Helsinki – mój drugi raz #Przygodnik

Cześć 🙂

Wakacje w pełni więc większość z was ma zaplanowane wyjazdy, albo już jest po wypoczynku 😀 Jeśli ktoś z was wybrał się do Helsinek czy Finlandii w ogóle, to chętnie zapoznalibyśmy się z waszymi wrażeniami 🙂

Nasz blogowy, francuski łącznik czyli Ewa, znowu wybrała się do tego kraju, jednak tym razem już nie tylko z powodu pana Valo, ale po prostu z narastającego zamiłowania do tego kraju.

Co tym razem jej się przytrafiło? (jej pierwszą relację możecie przeczytać tutaj – Ewa w krainie Muminków 🙂 )

I jaki to związek miało z naszą wyprawą? (Helsinki, miasto gdzie nie ma nocy ale jest HIM 🙂 )


Helsinki – mój drugi raz (i nie ostatni)

Kiedy rok temu wróciłam z pierwszego pobytu w Helsinkach, od razu postanowiłam oszczędzać na kolejne wakacje w tym mieście, które w niewytłumaczalny, magiczny  sposób stało się MOIM. Przez okrągły rok dojrzewały we mnie plany, co jeszcze chcę zobaczyć, czego doświadczyć, a przed oczami miałam już sceny z przyszłego pobytu.

Wpadłam też na pomysł pewnego projektu, zaczerpniętego z filmu “Amelia” Jean-Pierre’a Jeunet’a. Zapragnęłam przedstawić moje wakacje w Helsinkach z punktu widzenia krasnala, w moim przypadku zrobionego w włóczki, którego nazwalam Ville. 🙂 Niestety już na drugi dzień po wylądowaniu zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to pracochłonne i że jeśli chcę być naprawdę TU I TERAZ, to muszę zarzucić mój projekt, co pozwoli mi w pełni cieszyć się chwilą obecną i patrzeć dookoła mnie, a nie jedynie na krasnala. Ville pojawił się tylko na kilku zdjęciach, ale towarzyszył mi przez cały czas, schowany w plecaku. 🙂

(Ja też mam swojego  – ale nie jest krasnalem a… Reniferem XD I nazywa się Valcio 😛 – C.N.)

Moja podróż rozpoczęła się od odwołania lotu ze Strasbourga do Amsterdamu, skąd miałam dalej lecieć do Helsinek. Jednak dzięki tej niedogodności na lotnisku w Strasbourgu poznałam Johna, również podróżującego do Helsinek. John odwiedził stolicę Finlandii, bagatela, 27 razy, bo jego tata mieszka tam od lat ze swoją fińską żoną. Nawiązała się między nami nić sympatii i  podróż do Paryża, specjalnym TGV wynajętym przez “Air France”, minęła nam szybko i przyjemnie. Następnie wsiedliśmy w samolot “Finnair” i z kilkugodzinnym opóźnieniem w stosunku do pierwotnie planowanego lotu, znaleźliśmy się w Helsinkach, życząc sobie pięknie spędzonego czasu.

Nazajutrz, 11 lipca, pognałam jak na skrzydłach do “Tiketti Galeria”, gdzie dosłownie ostatni dzień mogłam obejrzeć wystawę Ville Juurikkala “Right Here in My Eyes”. Zauważyłam, że przeniesiono do niej kilka zdjęć z HAM (“Helsinki Art Museum”), w którym ta sama wystawa zakończyła się już 3 lipca.

Po wyjściu z “Tiketti” z sercem na ramieniu ruszyłam do sex-shop’u Kariego Valo. Nie wiedziałam, czy będzie mnie pamiętał. W plecaku niosłam dla niego prezencik: kubek z Poznaniem, moim rodzinnym miastem. Na początku Kari nie bardzo mnie skojarzył, ale wspomniałam mu o mojej wizycie rok temu i o mailu, który wysłałam do niego pod koniec maja z zapytaniem, czy sklep będzie otwarty. Przypomniał sobie. 😀

Wspomniałam też o naszej Heartagramowej ekipie z Catherine na czele. “Ach tak, jedna z tych dziewcząt dała mi swój obraz, o ten.” i wskazał na płótno wiszące nad drzwiami wejściowymi. “A jak ta dziewczyna ma na imię?”, “Emanuela” – odpowiedziałam, “Emanuela” – powtórzył Kari.

(I pomyśleć, że Mel nie była pewna czy go zabrać 😀 A teraz wisi sobie w sex shopie pana Valo XD – C.N.)

Kiedy wręczyłam mu kubek, Kari bardzo się wzruszył. Naprawdę nie spodziewałam się aż tak żywiołowej reakcji z jego strony. Obracał kubek w dłoniach i powtarzał “Jaki on ładny!”, “Podoba mi się, że jest zielony w środku. Bardzo lubię ten kolor.” i uściskał mnie tak mocno i z takim uczuciem, jakbyśmy byli parą dobrych znajomych. Powiedziałam, że tym razem chcę kupić koszulki, jedną dla mnie i jedną dla koleżanki. Miałam na oku model z taką babeczką i kajdankami, ale niestety prawie wszystkie koszulki z tym wzorem wyprzedały się podczas festiwalu TUSKA. Stanęło więc na modelu klasycznym, jedynie z logo sklepu.

Kiedy już je wybrałam, Kari niespodziewanie zaproponował mi: “Może ją założysz? Możesz przebrać się tutaj” i wskazał na drzwi za ladą, które były drzwiami toalety. 😀

Potem rozmawialiśmy jeszcze o Laponii, o kąpielach w przeręblach, a także wymieniliśmy kilka słów o końcu HIM. Gdy wspomniałam, iż czuję, że Ville szykuje solowy projekt, Kari powiedział: “Tak, Ville jest od zawsze w muzyce. Żartuje, że będzie śpiewał na promie do Sztokholmu.” i zaśmiał się na własne słowa. 😀 Na pożegnanie tym razem to ja uściskałam Kariego i zostałam obdarzona komplementem, po którym po prostu stopniało mi serce. “You are a wonderful woman.” brzmiało mi w głowie do końca dnia. To było niesamowite spotkanie, pełne emocji i autentycznej radości.

(Ja wam mówię, pan Valo to taki fajny flirciarz w fińskim stylu, podejrzewam, że Valo ma tak samo XD Ale fakt Ewa, wyglądacie już jak para dobrych znajomych 🙂 – C.N )

Nazajutrz postanowiłam pojechać na wyspę Seurasaari, na której znajduje się skansen Finlandii, ze zrekonstruowanymi domostwami i zagrodami, do których można zaglądać, jeśli kupi się bilet. Okazała się ona bardzo przyjaznym miejscem dla wiewiórek, które dają się podziwiać z całkiem bliska i karmić orzeszkami.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po ponaddwugodzinnym pobycie na Saurasaari i po krótkiej regeneracji w uroczej kawiarence, gdzie raczyłam się przepysznym ciastem z koniakiem (Dieta na wyjazdach nie obowiązuje! 😉 😀  ), ruszyłam w kierunku wieży Valo, która znajduje się całkiem niedaleko wyspy. Idąc tak w jej stronę, zastanawiałam się, czy Ville zdarzało się dokarmiać wiewiórki na Seurasaari i uśmiechnęłam się na tę myśl. 😀 Zaskoczyło mnie, że wieża wcale nie jest taka wysoka, jak to sobie wyobrażałam i jak to sugerowały zdjęcia w internecie. Zrobiłam kilka fotek i poszłam sobie posiedzieć w parku ta tyłach wieży.

Wieczorem wybrałam się do pubu “The Riff”. Zamówiłam piwo „Karhu” (hi hi hi!), rozsiadłam się wygodnie i uwieczniłam kilka ścian. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A skoro jestem przy lokalach, to chcę napisać jeszcze o dwóch miejscach. Pierwszym jest sieć restauracji “Soppakeittio” specjalizująca się w zupach. Jedna z tych restauracji znajduje się w Kauppahalli, tuż przy Kauppatori. Każdego dnia jest inne menu. Jadłam tu trzy razy i za każdym byłam zachwycona. Zupy są przepyszne i niedrogie, a najeść można się naprawdę do syta.

Drugim miejscem jest “Mumin Kaffe”, których w Helsinkach również jest kilka. Ja odwiedziłam kawiarnię na Liisankatu. Bardzo miłe miejsce, przyjazne dzieciom, gdzie można zjeść ciacho, wypić kawkę i powrócić trochę do dzieciństwa. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W piątek pojechałam autobusem do Porvoo, 50 km od Helsinek. Porvoo to drugie, po Turku, najstarsze miasto Finlandii. Znane jest ze swojej uroczej starówki oraz czerwonych drewnianych budynków nad brzegiem rzeki Porvoonjoki, które służyły niegdyś za magazyny, gdzie składowano towary przybyłe z odległych krajów. Idąc w stronę starówki, natknęłam się na sklep z płytami, “Riverside Records”, który po części jest komisem. Za pierwszym razem odkryłam “Music Hunter”, a tym razem sklep w Porvoo! 😀

Zapytałam życzliwego sprzedawcę, czy ma coś HIM, a on poprosił mnie, bym zaczekała kilka minut i zanurzył się w stertach płyt na tyłach sklepu. Wrócił z trzema tytułami, a ja zdecydowałam się na dwa z nich. Powiedział, że ma też fińską biografię HIM w dobrej cenie i nawet zaczął jej szukać, ale niestety gdzieś się zapodziała.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No właśnie, podróże to nie tylko spotkania z miejscami, ale także z ludźmi. Tak, jak spotkanie z Davidem podczas jednego ranka, kiedy przechadzałam się po rynku Kauppatori i oglądałam stoiska. Moją uwagę przykuł stolik z kamieniami i drucianą biżuterią z kamieniami, a że uwielbiam takie rzeczy, to zatrzymałam się i zaczęłam uważniej się im przyglądać. Sprzedawca zagaił mnie i dowiedziałam się, że jest Kolumbijczykiem, że sam szlifuje swoje kamienie i sam tworzy prezentowaną biżuterię, także bezpośrednio na stoisku. Zaczęliśmy rozmawiać o energii kamieni, o energii w ogóle i w miarę rozwoju rozmowy pojawiła się we mnie chęć, by kupić jedną z jego zawieszek, ale wolałam, by zrobił ją specjalnie dla mnie. Wybrałam opal andyjski, który okazał się dość drogi, a do tego dochodziła jeszcze jego oprawa. Powiedziałam wprost Davidowi, że nie mogę sobie pozwolić na ten kamień i zaczęłam szukać innego, a wybór był przebogaty.

Na to David zwrócił się do mnie: “Emanujesz tak piękną energią, że chcę, żebyś miała kamień, który cię przyciągnął. Chcę, żebyś miała coś ode mnie. Sprzedam ci go taniej i zrobię ci z nim coś pięknego.”, po czym dodał: “Wiesz, najfajniej jest, kiedy nie szukamy, ale po prostu znajdujemy. Ty znalazłaś.” Przeszył mnie dreszcz wzruszenia. Po piętnastu minutach wręczył mi gotową zawieszkę, uściskał mnie, ucałował… i dal mi jeszcze grudkę cytrynu w prezencie. 😀

Cały ten tygodniowy pobyt był pełen wzruszeń. Podobnie jak za pierwszym razem, czasami aż nie chciało mi się wierzyć, że tego wszystkiego doświadczam. Kiedy ostatniego dnia spacerowałam brzegiem morza, zachciało mi się płakać, a następnie pojawiło się we mnie uczucie przeogromnej wdzięczności za to, że mogę tu być oraz pragnienie, by znowu tu wrócić.

To już postanowione.

Od września będę oszczędzać na mój trzeci raz w Helsinkach. 🙂 Zainteresowałam się tym miastem z powodu Valo, ale obecnie moja fascynacja tym miejscem znacznie wykracza poza HIM-owy kontekst. A co, jeśli trafiłam na HIM, żeby trafić do Helsinek? Czuję się tu jak u siebie.

A dla zamknięcia całej historii dodam tylko, że do Francji wracałam… z Johnem. 😀

Tekst i zdjęcia: Ewa Włodarczyk


No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy 😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii, lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule maila wpisując PRZYGODNIK 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Helsinki – miasto, gdzie nie ma nocy, ale jest HIM :) #Przygodnik

Hello Sweethearts!

Oto jestem!

Pojechałyśmy do Hellsinek i wróciłyśmy w jednym kawałku, a mnie udało się w końcu skrobnąć parę słów na temat tego jak było 😀

Zapewne jesteście ciekawi, więc bez zbędnego przedłużania —> Oto Jest 🙂 Relacja pisemna i filmowa.

ENJOY 🙂


Na początku zaznaczę, że relację przygotowałam z wszelkich HIM miejsc, aby nie przedłużać już i tak znacznie długiego tekstu. Wszystkie miejsca związane z Helsinkami, które możecie znaleźć w przewodniku omijam i skupiam się na tym, co was, czytelników bloga o specyficznej tematyce, powinno zainteresować 🙂

Cóż… Po co ja tam jadę… Tak mi się nie chce… Zimno, ciemno i bez tej ekscytacji, którą pewnie czułabym wiele lat temu, kiedy HIM miał jeszcze na mnie duży wpływ.

Teraz pan Ville Valo ani mnie ziębi, ani grzeje lecz jak się okazało na samym końcu, ta wyprawa była mi potrzebna by… Ale zacznijmy od samego początku…

Pół roku temu pomyślałam, że od długiego czasu wybierałam się do Helsinek i jakoś ostatecznie z planów tych nic nie wynikało. Temat podjęła Ola i od słowa do słowa, od maila do maila doszło do tego, że kupiłyśmy bilety, następnie dołączyła do nas Mel i zaczęły się poszukiwania mieszkania do wynajęcia w Helsach – machina ruszyła…

I choć cieszyłam się, że mam bilet na lot, to jednak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że zamiast tej podróży powinnam polecieć, jak to na ciepłolubnego człowieka przystało, na Ibizę bądź Majorkę czy tym podobne kierunki. Ale dziewczyny były podekscytowane, a ja nie miałam się już jak wycofać 😀 Słowo się rzekło, bilety się kupiło.

No więc niech tak będzie – jadę do Helsinek, gdzie podobno miało być zimno, drogo, a Finowie nie wchodzą w żadne interakcje z obcymi. Jadę do Helsinek, gdzie podróż ta miała być sentymentalnym powrotem do chwil świetności zespołu HIM, który obecnie kończy karierę – gdzie większość fanów lamentuje, tam ja się zgadzam z podjętą przez nich decyzją ale teraz nie o tym…

Spotkałyśmy się na lotnisku w Krakowie i od momentu oderwania kół samolotu od pasa startowego, zaczęła się nasza wspólna przygoda.

Już sam widok miasta w nocy wydawał się być czymś zupełnie innym niż to, co widziałam do tej pory. Horyzont pokrywała łuna światła jak przy zachodzącym słońcu, ale niecodzienność tego zjawiska uświadamiała pora… Było to bowiem o 1 nad ranem… Białe noce dały mi się we znaki, ale o tym ponarzekam później (tak, jestem śpiochem i dzień w nocy strasznie mi przeszkadza oraz wyprowadza z równowagi :P)

Już pierwszego dnia postanowiłyśmy nie odkładać najważniejsze wizyty podczas całego wyjazdu, gdyż jak się okazało, natrafiłyśmy na okres świąteczny, gdzie sklepy bywały zamykane wcześniej lub były nie otwierane wcale. A zakupów w tym jednym, szczególnym sklepie nie mogłyśmy przecież sobie darować…

 

Chwyciłyśmy więc mapę Muminków w dłoń i zaczęłyśmy podążać do celu pielgrzymek każdego fana HIM w Helsinkach.

Nieśpieszne, spacerując po mieście, które ostatecznie okazało się na tyle małe, że spokojnie można je zwiedzać spacerując i w kilka dni zwiedzić każdy ważniejszy punkt (kto twierdzi, że Helsinki są duże chyba nie zna definicji tego słowa, zwłaszcza, iż to przecież jest stolica 😀 ) dotarłyśmy do miejsca przeznaczenia, które zacnie było zakreślone na naszej Muminkowej mapie. Po drodze zaczęłyśmy obalać mit, jakoby Finowie byli narodem zamkniętym i uprzedzonym do wchodzenia w jakiekolwiek interakcje z obcymi – panowie i panie sami do nas podchodzili, tłumacząc nam drogę a także rozmawiając o mieście czy o nich samych.

Nim się obejrzałyśmy, naszym oczom ukazał się szyld sklepu znany każdemu fanowi. Kiedy stanęłyśmy pod jego drzwiami, nie będę kłamać, że poczułam się nad wyraz podekscytowana, ale dziwnie surrealistycznie było uczucie wiedzieć, że za drzwiami znajduję się tata pana Valo…

Kiedy otworzyłyśmy drzwi, podejrzewam że w pierwszym momencie Kari Valo, jak i jego znajomy, wiedzieli kim jesteśmy, a przynajmniej mam nadzieję, że nie wyglądamy zbytnio na fanów miejsc  oraz zabaw związanych z takim miejscem XD Kiedy się przedstawiłyśmy i powiedziałyśmy, że jesteśmy fanami HIM, wszystko stało się jasne a papa Valo zaczął nam pokazywać koszulki, na widok których zaświeciły się nam oczy. Chwilę trwało nim wybrałyśmy swoje rozmiary, pocztówki, kajdanki dla mnie (papa Valo stwierdził, że mój chłopak jest szczęściarzem i uśmiechnął się przy tym porozumiewawczo ponownie w ten sam sposób, kiedy zapytał czy któraś z nas życzy sobie pejczyk lub owe kajdanki, a tylko ja wyraziłam entuzjazm 😀 Być może wyczuł we mnie fana W.Controla XD)

Kari Valo był bardzo miły i każdej z nas dał nawet parę kartek jako prezent, a cenowo zakupy naprawdę były udane. Poza tym, kupiłyśmy TĄ jedną koszulkę, na którą każda z nas polowała.

Przez cały ten czas, kiedy dziewczyny robiły zakupy ja się rozejrzałam nieco po sklepie. U właściciela rzucił mi się w oczy wytatuowany motyw taksówki na lewym przedramieniu, co nie jest dziwne jeśli się wie, że papa Valo był przecież taksówkarzem. Nawiązuje do tego także wiszące w sklepie zdjęcie Roberta DeNiro – kadr z filmu „Taksówkarz”, i drugi kadr – fotografia Nowego Jorku. Poza tym, mnóstwo tam rzeczy dla dorosłych, wiadomo, to sklep dla nich ale powstrzymam się od szczegółowego opisu 😉 Była tam także mapa z zaznaczonymi na niej punktami – te punkty to miejsca z których fani go odwiedzają. Dało się też zauważyć Heartagramy i plakaty zespołu a nad ladą wisiał sobie obraz z okładki płyty „Venus Doom”.

Teraz być może, wisi tam i także inny, gdyż Mel – nasza Heartagramowa artystka podarowała panu Kariemu jeden ze swoich obrazów, który to bardzo mu się spodobał, a my także poczęstowałyśmy go naszymi polskimi słodyczami 😀

Kiedy przyszedł czas na fotki, przyjaciel pana Valo był nam bardzo pomocny – podejrzewam, że to zawodowy fotograf HIMfanów w sklepie XD Trzeba przyznać, że wie co robi i jesteśmy mu wdzięczne za fajne zdjęcia. Jeśli sami się tam pojawicie, to prawdopodobnie również skorzystacie z jego usług 😀

Zbierałyśmy się do wyjścia, kiedy pan Valo do mnie podszedł, gdy otwierałam drzwi i wskazał na… polską naklejkę z napisem „Uśmiechnij się”. Jak przeczytałam tak zrobiłam i podjęłam jeszcze rozmowę na temat tego, ilu fanów ma w sklepie i czy dużo polskich fanów go odwiedza. Kari potwierdził i dodał także, że przychodzi również sporo Rosjan oraz Niemców. Podziękowałyśmy mu więc za poświęcony czas i ruszyłyśmy w dalszą drogę ale…

No właśnie 😀

Okazało się, że poszłyśmy w innym kierunku i musiałyśmy zawrócić w dół drogi, aby dotrzeć do sklepu muzycznego w którym Ola chciała się zaopatrzyć w płyty. Musiałyśmy więc znów przejść obok sklepu papy Valo.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy spotkałyśmy go przed sklepem, stojącego tuż koło samochodu!

Oczywiście nie omieszkał się nam nim pochwalić, na co my oczywiście nie omieszkałyśmy pochwalić jego cudowności na czterech kołach. Przy wspólnej fotce zapytałam:

-Jak długo ma pan ten samochód?-

-Ooo- nie zastanawiał się długo – 21 lat, tyle co masz ty- uśmiechnął się.

-Nie, nie, definitywnie nie panie Valo, jestem znacznie starsza- odparłam więc Kari kurtuazyjnie stwierdził, że góra 23 lub 24.

-Czy próbowaliście naszych cukierków?- zagadnęłam ponownie. „Nasz” pan fotograf też tam był.

-Nie, jeszcze nie ale zaniosę je żonie, uratowaliście moje małżeństwo- śmieszek z tego pana Valo 😀

Był bardzo chętny, by pomóc nam odnaleźć poszukiwany sklep muzyczny, pokazałam mu więc naszą mapę… Muminkową mapę… 😀 Że nie wybuchł śmiechem to się dziwię, najlepsze jest to, że przy adresie stało jak byk „po drodze do sklepu papy Valo” a on centralnie najechał tam palcem więc musiał to widzieć XD Ehhh… Ola i jej zapiski 😀 A pan Valo pobiegł jeszcze do sklepu i dał na mnóstwo ulotek o Helsinkach oraz… Mapę 😀 Bardziej szczegółową i tym razem bez Muminków XD

Kolejnymi naszymi punktami był sklep muzyczny, gdzie Ola zaopatrzyła się w płytkę zespołu a ja przejrzałam winyle HIM, które możecie zobaczyć na filmiku z naszej podróży.

W okresie, w którym byłyśmy w Helsinkach odbywały się dwie wystawy powiązane z zespołem – jedna w muzeum HAM.

I tu miałyśmy szczęście w nieszczęściu, bo kiedy dotarłyśmy do muzeum było one zamknięte, ale mogłyśmy pooglądać wystawę przez szybę. Miało być otwarte następnego dnia lecz Finowie stwierdzili – Nie, jest święto, jedziemy do lasu na grilla i saunę więc sorrka… 😀

Ale… tuż obok Tavasti, bo oczywiste jest, że podeszłyśmy do tego jakże sławetnego klubu, była kolejna galeria (klub też nas polubił – na fejsie co prawda, ale się liczy :P)

Tiketti Galeria – przyciągnęła nas ryjem Valosa, choć to nasza radarowa Ola, która wypatrzy wszystko co z nim związane, odnalazła tę galerię. W środku znajdowała się bardzo miła pani, która pozwoliła nam zwiedzić i obejrzeć wszystko, co tylko chcemy.

Białe noce, wiatr, dziwny język nie do wymówienia, niska temperatura… Męczące zjawiska… Jednak sporadyczny drink pozwala przetrwać… Teraz się nie dziwię, czemu Finowie tyle piją 😀

Kolejnego poranka powstrzymałam już swoją frustrację faktem słońca, które prawie nie zachodzi, ulicy, która nie ma nazwy, Helsinek – miasta podobnego do życia, gdzie raz jedziesz z górki, a raz tułasz się mozolnie pod górkę.

Tego dnia bowiem, miałyśmy z dziewczynami wyruszyć do kolejnego ważnego celu. Symbolu pewnej epoki, nieodłącznie kojarzonego z „księciuniem Valoskiem”. Czy już się domyślacie o co chodzi???

Dzielnica na obrzeżach miasta wydawała się bardzo przyjazna i spokojna. W istocie taka też była. Kiedy się w niej pojawiłyśmy, miałam wrażenie, że te niedobitki ludzi nas mijających od razu wiedzą kim jesteśmy i czego szukamy.

Nie mylili się.

Gdy po krótkim spacerze naszym oczom ukazała się wieża Valosa, był to piękny widok budowli oplecionej zieloną, wiosenną i kwitnącą roślinnością, jakby nikt tu nigdy nie tworzył depresyjnych piosenek i nie komponował smutnych melodii. Jakby wieża pokazywała – tamtej epoki już nie ma, przyszły zmiany i nastąpił koniec.

Ale nie ujmowało to jej piękna. Wystarczyło spojrzeć i można było zrozumieć dlaczego Valos zaszył się w tej okolicy, w tej wieży…

Najzabawniejsze jest to, iż nigdy bym nie przypuszczała, że sama kiedyś stanę na tej ulicy i zobaczę ją na własne oczy.

Jeśli miałabym wybrać moment najbardziej dla mnie znaczący z całej tej naszej PoValonej ekspedycji, to byłby właśnie ten moment, kiedy stanęłam pod wieżą Valo. I nie miało to znaczenia, że jego tam nie ma. Że nikogo tam nie ma.

To był symbol wszystkiego. Myślę, że wielu z was rozumie o co mi chodzi.

Nie byłyśmy tam długo i nie weszłyśmy dalej niż nakazywało to uczucie przyzwoitości – parę zdjęć z ulicy w zupełności nam wystarczało, bo choć zapewne nikogo w środku nie było, nie chciałyśmy nikomu zakłócać spokoju, lecz przemknąć raczej w miarę niepostrzeżenie.

Wspominałam coś o drinku??? 😀

Jakżeby nie napić się w najsławniejszym barze w Helsinkach – The Riff.

Wybrałyśmy się tam ostatniego wieczoru, by zobaczyć czy miejsce to faktycznie zasługuje na swoją sławę. Przy drinku „Summer of 69” rozglądałyśmy się po knajpie, gdzie pełno było śladów obecności wielu muzyków, w tym i oczywiście ryj Valosa 😀

Od razu odpowiadam na pytania – Jussiego nie było, a loża Children Of Bodom była pusta. My natomiast sączyłyśmy drinki w HIM Lounge, w której panowie przechodzący do toalety, sympatycznie uchylali nam czapek i kapeluszy w geście powitania 😀 Wydawało się, że jeszcze zbyt mało wypili by się do nas dosiąść 😀

Och… cóż za sentymentalna podróż. Dlaczego mi była potrzebna? Dlatego, by w ten sposób zamknąć ten rozdział życia. Dopisać zakończenie do historii mojej i zespołu. Teraz jest ona pełna i nawet jeśli zespół w końcu po ostatecznej trasie zakończy karierę, mnie już to nie dotknie tak, jak niektórych z was. Bo już dawno poszłam dalej, poza HIM… Może jeszcze tylko postawię kropkę nad i, kiedy zdecyduję się pójść na ostatni koncert, na który bilet już na mnie czeka…

Musicie mi wybaczyć, ale wiele szczegółów już mi umknęło – chciałam codziennie pisać relacje z każdego dnia, ale wracałyśmy dosyć późno, i ostatnie o czym myślałam to pisać 🙂

Mogę za to dorzucić parę ciekawostek:

-Helsinki są małym miastem, jeśli o to chodzi to Ville nie mijał się z prawdą twierdząc tak w wywiadach

-Co za tym idzie, nikogo nie dziwi fakt, że wszyscy muzycy się znają ze sobą

-Nie jest tak, że Finowie uciekają na twój widok, kiedy chcesz z nimi porozmawiać 🙂

-Helsinki nie są aż tak drogim miastem jakby się wydawało – kiedy jedziesz ze znajomymi – wynajmij mieszkanie 🙂 Wyjdzie taniej a i posiłki można robić samemu, co znacznie obniża koszty niż kiedy stołujesz się w restauracjach

-Muminki, wszędzie Muminki – musisz kupić choć jednego 😛

-Miasto jest czyste, bez wszechobecnych reklam i bezpieczne. Spaceruje się tam jak po własnej dzielnicy i ma wrażenie, że mijający cię ludzie to twoi sąsiedzi

-Uwaga na ryj Valosa 😀 Potrafi wyskoczyć zza rogu hehe Może nawet trafisz na ten prawdziwy XD

-Dobre drinki, dobra wódka i dobre piwo Karhu 😛

-Bywa, że będziecie chodzić uliczkami, które prowadzą raz pod górkę a raz z górki 🙂

-Pogoda… tego najstarsi szamanowie nie przewidzą XD Ale czapka to nie najgorszy pomysł, zabierz też szaliczek heh

-Białe noce…. ehhh.. serio? 😛

A teraz czas na relację filmową:

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Ewa w krainie Muminków :) #Przygodnik

Hej 🙂

Dzisiaj w niedzielę, mam dla was kolejną relację z wyjazdu do Finlandii. Ewa- fanka HIM mieszkająca we Francji postanowiła wyruszyć tropem pana Valo do jego ojczyzny i tak jak wcześniej Doris, postanowiła się podzielić z nami swoimi wrażeniami z podróży.

Także nalejcie sobie rosołku albo zróbcie kawy i przeczytajcie co też ją spotkało w krainie Muminków 😀


Chcąc przekazać Wam relację z mojej podróży do Helsinek, muszę cofnąć się do samego początku… Nie, nie do moich narodzin :D… Jedynie do momentu, w którym zainteresowałam się HIM i Ville Valo, a było to całkiem niedawno, bo w październiku 2014 roku.

Wszystko dzięki „Bittersweet” zespołu Apokalyptica, który to utwór znałam już kilka lat, ale tamtej jesieni przechodziłam trudne chwile i słuchałam tego utworu na okrągło, oglądając teledysk na You Tube’ie. W pewnym momencie zatrzymałam się i pomyślałam : „Zaraz, zaraz, ale właściwie kim jest ten przystojniak o aksamitnym głosie?”

Zaczęłam szperać w internecie i… wsiąkłam kompletnie. Równolegle z rosnącą fascynacja Valo i HIM wzrastało moje zainteresowanie Finlandia i Helsinkami. Poczułam się wręcz przyciągana przez  tamte rejony, a towarzyszyła temu bardzo dziwna, niewytłumaczalna tęsknota. Poczułam dosłownie, jakby Ville Valo „dał” mi Helsinki. Ta fascynacja narodziła się dzięki niemu i zaczęła żyć własnym życiem. Po koncercie HIM w Gdańsku, w sierpniu 2015, postanowiłam uroczyście: latem 2016 roku polecę sama do Helsinek na kilka dni!

Dotychczas nie miałam zwyczaju podróżować sama, ale tym razem wiedziałam, że tak po prostu musi być. Nie chciałam robić z mojego ukochanego «bodyguarda». On ma swoje pasje, ale Finlandia nią nie jest. Poza tym finansowo samotna podróż jest łatwiejsza do zrealizowania.

cien

Jesienią 2015 na Facebooku poznałam Doris z HIM Poland – Polish Fans (Pozdrawiamy 🙂 ) i zaczęłam z nią korespondować. Dowiedziałam się, że odwiedzenie Helsinek to również jej marzenie i że ona także planuje podróż tego samego lata.

Dużo pisałyśmy do siebie na ten temat i to ona zainspirowała mnie, aby szukać hotelu już w lutym. Udało mi się znaleźć pokój w hotelu położonym bardzo blisko ścisłego centrum, z 40% zniżką, bez możliwości anulowania rezerwacji. Podjęłam to ryzyko. Następnie kupiłam bilet na lot ze Strasbourga przez Amsterdam, również ze znaczną zniżką. (Ze Strasbourga, bo od ośmiu lat mieszkam we Francji, w małym miasteczku w Wogezach)

Doris poleciała do Finlandii w czerwcu i jej relacje mogliście przeczytać na tej stronie już jakiś czas temu 😀 Moja podroż miała się odbyć pomiędzy 11 a 15 lipca. Do  samego końca przygotowań towarzyszyła mi mapa Helsinek zawieszona na ścianie po mojej stronie łóżka, a ze stoliczka nocnego nie znikał przewodnik „Helsinki” z serii „Miasta Marzen” Gazety Wyborczej. 😀

Kiedy samolot zniżał się do lądowania, poczułam, że mam kule w gardle i byłam bliska płaczu. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje, i nawet szczypałam się w przedramię, aby się upewnić, że to nie sen.

ladowanie

To tylko wyjazd do Helsinek, powiecie… ale dla mnie to było coś bardzo ważnego. Dla mnie to była podroż wewnętrzna odbywająca się w trzech wymiarach. Za moment miałam zobaczyć na własne oczy to, co dotychczas zwiedzałam jedynie wirtualnie i o czym czytałam.

Po opuszczeniu lotniskselfiefontannahavisamandaa wsiadłam w autobus, który dojeżdżał do Głównego Dworca Kolejowego w Helsinkach. Wysiadłam i… byłam kompletnie zagubiona, a jednocześnie miałam przedziwne, kojące uczucie, że jestem u siebie. (Ja miałam to samo uczucie, kiedy pierwszy raz pojawiłam się w Wenecji – jakbym wróciła do domu 🙂 Do tej pory to moje ukochane miasto i doskonale wiem o czym mówisz 🙂 -C.N.)

To dobry moment, aby Wam powiedzieć, że nie mam smartphona, więc byłam offline. Do mojej dyspozycji miałam przewodnik, papierową mapę i moją łamaną angielszczyznę. 😀 Tak, total vintage! 😀 O drogę do hotelu zapytałam przechodniów. Finowie, lepiej lub gorzej, ale mówią po angielsku. Podczas całego pobytu, za każdym razem, kiedy pytałam o drogę, z uśmiechem odpalali swoje smartphony i notbooki, tłumacząc mi cierpliwie „Pani jet tutaj i idzie tam.” 😀

Do hotelu dotarłam przed 15.00 czasu fińskiego i o 16.00 byłam już gotowa do wyjścia. Z radością skonstatowałam, ze Kościół w Skale, ten, który z lotu ptaka przypomina latający spodek, znajduje się na końcu jednej z przecznic, tuż przy hotelu (Dlaczego na mapie to nie było takie oczywiste?! :D).

Kiedy wyszłam z kościoła, rozpadało się. Zdecydowałam, że nie wracam do hotelu po kurtkę, tylko ruszam naprzód. Padało coraz bardziej, a ja dosłownie biegłam w stronę Centrum, od czasu do czasu chowając się przed deszczem pod zadaszeniami. W pewnym momencie z zaskoczeniem stwierdziłam, że moja chaotyczna bieganina zawiodła mnie prosto pod klub „Tavastia” ! 😀 To był naprawdę piękny dzień! 😀

tavastia

Wszystkie pozostałe dni były równie piękne, a do tego słoneczne i cieple (około 20-22°C). Z hotelu wychodziłam przed 10.00, a wracałam po 20.00. Celowo w ogóle nie korzystałam z komunikacji miejskiej, tylko chodziłam… chodziłam… chodziłam. (Ja też uwielbiam takie spacery – uważam, że to najlepszy sposób na poznanie miasta – C.N.) Przez cztery dni (15 lipca nie liczę, bo samolot miałam wcześnie rano) zobaczyłam prawie wszystko, co sobie zaplanowałam. Nie byłam tylko na wyspie Seurasaari, na której znajduje się skansen Finlandii „w pigułce”.

piwko

 

Rozkoszowałam się każdym widokiem, głęboko oddychałam, i od czasu do czasu… szczypałam się w przedramię. 😀 Piłam herbatę rooibos w nadmorskiej kafejce „Ursula”, jadłam mięso z renifera na placu Kauppatori , piłam fińskie piwko i zatrzymywałam się, by posłuchać i wesprzeć ulicznych muzyków, miedzy innymi Henry’ego Vistbacke, który przykuł moją uwagę swoim wykonaniem „Wicked Game”.

Odwiedziłam też Kariego Valo w jego sex-shopie.

Po drodze do Dzielnicy Kallio, w której znajduje się sex-shop, zaintrygowała mnie witryna sklepu muzycznego «Music Hunter» (Unioninkatu 45). Weszłam do środka i myślałam, że już stamtąd nie wyjdę! Płyty cd i analogowe, dvd i mnóstwo gadżetów, wszystko w kilku połączonych ze sobą pomieszczeniach, w których panuje duszna metalowa atmosfera. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

To najprawdopodobniej komis, bo ceny są naprawdę atrakcyjne. Od razu wiedziałam, że zostawię tu pieniądze. 🙂 Zapytałam właściciela, gdzie znajdę płyty HIM, a on wskazał mi «HIM section». 😀 Kopiłam dwie części „Uneasy listening”, dvd „Love Metal Archives vol. 1” i  HIMowy prezent dla koleżanki. Kiedy płaciłam, właściciel spojrzał na dvd i powiedział: „To wydanie nie jest najlepsze. Dam pani pierwsze wydanie w tej samej cenie”. Z płytami w plecaku i z szerokim uśmiechem ruszyłam do sex-shopu KariegoValo.

sexshop

Weszłam do sklepu z szybko bijącym sercem, przedstawiłam się i uścisnęliśmy sobie dłonie. Po wymianie kilku uprzejmości, Kari zapytał mnie, czy widziałam video do „Olet Mun Kaikuluotain”.

Odpowiedziałam, że  słyszałam tylko piosenkę, no to on poszukał video na You Tube’ie i tak sobie oglądaliśmy przez moment jego syna na ekranie laptopa. To znaczy, ja próbowałam, ale czułam się jakoś dziwnie… 😀 W ogóle nie wiedziałam, gdzie mam patrzeć, żeby nie wybuchnąć śmiechem, bo sklep jest malutki i zewsząd atakują rozmaite kurioza :D, wiec skupiłam się na Karim i na rozmowie z nim. Zapytał mi się też, czy chciałabym może kupić koszulkę. Powiedziałam, że chętnie, ale nie noszę czarnego (Całą młodość byłam czarna i w kolorach ziemi, to w wieku dojrzałym noszę wszystkie kolory tęczy i biały.) i zapytałam, czy nie ma białych, a on na to, że niestety nie, ale powie Ville, żeby zrobili białe! 😀 Kiedy zaproponował mi kupno pejczyka z inskrypcja HIM, myślałam, że się posiusiam, ale dałam rade. 😀 Do końca nie wiedziałam, jak będzie ze zdjęciem, bo to byłoby selfie, ale na szczęście w odpowiednim momencie do sklepu wszedł klient i od razu się zaoferował. Kari spojrzał na zdjęcia i skwitował «Very romantic pictures.» A jak! 😀

karivalo

Helsinki i Finlandia to nie jest dla mnie historia jednej podroży. Już oszczędzam na powrót tam w przyszłym roku, tym razem na tydzień. Marzy mi się także Laponia i obserwowanie zorzy polarnej. Często śnię o Helsinkach i nieustannie czuję tę tęsknotę…

Tekst i zdjęcia: Ewa Włodarczyk

No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

                                                                       w tytule mail wpisując PRZYGODNIK😀

Być może i wkrótce przeczytacie moją relację, kto wie…? 🙂

Na sam koniec, ponieważ zapomniałam podać tę informację w poprzedniej notce zapodaję newsa dotyczącego koncertu HIM na Tuska Festival 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Welcome to Finland! Doris w Krainie Czarów #Przygodnik

Hello Sweethearts!

Gdybym was zapytała z czym wam się kojarzy Finlandia, pewnie wiele z was odparłoby, że oczywiście z HIM i Ville Valo… No i oczywiście mielibyście rację 🙂 Co tam historia kraju, jego zabytki, bajkowe krajobrazy, cudowna zima i elfy śmigające podczas zorzy polarnej 😀

Nas interesuje pan Światło 🙂

Jako iż podróże są moją pasją, wypadałoby żebym w końcu ruszyła tam zadek i zwiedziła chociaż osławione Helsinki. No ale tak się składa, że zawsze coś mi wypada i moja wizyta w kraju skażonym oparami etanolu % w powietrzu 🙂 zawsze się jakoś przekłada.

Tym chętniej publikuję dzisiaj ten post, a w nim relację Doris, która odwiedziła to wyjątkowe, melancholijne państwo z dobrą wódką (Doris to prawda? :D) i Muminkami hasającymi gdzieś w tle hehe

A że wakacje zachęcają do wojaży, to post jak najbardziej na miejscu 😛 Tym bardziej, jeśli prowadzą one w odwiedziny do taty Valo ehehe No, ale poczytajcie sami:

„Chciałabym opowiedzieć wam o moim, dość spontanicznym, wakacyjnym wyjeździe do Finlandii, gdzie odwiedziłam dwa miasta m.in. Turku i Helsinki.

Na początku muszę wam powiedzieć, że polowałam na stronie Skyscanner na tanie bilety, bo wiadomo, że ceny codziennie się zmieniają i okazja mogła się trafić prędzej czy później. Był marzec, gdy weszłam na stronę Skyscanner żeby zobaczyć najtańszy miesiąc na wylot do Turku. Wyskoczył mi czerwiec – wybrałam więc sobie pobyt od 16.06 do 19.06.

Planowałam jeszcze w tym czasie odwiedzić Helsinki, bo wiedziałam że jeden, góra dwa dni wystarczą na zwiedzenie miasta Turku. Ostatecznie kupiłam bilety w okazyjnej cenie, bo za jedną osobę wyszło mi niecałe 140 zł, chociaż teraz w sierpniu można lecieć nawet za 89zł.

Sama nie mogłam w to uwierzyć ale byłam bardzo podekscytowana, ponieważ prędzej czy później i tak planowałam sobie zwiedzić Finlandię. Wylot miałam z Gdańska do Turku o godzinie 06:10. Lot był bezpośredni liniami Wizz Air. Czekałam już na odprawę o godzinie 3:30 a odbyła się ona dość szybko i bezproblemowo.

Lotnisko w TurkuNa lotnisku kupiłam jeszcze Żubrówkę (! – ładnie się zaczyna hehe -C.N.) dla kolegi Jyri, który jest finem i poznałam go przez stronę couchsurfing. Jest to strona internetowa, dzięki której można zaoferować darmowe zakwaterowanie lub znaleźć użytkowników oferujących nocleg we własnym domu czy mieszkaniu w wielu zakątkach świata. Na początku było bardzo ciężko znaleźć kogoś, kto zadeklarowałby przyjęcie mnie pod swój dach, ponieważ nie miałam żadnych referencji od hostów. Byłam nową i świeżą osobą na tej stronie więc musiałam zapracować sobie na jakąś referencję. Miałam tylko jedną prywatną referencje od koleżanki ale i tak to nie wystarczało. Logiczne jest, że ludzie nie chcą brać osób nie mających opinii na swój temat.

W odpowiednim czasie przyjął mnie pod swój dach Jyri. To u niego zatrzymałam się z moim chłopakiem na te kilka dni w Turku, by zwiedzić ten piękny kraj. Jako iż Couchsurfing jest darmowy, to za nocleg się nie płaci, jednak w zamian wypadałoby coś przywieźć bądź kupić przyjmującemu nas gospodarzowi, wystarczy jakiś drobiazg bądź mały upominek z naszego kraju. Myślałam również nad jakimś noclegiem w hotelu ale to niestety nie są to sprawy tanie.
Z tego co wiem, w Finlandii można prawie wszędzie się rozbić, mając namiot pod pachą, ale trzeba mieć szczęście do pogody.

Z moich doświadczeń w Turku wywnioskowałam, że Finowie lubią sobie CZASEM wypić. 🙂
Na miejscu byliśmy o godzinie 9:30, lot przebiegł naprawdę szybko. W Finlandii jest godzina do przodu więc musieliśmy się przestawić.

Lotnisko w Turku jest bardzo malutkie i jest położone 8 km na północ od centrum Turku. Posiada ono dwa terminale, w tym jeden przeznaczony specjalnie dla tanich linii lotniczych (obecnie wyłącznie Wizz Air).

Istotna wiadomość: Lotnisko w Turku niestety nie jest otwarte przez cały czas. Zamykane jest chyba koło 01:00 w nocy, a otwierane koło 04:10 bądź 05:00 rano.

Kiedy wylądowaliśmy pogoda w Turku niestety nam nie dopisała. Było deszczowo i dość chłodno, pomimo tego towarzyszyły nam wielkie emocje ponieważ wreszcie byliśmy w Finlandii.Z lotniska odebrał nas Jyri.

Jeżeli chodzi Karta turystycznao transport do centrum Turku to kursuje tam autobus numer 1, który zatrzymuje się od razu przy wyjściu z lotniska. Bilet kosztuje dla jednej osoby 3€. Taki bilet za 3€ jest ważny przez 2h i możecie ten bilet wykorzystać na wszystkie linie autobusowe. Podaje stronę – Foli
Jyri okazał się bardzo pomocną osobą. Oprowadził nas po mieście i wszystko wytłumaczył. Pokazał nam bibliotekę miejską ( Turun pääkirjasto) która znajduje się pod adresem Linnankatu 2, Keskusta 20100 Turku. Znajdował się tam darmowy dostęp do internetu.

Z racji takiej, że nasz kolega mieszkał 30 min od centrum Turku a dokładniej w VAALA to było nam wskazane jeździć autobusem codziennie i dość często.

Wykupiliśmy sobie bilet ważny na 4 dni, który kosztuje 16€ na jedna osobę. Taki bilet można kopić w centrum handlowym Skanssi (Kauppakeskus Skanssi), które znajduje się na ulicy Skanssinkatu 10 w Turku, bądź w jednym z punktów w samym środku Turku. Bilet wygląda jak karta, którą przykłada się za każdym razem do takiego urządzenia, które znajduje się przy kierowcy od razu przy wejściu do autobusu. Jest to TRAVEL CARDS i można się nią posługiwać w każdym autobusie który znajduje się w Turku. Są to specjalne karty przeznaczone dla turystów.

W pierwszym dniu pobytu w Turku 16 czerwca zarezerwowałam na stronie OnniBus dwa bilety autobusowe do Helsinek.  Płatność online jest tylko możliwe za pomocą waszej karty płatniczej. Następnie dostajecie numer rezerwacji, który musicie posiadać przy sobie w czasie wyjazdu.
Przepłaciłam dość sporo bo można taki bilet kupić nawet za 1 euro! Tyle, że rezerwacji można dokonać miesiąc wcześniej przed wyjazdem! Nie wcześniej!

autobus onnibus
Podróż do Helsinek przebiegła naprawdę szybko.
Z Turku do Helsinek Kampii jedzie się niecałe 2h i 15min! Nie odczuwa się tego przejazdu, w ogóle są zupełnie inne drogi niż u nas, a widoki są godne uwagi! Na miejsce dotarliśmy o 11:35. Onnibus zatrzymał się na stacji końcowej Kamppi, więc jest to środek samego centrum.

Panorama helsinek

Do Helsinek pojechałam z myślą, by zwiedzić najważniejsze punkty, te które sobie zaplanowałam i oczywiście odwiedzić obowiązkowo Kari Valo w Aikuisten Lelukauppa i zrobić u niego zakupy! Bo od dawna polowałam na tę słynną bluzę z logo jego sklepu. Pokazywał się w niej ostatnimi czasy sam Ville Valo!

Przed katedrą w HelsinkachOczywiście pogoda w Helsinkach nie była lepsza niż w Turku ale cóż… Byłam tak szczęśliwa, że tam jestem, że nic mi nie przeszkadzało! Kupiliśmy nawet na stacji autobusowej parasol za 5 euro, który był lekko uszkodzony ale co tam!
Nawet w tym deszczu zamierzałam chodzić i zwiedzać. Byłam oczywiście wcześniej przygotowana jak trafić na słynną ulicę Viides linja 7.
W domu zrobiłam zrzuty ekranu jak tam trafić pieszo. Jak się okazało na miejscu, to nie jest takie łatwe haha! Helsinki to dość duże miasto więc można się w nich zgubić ale i bardzo przytulne. Na szczęście była tam duża mapa miasta i punkt w którym się znajdujemy. Pamiętam jak mocno padało i było 13 stopni!

Po chwili się odnaleźliśmy i wiedzieliśmy już jak tam trafić! Droga okazała się bardzo banalna! Zdecydowaliśmy się przejść tam pieszo a zajęło nam to zaledwie 15-20 min choć oczywiście można było podjechać tam tramwajem lub autobusem.

Kiedy stałam na ulicy Viides linja 7, nie wierzyłam, że tam jestem. Cieszyłam się jak małe dziecko! Nie ukrywam, że się troszkę stresowałam, czy wejść i przywitać się i zapoznać z Kari Valo czy jednak zawrócić!

Przed sklepem taty Ville

Pomyślałam sobie: „Kurde! Tyle kilometrów wreszcie przebyłam, żeby tam wejść!” No i stało się… Weszłam do sexshopu taty Valo, po czym przywitał mnie on sam po fińsku z wielkim uśmiechem na twarzy! Pomijam fakt, że siedział sobie z kolegą hehe! Ale chyba kolega się spłoszył i żeby nie przeszkadzać po prostu wyszedł.

Przywitałam się więc z tatą Ville Valo, przedstawiłam mu się i rozmowa sama się potoczyła! Chciałam jeszcze dodać, że przed wyjazdem pisałam do Kari maile, więc mnie skojarzył kiedy mu się przedstawiłam!

Stałam w tym sklepie jakbym była w siódmym niebie: koszulki z HIM, zdjęcia Ville Valo, naklejki z heartagramem i oczywiście jakieś małe gadżety z HIM! DUŻO, DUŻO było ciekawych koszulek z nadrukami, no po prostu RAJ! Pierwsze co powiedziałam, to to że chciałabym kupić sobie tę bluzę co ma Ville. Kosztowała ona 45 euro. Kari zaproponował mi super promocje na dwie koszulki z logo heartagramem po 10 euro ale wzięłam jedną koszulkę z nadrukiem Aikuisten Lelukauppa i z ostatnią trasą koncernową naszego zespołu HIM, gdzie widniały także daty koncertów z Gdańska i Warszawy. Koszulka z nadrukiem logo sklepu kosztowała bodajże 10 euro, a z ostatnią trasą koncertową 15 euro, ale teraz dobrze nie pamiętam.

z Kari Valo

Zobaczyłam zdjęcie Ville z jego autografem ale Kari Valo powiedział, że ma tylko jedno takie zdjęcie z autografem jednak ma takie same zdjęcia niepodpisane i on sam może się tam podpisać! Powiedział, że zrobi mi super promocję i to zdjęcie będzie mnie kosztowało 2 euro haha! Przy kasie jeszcze mnie namówił na dwie naklejki!

Na tym zdjęciu z Ville napisał mi kilka miłych słów i nawet narysował mi różne obrazki. Wzięła Pana Valo wena twórcza haha! 🙂

Zakupy zrobione u taty Valo (5)

Ten człowiek jest tak przesympatyczną osobą, ciepłą i zabawną a do tego rozgadaną, że było nam szkoda się żegnać. Pogadaliśmy sobie o pewnych sprawach, no i zaprosił nas na grudzień na Helldone, gdzie HIM gra co roku! Mówił żebyśmy wpadli, a ja nie ukrywam, że myślałam o tym wcześniej, by się w tym roku wybrać na koncert Helldone! Bardzo mnie to ucieszyło! Schował mi zdjęcie Valo do koperty po czym chciał mi je wygnieść haha!

IMG_1605Naprawdę tata Ville Valo ma poczucie humoru! Byłam też bardzo mile zaskoczona jak dobrze mówi po angielsku! Bo powiem wam, że Jyri jest Finem ale bardzo ciężko było go czasami zrozumieć. Oczywiście większość Finów świetnie mówi w języku angielskim. Za to ja byłam zachwycona językiem fińskim… Powiem tak… Zakochałam się w tym języku i kraju. Przybywając tam na prawdę idzie się go nauczyć jeżeli chodzi o wymowę i akcent!

Kari Valo dał nam kilka ulotek, map i różnych informacji niezbędnych o Helsinkach. Za co ślicznie mu DZIĘKUJĘ! Generalnie z mojego punktu widzenia Finowie są bardzo romantyczni na swój sposób, uczuciowi i zdecydowanie lubią słuchać piosenek, gdzie w tekście występuje miłość. Dzięki Jyri poznałam zespół, który pochodzi z Finlandii i nazywa się Yö, a szczególnie chodzi mi o piosenkę zatytułowaną „Rakkaus On Lumivalkoinen” a po angielsku „Love me like you never did before”. Jest naprawdę urokliwa.

(Bez kitu ale mnie się naprawdę spodobała 😀 –> jak w końcu pojadę do Helsinek to już mam podkład muzyczny ehehe -C.N.)

Piosenka występuje w dwóch tłumaczeniach: po fińsku i angielsku.

Czasami się nie dziwie, że Valo ma takie teksty piosenek, gdzie głównie śpiewa o miłości i śmierci. To są Finowie! Chciałam jeszcze dodać, że Finowie jako ludzie są na swój sposób też bardzo specyficzni… Owszem cenią swoją prywatność ale zdarzają się wyjątki, chodzi mi głównie o to, że są niezłymi bałaganiarzami!

Akurat w Turku spotkałam się z takimi młodymi ludźmi, którzy przybywali w Burger Kingu od godziny 23:00 do 05:00 rano… (Ja się pytam, czy oni w ogóle śpią?!) Owszem byli już nieźle wstawieni, bo nie da się ukryć, że piją bardzo duużo alkoholu i palą ale trafili się tacy ludzie, którzy byli na prawdę niekulturalni. Zostawiali po sobie niezły bałagan! Ulica w Turku o godzinie 05:00 wyglądała jak po nocy sylwestrowej!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Były chwile dobre i złe w Turku, bo przecież idealnie nie mogło być. Poleciłabym na pewno osobom, które chciałyby się wybrać do stolicy Finlandii drogę, którą ja przybyłam, czyli wziąć samolot do Turku i z Turku autobusem Onnibus pojechać do Helsinek. Jest to opcja naprawdę korzystna i bardzo tania, jeśli ktoś chce tanim kosztem zwiedzić Finlandię. Wcześniej chciałam lecieć bezpośrednio do Helsinek ale ceny biletów były bardzo wysokie.

Ceny są tam znacznie wyższe – nie jest to tani kraj. Chodzi mi tu o produkty np. spożywcze – chleb w Finlandii jest drogi bo trzeba było dać powyżej 1 euro, ale ich chleb jest naprawdę smaczny! Najtańszą siecią handlową jest LIDL. Jeżeli chodzi o telefony czy zasięg to nie ma najmniejszego problemu. ”

No cóż, jak wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy 😦 Jeśli jednak ktoś z was również był w Finlandii lub dopiero ma taki zamiar i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule mail wpisując PRZYGODNIK 😀

img_7829_klein Helsinki-postcard-4

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie wyjazdu do Doris to śmiało piszcie do niej a ona z chęcią odpowie. Prowadzi ona stronkę:

HIM Poland – Polish Fans

I tam też możecie ją złapać o zapytać o cokolwiek tylko chcecie 🙂 A ja dziękuję Doris za poświęcony czas na przygotowanie tej relacji, oraz że w ogóle chciałaś się z nami podzielić swoimi wrażeniami 🙂 I może… Do zobaczenia kiedyś w Finlandii… Kto wie 😛

PS. Linde zarzucił nowym utworem więc jednak chłopcy się tylko lenią hehe

Natomiast Valos otacza się cały czas jakimiś pannami 😀

13438810_906003052879632_1058424279059358077_n

Ups, sorrka jest jeden rodzynek hehe Ej a czy ta z lewej to nie jest Sandra?

 Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!