obraz, o ten.” i wskazał na płótno wiszące nad drzwiami wejściowymi. “A jak ta dziewczyna ma na imię?”, “Emanuela” – odpowiedziałam, “Emanuela” – powtórzył Kari.

(I pomyśleć, że Mel nie była pewna czy go zabrać 😀 A teraz wisi sobie w sex shopie pana Valo XD – C.N.)

Kiedy wręczyłam mu kubek, Kari bardzo się wzruszył. Naprawdę nie spodziewałam się aż tak żywiołowej reakcji z jego strony. Obracał kubek w dłoniach i powtarzał “Jaki on ładny!”, “Podoba mi się, że jest zielony w środku. Bardzo lubię ten kolor.” i uściskał mnie tak mocno i z takim uczuciem, jakbyśmy byli parą dobrych znajomych. Powiedziałam, że tym razem chcę kupić koszulki, jedną dla mnie i jedną dla koleżanki. Miałam na oku model z taką babeczką i kajdankami, ale niestety prawie wszystkie koszulki z tym wzorem wyprzedały się podczas festiwalu TUSKA. Stanęło więc na modelu klasycznym, jedynie z logo sklepu.

Kiedy już je wybrałam, Kari niespodziewanie zaproponował mi: “Może ją założysz? Możesz przebrać się tutaj” i wskazał na drzwi za ladą, które były drzwiami toalety. 😀

Potem rozmawialiśmy jeszcze o Laponii, o kąpielach w przeręblach, a także wymieniliśmy kilka słów o końcu HIM. Gdy wspomniałam, iż czuję, że Ville szykuje solowy projekt, Kari powiedział: “Tak, Ville jest od zawsze w muzyce. Żartuje, że będzie śpiewał na promie do Sztokholmu.” i zaśmiał się na własne słowa. 😀 Na pożegnanie tym razem to ja uściskałam Kariego i zostałam obdarzona komplementem, po którym po prostu stopniało mi serce. “You are a wonderful woman.” brzmiało mi w głowie do końca dnia. To było niesamowite spotkanie, pełne emocji i autentycznej radości.

(Ja wam mówię, pan Valo to taki fajny flirciarz w fińskim stylu, podejrzewam, że Valo ma tak samo XD Ale fakt Ewa, wyglądacie już jak para dobrych znajomych 🙂 – C.N )

Nazajutrz postanowiłam pojechać na wyspę Seurasaari, na której znajduje się skansen Finlandii, ze zrekonstruowanymi domostwami i zagrodami, do których można zaglądać, jeśli kupi się bilet. Okazała się ona bardzo przyjaznym miejscem dla wiewiórek, które dają się podziwiać z całkiem bliska i karmić orzeszkami.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po ponaddwugodzinnym pobycie na Saurasaari i po krótkiej regeneracji w uroczej kawiarence, gdzie raczyłam się przepysznym ciastem z koniakiem (Dieta na wyjazdach nie obowiązuje! 😉 😀  ), ruszyłam w kierunku wieży Valo, która znajduje się całkiem niedaleko wyspy. Idąc tak w jej stronę, zastanawiałam się, czy Ville zdarzało się dokarmiać wiewiórki na Seurasaari i uśmiechnęłam się na tę myśl. 😀 Zaskoczyło mnie, że wieża wcale nie jest taka wysoka, jak to sobie wyobrażałam i jak to sugerowały zdjęcia w internecie. Zrobiłam kilka fotek i poszłam sobie posiedzieć w parku ta tyłach wieży.

Wieczorem wybrałam się do pubu “The Riff”. Zamówiłam piwo „Karhu” (hi hi hi!), rozsiadłam się wygodnie i uwieczniłam kilka ścian. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A skoro jestem przy lokalach, to chcę napisać jeszcze o dwóch miejscach. Pierwszym jest sieć restauracji “Soppakeittio” specjalizująca się w zupach. Jedna z tych restauracji znajduje się w Kauppahalli, tuż przy Kauppatori. Każdego dnia jest inne menu. Jadłam tu trzy razy i za każdym byłam zachwycona. Zupy są przepyszne i niedrogie, a najeść można się naprawdę do syta.

Drugim miejscem jest “Mumin Kaffe”, których w Helsinkach również jest kilka. Ja odwiedziłam kawiarnię na Liisankatu. Bardzo miłe miejsce, przyjazne dzieciom, gdzie można zjeść ciacho, wypić kawkę i powrócić trochę do dzieciństwa. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W piątek pojechałam autobusem do Porvoo, 50 km od Helsinek. Porvoo to drugie, po Turku, najstarsze miasto Finlandii. Znane jest ze swojej uroczej starówki oraz czerwonych drewnianych budynków nad brzegiem rzeki Porvoonjoki, które służyły niegdyś za magazyny, gdzie składowano towary przybyłe z odległych krajów. Idąc w stronę starówki, natknęłam się na sklep z płytami, “Riverside Records”, który po części jest komisem. Za pierwszym razem odkryłam “Music Hunter”, a tym razem sklep w Porvoo! 😀

Zapytałam życzliwego sprzedawcę, czy ma coś HIM, a on poprosił mnie, bym zaczekała kilka minut i zanurzył się w stertach płyt na tyłach sklepu. Wrócił z trzema tytułami, a ja zdecydowałam się na dwa z nich. Powiedział, że ma też fińską biografię HIM w dobrej cenie i nawet zaczął jej szukać, ale niestety gdzieś się zapodziała.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No właśnie, podróże to nie tylko spotkania z miejscami, ale także z ludźmi. Tak, jak spotkanie z Davidem podczas jednego ranka, kiedy przechadzałam się po rynku Kauppatori i oglądałam stoiska. Moją uwagę przykuł stolik z kamieniami i drucianą biżuterią z kamieniami, a że uwielbiam takie rzeczy, to zatrzymałam się i zaczęłam uważniej się im przyglądać. Sprzedawca zagaił mnie i dowiedziałam się, że jest Kolumbijczykiem, że sam szlifuje swoje kamienie i sam tworzy prezentowaną biżuterię, także bezpośrednio na stoisku. Zaczęliśmy rozmawiać o energii kamieni, o energii w ogóle i w miarę rozwoju rozmowy pojawiła się we mnie chęć, by kupić jedną z jego zawieszek, ale wolałam, by zrobił ją specjalnie dla mnie. Wybrałam opal andyjski, który okazał się dość drogi, a do tego dochodziła jeszcze jego oprawa. Powiedziałam wprost Davidowi, że nie mogę sobie pozwolić na ten kamień i zaczęłam szukać innego, a wybór był przebogaty.

Na to David zwrócił się do mnie: “Emanujesz tak piękną energią, że chcę, żebyś miała kamień, który cię przyciągnął. Chcę, żebyś miała coś ode mnie. Sprzedam ci go taniej i zrobię ci z nim coś pięknego.”, po czym dodał: “Wiesz, najfajniej jest, kiedy nie szukamy, ale po prostu znajdujemy. Ty znalazłaś.” Przeszył mnie dreszcz wzruszenia. Po piętnastu minutach wręczył mi gotową zawieszkę, uściskał mnie, ucałował… i dal mi jeszcze grudkę cytrynu w prezencie. 😀

Cały ten tygodniowy pobyt był pełen wzruszeń. Podobnie jak za pierwszym razem, czasami aż nie chciało mi się wierzyć, że tego wszystkiego doświadczam. Kiedy ostatniego dnia spacerowałam brzegiem morza, zachciało mi się płakać, a następnie pojawiło się we mnie uczucie przeogromnej wdzięczności za to, że mogę tu być oraz pragnienie, by znowu tu wrócić.

To już postanowione.

Od września będę oszczędzać na mój trzeci raz w Helsinkach. 🙂 Zainteresowałam się tym miastem z powodu Valo, ale obecnie moja fascynacja tym miejscem znacznie wykracza poza HIM-owy kontekst. A co, jeśli trafiłam na HIM, żeby trafić do Helsinek? Czuję się tu jak u siebie.

A dla zamknięcia całej historii dodam tylko, że do Francji wracałam… z Johnem. 😀

Tekst i zdjęcia: Ewa Włodarczyk


No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy 😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii, lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule maila wpisując PRZYGODNIK 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

„Nothing lasts forever”- książę Valo przerywa milczenie na festiwalu Miljoona Rock :)

Greetings Sweethearts!

Dzisiaj będzie notka informacyjno – organizacyjna, a do tego nawiążę do ostatniego postu, który wywołał nieco kontrowersji 😀 Nie, nie będę się łasić ani przepraszać 😛 A nawet jeszcze ciut podgrzeję atmosferę XD

Na samym początku jednak, chciałam podziękować wszystkim tym, którzy wzięli udział w dyskusji i co więcej, utrzymywali ją na wysokim poziomie 🙂 To mnie przekonuje, że jednak fani HIM mają w sobie dużo kultury i póki co, nie muszę się martwić o banowanie kogokolwiek (sorry LimaK XD)

Panowie z HIM zagrali kolejny festiwalowy koncert, który ponownie miał miejsce w Finlandii – był to festiwal Miljoona Rock i przy tej okazji w końcu Książę Valo udzielił wywiadu, w którym mówi nareszcie o rozpadzie zespołu, planach na przyszłość itp.

Wywiad jest po fińsku, ale ma napisy angielskie więc myślę, że część z was będzie w stanie zrozumieć o czym on mówi. Niestety nie mam czasu na tłumaczenie, ale generalnie opowiadał o rozpadzie zespołu, że rozmawiali z chłopakami o nowej płycie i kierunku w jakim podążała ich muzyka. Ville znów nawiązał do gwiazd, które nie były na swoim miejscu – dyplomatycznie jak polityk (oczywiście podkreślił, że nie chce tak zabrzmieć hehe Valos Polityk, ale by była jazda XD Z tymi jego wywodami, to by nie opuszczał mównicy :P)

Według niego muzyka brzmiała dobrze, ale nie było tej ekscytacji, która powinna być. Priorytety się zmieniły niestety. Podkreślił przy tym, że to nie była tylko jego decyzja i że z tego powodu miał ból głowy oraz był zaniepokojony, gdyż zespół to ogromna część ich życia.

 

Zapytany, czy ma do udowodnienia jeszcze coś komuś lub sobie samemu, odpowiada że zawsze ma sobie coś do udowodnienia, lecz jako zespół już nie bardzo. Ville użył terminu „Złotej Klatki” jako określenia jego sytuacji, gdzie fani oczekują od niego pewnego rodzaju muzyki, a zespół jest jednocześnie bardzo cenny i jednocześnie bardzo wiążący. Stwierdził, że mają piosenki od których nie chcą uciec, czy się ich pozbyć, ale jednak ich nie powtarzać. Powiedział także, że nie są na tyle odważni, by zrobić totalnie inny album jak to zrobiło U2. Generalnie chodzi mu o to, że nie można kontynuować czegoś, jeśli wszyscy nie są usatysfakcjonowani.

Poza tym, Valo nic nie wie o żadnym DVD z koncertów. Ponadto Valos nie zamierza podlewać kwiatków XD (Hell no! :D), choć to lubi i podobno jest w tym dobry huehuehe I ma jakieś tam plany solowej kariery – lubi muzykę głośną ale i melodyjną, więc jeśli będzie coś kombinował to prawdopodobnie będzie miało to brzmienie podobne do HIM.

Co do samego festiwalu Miljoona Rock – uważam, że było lepiej niż na Tuska. Być może pan Valo miał lepszy humor czy coś. Nawet głosowo wydaje mi się, że było lepiej, choć nadal podtrzymuje swoje zdanie z poprzedniej notki co do tej kwestii.

Tutaj możecie zobaczyć występ z innej perspektywy 🙂

A pamiętacie naszą wycieczkę do Helsinek? Tym razem do Finlandii pojechała nasza francuska korespondentka Ewa 🙂 I oczywiście odwiedziła pana Kariego Valo – a pan Kari Valo jak to pan Valo – flirciarz w fińskim stylu XD Nie dość, że Ewę pamiętał, nas też, to jeszcze mogę z dumą ogłosić, że obraz Mel – naszej blogowej korektorki wywiadów, która także jest artystką, wisi w sklepie papy Valo! ! !

GRATULUJEMY!

(I teraz czekamy aż Ville go obczai i podkradnie na okładkę do solowej płyty :D)

Nasza Ewa tymczasem już wróciła do domu, więc czekajcie na jej relacje z Helsinek i z tego, jak się przebierała u papy Valo w toalecie w koszulkę zakupioną w jego sklepie 🙂

A tutaj macie dwie panie + ryjek Valosa 😀 Zdjęcie zostało zrobione w jego nowym domu – od razu wyjaśniam, zanim się pojawią komentarze o stalkowaniu go – znajomy tych pań sprzedał Ville jakieś muzyczne graty, więc dlatego miały okazję zrobić sobie z nim fotkę. Nie czaiły się pod jego domem 🙂

Teraz chciałam nawiązać do tematu grupy FB, bądź stronki bloga na FB. Sama takowych nie posiadam, ale jeśli jesteście zainteresowani nowinkami, zapowiedziami tego, co się ukaże na blogu oraz informacji o tym, co się właśnie na nim ukazało, to zapraszam was tutaj:

Rambo Rimbaud Polish Fansite

Współpracuję z autorką już od dłuższego czasu, więc ma ona moje pełne pozwolenia na publikację 😀 Zapraszam serdecznie HIMofanów 🙂 I niech was nie zmyli nazwa – to tylko „chłyt” marketingowy, żeby się wyróżnić pośród wszystkich HIM stron, Valo stron itp. Stronka informuje o poczynaniach całego zespołu.

Ok, gotowi?

Czas trochę namieszać 😀

Widzicie tą panią? Ja to przy niej jestem… Bardzo delikatna XD Ona natomiast się nie bawi w uprzejmości 😛 Otóż pani ta jest dziennikarką magazynu fińskiego Ilta – Sanomat i napisała ona relacje z koncertu HIM z festiwalu Tuska. Brzmi ona mniej więcej tak:

Imponujący początek.

HIM zaczął początek koncertu z mocnym basem, który objął nawet dźwięk głosu Ville Valo i wszystko inne na scenie, kiedy rozpoczęło się „Buried Alive by Love”.

Wkrótce po rozpoczęciu koncertu nastrój zaczął się psuć. Valo wydawał się być bardzo marudny na scenie. Skierował do publiczności kilka rozflirtowanych uśmiechów, lecz jednak były one dla niego trudne i wręcz go przytłaczały.

Zespół nie komunikował się na scenie przez cały koncert a Valo stojący na czele zespołu, był jak samotna, leniwa latarnia morska. Grali hit za hitem, ale żadna z piosenek nie wywołała entuzjazmu pośród frontowych fanów. Cały koncert był jak pudełko od prezentu, obwiązane jedwabnymi wstążeczkami lecz w środku nie było nic.

W końcowych fazach koncertu młodzi fani patrzyli na swojego idola z desperacją.

Charyzma Valo nie uleciała ale jego motywacja i pokora już tak. Jako słuchacz, byłam poirytowana, że atmosfera na festiwalu została kompletnie zatracona.

Źródło: Ilta – Sanomat

I teraz jeszcze na zakończenie tekst Ewy – naszego francuskiego łącznika, która chciała się wypowiedzieć na temat tego, co znaczy być fanem.

« Czy głos Ville to łabędzi śpiew? »

albo « Co to znaczy być fanem ? »

Jeśli ta notka ma podwójny tytuł, to jest dla tego powód. Piszę ten artykuł, zainspirowana jednym komentarzem, który ukazał się pod poprzednim wpisem na blogu (“Tuska 2017 – czyli coś sobie pochodzę i pośpiewam, a potem zdradzę że…”), i który wywołał pewne poruszenie. Autor tego komentarza wyraził opinię, że ów wpis ma znamiona hejtu, a uwagi o prezencji Valo są “płytkie”. Nie, nie piszę tego artykułu, by polemizować z opinią komentującego, a tym bardziej, by go do czegoś przekonywać. Komentarz tej osoby zainspirował mnie natomiast do pewnej refleksji, którą wyłuszczę poniżej.

W swoim komentarzu owa osoba nie zgodziła się z opinią Catherine, że – najogólniej ujmując – wydaje się, iż wokal Valo w ostatnim czasie znacznie się pogorszył, a że osoba ta jest zawodowym wokalistą, to wie, o czym mówi. Jeśli o mnie chodzi, nie jestem specjalistką: ani zawodowym muzykiem ani trenerem śpiewu, ale zgadzam się z opinią Catherine oraz kilku innych osób komentujących jej artykuł. Dla mnie wokal Valo nie prezentuje się tak, jak kiedyś, a także zauważam, że obecnie jego podejście do własnego śpiewania jest również inne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mu się po prostu mniej chce, tak jakby coś w nim zgasło czy się wypaliło. To moja osobista opinia, za którą biorę pełną odpowiedzialność.

Owszem, to opinia, która nie jest zbyt przychylna Valo. I w tym miejscu pojawiają się pytania, będące sednem tego artykułu: “Czy jako kompletna amatorka mam prawo wygłaszać taką opinię?” oraz “Czy ta opinia jest godna fana, czy raczej hejtera HIM?”. A te pytania zawierają się z kolei w pytaniu bardziej ogólnym: “Co dla mnie znaczy być fanem?”. Na ostatnie odpowiem przez negację.

Bycie fanem na pewno NIE OZNACZA bałwochwalczego podejścia do mojego idola. Bardzo mnie męczy nieustanne pozostawanie na kolanach. Idealizowanie moich ulubionych muzyków, osobowości kultury czy ogólnie ludzi, z którymi mam kontakt, kończyło się dla mnie zawsze boleśnie. Nikt z nas nie jest idealny i to czyni nas interesującymi i wartymi poznania.

Tak jest też z Valo. To skomplikowany facet, pełen sprzeczności i niedoskonałości. Jako jego fanka nie czerpię dzikiej przyjemności z moich obserwacji, że jakość jego głosu się pogorszyła oraz nie czekam, aż lub czy definitywnie polegnie. Tak, to byłyby oznaki hejtu. Tymczasem ja zastanawiam się, co może być tego przyczyną. Na myśl przychodzi mi jego alkoholowa przeszłość i nałogowe palenie, które mogły się do tego przyczynić i jest mi po prostu smutno, a także zwyczajnie i po ludzku złoszczę się na niego. To oczywiście jego życie i jego wybory, ale że lubię skubańca, to prowokuje on we mnie przeróżne emocje.

Nie jestem specjalistką, ale ufam mojemu własnemu odbiorowi jego śpiewu i jego osoby. Daję sobie do tego pełne prawo, bez narzucania mojej opinii innym. Inni mogą się ze mną nie zgadzać, ale czyjeś zdumienie czy sprzeciw w żaden sposób nie wpływają na moje własne odczucia i obserwacje. Daję sobie prawo do bycia subiektywną oraz do niebycia specjalistką we wszystkim. Moja opinia ma znaczenie dla mnie samej i dla mojej “relacji” z Valo, która ewoluuje, zmienia się, a także przechodzi kryzysy, zupełnie jak w realnym życiu, o czym nie tak dawno rozmawiałyśmy z Catherine. W moim własnym odczuciu bycie fanem nie wyklucza bycia krytycznym, nie wyklucza niezgody z pewnymi zachowaniami czy posunięciami idola, nie wyklucza też żartowania z niego.

No właśnie, jeszcze krótko o żartowaniu czy o “chichraniu” z Valo, jak to uroczo napisała w swoim komentarzu pod artykułem o Tuska Olka. Poczucie humoru jest dla mnie jak powietrze. Uwielbiam żartować, także na własny temat. Osoba z poczuciem humoru z pewnością odróżni je od drwiny czy złośliwości. Uważam, że żartowanie z naszych idoli jest bardzo zdrowe i nie ma nic wspólnego z hejtem. Powiem coś, co zabrzmi jak paradoks: Dystans do naszego idola spowodowany śmiechem sprawia, że staje się on nam bliższy, bardziej dosięgalny, bardziej “z krwi i kości”. Zdejmujemy go z piedestału i stawiamy obok siebie, na równi, jak partnera. Nawiązuje się dialog, choćby tylko wewnątrz nas samych, rodzi się inspiracja. Osobiście, w moich idolach nie szukam figury, do której mogę się modlić, ale szukam elementów nam wspólnych, “esencji”, która nas łączy, przy absolutnym poszanowaniu ich odmienności i unikalności. Śmiech jest doskonałym środkiem do ogarnięcia paradoksu, że choć każdy z nas jest inny, to tak naprawdę wszyscy jesteśmy też tacy sami.

Tekst: Ewa Włodarczyk

Cóż… Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony 🙂 Moim zdaniem także bycie fanem nie polega tylko na wzdychaniu i idealizowaniu tak bardzo, żeby nie widzieć kiedy nasz idol czasem zawali sprawę 🙂 W pewnych momentach trzeba tupnąć nóżką i powiedzieć – Ej, koleś co ty odpi#$%sz? 😀 I nie ma w tym nic złego bo ostatecznie i tak przecież wszyscy go kochamy 😀

Zapraszam do dyskusji 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Helsinki – miasto, gdzie nie ma nocy, ale jest HIM :) #Przygodnik

Hello Sweethearts!

Oto jestem!

Pojechałyśmy do Hellsinek i wróciłyśmy w jednym kawałku, a mnie udało się w końcu skrobnąć parę słów na temat tego jak było 😀

Zapewne jesteście ciekawi, więc bez zbędnego przedłużania —> Oto Jest 🙂 Relacja pisemna i filmowa.

ENJOY 🙂


Na początku zaznaczę, że relację przygotowałam z wszelkich HIM miejsc, aby nie przedłużać już i tak znacznie długiego tekstu. Wszystkie miejsca związane z Helsinkami, które możecie znaleźć w przewodniku omijam i skupiam się na tym, co was, czytelników bloga o specyficznej tematyce, powinno zainteresować 🙂

Cóż… Po co ja tam jadę… Tak mi się nie chce… Zimno, ciemno i bez tej ekscytacji, którą pewnie czułabym wiele lat temu, kiedy HIM miał jeszcze na mnie duży wpływ.

Teraz pan Ville Valo ani mnie ziębi, ani grzeje lecz jak się okazało na samym końcu, ta wyprawa była mi potrzebna by… Ale zacznijmy od samego początku…

Pół roku temu pomyślałam, że od długiego czasu wybierałam się do Helsinek i jakoś ostatecznie z planów tych nic nie wynikało. Temat podjęła Ola i od słowa do słowa, od maila do maila doszło do tego, że kupiłyśmy bilety, następnie dołączyła do nas Mel i zaczęły się poszukiwania mieszkania do wynajęcia w Helsach – machina ruszyła…

I choć cieszyłam się, że mam bilet na lot, to jednak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że zamiast tej podróży powinnam polecieć, jak to na ciepłolubnego człowieka przystało, na Ibizę bądź Majorkę czy tym podobne kierunki. Ale dziewczyny były podekscytowane, a ja nie miałam się już jak wycofać 😀 Słowo się rzekło, bilety się kupiło.

No więc niech tak będzie – jadę do Helsinek, gdzie podobno miało być zimno, drogo, a Finowie nie wchodzą w żadne interakcje z obcymi. Jadę do Helsinek, gdzie podróż ta miała być sentymentalnym powrotem do chwil świetności zespołu HIM, który obecnie kończy karierę – gdzie większość fanów lamentuje, tam ja się zgadzam z podjętą przez nich decyzją ale teraz nie o tym…

Spotkałyśmy się na lotnisku w Krakowie i od momentu oderwania kół samolotu od pasa startowego, zaczęła się nasza wspólna przygoda.

Już sam widok miasta w nocy wydawał się być czymś zupełnie innym niż to, co widziałam do tej pory. Horyzont pokrywała łuna światła jak przy zachodzącym słońcu, ale niecodzienność tego zjawiska uświadamiała pora… Było to bowiem o 1 nad ranem… Białe noce dały mi się we znaki, ale o tym ponarzekam później (tak, jestem śpiochem i dzień w nocy strasznie mi przeszkadza oraz wyprowadza z równowagi :P)

Już pierwszego dnia postanowiłyśmy nie odkładać najważniejsze wizyty podczas całego wyjazdu, gdyż jak się okazało, natrafiłyśmy na okres świąteczny, gdzie sklepy bywały zamykane wcześniej lub były nie otwierane wcale. A zakupów w tym jednym, szczególnym sklepie nie mogłyśmy przecież sobie darować…

 

Chwyciłyśmy więc mapę Muminków w dłoń i zaczęłyśmy podążać do celu pielgrzymek każdego fana HIM w Helsinkach.

Nieśpieszne, spacerując po mieście, które ostatecznie okazało się na tyle małe, że spokojnie można je zwiedzać spacerując i w kilka dni zwiedzić każdy ważniejszy punkt (kto twierdzi, że Helsinki są duże chyba nie zna definicji tego słowa, zwłaszcza, iż to przecież jest stolica 😀 ) dotarłyśmy do miejsca przeznaczenia, które zacnie było zakreślone na naszej Muminkowej mapie. Po drodze zaczęłyśmy obalać mit, jakoby Finowie byli narodem zamkniętym i uprzedzonym do wchodzenia w jakiekolwiek interakcje z obcymi – panowie i panie sami do nas podchodzili, tłumacząc nam drogę a także rozmawiając o mieście czy o nich samych.

Nim się obejrzałyśmy, naszym oczom ukazał się szyld sklepu znany każdemu fanowi. Kiedy stanęłyśmy pod jego drzwiami, nie będę kłamać, że poczułam się nad wyraz podekscytowana, ale dziwnie surrealistycznie było uczucie wiedzieć, że za drzwiami znajduję się tata pana Valo…

Kiedy otworzyłyśmy drzwi, podejrzewam że w pierwszym momencie Kari Valo, jak i jego znajomy, wiedzieli kim jesteśmy, a przynajmniej mam nadzieję, że nie wyglądamy zbytnio na fanów miejsc  oraz zabaw związanych z takim miejscem XD Kiedy się przedstawiłyśmy i powiedziałyśmy, że jesteśmy fanami HIM, wszystko stało się jasne a papa Valo zaczął nam pokazywać koszulki, na widok których zaświeciły się nam oczy. Chwilę trwało nim wybrałyśmy swoje rozmiary, pocztówki, kajdanki dla mnie (papa Valo stwierdził, że mój chłopak jest szczęściarzem i uśmiechnął się przy tym porozumiewawczo ponownie w ten sam sposób, kiedy zapytał czy któraś z nas życzy sobie pejczyk lub owe kajdanki, a tylko ja wyraziłam entuzjazm 😀 Być może wyczuł we mnie fana W.Controla XD)

Kari Valo był bardzo miły i każdej z nas dał nawet parę kartek jako prezent, a cenowo zakupy naprawdę były udane. Poza tym, kupiłyśmy TĄ jedną koszulkę, na którą każda z nas polowała.

Przez cały ten czas, kiedy dziewczyny robiły zakupy ja się rozejrzałam nieco po sklepie. U właściciela rzucił mi się w oczy wytatuowany motyw taksówki na lewym przedramieniu, co nie jest dziwne jeśli się wie, że papa Valo był przecież taksówkarzem. Nawiązuje do tego także wiszące w sklepie zdjęcie Roberta DeNiro – kadr z filmu „Taksówkarz”, i drugi kadr – fotografia Nowego Jorku. Poza tym, mnóstwo tam rzeczy dla dorosłych, wiadomo, to sklep dla nich ale powstrzymam się od szczegółowego opisu 😉 Była tam także mapa z zaznaczonymi na niej punktami – te punkty to miejsca z których fani go odwiedzają. Dało się też zauważyć Heartagramy i plakaty zespołu a nad ladą wisiał sobie obraz z okładki płyty „Venus Doom”.

Teraz być może, wisi tam i także inny, gdyż Mel – nasza Heartagramowa artystka podarowała panu Kariemu jeden ze swoich obrazów, który to bardzo mu się spodobał, a my także poczęstowałyśmy go naszymi polskimi słodyczami 😀

Kiedy przyszedł czas na fotki, przyjaciel pana Valo był nam bardzo pomocny – podejrzewam, że to zawodowy fotograf HIMfanów w sklepie XD Trzeba przyznać, że wie co robi i jesteśmy mu wdzięczne za fajne zdjęcia. Jeśli sami się tam pojawicie, to prawdopodobnie również skorzystacie z jego usług 😀

Zbierałyśmy się do wyjścia, kiedy pan Valo do mnie podszedł, gdy otwierałam drzwi i wskazał na… polską naklejkę z napisem „Uśmiechnij się”. Jak przeczytałam tak zrobiłam i podjęłam jeszcze rozmowę na temat tego, ilu fanów ma w sklepie i czy dużo polskich fanów go odwiedza. Kari potwierdził i dodał także, że przychodzi również sporo Rosjan oraz Niemców. Podziękowałyśmy mu więc za poświęcony czas i ruszyłyśmy w dalszą drogę ale…

No właśnie 😀

Okazało się, że poszłyśmy w innym kierunku i musiałyśmy zawrócić w dół drogi, aby dotrzeć do sklepu muzycznego w którym Ola chciała się zaopatrzyć w płyty. Musiałyśmy więc znów przejść obok sklepu papy Valo.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy spotkałyśmy go przed sklepem, stojącego tuż koło samochodu!

Oczywiście nie omieszkał się nam nim pochwalić, na co my oczywiście nie omieszkałyśmy pochwalić jego cudowności na czterech kołach. Przy wspólnej fotce zapytałam:

-Jak długo ma pan ten samochód?-

-Ooo- nie zastanawiał się długo – 21 lat, tyle co masz ty- uśmiechnął się.

-Nie, nie, definitywnie nie panie Valo, jestem znacznie starsza- odparłam więc Kari kurtuazyjnie stwierdził, że góra 23 lub 24.

-Czy próbowaliście naszych cukierków?- zagadnęłam ponownie. „Nasz” pan fotograf też tam był.

-Nie, jeszcze nie ale zaniosę je żonie, uratowaliście moje małżeństwo- śmieszek z tego pana Valo 😀

Był bardzo chętny, by pomóc nam odnaleźć poszukiwany sklep muzyczny, pokazałam mu więc naszą mapę… Muminkową mapę… 😀 Że nie wybuchł śmiechem to się dziwię, najlepsze jest to, że przy adresie stało jak byk „po drodze do sklepu papy Valo” a on centralnie najechał tam palcem więc musiał to widzieć XD Ehhh… Ola i jej zapiski 😀 A pan Valo pobiegł jeszcze do sklepu i dał na mnóstwo ulotek o Helsinkach oraz… Mapę 😀 Bardziej szczegółową i tym razem bez Muminków XD

Kolejnymi naszymi punktami był sklep muzyczny, gdzie Ola zaopatrzyła się w płytkę zespołu a ja przejrzałam winyle HIM, które możecie zobaczyć na filmiku z naszej podróży.

W okresie, w którym byłyśmy w Helsinkach odbywały się dwie wystawy powiązane z zespołem – jedna w muzeum HAM.

I tu miałyśmy szczęście w nieszczęściu, bo kiedy dotarłyśmy do muzeum było one zamknięte, ale mogłyśmy pooglądać wystawę przez szybę. Miało być otwarte następnego dnia lecz Finowie stwierdzili – Nie, jest święto, jedziemy do lasu na grilla i saunę więc sorrka… 😀

Ale… tuż obok Tavasti, bo oczywiste jest, że podeszłyśmy do tego jakże sławetnego klubu, była kolejna galeria (klub też nas polubił – na fejsie co prawda, ale się liczy :P)

Tiketti Galeria – przyciągnęła nas ryjem Valosa, choć to nasza radarowa Ola, która wypatrzy wszystko co z nim związane, odnalazła tę galerię. W środku znajdowała się bardzo miła pani, która pozwoliła nam zwiedzić i obejrzeć wszystko, co tylko chcemy.

Białe noce, wiatr, dziwny język nie do wymówienia, niska temperatura… Męczące zjawiska… Jednak sporadyczny drink pozwala przetrwać… Teraz się nie dziwię, czemu Finowie tyle piją 😀

Kolejnego poranka powstrzymałam już swoją frustrację faktem słońca, które prawie nie zachodzi, ulicy, która nie ma nazwy, Helsinek – miasta podobnego do życia, gdzie raz jedziesz z górki, a raz tułasz się mozolnie pod górkę.

Tego dnia bowiem, miałyśmy z dziewczynami wyruszyć do kolejnego ważnego celu. Symbolu pewnej epoki, nieodłącznie kojarzonego z „księciuniem Valoskiem”. Czy już się domyślacie o co chodzi???

Dzielnica na obrzeżach miasta wydawała się bardzo przyjazna i spokojna. W istocie taka też była. Kiedy się w niej pojawiłyśmy, miałam wrażenie, że te niedobitki ludzi nas mijających od razu wiedzą kim jesteśmy i czego szukamy.

Nie mylili się.

Gdy po krótkim spacerze naszym oczom ukazała się wieża Valosa, był to piękny widok budowli oplecionej zieloną, wiosenną i kwitnącą roślinnością, jakby nikt tu nigdy nie tworzył depresyjnych piosenek i nie komponował smutnych melodii. Jakby wieża pokazywała – tamtej epoki już nie ma, przyszły zmiany i nastąpił koniec.

Ale nie ujmowało to jej piękna. Wystarczyło spojrzeć i można było zrozumieć dlaczego Valos zaszył się w tej okolicy, w tej wieży…

Najzabawniejsze jest to, iż nigdy bym nie przypuszczała, że sama kiedyś stanę na tej ulicy i zobaczę ją na własne oczy.

Jeśli miałabym wybrać moment najbardziej dla mnie znaczący z całej tej naszej PoValonej ekspedycji, to byłby właśnie ten moment, kiedy stanęłam pod wieżą Valo. I nie miało to znaczenia, że jego tam nie ma. Że nikogo tam nie ma.

To był symbol wszystkiego. Myślę, że wielu z was rozumie o co mi chodzi.

Nie byłyśmy tam długo i nie weszłyśmy dalej niż nakazywało to uczucie przyzwoitości – parę zdjęć z ulicy w zupełności nam wystarczało, bo choć zapewne nikogo w środku nie było, nie chciałyśmy nikomu zakłócać spokoju, lecz przemknąć raczej w miarę niepostrzeżenie.

Wspominałam coś o drinku??? 😀

Jakżeby nie napić się w najsławniejszym barze w Helsinkach – The Riff.

Wybrałyśmy się tam ostatniego wieczoru, by zobaczyć czy miejsce to faktycznie zasługuje na swoją sławę. Przy drinku „Summer of 69” rozglądałyśmy się po knajpie, gdzie pełno było śladów obecności wielu muzyków, w tym i oczywiście ryj Valosa 😀

Od razu odpowiadam na pytania – Jussiego nie było, a loża Children Of Bodom była pusta. My natomiast sączyłyśmy drinki w HIM Lounge, w której panowie przechodzący do toalety, sympatycznie uchylali nam czapek i kapeluszy w geście powitania 😀 Wydawało się, że jeszcze zbyt mało wypili by się do nas dosiąść 😀

Och… cóż za sentymentalna podróż. Dlaczego mi była potrzebna? Dlatego, by w ten sposób zamknąć ten rozdział życia. Dopisać zakończenie do historii mojej i zespołu. Teraz jest ona pełna i nawet jeśli zespół w końcu po ostatecznej trasie zakończy karierę, mnie już to nie dotknie tak, jak niektórych z was. Bo już dawno poszłam dalej, poza HIM… Może jeszcze tylko postawię kropkę nad i, kiedy zdecyduję się pójść na ostatni koncert, na który bilet już na mnie czeka…

Musicie mi wybaczyć, ale wiele szczegółów już mi umknęło – chciałam codziennie pisać relacje z każdego dnia, ale wracałyśmy dosyć późno, i ostatnie o czym myślałam to pisać 🙂

Mogę za to dorzucić parę ciekawostek:

-Helsinki są małym miastem, jeśli o to chodzi to Ville nie mijał się z prawdą twierdząc tak w wywiadach

-Co za tym idzie, nikogo nie dziwi fakt, że wszyscy muzycy się znają ze sobą

-Nie jest tak, że Finowie uciekają na twój widok, kiedy chcesz z nimi porozmawiać 🙂

-Helsinki nie są aż tak drogim miastem jakby się wydawało – kiedy jedziesz ze znajomymi – wynajmij mieszkanie 🙂 Wyjdzie taniej a i posiłki można robić samemu, co znacznie obniża koszty niż kiedy stołujesz się w restauracjach

-Muminki, wszędzie Muminki – musisz kupić choć jednego 😛

-Miasto jest czyste, bez wszechobecnych reklam i bezpieczne. Spaceruje się tam jak po własnej dzielnicy i ma wrażenie, że mijający cię ludzie to twoi sąsiedzi

-Uwaga na ryj Valosa 😀 Potrafi wyskoczyć zza rogu hehe Może nawet trafisz na ten prawdziwy XD

-Dobre drinki, dobra wódka i dobre piwo Karhu 😛

-Bywa, że będziecie chodzić uliczkami, które prowadzą raz pod górkę a raz z górki 🙂

-Pogoda… tego najstarsi szamanowie nie przewidzą XD Ale czapka to nie najgorszy pomysł, zabierz też szaliczek heh

-Białe noce…. ehhh.. serio? 😛

A teraz czas na relację filmową:

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

ROZPOCZĘŁO SIĘ „FAREWELL TOUR” – emocje, latające majtki i kaszkiet :)

Hello Sweethearts!

Na samym początku przepraszam was HIMstery za opóźnienie z tą notką ale musicie wiedzieć, że nie stalkujemy zespołu codziennie i nie żyjemy ich życiem 😀 Mamy własne obowiązki i własne życie, także prosimy o wyrozumiałość 😀

Ale już lecimy z tematem hehe

Jednak zanim to nastąpi, to od razu się wytłumaczę, że cokolwiek się będzie działo w obozie HIM, nie będę w stanie przez cały tydzień was poinformować bo będę w…. HELSINKACH XD

Tak, moi drodzy – wybieram się na kilkudniowy wypad do stolicy HIMowej – zacierajcie rączki, będzie fajna relacja 😀

(choć w sumie się przyznam, że wolałabym lecieć na jakąś Ibizę czy tam Majorke – jestem ciepłolubna 🙂 No ale Mel – nasz korektorka i Ola – wywiadzistka 🙂 doprowadziły do tego, że kupiłam ten cholerny bilet no i co… Muszę lecieć 😀 )

A teraz Povalonki i Povaleni- cała ekipo Povalonej HIMowej grupy – zapraszam do przeczytania relacji naszej wysłanniczki, która wybrała się do Barcelony na pierwszy koncert z pożegnalnej trasy HIM.

Do tej pory panowie zagrali cztery pożegnalne koncerty: 3 w Hiszpani i 1 w Portugali (był tam też ktoś z was?)

Następny będzie koncert na festiwalu TUSKA, więc panowie powinni być „razem z nami” w tym samym czasie w Finlandii 😀 Kto wie, może uda nam się wpaść na ValoMendę 😛

No ale teraz zróbcie kawusię i poczytajcie co ma do powiedzenia RAnitka, która była na pierwszym koncercie HIM.


Już chwilę po koncercie każdy mógł obejrzeć dziesiątki zdjęć i filmów nagranych przez fanów. Pojawiało się też mnóstwo relacji i opinii, w związku z tym myślę, że nie powiem wam niczego o czym byście nie wiedzieli. Postaram się jednak przedstawić moje spostrzeżenia i wrażenia z tego wieczoru.

Barcelona, 14 czerwca gorące popołudnie, godzina 18.30 przed klubem Razzmatazz już jest sporo ludzi. Siedzą pod ścianą wokół klubu.

Obok Razzmatazz jest hotel, w którym na czas koncertu zameldował się zespół. Rozpiętość wiekowa fanów czekających na koncert spora, większość, jak na moje oko nie pamięta początków zespołu, oczywiście łatwo dostrzec przewagę płci pięknej. Wiele dziewcząt przywdziało wampirzaste ciuszki, mocny makijaż.

Stanęliśmy na końcu długiej kolejki i tam spotkaliśmy Sandrę i Krzyśka. Krzysiek podobnie jak  Tymoteusz (dla niezorientowanych – mój mąż) przyjechał tu z Sandrą – wielką fanką HIM głównie dla towarzystwa. Sandra, studentka fotografii z Londynu, ma na prawym przedramieniu tatuaż Ville i jeszcze parę innych, które nie umknęły mojej uwadze, gdyż sama się noszę z zamiarem zrobienia sobie tatuażu. Sandra miała kilkakrotnie sposobność rozmawiania z członkami HIM, ma wiele zdjęć z tych spotkań.

Już po 10 minutach rozmowy umówiliśmy się z nowo poznanymi ludźmi na piwo po koncercie ( na marginesie dodam, że był to świetny wieczór, który zakończył się około 5 rano 😀 ).

Mimo moich obaw udało mi się stanąć blisko sceny, na tyle blisko, że wyraźnie widziałam palce Linde przemykające po strunach gitary. Ale na początku oczywiście był support.

Zespół o nazwie Romantica został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Śpiewali po hiszpańsku więc nie miałam pojęcia o czym, ale utwory były melodyjne. Później dowiedziałam się, że podobnie jak HIM, śpiewają głównie o miłości. To było naprawdę dobre granie, mnóstwo energii, wszyscy byli podekscytowani i śpiewali razem z zespołem. Pomyślałam, że to niesamowite, jeśli support tak rozkręcił publiczność, to co będzie dalej?

Romantica schodzi ze sceny, teraz kilku mężczyzn żwawo porusza się po  niej, przygotowując instrumenty i nagłośnienie dla gwiazd wieczoru.

Czekam niecierpliwie, wreszcie jest!

Pisk, wszystkie ręce w górze, szał. Zaczęli od „Buried Alive by Love”. Publiczność śpiewa razem z Ville.

Publiczność cały czas śpiewa kolejne utwory, Ville jest wyraźnie zadowolony z tego co widzi i słyszy.  Przy „Bleed Well” Valo nieco się pogubił, prawdopodobnie zapomniał tekstu?

 

Uśmiechnął się jednak uroczo, co spodobało się fanom. Osobiście nie mam nic przeciwko małym potknięciom na koncertach, przecież muzycy to też ludzie, a występ na żywo to nie nagranie studyjne.  Niestety  przy „It’s All Tears” musiałam przyznać, że Ville nie daje rady, miał problem z ustawieniem głosu, a utwór ten jest trudny wokalnie. Powiem szczerze, że na długo przed tym koncertem zastanawiałam się czy Ville zdecyduje się wykonać  „It’s All Tears”, uważałam, że powinien z tego utworu zrezygnować.

Mimo to, publiczność zdaje się nie dostrzegać wokalnych niedociągnięć (delikatnie to ujęłam). Podczas wykonywania utworu „Wicked Game” zrobiło się zabawnie, gdy jakaś dziewczyna rzuciła majtki na scenę.

Ville rozbawiony podniósł je, włożył do tylnej kieszeni spodni, a po chwili rzucił w kierunku dziewczyny swój ręcznik – w tym momencie rozległ się pisk, a ja zastanawiałam się co one tam teraz z tym ręcznikiem zrobią? Bo na 100%  z dziesięć kobiet go przechwyciło 😀 Na tym historia majtek się nie kończy, bo w pewnej chwili Valo podaje je Mige, a ten…je wącha, Ville śmiejąc się, gestem daje do zrozumienia, że basista jest pokręcony.

Niestety, co do wykonania „Wicked Game” również  miałam wrażenie, że Valo śpiewa momentami zbyt wysoko, w tonacji, która nie pasuje do tego . Potem HIM zagrali kolejne utwory z listy, aż nastąpił TEN moment – „The Funeral of Hearts”. Stałam teraz  niemal bez ruchu, wokół mnie dziewczyny piszczały, śpiewały machały rękami, a ja pomyślałam „Ville to już musi być ostatnia piosenka, musicie już kończyć” Było dziwnie, głos Valo brzmiał niemal groteskowo, jakby właśnie nawdychał się helu, przypomniała mi się kreskówka Chip i Dale. Nie mówię tego przez złośliwość, naprawdę właśnie to przyszło mi do głowy. Poczułam ulgę, gdy okazało się, że to był ostatni kawałek z listy.

Oczywiście publiczność domagała się więcej,  zespół zagrał jeszcze „Rebel Yell” i „When Love and Death Embrace”. Na szczęście zabrzmiały one lepiej niż „The Funeral of Hearts”. Później Ville szybko zszedł ze sceny nie czekając na wybrzmienie ostatnich dźwięków „When Love and Death Embrace” i już się nie pojawił. Wyglądało na to, że nie pożegna się z publicznością. Linde rzucił kostkę w tłum, Jukka zrobił to samo z pałkami, rzucił ich kilka, jedna przeleciał mi nad głową, mój mąż próbował wręcz heroicznie ją złapać 🙂 na szczęście nie udało mu się. Mówię na szczęście, bo w rezultacie pałeczkę złapało chyba z pięć osób :). Nie wiem czy doszli do porozumienia kto powinien ją zabrać. Panowie pomachali fanom, ale Ville już się nie pojawił.

Po koncercie rozmawialiśmy jeszcze z pewnym Finem po polsku, powiedział, że obecnie w Helsinkach jest jakieś 15 stopni, ale kogo to teraz interesuje 😀 (Mnie interesuje i to bardzo 😀 – przyp. C.N.), a później zgodnie z wcześniejszą umową poszliśmy z Sandra i Krzyśkiem na piwo. Po północy zespół zbierał się do drogi, chciałam jeszcze zrobić zdjęcie panom, ale tak szybko czmychnęli do autobusu podstawionego pod wyjście klubu, że nawet nie zdążyłam ich zobaczyć zza pleców wyższych ode mnie gapiów.

Jaki był ten koncert? Ekscytujący, sentymentalny, ciekawy, momentami zabawny, niepokojący, wiele wyjaśniający. Dokładnie w tej kolejności. Nie mogę powiedzieć, że czuję się zawiedziona częściową niedyspozycją wokalisty, bo spodziewałam się trudnych momentów, jest mi jednak trochę smutno, bo zrozumiałam powody decyzji zespołu HIM. Z drugiej strony dostrzegłam dobrą energię miedzi panami, miałam wrażenie, że ten koncert i śpiewanie nadal sprawia Ville  radość. Bardzo dużo się uśmiechał, flirtował z publicznością spojrzeniem (tak jak On to potrafi) czasami wydalało się, że patrzy właśnie na ciebie. Dostrzegał i odwzajemniał miłe gesty ze strony fanów. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu , że to się jakoś kupy nie trzyma, jakby ktoś umierał za wcześnie,  a ma jeszcze sporo do zrobienia na tym świecie.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której celowo mówię na końcu by nikomu to nie umknęło. LINDE, był fenomenalny, grał doskonale, jest w znakomitej formie, czułam się zaszczycona, że mogłam przez cały koncert byś tak blisko, obserwować go i słuchać.

Niezależnie od wszystkiego, z wielką radością wybieram się na koncert w listopadzie i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała przyjemność zobaczyć i posłuchać każdego z panów, może w innej odsłonie.

Tekst: RAnitka


I co sądzicie?

Ja wam powiem, że ostatnio udało mi się spotkać z kilkoma HIMsterami (pozdrawiam Robaczki 🙂 ) i powiedziałam im to samo, co powiem wam teraz:

Uważam, że lepiej iż zespół kończy teraz karierę, schodząc ze sceny zanim będzie za późno i zanim pozostawiliby tylko niesmak ciągnięcia wszystkiego na siłę, kiedy nawet Ville już własnego głosu nie potrafi udźwignąć XD Jak to się mówi – trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść….

PS. Ale ode mnie i tak by dostał trampkiem w ryj – ostatnia trasa, ostatnie koncerty – wyjdź chłopie do ludzi, pouśmiechaj się, pożegnaj się jak należy, strzel parę fotek… W końcu kto był przy tobie tyle lat….

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeśli ktoś z was będzie na jakimś koncercie i chciałby przygotować relacje dla czytelników bloga, zapraszam do kontaktu ze mną:  CatherineNoir666@gmail.com

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Ville i system gwiazd

Cześć HIMstery 🙂

Jako iż mamy ładną pogodę, zapewne większość z was korzysta i spędza czas na świeżym powietrzu 🙂 No ale jeśli macie chwilę wieczorem, to może będziecie zainteresowani kolejnym nadesłanym tekstem, który porusza dość ciekawy temat.

Także bez zbędnego gadania – zapraszam do czytania i dyskusji.

PS. Przypominam także, że jeśli ktoś z was również ma ochotę coś napisać, to zapraszam do kontaktu ze mną:

Catherinenoir666@gmail.com

A już niedługo zaczną się koncerty z pożegnalnej trasy koncertowej więc zasadniczo powinno być więcej informacji o tym, co tam u panów z HIM słychać 😛


Ville i system gwiazd

Być może niektórzy z was zorientowali się już, że nie jestem obiektywna jeśli chodzi o Ville Valo, który niewątpliwie jest fundamentem zespołu HIM. Ale wcale nie zamierzam tego zmieniać, teraz skumulowałam cały ten subiektywizm i napisałam to, co właśnie czytacie.

Pierwszy raz świadomie zetknęłam się z ich twórczością w 2000. Mówię świadomie, ponieważ myślę, że wcześniej słyszałam chociażby „Wicked Game”, ale w ogóle nie kojarzyłam tego utworu z HIM. Jest to zespół, który od 2000 roku towarzyszy mi zawsze, w różnych momentach mojego życia. Jednak osobą Ville jak i innymi członkami grupy zainteresowałam się później, dokładnie nie wiem kiedy, byłam bowiem tak zaabsorbowana swoim pędzącym wówczas życiem, że trudno mi to ubrać w jakieś ramy czasowe. Myślę, że w 2003 byłam już dobrze zorientowana w temacie.

Gdy miałam jakieś 10 czy 12 lat uwielbiałam… Elvisa Presleya. Wówczas źródłem informacji na jego temat były czasopisma i biografie. Wtedy też dowiedziałam się o systemie gwiazd, którego ofiarom był również Król Rock and Rolla.

Opierał się on na promowaniu poszczególnych aktorów i piosenkarzy, budowaniu wokół ich biografii swoistego mitu, a następnie wykorzystywaniu go w celach marketingowych. System gwiazd zapoczątkował Carl Laemmle w 1911 roku, kiedy udało mu się podpisać kontrakt z dotychczasową „dziewczyną” (Florence Lawrence) wytwórni Biograph, który ,by dodać pikanterii całemu zdarzeniu, ogłosił publicznie jej śmierć, a następnie cudowne odrodzenie w jego własnej wytwórni. Fakt ten wywołał ogromne zainteresowanie wśród publiczności i stał się prawdziwym medialnym hitem. Tworzono wokół gwiazd mity, nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością historie, a gwiazdy chcąc nie chcąc musiały dostosować się i grać narzuconą im rolę nawet w prywatnym życiu. Powodem takiego stanu rzeczy były oczywiście pieniądze.

Ale co to ma wspólnego z VIlle Valo? Myślę, że wiele. Co prawda nikt go nie uśmiercił dla pieniędzy, ale sądzę, że w pewnym stopniu zbudowano wokół niego mit, a przynajmniej próbowano to zrobić.

Od dłuższego już czasu trwają dyskusje na temat, alkoholizmu frontmana HIM, jego, problemów, które zakończyły się 10 lat temu odwykiem, a później kłopoty na scenie, utrata głosu, gorsza forma, kilka kiepskich występów i w końcu wiadomość z 5 marca. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, chociaż wiedzieliśmy od kilku lat, że coś wisi w powietrzu. Wielu z pośród fanów HIM ma żal do Ville, że nie dbał o głos chociaż to właśnie głos był jego największym atutem. Że oddychał dymem papierosowym nawet podczas śpiewania (nie mam pojęcia jak tak można śpiewać mając astmę, ale on potrafił).

Że to nieprofesjonalne tak dalece nie zastanawiać się nad przyszłością swoją i tym samym reszty zespołu, o fanach nie wspomnę. Pojawiły się głosy o „szybkim, scenicznym zestarzeniu się Valo”  Chodzi zapewne o zanik charyzmy, świeżości, przebijającą się rutynę, brak fantazji i lekkości. Co się stało? Przecież jest wielu artystów dużo starszych od Ville Valo, którzy koncertują, nagrywają płyty, mają pomysł na siebie.

No właśnie, bo trzeba mieć jakiś pomysł na siebie. Wiele się zmieniło, Valo już nie jest młodziutkim, ślicznym chłopakiem, który powalał wdziękiem i urodą. Bo jak to właściwie z nim było? Wyjątkowo atrakcyjny zdolny chłopak założył zespół muzyczny z ludźmi dla których tylko muzyka była ważna. Grali w różnych klubach, za darmo, albo za jakieś symboliczne kwoty. Udało im się nagrać płytę. HIM zdobył pewną popularność w Finlandii. Chłopaki może po cichu marzyli o międzynarodowej karierze, ale wówczas chyba żaden z nich nie miał pojęcia, że za chwilę będą grali na wszystkich kontynentach. Młody Ville udzielał pierwszych wywiadów, unikając kontaktu wzrokowego z rozmówcą, nie patrzył w kamerą, chował się, za zasłoną bujnej czupryny, nieśmiały i skromny.

Wszelkie przejawy adoracji ze strony płci przeciwnej zawstydzały go.

 

Z pewnością nie posiadał on cech gwiazdy rocka. Pojawiły się osoby, dzięki którym zespół wypłyną na szersze wody. Jedna z fanek grupy przedstawiła niedawno artykuł w którym czytamy:

„Zespół zawsze miał  wokół siebie wielu doradców z Anglii, Niemiec .. Mimo to Valo zawsze trzymał wszystko we własnych  rękach i pod pełną kontrolą.”

Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Weźmy pod uwagę chociażby fakt, że Valo nie mógł oficjalnie mieć dziewczyny (o Susannie pisała LIV)

A produkcja teledysku do „Funeral of Hearts”  w moim przekonaniu obrazuje uległość zespołu wobec ludzi „doświadczonych, znających ten biznes ”.  Muzycy na takim etapie kariery nie mają wiele do powiedzenia, to nie oni rozdają karty, robią to ci, którzy mają pieniądze. A co sobie chłopaki o tym myśleli myśleli to już inna sprawa.

Przecież po sukcesie albumu „Razorblade Romance” nie mieli grosza w kieszeni.

Wielu chciało wypromować zespół, ale nie oszukujmy się, każdy z nich musiał też swoje zarobić. To zmuszało zespół do ulegania różnym pomysłom i wizjom tych ludzi, także Bama Margery. Menadżerowie dyktowali tempo, organizowali wywiady i spotkania. Ville chciał sprostać oczekiwaniom, nawet znalazł złudny sposób jak dodać sobie odwagi, pewności siebie i radzić sobie ze stresem popadając tym samym w nałogi.  W pewnym momencie Valo wynurzył się z życia, które jak sam twierdzi przypominało niekończący się film Davida Lyncha, przystopował z piciem i paleniem, tylko dlaczego stało się to tak późno? Nikt nie widział, że Valo się stacza, czy może nikt nie miał na niego wpływu? A może po prostu wielu ludziom było nie na rękę go zatrzymywać.

Teraz Valo jest dojrzałym mężczyzną, którego życie prywatne nie układało się najlepiej. Historie jego kolejnych związków (już nie ukrywanych przed światem) znają wszyscy fani. Nadal interesujący i przystojny, ale już bardziej w stylu kobiet w moim wieku niż piszczących pod sceną nastolatek. Inni członkowie żenili się, rozwodzili, niektórzy mają dzieci.

Jaki jest powód rozpadu zespołu? Może dowiemy się tego kiedyś, może nie. Myślę, że w pewnym stopniu Ville podzielił los gwiazd, które spaliły się zbyt szybko w drodze na szczyt. On nawet tam dotarł, ale zapłacił za to sporą cenę. Nie, nie przekreślam jego kariery, bo myślę, że jeszcze coś ciekawego nam pokaże, ale myślę też, że HIM mogliby nadal trwać, byli jednak zbyt młodzi i zbyt naiwni gdy zaczynali karierą, łakomy kąsek dla tych, którzy na show biznesie zęby zjedli.

Co będą robili teraz Panowie, czym zajmie się Ville? Czy znajdzie pomysł na siebie? Czekam z niecierpliwością na to co się wydarzy. Pożegnalne tourne grupy ujawni w jakiej formie jest lider i cały zespół. Oczywiście mocno trzymam za nich kciuki cokolwiek postanowią.

Tekst: RAnitka

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

 

 

Jak to z tą Susanną było… Czyli garść spekulacji i plotek …

Hello Sweethearts!

Nie mam dla was nowych, rewelacyjnych wieści poza tym oto zdjęciem, które się rozprzestrzeniło po sieci:

Zatem, skoro cisza trwa, my wracamy do wspomnień i przeszłości w dalszym ciągu podsumowując karierę zespołu, ale i zastanawiając się na osobistym aspektem członków (najczęściej jak wiadomo pana Valo), które także wpływały na twórczość zespołu HIM.

Dzisiaj chciałam wam zaprezentować tekst LIV o Susannie.

Wszyscy znamy historię związku Ville i Jonny -był bardzo medialny a i oni sami nie szczególnie się kryli przed obiektywami kamery bądź aparatu. Potem była Sandra no i teraz Christel… Ale niewielu wie o Susannie, bodajże jego pierwszej miłości, chyba najlepszej inspiracji i muzy oraz być może także największej jego miłości życia.

Ale to on wie tylko on sam…

Zapraszam do czytania!


Jak to z tą Susanną było… czyli garść spekulacji i plotek…

Zanim przejdę do wątku Susanny odwołam się nieco do realiów w jakich wówczas żyli członkowie zespołu HIM.

W roku 1996 byli już dość rozpoznawani w muzycznym światku Helsinek. W noworoczny wieczór grali koncert w klubie Leppako, (o którym często wspominają opowiadając o początkach swojej kariery), gdzie zauważyła ich Silke zwana przez zespół Mutti (pracująca wtedy w wytwórni płytowej w Niemczech), która zakochała się w ich muzyce od pierwszego wysłuchania. Dwa dni później, kiedy Ville Valo wytrzeźwiał po koncercie, spotkała się z nim i zaproponowała współpracę. Od tego czasu ich kariera nabrała tempa. Wydany jesienią 1997r. album „Greatests Lovesongs vol. 666” nie tylko okazał się ogromnym sukcesem w Finlandii, ale również wydarł się na listy przebojów w Niemczech czyniąc z nich najbardziej obiecujący młody zespół rockowo – metalowy.

Mniej więcej w tym czasie w okolicach Valo pojawiła się osoba Susanny, chociaż moment kiedy zostali parą sam Ville określił na 1998r. Patrząc na późniejsze relacje Valo z innym kobietami najprawdopodobniej poznali się na początku 1997r. Niestety nie wiadomo jak do tego doszło, sam Ville ani tym bardziej Susanna nie wypowiedzieli się na ten temat. Jedno jest pewne, od 1998r. kiedy to zostali „oficjalnie” parą, stała się ona jednocześnie najpilniej strzeżoną tajemnicą zespołu oraz managementu. Rzadko widywano ich razem na koncertach, spotkaniach po koncertach czy wywiadach. Nie trzymali się za ręce, nie wychodzili wspólnie do kawiarni, nikt z zespołu nie wspominał o niej. W Finlandii, gdzie jej obecność u boku VV była tajemnicą poliszynela, tego typu mistyfikacja była dość prosta do utrzymywania. Zapewne wynika to z mentalności Finów – ich skrytości, swoistego introwertyzmu czy wreszcie samego poszanowania dla prywatnych spraw innych. Były plotki, jakieś sugestie, ale nikt nie wiedział nic na pewno. Jednak w Niemczech, gdzie cały wizerunek zespołu opierał się na androgenicznym, nieszczęśliwym, spragnionym miłości Valo, jakakolwiek kobieta u jego boku była absolutnie zakazana. Tutaj Susanna częściej była traktowana jako jedna z groupie towarzyszących HIM i wszyscy starali się w ten sposób do niej odnosić. W jedynym wywiadzie, gdzie wspomniano o niej (era promowania „Rozroblade Romance”), dziennikarz musiał obiecać osobom związanym z zespołem, że prawdziwa relacja Valo i Susanny pozostanie nadal tajemnicą. Link do „wywiadu” tutaj, przedostatni akapit: Livejournal

Osoby związane z zespołem twierdziły, że takie podejście jest słuszne, zapewnia im minimum intymności i pozwala zachować ich relacje w sferze prywatnej. Tymczasem złośliwi twierdzili, że osoba Susanny jest mocno problematyczna dla wytwórni i managementu. Ewentualne ujawnienie jej związku z frontmanem HIM przeliczano na konkretne straty, spadek zainteresowania zespołem czy sprzedaży płyt.

 

Tę fotkę można by uznać za ich jedyne wspólne zdjęcie z początków znajomości, gdyby nie to, że jest … podróbką! Jak słusznie zauważyła Ewa, jest to bardzo dobry fotomontaż. Ze względu na deficyt zdjęć Susanny w sieci nie jestem jednak w stanie stwierdzić czy tylko twarz VV została tutaj wstawiona czy dotyczy to również Susanny. (Swoją drogą któż z nas nie zastanawiał się, gdzie podziały się te bicepsy Ville widoczne na owym zdjęciu … 😉 – Liv)

 

 

 

 

Pierwsza była … Susanna?

Jej imię i nazwisko brzmi Susanna Niiranen (ur. 5.11.1976r. w Helsinkach), wzrost ok. 1,73m lub 1,75m, wielbicielka koni (być może związana z hippiką – nie jestem pewna). I na tym w zasadzie można by było zakończyć wypowiedź, albowiem wszelkie pozostałe informacje to niczym niepoparte spekulacje i plotki.

Wiele wskazuje na to, że mogła być pierwszą kochanką Valo. W biografii zespołu „Synnin Viemää(ang. „Gone with the Sin”) VV stwierdza, że pierwszy raz uprawiał seks tak późno, że nie chce o tym mówić, aby nie niszczyć sobie opinii rockmana 😉 Z jednej strony można przyjąć, że jego pierwsze kontakty seksualne miały miejsce z dość przypadkowymi dziewczynami, ale równie dobrze może to świadczyć, że rzeczywiście swój „pierwszy raz” przeżył w dość późnym wieku z Susanną (oboje mieliby wtedy po 21 lat).

Muza …

Jednak jedno nie ulega wątpliwości – była muzą i pierwszą wielką miłością Ville Valo. Wszystko wskazuje na to, że album „Rozorblade Romance” powstał w czasie kiedy VV tworzył szczęśliwy związek z Susanną. Aczkolwiek trzeba tutaj podkreślić, że część materiału na ten krążek powstała wcześniej np. utwory Poison girl czy Right here in my arms. Chociaż Valo nie ukrywał, że nigdy nie byli w stanie wytrzymać ze sobą więcej niż 3 miesiące jednym ciągiem, to wielokrotnie powtarzał, że jest/była jego wielką miłością. Często się kłócili i żarliwie godzili. Po jednym z koncertów (w okolicach drugiej połowy 1998r.) w Niemczech (era „Greatest Lovesongs vol 666”) Ville powrócił do Finlandii bogatszy o nowy tatuaż – „S” wokół sutka – który zadedykował właśnie Susannie. W późniejszych latach wypowiedział się o nim 2 razy. Po raz pierwszy przyznał, że przeraża go popularność zespołu, bo kiedy zrobił prezent dla swojej dziewczyny w postaci pierwszej litery jej imienia wytatuowanej wokół swojego sutka, kilka dni później fani zespołu zaczęli robić sobie takie same tatuaże. Za drugim razem wyjaśnił, że tatuaż wokół sutka został przerobiony na heartagram, ponieważ rozstał się dawno temu z Susanną, a znudziło mu się mówienie, że to od słów „sex” lub „szatan”.

Próba sił …

Półtoraroczna trasa promująca album „Rozorblade Romance” zaowocowała coraz silniejszym napięciem w HIM. W jej trakcie, praktycznie bez żadnych przerw, zespół pisał materiał na album „Deep Shadows and Brilliant Highlights”. W salach prób, podczas nagrywania poszczególnych ścieżek dźwiękowych pojawiało się coraz więcej „doradców” (ludzi z wytwórni czy studia nagrań), którzy chcieli wymusić na członkach HIM realizację swoich wizji. Zespół był wykończony, jego członkowie chcieli odejść. Przemęczony Ville zrobił się nieznośny dla otoczenia, zachowywał się irracjonalnie, dodatkowo był cały czas denerwujący i złośliwy. Jako mistrz ataków słownych, potrafił ranić wszystkich dookoła na tyle mocno, że nawet Mige nie mógł go uspokoić i stwierdził, że nie jest w stanie wytrzymać tego dłużej. Cała sytuacja odbiła się na związku VV i Susanny. Ciągłe awantury (głownie przez telefon), presja podkręcana alkoholem powodowały, że Ville zrobił się nie do zniesienia. Kiedy nieco się uspokajał zaczynał tworzyć teksty i muzykę na album „DSABH”, jako swoiste wyznanie miłości, przeprosiny i zadośćuczynienie. Wystarczy prześledzić tytuły oraz słowa utworów, które znajdują się na wspomnianym albumie, aby poznać bardzo intymny pamiętnik tego co dzieje się w związku Ville i Susanny. Największym prezentem dla niej był niewątpliwie kawałek „Beautiful” – swoisty hymn pochwalny jej urody (mam nadzieję, że chodzi też o tę płynącą ze środka 😉 – Liv), w którym Valo zawarł głębię swojego uczucia. Piosenka ta była też swoistą kością niezgody między zespołem, a wytwórnią. Ci drudzy nie chcieli, aby znalazła się ona na płycie (oficjalnie jako zbyt sentymentalna), z kolei Ville był gotów przeforsować za wszelką cenę album w takiej postaci, jaką ostatecznie wydano. W 2000r. scenę rockową Europy obiegła także informacja o rzekomej próbie samobójczej VV. Prawda przedstawiała się nieco inaczej. Stres powodował, że pod wpływem alkoholu, Valo zachowywał się coraz dziwniej, tym razem postanowił uwolnić się od lęku wysokości … spacerując po balustradzie jednego z niemieckich hoteli. W ostatniej chwili uratował go Linde. Plotka jednak się rozeszła. Rodzice i dziewczyna Valo byli zszokowani, przebywając w Helsinkach mogli się tylko domyślać, co tak naprawdę zaszło.

Po tej sytuacji klawiszowiec, Zoltan Pluto, nie wytrzymał presji ciążącej na zespole. Zaczęły się eksperymenty z narkotykami i innymi używkami. Ostatni koncert z nim jako członkiem HIM zagrał 31.12.2000r., po czym wysłano go na odwyk. Wtedy już było wiadome, że zespół potrzebuje nowego klawiszowca. W miejsce Jussi’ego do HIM dołączył Emerson Burton, głos rozsądku. Kilka miesięcy później zespół wydał swój 3 – ci album. Wszystko działo się bardzo szybko, pod niesamowitą presją wytwórni płytowej. Wtedy doszło do pierwszego poważnego kryzysu i rozstania Susanny z Ville. Plotki mówią, że miała dość ciągłej niepewności związanej z trybem życia prowadzonym przez Valo. Na skutek wyczerpania psychicznego członków zespołu trasa promująca 3 – ci krążek musiała zostać odwołana. Sam Valo opisał to w następujący sposób: “Nie zmieniam się zbyt często, to dzieje się automatycznie – w naturalny sposób. Pod koniec 2001r. moja dziewczyna Susanna rzuciła mnie. Pogrążyłem się w najczarniejszej dziurze mojego życia, przez co nawet odwołałem trasę [koncertową]. Ale ból mnie oczyścił. Stałem się inną osobą.

Synnin Viemää i festiwal M’era Luna

 

Chociaż należy tutaj podkreślić, że nie rozstali się definitywnie. W 2002r. ukazała się biografia zespołu pt. „Synnin Viemää”, gdzie znajduje się kilka zdjęć z Susanną. Sam Ville nie chciał pozwolić Susannie odejść, chociaż uczucia powoli bledły. A może stwierdził, że przyjaźń to nie to co jego interesuje w tej relacji i zaczął powoli odpuszczać. Spotykali się jeszcze do wiosny 2003r., a Susanna była obecna w trakcie trasy promującej album „Love Metal” m.in. na festiwalu M’era Luna. Jednej z natrętnych fanek udało się nawet nagrać spotkanie VV i Susanny po występie na jednym z festiwali. (filmik poniżej) Zapytany o to Ville:

 

Czy to prawda, że piosenki z [płyty] Love Metal są pełne gniewu i wściekłości, ponieważ byłeś zły na swoją ex – dziewczynę, kiedy je pisałeś?

Susanna jest częścią mojej wielkiej miłości! Nigdy nie byłem prawdziwie zły na nią, ponieważ mnie rzuciła. Teraz próbujemy ustabilizować naszą relację. Mam nadzieję ją odzyskać! Byliśmy razem przez 5 lat – chociaż nigdy nie byliśmy w stanie wytrzymać razem dłużej niż 3 miesiące. A to ciężkie brzmienie jest rezultatem naszej pracy, nie wyrazem moich uczuć.

(przewińcie do 5 minuty)

Jak widzicie planował ją odzyskać, czego nigdy później już nie powiedział o żadnej ze swoich kobiet. Niestety jego starania nie zostały docenione. Moim zdaniem utwory z płyty „Love Metal” są jednak wyrazem natłoku uczuć jakie kotłowały się w Valo. Począwszy od resztek uczucia do Susanny, poprzez gniew, że nie docenia jego starań, a na pogodzeniu się ze stanem faktycznym i definitywnym rozstaniu kończąc. Kilka miesięcy później, w okolicach września 2003r. zaczął spotykać się już oficjalnie z Jonną.

Co dalej z Susanną?

W zasadzie nie można powiedzieć, że nagle słuch o niej zaginął, albowiem nie była w żaden sposób medialna, a jej osoba została mocno zmarginalizowana przez wytwórnię. Obecne źródła wskazują, że ma się całkiem nieźle. Ma męża oraz dziecko i mieszka w Valkeakoski (miasteczku niedaleko Tampere). Nie słucha HIM, a przynajmniej nie ma takiej opcji zaznaczonej na swoim profilu FB, aczkolwiek jej gust muzyczny zdecydowanie pokrywa się z często wspominanymi przez Ville inspiracjami muzycznymi 😉 Moim skromnym zdaniem niewiele się zmieniła. Chociaż wcześniej była piękną dziewczyną, obecnie jest piękną kobietą. Jej zachowanie zarówno wcześniejsze jak i obecne wskazuje też na swoistą klasę. I mimo wszystko nadal uważam, że była jedyną wielką miłością Valo, a pozostałe jego partnerki były tylko substytutami.

Tekst: Liv


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!