HIM w Polsce – Gdańsk 2015

HIM w Polsce – Gdańsk 2015

Wicked game i dwie buły na dziesięć godzin – relacja z koncertu HIM.

Trzynaście lat to taki wiek, kiedy dziewczyna marzy o wielkiej miłości, chłopak natomiast preferuje grę w gałę i wali sobie nawet do stron z bielizną w katalogu Neckermanna. Na odsiecz rusza wówczas popkultura, która karmi wyobraźnię fantazjami o tragicznych romansach i przygotowuje nas na miłość, która przetrwa wszystko porażki i złamane serce. Kiedy miałam trzynaście lat, wyszedł album HIMa Love Metal – w tamtych czasach VIVA i MTV puszczały jeszcze muzykę różnych nurtów, ściągnięcie pliku mp3 trwało jakieś dwa dni, za to na miejskim targowisku można było nabyć w przystępnej cenie płyty i koszulki od dziwnych ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o prawach autorskich. I tak wraz z kawałkiem Funeral of Hearts (chyba, nie jestem pewna) zaczęła się moja miłość do rocka – dopiero po jakichś dziesięciu latach definitywnie miejsce gitar zajęły w moim sercu syntezatory. Niemniej jednak pozostało tam również miejsce dla Villego Valo i reszty ekipy Finów.

W gruncie rzeczy tekst utworu jest totalnie przegięty i nie ma wiele sensu, szczególnie mam problem z fragmentem „the heretic seal beyond divine” (ktoś po anglistyce?). Ogólnie cała stylistyka, teksty i wizerunek zespołu jest niepowtarzalna, szczególnie jeśli chodzi o starsze utwory łączące mroczny romantyzm i elementy okultystyczne w celu wywołania taniej kontrowersji. Konsekwentnie trzymając się rock’n’rollowo-nekrofilskich klimatów HIM utrzymał się na scenie i nie pozostał gwiazdą jednego przeboju. Mimo gotyckiej stylistyki prywatnie muzycy wydają się zajebiście wesołymi ludźmi.

backstagevjam

Wieczór przed koncertem spędzony w towarzystwie melona, wina i lodów o smaku barszczu Sosnowskiego wasabi (przepyszne).

DSCN2408

Następnego dnia z rana wyruszyłyśmy polskim busem do Gdańska i bez problemu dotarłyśmy do hostelu – mimo bliskości centrum miasta okolica prezentowała się jak poniżej (przepiękne pejzaże):

DSCN2417

DSCN2419

W samym hostelu bardzo sympatyczna atmosfera, ładnie urządzone pokoje z balkonem i wspaniały widok z okna na zdjęciu poniżej (jeszcze nigdy nie widziałam wózków widłowych Toyoty).

DSCN2425

Po dotarciu na miasto obku*wiłyśmy pyszny obiad w Biowayu (kofta serowa, lazania ze szpinakiem, zapiekanka francuska z warzywami plus woda imbirowa – polecam), odwiedziłyśmy Jarmark Dominikański, na którym nie było nic związanego z HIMem ani Doktorem, Stare Miasto, po czym udałyśmy się na teren stoczni…

DSCN2448

Powyżej nadajnik, przy pomocy którego świadomość Nestene kontroluje Autonów, niestety nie mogłam się tym zająć, ponieważ nie chciałam przegapić koncertu. Po wykonaniu tego zdjęcia padła mi bateria w aparacie.

Tereny stoczni łącznie z samym klubem B90 urządzone są fantastycznie i aż żal d*pę ściska, że nikt nie miał pomysłu ani dobrej woli na zagospodarowanie Tormięsu czy Merinoteksu w Toruniu. Ponieważ parę lat temu sprzedałam gotyckie szmaty, które zamieniłam na panterkę i koszulki oversize z dziwnymi nadrukami, ubrałam się w krótkie spodenki z cekinów i koszulkę Jagermeistera, jednak w obfitej kolejce ustawionej pod klubem niewiele było gotek, dominowały piwa z sokiem ubrane w czarne koszulki, dżinsy i trampki, a w skrajnych przypadkach w sukienki w kwiatki. Wiele z nich tachało ze sobą średnio zainteresowanych misiów, którzy potem zajmowali miejsce pod sceną i zasłaniali widok, mając totalnie wy*ebane na koncert.

Patrząc, jak jakieś głupie pi*dy przepychają się pod wejściem do klubu godzinę przed otwarciem (JA TU STOJĘ OD PIĄTEJ RANO – w przyszłości te laski zostaną babciami autobusowymi), odechciało nam się walczyć o miejscówkę i poszłyśmy po piwo. W trakcie konsumpcji w pobliżu pojawił się pan ochroniarz, kafar rozmiarów szafy gdańskiej, którego mina wyrażała skrajną desperację, w ręku natomiast dzierżył uroczą siateczkę – niebieską w białe groszki. Prowadził przez telefon monolog, który brzmiał mniej więcej:
– Ja się za*ebię, ja tu zdechnę ku*wa, tylko dwie bułki na dziesięć godzin! Jeszcze ten nierób siedzi w domu dwa tygodnie i nawet jedzenia nie zrobi! Dwie bułki, co to ku*wa jest, ja umrę stary… –

Bardzo współczułyśmy panu ochroniarzowi, gdyby nie koncert to zrobiłybyśmy mu buły i przyniosły, no ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Zastanawiamy się mimo to, czy przeżył te dziesięć godzin, czy nie zasłabł w międzyczasie i takie tam.

O godzinie 18 bramy klubu zostały otwarte i dziki tłum naparł na wejście – osoby stojące od piątej rano zaczęły się tłoczyć pod sceną i tłoczyły się tak przez kolejne półtorej godziny, ponieważ tradycyjnie rozpoczęto z lekką obsuwą, a każdy dźwiękowiec wychodzący w celu podłączenia kabli witany był zbiorowym piskiem, a następnie jękiem rozczarowania.

W końcu jednak na scenę wkroczył Ville, jak zwykle noszący czapkę pomimo naprawdę ku*ewskiego upału, w mocno wyciętej koszulce i z różańcem na szyi, a wraz z nim nowy perkusista (też gruby), Lily Lazer ze swoimi wspaniałymi dredami i miną, jakby dochodził przy każdym riffie, enigmatyczny klawiszowiec Burton, popalający fajki podczas grania (niedoceniana postać – klawisze dodają tajemniczy klimat do muzyki HIMa) oraz Mige, który zawsze był dziwny, ale teraz już popłynął ostro. Na głowie miał zwiniętą arafatkę, która wyglądała jak korona cierniowa, sam zaś przedstawiał widok czegoś, co mogłoby wyjść z ciemnego lasu w pobliżu akademików politechniki, zajmując przy tym połowę sceny. Ville zawsze wyglądał fajnie, teraz zaś nieco przypakował, wyhodował lekki zarost i ogólnie się wyrobił. Chciałabym być ręczniczkiem, którym wycierał się przez cały koncert.

Zdj%C4%99cie0267

Zdjęcie robione bakłażanem, ale przynajmniej mam dowód, że oni istnieją xD

Mimo że darowałyśmy sobie walkę o miejsca z ekipą lasek stojących pod klubem od piątej rano, miałyśmy bardzo dobry widok na scenę. Koncert zaczął się od Buried Alive by Love – „to cry is to know that you’re alive, but my river of tears has been dried”… Power jak ch*j, ogólnie to jak nie śpiewają pierdół o aniołach płaczących krwią na cmentarzu poronionych płodów, to teksty miewają naprawdę życiowe i poruszające. Potem czysty orgazm ze skakaniem, śpiewaniem wszystkich kawałków (znam teksty tak mniej więcej do 2007): Pretending (power), Your sweet six six six (jeden z moich ulubionych klasyków z tekstem głupim jak stado gwoździ, mózg cofnięty w rozwoju o dziesięć lat), Join me in death (hicior, płacz, wzruszenie).

Osobiście byłam zadowolona, że nie była to trasa promująca nową płytę – odnoszę wrażenie, że ostatnie albumy robione są trochę na jedno kopyto, w bezpiecznej sprawdzonej stylistyce z lekkimi odchyłami w stronę doom metalu, z odejściem od popowego kiczu.

Nie zabrakło również Heartache every moment (jeden z moich ulubionych kawałków, aczkolwiek ciężko mi się zdecydować na mój number one – pewnie byłby to któryś pochodzący z demówek czy bonusów), Rip out the wings of the butterfly, She’ll be right here in my arms, Poison girl (mała zmiana w tekście – zamiast poison on her lips było poison on her hips), In joy and sorrow – ogólnie bardzo dobra proporcja między starymi hitami wywołującymi lanie po nogach i kawałkami z nowych płyt oraz między tymi ostrzejszymi a balladami. Było oczywiście również Gone with the sin – najbardziej nekrofilski i psychodeliczny kawałek, będący dla mnie od zawsze kwintesencją romantycznej gotyckiej ballady.

W pewnym momencie, jako że było strasznie hot zarówno dosłownie jak i w przenośni, mózg chyba wypłynął mi gdzieś dołem i popłynął po nogach. Z pewną taką nieśmiałością wpisuję koncert HIMa na listę rzeczy lepszych niż seks. Ogólnie można nieco przypie*dolić się do nagłośnienia czy rozmów na scenie między członkami zespołu, niemniej jednak dla mnie HIM nigdy nie był cukierkowym i mega profesjonalnym zespołem, lecz na zawsze zachowuje klimat garażowej kapeli – popowej, względnie łatwej w odbiorze, ale jednak rock’n’rollowej, gotyckiej, robiącej swoje bez gwiazdorzenia.

Z wielką niecierpliwością czekałyśmy na Wicked Game, imprezowy kawałek, który zapewnił zespołowi popularność. Wypadł fantastycznie, energetycznie, romantycznie, poruszająco, chociaż na koniec Ville pokręcił bekę.

Myślałam, że zagrają to na bis, ale padło na Rebel Yell, co również było świetnych wyborem, ponieważ mimo braku oficjalnej wersji (same koncertówki) stało się już klasykiem. Ogólnie plan był taki, że rzucę stanik na scenę (specjalnie wzięłam taki, który już nie pasuje), ale nie udało się dopchać wystarczająco blisko. Niemniej jednak koncert uważam za bardzo udany i cieszę się, że spełniłam swoje marzenie z gimbazy. Dzięki takim eventom czuję, że żyję.

Lamperia

—————————————————————————————————————-

Oryginalną wersję relacji z koncertu znajdziecie na blogu tutaj: Lamperia.blogspot.com.

Tekst napisany przez autorkę bloga, zdjęcia również zrobione przez nią. Dziękuję za zgodę na udostępnienie relacji 🙂

ZDJĘCIA

b90

1454931-Publicznosc

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

4 thoughts on “HIM w Polsce – Gdańsk 2015

  1. …dziewczyna ze zdjęcia nie śpiewała na scenie Wicked game , ale mam nadzieję , że na płycie to czyniła jak cała reszta fanów. Piękna sprawa dwa koncerty pod rząd w Polsce . Myślałam , że jestem na odwyku i po 15 latach dam sobie spokój z HIM po tych koncertach , ale niestety tak się nie stało. Wiem , że od nich nie można się uwolnić. To nałóg bez możliwości wyjścia z niego.

  2. Ta dziewczyna była dwie osóbki przede mną machała tą koszulka jak wściekła przeszkadzała innym, ludzie się wkurzali przyszli na dobry koncert a nie oglądać jej koszulkę!!!!

      • Większą część koncertu wystawiała koszulkę, później kilka osób się zdenerwowała i już nie wystawiała koszulki. Fakt zdarza się ,że jakaś laska siedzi na ramionach na szczęście w Gdańsku tego nie było :)Ale najważniejsze ,że koncert udany był bardzo wszyscy się dobrze bawili i mam nadzieje,że niebawem znowu Nas odwiedzą w Polsce.Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s