#DiscoverHelsinki oraz #DiscoverFinland :)

Hej,

Dzisiaj króciutko i zarazem nieco organizacyjnie hehehe

Niedawno pojawiła się na blogu relacja Anity z jej długo oczekiwanego wyjazdu do Helsinek. Tak, to ta pani do transparentu 😀 To chyba jednak większość z was wie, bo było o tym dość głośno huehuee

Jej relację możecie przeczytać tutaj:

Tam i z powrotem 🙂 #Przygodnik

Dzisiaj natomiast, jako jej uzupełnienie, prezentuję wam filmik nakręcony i zmontowany przez nią, podczas tego wyjazdu 🙂 Także… ENJOY 😀

Pomyślałam, że dużo u nas relacji HIMowych, no bo to przecież blog tematyczny, więc wiadomo, co tygryski zaglądające tutaj lubią najbardziej 🙂 Ale… No właśnie – chyba już było tyle tekstów na temat sklepu papy Valo, wieży Księciunia, jego nowego domu itp. Mamy tyle punktów widzenia, każdy przeżył tam swoją historię i opowiedział ją nam ze swojej fajnej, subiektywnej strony 🙂 I jeśli ktoś z was ma również ochotę się podzielić swoimi wrażeniami to zapraszam 😀

Ale…

No właśnie 🙂 Pomyślałam, że wielu z was jedzie do Helsinek i co się dzieje? Przełącza wam się w głowach jakiś prztyczek XD I okazuje się, że chcecie tam wracać i poznawać coraz bardziej to miasto, kraj… W związku z tym, proponuję wam „rozszerzenie pakietu” 😀 Jeśli ktoś ma ochotę napisać o Helsinkach, bądź też Finlandii, ale niekoniecznie w kontekście HIMowym, tylko np. turystycznym, architektonicznym, kulturalnym, lifestylowym, kulinarnym… No do wyboru do koloru, to myślę, że można by się tym podzielić z innymi 🙂

Jeśli nawet chcesz napisać przewodnik po ciekawych miejscach w Helsach, które warto odwiedzić, lub znasz inne ciekawe miejsca w Finlandii – pisiaj smiało 😀 Mój email:

CatherineNoir666@gmail.com

w tytule z dopiskiem – „Discover Helsinki” lub „Discover Finland”

Kolejne moje pytanie do was:

Czy myślicie, że fajnie byłoby zorganizować jakieś spotkanko czytelników bloga? Bujam się z tym tematem od dawna, przewija się on co jakiś czas, a ja sama nie wiem co mam o tym myśleć – czy zająć się tym na poważnie 😛 Mój tryb życia nie jest raczej ustabilizowany – przynajmniej raz do roku się przeprowadzam i w sumie nie zawsze wiem, gdzie mnie los zaprowadzi 😀 Dlatego takie spotkanie musiałabym już przygotowywać odpowiednio wcześniej 🙂 Hm… przygotowywać – w sensie wybrać miasto (od razu mówię, że Warszawa odpada – nie cierpię tego miejsca :P) i lokal hehe Ja z „moimi” dziewczynami organizujemy taki „meeting”, ale to raczej prywatne spotkanie hehe If you know what I mean XD Ale może szersze grono, nie byłoby takie złe – widzę, że na blogu nawiązują się przyjaźnie, więc na spotkaniu w rzeczywistości, może powstałyby kolejne 🙂 (No chyba, że jesteś jakimś creepy fanem – to wtedy dziękuję za Twoją obecność XD)

Następna kwestia:

Co myślicie o założeniu grupy blogowej na FB? Widzę także, że poszukujecie tutaj czasem towarzysza do podróży do Helsinek, lub np. na koncert czy inną imprezę. Na FB chyba łatwiej umieścić taki anons i się poznać, niż przebić przez komentarz, który można przegapić 🙂

Oczywiście w grupie może być tylko 5 osób XD I jeśli to nie wypali to ją zlikwidujemy, ale na takie poszukiwanie towarzystwa wydaje mi się, że Fb byłby bardziej efektowny heheh

Czekam na wasze opinie, sugestie i komentarze 🙂

Reklamy

Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale… jeszcze nie zwyciężyłam. #Przygodnik

Czeeeść!

Nie wiem jak u was, ale u mnie ostatnio że tak powiem… No jest szauuuu 😀 Ale jeszcze jakoś się wyrabiam i daję radę ogarnąć wszystko, nawet blogowo HIMowe sprawy hehe

Nowe zdjęcia pana Valczyńskiego! Nastał szauuuu, szok i niedowierzanie – patrzcie, on żyje – ekscytują się wszyscy a ja… Zaprawdę powiadam wam —> 😛

Co wy się tak jaracie XD Przecież wiadomo, że nie umarrrr 😛 😛 😛 Ryj ten sam, image ten sam, a kurde materiału nowego ni chu chu… Będę się jarać jak coś nowego wypuści, a tak to se może żyć nawet w Pcimie Dolnym – co mnie to 😛

No ale dobra – powiedzmy, że fajnie go zobaczyć ehehe Niektórzy mieli też okazję zrobić to nawet na żywo ale… to za chwileczkę 🙂

Flat Earth też już działa – grajooo i spiewajooo 😀 No także dzieje się, oby tak dalej. Dla mnie oczywiście, nie jest to zespół którego karierę będę drobiazgowo śledzić, ale fajnie wiedzieć, że chłopaki sobie coś tam działają.  W sumie kto wie, czy kiedyś przypadkiem na ich koncercie nie wyląduje? 😀 Życie jest pełne niespodzianek 🙂

Gasiątko też udzielił wywiadu, ale zabijcie mnie – nic nie rozumiem XD Flat Earth wystąpił na festiwalu TUSKA, który to kojarzy mi się tylko i wyłącznie już z tym tragikomicznym występem HIM z Farewell Tour 😛

Zostawmy jednak fiński i przerzućmy się na polski, bo mam dla was kolejną relację z Helsinek 😀

Ania aka Thea aka Stalker już napisała dla nas jedna relację, jeśli ją przegapiliście to zapraszam:

„Jak zostałam stalkerką roku” 

Teraz powróciła tam kolejny raz i… PRZECZYTAJCIE SAMI 😀


 

Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale…jeszcze nie zwyciężyłam.

Moje wewnętrzne zmagania stalkerki poznało już wiele osób. Za głosem serca i mając taką możliwość, postanowiłam kolejny raz rzucić wszystko i lecieć do pięknej Finlandii. 29 czerwca, spakowana i gotowa na nową przygodę, stałam o świcie w korku na autostradzie A4 w drodze na lotnisko w Krakowie Balicach, myśląc tylko w kółko: no pewnie, człowiek chce podążać za marzeniem ale się nie da! Spóźnię się na samolot! Nie spóźniłam się, dotarłam i…zobaczyłam 🙂 (niestety nie dotknęłam – jeszcze :P)
29 czerwca po południu, jak tylko zostawiłam swój bagaż w hotelu, tym razem w dzielnicy Toolo, pobiegłam szybko na miejsce mojego stalkingu. Stanęłam, odetchnęłam sobie koło supermarketu, odwracam się a tu… Ch.  – dziewczyna naszego ulubieńca. Prawie biegła i paliła, tyle napiszę. Zdjęć nie zrobiłam, bo nie umiem być nachalna. Niestety, trzymałam telefon w dłoni i pisałam sms-a, więc owa pani zerkała na mnie podejrzliwie. Ze wstydu uciekłam, jak tylko weszła do sklepu 🙂
Tak, nie czułam się dobrze z tym, że naprawdę wyszłam na stalkerkę, którą w jakimś sensie jestem (no i bądź tu mądra :P), więc w sobotę, 30 czerwca, wybrałam się na spacer wokół Helsinek.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Piękne widoki, jak zawsze, ale co poruszyło mnie najbardziej to Helsinki Pride. Idę sobie opustoszałymi ulicami i docieram do placu senackiego, gdzie mnóstwo ludzi nosi jakieś tęczowe elementy. Flagi, naszyjniki, koszulki, itp. Słychać popularną muzykę, ludzie się cieszą. Dotarłam do centrum tego zamieszania i zauważyłam, o co chodzi. Parada ludzi każdej orientacji seksualnej, trzymali się za ręce, nieśli transparenty: „Are you loved?” Zauważyłam, że z nimi, ramię w ramię, szli np. przedstawiciele sklepów, mamy z dziećmi, na pałacu prezydenckim albo zaraz obok niego (nie jestem pewna) wisiał transparent: Helsinki Pride. Nikt nie wyzywał tych ludzi, nie było kontrmanifestacji. Grał im za to kwartet smyczkowy. A ja stałam w tym tłumie zadowolonych Finów i łzy mi poleciały…Tak bardzo się wzruszyłam.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wzruszyłam się i chciałam doświadczyć na własnej skórze białej nocy, tak więc „noc” z soboty na niedzielę przesiedziałam przy oknie hotelowego pokoju, robiąc zdjęcia budynków i nieba. Przemiłe wrażenie, i już teraz rozumiem zastosowanie genialnych zasłoń w każdym pokoju hotelowym. Nie przepuszczają nic 🙂

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Żeby nie odbiegać od tematu, w sobotę zrobiłam coś poza płakaniem w tłumie ludzi. Otóż, wybrałam się do Papy Valo. Asortyment był znów trochę wykruszony, ale zakupiłam sobie kajdanki, koszulkę, szczoteczkę do zębów kształtu wiadomego 😛 i…zostawiłam książki (o tym później).
Papa to tak miły człowiek, tak skromny ale jednocześnie tak dumny z synów, że brak mi słów 🙂 Mogę teraz śmiało napisać, że uwielbiam tego człowieka.

 

W poniedziałek (2 lipca) do Helsinek przyleciały dwie wspaniałe kobiety, Basia i jej Mama, Halina. (ich też już znacie jeśli czytacie bloga- Wiek to tylko liczba 🙂 – C.N.)
Byłyśmy w kontakcie od naszego ostatniego spotkania w Helsinkach, w kwietniu. Wymieniałyśmy myśli między sobą i bardzo się obie z Basią ucieszyłyśmy, że uda nam się znowu zobaczyć. Basia i jej Mama znów miały mniej czasu niż ja, więc go wykorzystałyśmy, jak tylko się dało. Stalkowałyśmy w barze zaraz obok domu Ville, w Feltbay. Widziałyśmy jego dziewczynę ale, co najważniejsze, widziałyśmy samego Ville!! (zawsze szedł sam).
Nie wiemy czy to pech, czy taktyka, ale śliczny rozmawiał przez telefon i nie wypadało mu przeszkadzać. Za to nam, 3 lipca, wypadało wystrzelić z siedzeń w Feltbay i biec za nim do supermarketu. Biegłyśmy i co? Nic. Szedł sobie rozmawiając przez telefon, zdecydowanie po fińsku (o rany, ten niski głos…)
Udało nam się dobrze przyjrzeć jego tatuażowi na tyle szyi, tak przynajmniej mówi Basia. Ja tam zerkałam dużo niżej 🙂 (prawie zawał). Cóż, piękny szedł dosyć szybko i wszedł do sklepu, gdzie nas dobrze mógł widzieć zza szyby. My nie miałyśmy nic, ani torebki, ani pieniędzy (torebek w Feltbay pilnowała Mama), żeby wyglądało, że też idziemy po zakupy. Ja przed drzwiami sklepu „zatańczyłam macarenę”, obszukując kieszenie w poszukiwaniu gotówki chociaż. No niestety. Wróciłyśmy do baru ocierając łzy, bo wyszedł z zakupami i szybkim krokiem udał się do domu. Zaznaczę tyko, że zanim wszedł do konkretnego sklepu, deptałyśmy mu po piętach. Nagle się zatrzymał i prawie na niego wpadłyśmy 🙂
W pogodny wieczór przed wylotem moich towarzyszek w stalkingu, zrobiłyśmy coś romantycznego. Basi bardzo zależało na tym, by też powiesić swoją kłódkę na moście. Zamówiłam ją w sklepie, kiedy obie z Mamą wyruszyły na wycieczkę objazdową autokarem, mądre one (dla mnie Helsinki to tylko jedno). Basia zdecydowała powiesić kłódkę obok mojej. Zaznaczam, moja trzyma się bardzo dobrze.
I mój ostatni dzień, kiedy byłam sama i nie miałam dużych nadziei na cokolwiek. Siedzę sobie w Feltbay, popijam białe wino i…? Idzie on, Ville, rozmawia przez telefon, podchodzi do drzwi Feltbay, a potem śmiało wkracza i siada sobie zaraz koło wyjścia z baru. Przez szybę widziałam, że zerkał na okno, gdzie ja siedziałam i lampa nad moją głową musiała mnie oświetlać. Pewnie sprawdzał, czy ktoś go nie filmuje. Byłam grzeczna, nie filmowałam, bo nie miałam jak. Siedziałam chwilę sparaliżowana, a potem nabrałam odwagi, by rozejrzeć się po barze. Wychylałam się na wszystkie strony, aż go zobaczyłam. Siedział sam, za sztuczną roślinką i patrzył w moją stronę…No i fajnie, pomyślałam. Psychofanka pełną gębą. Spanikowana przesiedziałam tam jeszcze ze 40 minut aż wyszłam, pakować się na samolot powrotny. Przy wyjściu widziałam tylko, jak z jakąś parą rozmawiał po fińsku. 🙂
Moja kolejna relacja, tym razem pełna emocji bo…widziałam Go 🙂 ❤
Co do książek, wydałam swój tomik poezji, po polsku i angielsku. Zostawiłam Papie w sklepie, jedną dla niego i jedną dla V. 🙂

I dodatkowo kilka info od autorki hehehe – C.N.

1. Śliczny wygląda dużo, dużo młodziej na żywo, chłopięco wręcz.

2. Zawsze nosi czarny plecak.

3. Chodzi dosyć ciepło ubrany.

4. Kaszkiet powrócił.

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Tam i z powrotem :) #Przygodnik

Dzień dobry!

Jak widzicie, wróciłam cała i zdrowa 😀 Nikt mnie nie okradł, nikt mi krzywdy nie zrobił, nie utopiłam się, ani też nie zaginęłam w dżungli XD Węgorze ani miejscowi też mnie nie zjedli 😛

Moja przygoda życia zakończyła się szczęśliwie, co zabawniejsze, pojechałam tam śladem historii innego Polaka, a co się stało? Okazało się, że moja historia tam się właśnie rozpoczęła… Ale to zupełnie inny temat 🙂 Byłam tam szczęśliwa – no ale, nawet z raju trzeba wrócić i brać się do roboty 😀

Nie było mnie jakiś czas, a już podobno ktoś chciał ukraść Ville XD XD XD

Niegrzeczne wy 😛

Ponieważ mamy wakacyjny czas, rozpoczęły się pielgrzymki do Helsinek. Od dawna zapowiadana podróż naszej blogowej fanki numeros 1 doszła w końcu do skutku 😀 Relacja Ranitki trochę czekała na to, by ujrzeć światło dzienne… Natomiast za cały ten czas nieobecności wrzucam wam cały tekścior, nie podzielony na części, żeby wam wynagrodzić ciszę w eterze XD Teraz już, bez zbędnych ceregieli – oto on:

In the World of Ville

 

Helsinki – miejsce pielgrzymek fanów fińskiej muzyki rockowej, a przede wszystkim HIM. Obowiązkowe miejsca na trasie to: Obecny dom Pana Valo, były dom Pana Valo, świątynia zwana The Riff, miejsce gdzie wszystko się zaczęło –Tavastaia Club i wizyta w przybytku przedstawiciela rodu Valo – sex shopie Kariego Valo. Oczywiście powód mojego wyjazdu do Helsinek był dokładnie pielgrzymkowy. Nie sądzę, bym zainteresowała się Finlandią gdyby nie zespół HIM.

Dotarłam do stolicy tego chłodnego kraju po niezapomnianej dwugodzinnej podróży autobusem z Turku. „Leć do Turku, po drodze do Helsinek trochę Finlandii zobaczysz” mówił mój mąż.

Pomysł całkiem rozsądny. Zobaczyłam więc drzewa, trawę, skały… i więcej drzew, trawę i skały… zielone, zielone, zielone… całe dwie godziny. Wysiadłam na dworcu Kamppi i zobaczyłam miasto, z niewysoką zabudową, żadnych oszklonych drapaczy chmur, pretensjonalnych budowli. Za to swojski, niemal domowy klimacik: zielone tramwaje jadące nieustannie jeden za drugim, autobusy, tuż obok centrum handlowe, przede mną stara zabudowa ścisłego centrum miasta. Ludzi sporo, dużo rowerzystów. Ja zagubiona, na pieszo, z walizką, toczę się w stronę hostelu uroczym parkiem, brzegiem jeziorka. Jeszcze tego samego dnia po ogarnięciu tematu zakwaterowania poszłam w miasto, docierając do The Riff. Nie weszłam tam wówczas, speszona grupką swobodnie zachowujących się mężczyzn przy barze.

Drugiego dnia postanowiłam odwiedzić kolejny punkt obowiązkowy – dom Ville. Ponieważ wielokrotnie czytałam, że Helsinki są tak małe, że można je zwiedzić pieszo, to poszłam pieszo. Trochę pobłądziłam, gdyż GPS stwierdził, że najkrótsza droga prowadzi przez park (racja, tylko, że to nie był TEN park) Idę więc wreszcie wąską, zadrzewioną uliczką i nagle u jej wylotu widzę znajomy parking. Tyle razy oglądałam tą okolice w Google map, że poznałam ją od razu. Znalazłam się tuż pod Jego domem.

Powinnam być podekscytowana, szczęśliwa, mieć motyle w brzuchu… prawda? Otóż było inaczej. Poczułam się momentalnie strasznie smutna, zrobiłam dwa zdjęcia, co było żenujące, bo miałam wrażenie, że naruszam prywatność ważnej dla mnie osoby. No jestem tutaj i co? Znam to miejsce z widzenia, wygląda dokładnie jak na wszystkich widzianych zdjęciach. Z jakiegoś powodu dotarło wówczas do mnie, że nie zależy mi na tym, by stać tam i gapić się w niczym niezasłonięte okna. Był na scenie, tak blisko, patrzył na nas, uśmiechał się, ukłonił się w naszą stronę, powiedział: ” Good luck to you as well” Śpiewał i słuchał jak my się wydzieramy i śpiewamy. To było fajne, tego mi brakuje, chcę usłyszeć jakieś nowe piosenki, które przecież zawsze oddają Jego stan ducha.

To właśnie wtedy czułam. Zupełnie się nie spodziewałam takiej swojej reakcji. Przeszłam się po osiedlu w okolicy domu Ville. Całkiem zwyczajne miejsce, jak wiele polskich osiedli. Pod ładnymi blokami ogródki ze szczypiorkiem, krzakami porzeczek, różnymi warzywami i kwiatami. Dalej mała zatoczka, ławeczki, drzewa. Sklepik tuż obok domu Ville i straganik z owocami. Dodam, że sklepik całkiem niedrogi, taniej niż w dyskoncie  Alepa.

No i co dla naszego Ville pewnie jest ważne, dobrze zaopatrzony monopolowy 😀 Kupiłam jakieś jedzonko, potem usiadłam w pubie obok i na tarasie sączyłam sobie kawę, zadziwiona jakie to wspaniałe miejsce do stalkowania (ale nie zachęcam). Kawa jednak przyzwoita, za 2 euro… można pokontemplować.

Na ulicę „Paciulowatą” dotrzecie tramwajem linii 10, lub 4. Jadąc czwórką jeden przystanek dalej, dojedziecie do osiedla na którym jest wieża Ville. Kolejne ciche osiedle (jak zresztą wszystkie w Helsinkach). Wybrałam się tam następnego dnia, już tramwajem i bez tych emocji, które towarzyszyły mi wcześniej. Pozwoliłam sobie podejść bliżej wieży, mając świadomość, że nikogo tam nie ma, ale też nie spędziłam tam dużo czasu, szanując prywatność innych mieszkańców ulicy. Okolica wieży jest przepiękna. Cichy park, zatoczka, naprawdę uroczo.

Tego dnia odważyłam się również pójść sama do The Riff. Tak mi to weszło w krew, że  chodziłam tam już przez kolejne dni na drinka. Miła barmanka zaproponowała mi fajny trunek. Sfilmowałam sobie Riff, a potem usiadłam w głębi pubu, otoczona fotografiami Ville, z muzyką HIM w tle, sącząc słodycz przez słomkę.

 

Oooo i mamy ołtarzyk 😀

Boszsze jak ja się dobrze tam czułam. Jakbym była na właściwym miejscu, kompletnie nie byłam skrępowana tym, że jestem tam solo. Zresztą Finowie chyba nie mają zwyczaju mierzyć obcych kobiet wzrokiem tak jak ciągle mi się to zdarza w Polsce.  No ale muszę się przyznać do małej psoty. Było to w piątek. Poszłam tam około 19.00 Przy barze siedział młody, może 25 letni chłopak w kaszkiecie, marynarce i ze związanymi w koczek włosami. Obok siedziała młoda dziewczyna o długich ciemnych włosach. „Ooo… dobra stylizacja” –pomyślałam” 😉 Ale kiedy usiadłam z tyłu, na „moim„ miejscu, to z profilu chłopak wyglądał podobnie jak Ville. Zrobiłam zdjęcie. I tu szok. Na zdjęciu zobaczyłam Ville Valo ze swoją ciemnowłosą Karhu.

    

Tak mnie to ubawiło, że wysłałam fotki do dziewczyn z Povalonej Ekipy. Jak ja się uśmiałam… Dałam im czas na reakcje… Messenger zaczął się palić… Wyobrażałam sobie wasze miny dziewczyny. Na ale pomysł z wysłaniem foty do Ressu był chyba Diablicy od The 69 Eyes- cicha woda (Ola). No i się troszkę porobiło. Nawet Cat dała się nabrać. (Jasne kurde, że dałam się nabrać 😀 Siedzi człowiek na końcu świata i dostaje TAKIE foty… 😀 Aż musiałam przetrzeć oczy czy ja dobrze widzę, czy to pot ściekający ze mnie zewsząd majaczy mi wzrok XD. Przecież ten kolo z tyłu to identyczny Valos XD – C.N.)

Przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony moim żartem (a wiem, że tak było, bo mi takie informacje ze świata przyszły)ale przyznam się, że niczego nie żałuję 😀 Pochwaliłam później chłopaka, że bardzo mu się udała stylizacja, a on się strasznie ucieszył i mi podziękował. Już w Polsce dziewczyny poinformowały mnie, kim jest ten gość. To Juho Ranta, trochę nawiedzony fan HIM. (Boshheee co za patafiany mogły się poczuć urażone… 😛 Ej a podpisał Ci się na cy… biuście też? 😀 😀 😀 – C.N.)

Było jeszcze jedno miejsce, w którym świetnie się czułam. Miejsce, o którym miałam nawet nie wspominać, bo przecież to ma być relacja dotycząca HIM, a nie studium Helsinek. Było to miejsce na skale, w parku blisko centrum. Lubiłam tam sobie odpoczywać, bo naprawdę całymi dniami łaziłam po mieście i nóżki bolały. Mogłam tam spokojnie wypić piwo i zjeść coś, nie było tam dużo ludzi, a widok na jeziorko był uroczy. I jakoś tak sobie nuciłam „Jos lähdet mun luotain ajaudun haaksirikkoon ,oot mun kaikuluotain minut viet satamaan…” Ponieważ słuchałam tej piosenki dziesiątki razy (i oglądałam) to sporo tekstu zapamiętałam. Ale oświeciło mnie dopiero po powrocie do Polski, gdy ponownie włączyłam sobie do snu  „Olet mun kaikuluotain”

Nie szukałam tego miejsca… ono mnie znalazło 🙂

❤ Nie powiem, że się nie wzruszyłam, bo nie lubię kłamać ❤

Dotarłam też pod drzwi Tavastii… i tyle. Nie wlazłam tam, bo koncerty były wieczorami, a i  tak przedstawione zespoły mnie nie interesowały raczej. No może następnym razem…

Osobna sprawa to wizyta u Papy Valo. Oooo stresowałam się bardzo. Nigdy nie byłam w sex shopie, no i tak w ogóle, co ja miałam powiedzieć? W Polsce kupiłam Papie upominek (Dzięki Cat za pomysł) (Aaa polecam się 😀 – C.N) spakowałam do plecaka i  zebrałam się w sobie.

Musiałam chwilkę poczekać, bo Kari jakoś później otwierał tego dnia. Jak tam weszłam to zwyczajnie zapytał mnie czym może służyć, po fińsku, a potem po angielsku, no bo wyglądałam pewnie jak niemota. Poprosiłam o koszulki. Od razu się nie ujawniłam, ale później powołałam się na obrazek Mel (dzięki Mel) no i już poszło. Kiedy zapytałam Papę czy mogę sobie zrobić z nim zdjęcie to się rozpromienił i pokazał mi swoje kciuki 😀 Oba kciuki ma zwichnięte, czy tam wybite (jak to się mówi) palce latają mu we wszystkie strony. Powiedział, że żona mu tak zrobiła za to, że się fotografuje z ładnymi kobietami. Jak mnie objął w pasie, to aż mi się gorąco zrobiło. Nie wiem jak synuś, ale tatuś to ma ogień w sobie. Teraz już pod przysięgą mogę zeznać, że mnie Valo obejmował 😀 Zapytał mnie o koncerty HIM i czy byłam ( Heee… heee… mały teścik) Prezent bardzo mu się podobał. Ja kupiłam jeszcze kilka pocztówek, niby jedną dostałam gratis. Ale nie wiem jak jedną, skoro gdy podliczyłam zakupy, to się okazał, że zapłaciłam o 10 euro mniej niż powinnam. Taka uwaga: Kari potrafi zachęcać do zakupów… oj potrafi. Więc jak coś, to przygotujcie sobie większą kwotę.

Oczywiście nie myślcie sobie, że cały czas w Helsinkach spędziłam rozglądając się za Ville. Miasto początkowo bardzo niepozorne, każdego dnia intrygowało mnie bardziej. Nie jest prawdą, że z buta zwiedzisz Helsinki. No chyba, że interesuje was tylko centrum i wybrzeże. Ja łaziłam po osiedlach. Szłam tam, gdzie zazwyczaj nie chodzą turyści. Przyglądałam się ludziom, rozmawiałam z tubylcami. Spotkałam Polaków mieszkających w Helsinkach. Poznałam chłopaka z Łodzi (moje miasto) który 10 tygodni pracował na statkach w Raumie, wracaliśmy razem do Polski, więc dużo rzeczy mi opowiedział. Dużo by pisać…

Ostatniego dnia zastanawiałam się gdzie się udać na pożegnanie Helsinek i tak mi coś przyszło do głowy, żeby jeszcze raz pojechać do dzielnicy Ville Valo, mimo, że jak wspominałam, nie jestem zwolenniczką nieustannego snucia się pod jego domem. Przeszłam się po osiedlu i miałam wracać tramwajem ale… „A nie, polezę tamtędy… między tymi blokami” pomyślałam. Z ruchliwej ulicy weszła między bloki wklejone w zieleń. Tak, tak, nie inaczej. W Helsinkach domy wklejone są między drzewa, a nie drzewa sadzi się pod domami. Momentalnie zapada cisza, nie słychać samochodów i hałasu ulicy. Doszłam do miejsca, które wyglądało jak leśna ścieżka. Po trzech sekundach byłam w górskim raju. Zmienił się mikroklimat, otaczały mnie skały i powalone drzewa. Po chwili doszłam do miejsca, które okazało się wielką stajnią na ponad 100 koni. Była to szkoła jazdy konnej, ale nie będę was zanudzała szczegółami, bo to nie blog koński tylko HIMowy. W każdym razie okazuje się, że chwilę od domu naszego Księcia, po drugiej stronie ulicy, znajduje się taki raj dla koniarzy, kolejne miejsce, które mnie znalazło.  – Tramwajem linii 10, na prawo do Ville, na lewo do koni. 🙂

Ech … to naprawdę bardzo skrótowa notatka. Jeśli kogoś coś jeszcze interesuje to pytać, pytać…

Oczywiście muszę wrócić za rok do Helsinek z bardzo prostej przyczyn – ostatniego dnia zgubiłam mój telefon, miałam tam sporo filmów i zdjęć. Na szczęście najważniejsze przesyłałam od razu do „moich” dziewczyn, to się uchowały. Część filmów robiłam aparatem, coś tam poskładam i wam niebawem pokażę to, o czym tutaj nie pisałam. Więc dziewczyny (i chłopaki też)… za rok jedziemy na poszukiwania mojego telefonu 😀 CO WY NA TO?

Będzie się działo.

Tekst i zdjęcia: Ranitka


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Zanim nastanie cisza w eterze :)

Dzień dobry 🙂

Dzisiaj zamiast newsów o HIM, Valczaku itp. chciałam napisać małe ogłoszenie parafialne 😀

Pierwsza sprawa to taka, że w środę wyruszam do Warszawy, a w czwartek wylatuję już na koniec świata –>o, właśnie tutaj:

Wyspa, na której spędzę trochę czasu, nazywa się Ponape i jest malutkim punkcikiem gdzieś pośrodku Pacyfiku 🙂 Wspominałam wam już o tym wyjeździe 😀

I teraz tak – w związku z tym, moja aktywność na blogu będzie bardzo ograniczona, może nawet przed 3-4 tygodnie nie będzie ode mnie tutaj żadnego odzewu 🙂 Dlatego też, nawet jeśli się coś wydarzy w tym czasie – Valo wyda płytę, ożeni się czy nawet mu się dziecko urodzi, albo reszta zespołu przyjedzie na wakacje do Polski, to musicie mi wybaczyć, ale info z notką się nie pojawi wcześniej, jak dopiero wtedy, kiedy powrócę do mojego „domu” w PL 😀

 

To nie jest tak, że będę całkowicie odcięta od świata, choć w zasadzie nie wiem, jak wygląda tam połączenie z internetem – czy jest sprawne czy raczej są przeszkody. Ale nawet jeśli nie ma, to i tak wolę ten czas poświecić na inne rzeczy niż Valo -no sorry 😛

Poza tym, muszę prowadzić relację z wyjazdu na blogu oraz social media, więc skoro mam tracić na to czas, zamiast spacerować po dżungli, to wolę najpierw wypełnić swoje „obowiązki”, ale już darować sobie pisanie tutaj 🙂 Mam nadzieję, że w tym czasie nic wielce istotnego się nie wydarzy, ale jeśli tak będzie, to sekcja komentarzy jest zawsze dla was 😀 Dzielcie się informacjami, a ja przyjadę i ogarnę temat hehehe

Jeśli ktoś z was jest zainteresowany co do tego, gdzie jadę, po co i na co 😀 Oraz jak będzie wyglądała cała moja podróż, to zapraszam na:

-bloga o projekcie podróżniczym

„Na Krawędzi Raju”

Fanpage’a wyprawy (co fejsbunio to fejsbunio XD)

-oraz Instagram 🙂


Druga informacja to od Ranitki, która już wyruszyła w podróż do Helsinek 🙂 Oto wiadomość od niej:

„Tak więc jadę (lecę) jak coś… ktoś… może w tym samym czasie … to jestem w Helsinkach od 11- 16 (powrót 17) I ludziom małej wiary – tu cytat : ” Nabrałaś kiecek dla Valo, to papu się nie zmieściło” 😀 chcę powiedzieć, że się zmieściło… wszystko i trampki też… 😀 a kiecki wzięłam dwie. Ja coś tam wpadnę i napiszę w tak zwanym międzyczasie. Pozdrawiam wszystkich.”

Także gdyby ktoś z was był w tym samym terminie i miał ochotę się napić kawy (albo % 😀 ) z największą fanką Valo, to poproszę się zgłosić w komentarzach hehe Ona pewnie zajrzy i się odezwie 🙂 Nie wiem jeszcze jak będzie z jej relacją z odwiedzin Helsinek… Jeśli ją napisze to, zakładając że będę mieć czas i możliwość, postaram się ją tu umieścić. Tak naprawdę ciężko mi jest się określić, więc wolę tego nie robić 😀

Życzę udanej podróży, fantastycznie spędzonego czasu, oraz przede wszystkim szczęśliwego powrotu (dla mnie samej również :P)

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Straight Outta Helsinki!

Dzień Dobry 😀

Skromne wieści o panu Valo ale za to jakie XD

Nasz Książe został ostatnio przyłapany jadąc na rowerze przez Helsinki. Jednak to nie była tylko zwykła, spokojna przejażdżka, o nie….!

Jak donosi HIM Archives:

„Gwiazda rocka Ville Valo często podróżuje przez Helsinki na rowerze. Nie dba o zasady ruchu dla rowerzystów i często można go zobaczyć ścinającego chodniki. W zeszły tydzień w czwartek, Ville ponownie jechał ścieżką dla pieszych w pobliżu restauracji „Elite” i jednocześnie rozmawiał przez telefon…” (tłum. z fińskiego z magazynu Seiska)

Wyjęty spod prawa helsiński kryminalista sprawia, iż Finlandia spada w rankingu najbezpieczniejszych państw na świecie… Jak się potoczy dalej ta historia? Czy nastanie panika? Czy Finowie zdzierżą takie rażące naruszenie ich spokoju? Tak dalece posunięty i widowiskowy obraz łamania przepisów???

TYLKO W KINACH!

Get Tickets Now!


Śmiechom nie było końca… 😀 Oczywiście to wszystko żart 🙂

(Powyższy plakat autorstwa HIM Archives :))

Choć… czy aby na pewno…?

 31.05.2018 Ville Valo okazuje się już być w Londynie… Czyżby uciekał przed wymiarem sprawiedliwości?

Credit to Dalila Parisi

😉


No cóż… Najpierw nie było nic o panu Światło słychać……

Być może się zagubił podróżując pomiędzy Londynem a Helsinkami…

Były podejrzenia że… Może go…

Ale nieeeee…. 😀 Bo przecież….

Taki mały ukłon w stronę czytelników i ludzi kochających książki 😛 Życzę udanej i spokojnej niedzieli 😉

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

(Nie) Zakochaj się w muzyku :P

Cześć 🙂

O ile Ville śmiga sobie po Helsinkach, a wiemy to z pewnego krążącego w sieci filmiku, którego wrzucać tutaj nie będę, to chłopaki z Flat Earth zakasali rękawy i pracują 🙂

Mamy już oficjalne studio video z kawałka „Blame”. Jeśli o mnie chodzi, to ten utwór nie jest dla mnie objawieniem muzycznej sceny, ale przyznać muszę, że słucha się go dość dobrze i nawet mi się podoba 🙂 A co wy sądzicie?

Teraz przynajmniej można wiedzieć, czego mniej więcej mamy oczekiwać po reszcie płyty, a co za tym idzie – czy warto się wybrać na ich koncert 😀

Wszystkie koncerty odbędą się póki co w FI, ale oczywiście wiem, że kilku z was – HIMczaków, wybiera się do Helsinek więc może ktoś z was zahaczy o koncert? Jeśli tak, to oczywiście czekamy na relacje, obojętnie czy z waszych wypraw czy też koncertu hehe

Sprawdziłam także, jak tam wygląda ich zbiórka na FUNDYOU. Wygląda, że chłopakom nie uda się zebrać oczekiwanej kwoty. Obecnie mają połowę, a do końca zbiórki pozostał jeden dzień… No cóż, może trzeba zainwestować w samego siebie panie Linde? 😉

Zauważyłam także, że w ofercie jest spędzenie całego dnia z zespołem za koszt 500 ojro i tak sobie pomyślałam: wiemy wszyscy, że „wszyscy artyści to prostytutki”, jak mawiał klasyk 😀 Ale nie chodzi  mi tu o obrażanie kogokolwiek, po prostu u artystów często „kupuje” się ich czas, płaci za talent, umiejętności a nie za produkt na przykład 🙂 Wcale a wcale mnie to nie szokuje, ale teraz… zastanawiam się, jak nasi Finowie poradziliby sobie z takim zadaniem jak spędzenie całego dnia z obcym człowiekiem XD No wyobrażacie sobie Linde zabawiającego cały dzień jakąś fankę, która wykupiła taką możliwość? 😀


Wracając jeszcze do Ville i filmiku z Helsinek, na którym widać jak idzie ulicą… Początkowo mój komentarz był taki:

„Biedny nawet na zakupy nie może w spokoju pójść 😆 ale dopóki nikt w niego nie rzuca papierem toaletowym z okrzykami „Dawaaaaaj Płytęęę!!!” to jeszcze można zdzierżyć 😉😂🤣😎”

Natomiast postanowiłam jeszcze poruszyć ten temat w związku z tym, że ja tez publikuję wasze zdjęcia jego domu itp. oraz sama przecież byłam pod Książęcą Wieżą 😛  Moja opinia jest taka: NIE ROZUMIEM TYCH STALKEREK NIE MAJĄCYCH WŁASNEGO ŻYCIA I NAWET NIE PRÓBUJĘ – JEST TO DLA MNIE COŚ GŁUPIEGO, DZIECINNEGO I NIE DO KOŃCA RACJONALNEGO.

Nikt o zdrowych zmysłach nie siedzi 7 godzin w kawiarni, czekając na idola, który nie wiadomo nawet czy się zjawi (to ja czekałam 15 minut po koncercie i poszłam, bo stwierdziłam że nie ma sensu :D) O dziwo – to zawsze okazują się dziewczyny pochodzenia wschodniego – szalone ruskie – jak to mawiam XD NIE POCHWALAM, NIE ROZUMIEM I SAMA NIE STALKUJE 😀 Niemniej jednak nie sądzę, aby stała się naszemu Valczakowi straszna krzywda 😉 Ot, szedł z siatką i tyle, nikt się tam na niego nie rzucił jak były rezydent pokoju bez klamek XD

Co do zdjęć jego domu zamieszczanych przeze mnie na blogu – również nikt nie tam jego spokoju nie zakłóca dobijając się do jego drzwi z okrzykami „Dej autograf” XD I mam nadzieję, że nigdy tak nie będzie, że Polscy fani mają dużą klasę i szacunek do cudzej prywatności. Czasem pytacie mnie o wskazówki jak dotrzeć do Wieży czy teraz… hmmm  Mamy jaką nazwę na jego nowy domek? 😛 Więc je wam podaję, ale zaznaczam i apeluję:

DBAJMY O SPOKÓJ NASZEGO VALCZAKA, SZANUJMY JEGO PRZESTRZEŃ PRYWATNĄ I NIE GANIAJMY GO PO HELSINKACH WYZNAJĄC MU MIŁOŚĆ HEHE On to wie 😛 Jeśli już was tak korci, żeby porozmawiać z panem Valo, to sugeruję Kariego – człowiek złoto o cierpliwości i serdeczności, której chcielibyśmy spotkać u każdego.


A teraz coś na lekko 🙂

7 POWODÓW, DLA KTÓRYCH NIE WARTO CHODZIĆ Z MUZYKIEM

1. Zawsze będziecie na drugim miejscu. Zawsze. Niby się kochacie, ale on nadal spędza więcej czasu ze swoją gitarą albo perkusją 😀 No dobra, czasem taki Villeł wyjdzie z Tobą do sklepu na zakupy:

Ale jak tylko wróci to znów zaszyję się do swojego świata z gitarzyną i notesikiem co by rzewne teksty zapisywać hehe

2. Nie liczcie na to, że muzyk nie spóźni się na spotkanie. Dobrze, jeśli w ogóle się pojawi. Umówiliście się na walentynkową kolację w restauracji? Na pewno właśnie wtedy wypadnie mu dodatkowa próba. Albo rano niespodziewanie dowie się, że wieczorem ma koncert. Albo nie przyjdzie, bo wypadła mu z futerału kalafonia i jej szukał. Albo coś w tym stylu.

Także tego…. :D”

3. Oni pracują wieczorami. Wieczna druga zmiana. Możecie zapomnieć o wspólnych wieczornych pogaduszkach i oglądaniu seriali.

„Potwierdzam hehe”

4. Jak już są w domu to ćwiczą. Nieustannie. Wyobraźcie sobie taką scenę:
Ona: Kochanie, obiad na stole
On: (zza drzwi) gra po raz dziesiąty najtrudniejszy fragment koncertu
Ona: Stygnie…
On: (zza drzwi) piłuje trudny przebieg w akordach
Ona : Obia… a zapomnij, twoją porcję też zjem!

5. Ktoś musi zostać w domu, i to pewnie będziecie Wy. Międzynarodowe tournée, jeśli grają w orkiestrze, jeśli są solistami – częste koncerty w odległych miejscach… muzycy uwielbiają być wszędzie, byle nie w domu. A Wy czekacie.

„Wybacz kochanie, moi fani mnie potrzebują, jadę w trasę!”

6. Psychofani. Całe rzesze ludzi pałających uwielbieniem do Waszego partnera/partnerki.

Ruskie…Wszędzie ruskie… XD

7. Ponieważ tak bardzo Was na co dzień zaniedbają, muzycy będą starali się to jakoś Wam wynagrodzić. Zwykle w absurdalny sposób. Na przykład dedykując Wam utwory. Albo organizując dla Was urodzinowy koncert. Oświadczając Wam się podczas najbardziej obłożonego publicznością występu. Wspominając o Was przed wykonaniem na bis najbardziej romantycznego utworu… Ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi. No chyba że… Chyba że jednak 😉

Tekst oryginalny znajdziecie tutaj: prostoomuzyce.pl


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!