Czy uwielbienie Bama dla Ville Valo było przyczyną jego problemów?

Hello Sweethearts!

Ostatnio wypłynął pewien news dotyczący Bama Margery i jego dawnych powiązań z Ville Valo.

Gwiazda „Jackass” – Bam Margera i jego rodzina otworzyła się w nowym programie Epicly Later’d od Viceland, gdzie dyskutują o wszystkim, od jego uzależnienia od narkotyków i alkoholu do jego zmagań z bulimią.

Przeczytajcie co jego matka ma do powiedzenia na ten temat i jak uwielbienie Bama do osoby Ville mogło na niego wpłynąć.

Bam wyznał, że jego życie zaczęło się totalnie sypać, kiedy jego przyjaciel Ryan Dunn zmarł w wypadku samochodowym w 2011 r. (pijany prowadził samochód z prędkością ponad 200km/h i prawdopodobnie stracił panowanie nad pojazdem). Według jego przyjaciół wpadł wtedy w alkoholizm, natomiast jego matka ujawniła jego walkę z bulimią w najbardziej szczytowym punkcie jego kariery.

„Od zawsze chciał mieć ten szczupły, bardzo szczupły wygląd a to wszystko zaczęło się, kiedy zaczął przyjaźnić się z Ville Valo.” – mówi April, mama Bama.

„Ville jest najmilszym człowiekiem na ziemi ale on nigdy nie jadł, on tylko pił. Myślę, że Bam zaczął popijać piwo albo popijać cokolwiek, ponieważ podobało mu się to jak on wyglądał.”

„Poszliśmy kiedyś na obiad i nagle Bam przeprosił, bo musi się udać do łazienki” – kontynuuje April Margera -„Spytałam go czy wymiotuje, a on odparł że tak, dzięki czemu nie stanie się przez to gruby. Naprawdę nie lubię takich komentarzy, kiedy ludzie mówią, że przybrał na wadze lub że wygląda jak jego ojciec. Pił dużo alkoholu i cierpiał na bulimię dlatego właśnie wtedy był taki chudy”

Choć wydaje się, że Bam wyszedł na prostą to jego ojciec Phil przyznaje, że wciąż walczy z uzależnieniem. Skoncentrowanie się Bama na deskorolce trzyma go jednak z dala od nadużywania różnych substancji.

Z nagranego programu dowiadujemy się także, że jego żona Nikki Boyd jest w ciąży. Szczęśliwa para spodziewa się przyjścia dziecka na świat w grudniu.

Odcinek możecie obejrzeć tutaj:

Cóż… moim zdaniem żaden z nich nie był niewinny, ale nie sądzę, aby zganianie winy na kogokolwiek było pomocne. Dorośli ludzie jednak podejmują swoje decyzje prawda…?

Poza tym, co złego jest w tym że syn przypomina ojca? 😀 (mały żarcik huehue)

Myślę, że mama Bama przesadza i nie widziała, nie chce widzieć lub nie wie o pewnych rzeczach – jak to matka. O ile mi wiadomo Bam stał się sławny zanim poznał Ville i założę się, że już wtedy alkohol lał się strumieniami… Co do jego fascynacji Ville, to było widać gołym okiem – nie rozumiałam tego, bo nie rozumiem totalnego zapatrzenia się w swojego idola, nawet jeśli jest on przyjacielem, ale nie sposób też odmówić wpływu osób trzecich na czyjeś życie. Wychodzi z tego, że ich relacja była zarówno i toksyczna jak i wspaniała. Ale może już powinna przejść w końcu do historii, zamiast być ciągle wywlekana na nowo? Jak uważacie?


Wracając do HIM 🙂

Dowiedzieliśmy się, że jako support zespołu HIM (co dziwne, bo oni jakoś niezbyt często mają support 😀 ) zagra amerykański zespół Biters.

Chłopcy pochodzą z Atlanty i mają na swoim koncie dwa albumy i kilka EPek. Najnowszy album, który wyszedł w tym roku pt. „The Future Ain’t What It Used To Be” będzie tym, który zapewne panowie będą intensywnie promować.

A tutaj zostawiam wam ich starszy kawałek, żebyście mogli się zorientować co was czeka, zanim ujrzycie ryjek Valosa i reszty 😛

A tutaj krótkie wprowadzenie do zespołu, żebyście mogli ich poznać 🙂 Hm… szykuje się dobra zabawa? 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

Nieco bliżej niż Helsinki :D #Przygodnik

Dzień Dooobry!

Do końca wakacji zostało już niewiele czasu, no chyba że jesteście studentami – bez kampanii wrześniowej oczywiście, lub zacnie pracującymi ludźmi, którzy urlopu i tak mają znacznie mniej 🙂 Niemniej jednak, w związku z nadarzającą się okazją chciałam wam dzisiaj zaprezentować tekst o wycieczce do Czech.

Wszyscy z was kojarzą chyba ten teledysk:

To złote czasy ery HIM, Ville i Bam Bama 😀 Ale nie o tym teraz 😛 Niektórzy z was może wiedzą także, że teledysk do tej piosenki był realizowany w Czechach, czyli tuż tuż, u naszych sąsiadów. Ten uroczy zamek to Zamek w Ploskovicach – ale co ja będę wam o tym pisać…

Przeczytajcie tekst Sary, która tym samym debiutuje na łamach bloga 🙂


Jeśli ktoś z was był w Finlandii albo w innej lokalizacji powiązanej z HIM

i chciałby się podzielić z nami swoimi wrażeniami, zdjęciami, napiszcie maila: CatherineNoir666@gmail.com

w tytule maila wpisując PRZYGODNIK 😀


W HIM zakochałam się na przełomie lipca i sierpnia w 2014 roku. A dokładnie rok później udało mi się wkręcić na koncert. Wcześniej jednak, namówiłam moją rodzinę na wycieczkę do Pragi. Bardzo często robimy sobie takie wycieczki, głównie odwiedzamy Czeskie i Słowackie zamki. Dlatego rodzinka szybko się zgodziła – oni też myśleli o Pradze, choć nie mieli tych samych powodów co ja 😉

A powód był oczywisty – teledysk do „The Sacrament”. Po roku od zainteresowania się zespołem, znałam już ich wszystkie piosenki i przejrzałam wszystkie najbardziej znane fotki w odmętach Internetu. Zabrałam się więc za filmiki. No i tu miałam niespodziankę, bo okazało się, że jest coś takiego jak „Making of” do teledysków! Teraz miałam nawet wgląd, w których miejscach dokładnie HIM przebywał w Pradze.

Na dokładkę udało mi się znaleźć wpis fanki – niejakiej Liz – która też wpadła na ten sam pomysł, a nawet całkiem dokładnie opisała całą trasę do zwiedzania na swoim blogu (Plotbunnyhunter) Miałam, więc z górki.

Muszę tu tylko wspomnieć, że mieszkam na granicy Polsko-Czeskiej, dlatego mieliśmy cztery do pięciu godzin autem do stolicy, a z Pragi do Zamku Ploskovice jest około godziny. Nie było tak źle, ja lubię jeździć autem, bardziej niż pociągiem. Dlatego jeśli się ma sprawne i wygodne auto; mieszka w województwie Śląskim lub Opolskim, to wcale nie jest tak daleko jakby mogło się wydawać.

Chcę jeszcze uprzedzić, że nie trzymałam się prawie w ogóle trasy, którą Liz umieściła na blogu. Uzgodniłam z mamą, że to ona poprowadzi wycieczkę, a jeśli uda się też „zaliczyć punkty turystyczne związane z HIM”, to będę wystarczająco zadowolona. Szczerze mówiąc, najbardziej nie mogłam się odczekać zwiedzania Zameczku w Ploskovicach.

Dojechaliśmy na miejsce koło 10 rano 18 lipca 2015 roku. Było dość upalnie, miałam kapelusik na głowie i filtr 50+ w torebce. Zaczęliśmy zwiedzanie od dworca głównego PKP, gdzie mieliśmy parking 🙂 oraz pięknego budynku Muzeum Narodowego w Pradze (jeśli kogoś interesuje architektura, to zdradzę – jest to neo-renesansowy budynek według projektu Józefa Schulz’a z lat 1885-1891) Na przeciwko mamy pomnik Św. Wacława i McDonalnds. Ruszyliśmy zwiedzać Wacławską Aleją czy raczej placem Wacława. To bardzo dobre miejsce, żeby zacząć. W samym centrum w dzielnicy Nowego Miasta.

Potem skręciliśmy w prawo na Bramę Prochową – jeden z symboli Pragi. Jest to sześćdziesięciopięcio metrowa brama miejska w stylu późnogotyckim. Piszę o tym, bo tata ciągle mnie zadręczał pytaniami typu: No i co to za styl, pani architekt? A wszelkie pomyłki uwieczniał na kamerze wideo. (Stąd jest tylko 400 metrów do hotelu HIM – Design Hotel Josef) Ale my już sobie darowaliśmy.

Stamtąd przeszliśmy urokliwą uliczką na Rynek Staromiejski w Pradze (po drodze mija się muzeum figur woskowych). No a to miejsce znamy już z The Making of Sacrament i samego teledysku. Gdzie oprócz Ville widać kawałek pomnika Jana Husa, dwie gotyckie wieże Kościóła Najświętszej Marii Panny przed Tynem oraz Galerią Narodową w Pradze. Galeria ta składa się kilku obiektów, ale ten konkretny to Pałac Kinskich – w stylu rokoko 😉

(Według mojej skromnej opinii Praga to jedno z najpiękniejszych miast Europy razem z Wiedniem, ale nie będę się spierać)

Tutaj przeszliśmy obok Praskiego Zegara Astronomicznego, który jest częścią Ratusza Staromiejskiego, po czym zagłębiliśmy się w uliczki i kamienice Pragi, by dojść do Mostu Karola. Był wypchany po brzegi turystami i ulicznymi artystami. Co metr ma siedzisko jakiś malarz, rzeźbiarz albo muzyk. Przy wejściu na most stoi Kościół św. Franciszka z Asyżu. Obok jest mały placyk z tarasem widokowym na wzgórze zamkowe, most i rzekę Wełtawę. Dla zainteresowanych Ville stał po drugiej stronie wejścia na most, na podobnym tarasie przy muzeum.

Nie będę ukrywać, most jest naprawdę piękny, a rzeźby i latarnie nadają mu uroku. Choć bardziej pasowałaby do niego ponura jesienna pogoda.

Z mostu Karola przeszliśmy kolejnymi uroczymi uliczkami do barokowego kościoła św. Mikołaja. Po drodze jest kilka świetnych barów z dobrym czeskim piwem. Tam odbiliśmy już ostro pod górę do Zamku na Hradczanach. Pierwsze co tu się rzuca w oczy, to niesamowity widok na całą Pragę. Potem oczywiście sam zamek, który o ile dobrze pamiętam jest największym pod względem zajmowanej powierzchni zamkiem na świecie.

Tutaj też jest Złota Uliczka, choć ładna, to cena za zwiedzanie też jest na miarę złota. Nie skorzystaliśmy, tylko ukradkiem zajrzeliśmy. Zwiedziliśmy za to Katedrę Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, której gotyckie i neogotyckie fasady zdobią najróżniejsze gargulce. Wnętrze przypomina Wielką Salę w Hogwarcie. Bardzo lubię gotyk, więc z podziwem się rozglądałam. Najpiękniejsze i efektowne były kolorowe witraże i rozeta.

Na koniec udaliśmy się na wzgórze Petřín – choć w takim upale nie polecam, a nawet polecam zamiast tego wyjazd kolejką liniowo-terenową. Którą my zjechaliśmy, zamiast wyjechać. Wobec tego obdarły mnie moje buty i nie wyszłam już na Wieżę Petrińską. To sześćdziesięciometrowa wieża widokowa, troszeczkę przypominająca niektórym Wieżę Eiffla.

Noc spędziliśmy w tanim hotelu na obrzeżach stolicy. Nie pamiętam już jak się nazywał, ale jak na jedną noc był idealny.

19 lipca wyruszyliśmy do Ploskovic.

Wujek Google pokazuje mi dzisiaj jedną godzinę i dwadzieścia minut. My dojechaliśmy też tak mniej więcej, jeśli nie szybciej z moim tatą kierowcą rajdowym. Odstrzeliłam się trochę w zwiewną kiecę, jak szaleć to szaleć. Niestety już na parkingu dostaliśmy złą wiadomość. Otóż pewna uprzejma pani poinformowała nas, że na zamku jest kręcony film i nie można zwiedzać budynku. Dostępne są ogrody i park.

Szczęka mi opadła. Byłam w szoku. Poczułam jakby ktoś przebił mnie szpilką i tak jak powietrze z balonu, cała radość i ekscytacja, ulotniły się ze mnie w sekundę. Tylko po to tu jechałam! Tak na to czekałam! A o ni mi z czymś takim wyjeżdżają? Ku ironii losu – HIM nie mógł nagrywać, bo musieli pozwolić turystom na zwiedzanie. A mnie zakazano zwiedzać, bo ktoś nagrywał film. Śmiać się czy płakać.

Na szczęście miałam familiadę za swoimi plecami i wszyscy zgodnie zaciągnęli mnie do parku, którego powierzchnia ma jakieś 8 hektarów, a aranżacja ogrodów wokół zameczku jest w stylu francuskim – jeśli coś to komuś mówi.

Pierwsze powitały nas okrzyki pawi. To fantastyczne zwierzęta, ale nie miałam pojęcia, że tak wysoko skaczą. Niektóre siedziały na gałęziach drzew i sfruwały potem parę metrów w dół.

Nagle między drzewami ukazał nam się fragment białej ściany barokowego zamku. A parę metrów dalej widziałam go już w całej okazałości. Była to jego północna elewacja, ta której nie było w teledysku. W lewym „skrzydle” mieści się szkoła podstawowa, a w prawym kawiarnia Pav.

Spróbowaliśmy wejść do budynku od tej prawej strony przy kawiarni. Zauważyłam, że drzwi były otwarte, a  w środku – w przedsionku – siedziały dwie starsze panie – najpewniej sprzątaczki. Gdy zobaczyły jak świecą mi się oczy, uśmiechnęły się i kiwnęły głowami. Pozwolono mi wejść do środka!

Znowu poczułam falę emocji i przeszłam przez ich pomieszczenie. Widziałam bałagan jaki zostawiła ekipa filmowa, ale okazało się, że w tej chwili kręcili sceny w parku! Miałam więc chwilę, by zakraść się do środka.

Przy schodach, które Bam Magera pokazuje w filmiku, stał wieszak z kostiumami. Szybko jednak o nich zapomniałam, bo oto na środku pomieszczenia stał … FORTEPIAN od Burtona!!!! Wydałam z siebie okrzyk radości i zasiadłam przy klawiszach. Całość została uwieczniona zdjęciem.

Następnie rozejrzałam się i stwierdziłam, że wszystko jest takie same! Biało-czarne kafelki, doniczka z kwiatkiem, barokowe rzeźby Atlasa podtrzymujące sklepienia.

Panie sprzątaczki widząc mój entuzjazm, postanowiły otworzyć mi drzwi na balkon! Więc zaraz rozkazałam tacie biec do ogrodu, by mógł mi zrobić zdjęcie niczym Julii… ekhem niczym Ville Valo na balkonie.

Wtedy, moje zauroczenie zespołem było jeszcze świeże. Niesamowicie było więc stać w miejscu, w którym dwanaście lat temu stał mój idol. Oprzeć ręce na balustradzie, którą on trzymał. Bardzo pozytywne uczucie.

Niestety oprócz holu ze klatką schodową i fortepianem nie dane było mi obejrzeć wnętrza. Podziękowałam więc ładnie paniom sprzątaczkom i udałam się do ogrodu. Pod balkonem na którym stałam, było wejście do podziemi, w których Ville śpiewa oparty o ścianę. Niestety były zamknięte na wielką kłódkę. Tacie udało się wsadzić aparat między kraty i cyknąć fotę.

Jak już zrobiliśmy sesję zdjęciową i sprawdziliśmy każdy dostępny kąt, musieliśmy się poddać i wrócić do samochodu. Byłam jednocześnie szczęśliwa i zrezygnowana. Szybko podęłam decyzję, że muszę tu natychmiast wrócić, gdy żaden film nie będzie kręcony!

Krótka informacja na koniec: zamek został odwiedzony przez Kim Kardashian i Kanye Westa. Co uznałam za profanację naszego świętego miejsca. 😀

Tekst: Sara (Szarratu)


No to kto się wybiera na weekend do Pragi? 😀

Na sam koniec dodam jeszcze, że bilety na Helldone rozeszły się jak świeże bułeczki a dostać je było trudniej niż zrobić fotki dobrej jakości UFO 😛

Także fińska trasa Helldone została wyprzedana, podobnie jak i nasz koncert w Warszawie bo właśnie Heartagram.com potwierdziło, że koncert jest wyprzedany co oczywiście wiedzieliśmy 5 minut po rozpoczęciu sprzedaży biletów, no ale jak oni mają zapłon jak silnik Diesla na mrozie to co się dziwić 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Helsinki – miasto, gdzie nie ma nocy, ale jest HIM :) #Przygodnik

Hello Sweethearts!

Oto jestem!

Pojechałyśmy do Hellsinek i wróciłyśmy w jednym kawałku, a mnie udało się w końcu skrobnąć parę słów na temat tego jak było 😀

Zapewne jesteście ciekawi, więc bez zbędnego przedłużania —> Oto Jest 🙂 Relacja pisemna i filmowa.

ENJOY 🙂


Na początku zaznaczę, że relację przygotowałam z wszelkich HIM miejsc, aby nie przedłużać już i tak znacznie długiego tekstu. Wszystkie miejsca związane z Helsinkami, które możecie znaleźć w przewodniku omijam i skupiam się na tym, co was, czytelników bloga o specyficznej tematyce, powinno zainteresować 🙂

Cóż… Po co ja tam jadę… Tak mi się nie chce… Zimno, ciemno i bez tej ekscytacji, którą pewnie czułabym wiele lat temu, kiedy HIM miał jeszcze na mnie duży wpływ.

Teraz pan Ville Valo ani mnie ziębi, ani grzeje lecz jak się okazało na samym końcu, ta wyprawa była mi potrzebna by… Ale zacznijmy od samego początku…

Pół roku temu pomyślałam, że od długiego czasu wybierałam się do Helsinek i jakoś ostatecznie z planów tych nic nie wynikało. Temat podjęła Ola i od słowa do słowa, od maila do maila doszło do tego, że kupiłyśmy bilety, następnie dołączyła do nas Mel i zaczęły się poszukiwania mieszkania do wynajęcia w Helsach – machina ruszyła…

I choć cieszyłam się, że mam bilet na lot, to jednak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że zamiast tej podróży powinnam polecieć, jak to na ciepłolubnego człowieka przystało, na Ibizę bądź Majorkę czy tym podobne kierunki. Ale dziewczyny były podekscytowane, a ja nie miałam się już jak wycofać 😀 Słowo się rzekło, bilety się kupiło.

No więc niech tak będzie – jadę do Helsinek, gdzie podobno miało być zimno, drogo, a Finowie nie wchodzą w żadne interakcje z obcymi. Jadę do Helsinek, gdzie podróż ta miała być sentymentalnym powrotem do chwil świetności zespołu HIM, który obecnie kończy karierę – gdzie większość fanów lamentuje, tam ja się zgadzam z podjętą przez nich decyzją ale teraz nie o tym…

Spotkałyśmy się na lotnisku w Krakowie i od momentu oderwania kół samolotu od pasa startowego, zaczęła się nasza wspólna przygoda.

Już sam widok miasta w nocy wydawał się być czymś zupełnie innym niż to, co widziałam do tej pory. Horyzont pokrywała łuna światła jak przy zachodzącym słońcu, ale niecodzienność tego zjawiska uświadamiała pora… Było to bowiem o 1 nad ranem… Białe noce dały mi się we znaki, ale o tym ponarzekam później (tak, jestem śpiochem i dzień w nocy strasznie mi przeszkadza oraz wyprowadza z równowagi :P)

Już pierwszego dnia postanowiłyśmy nie odkładać najważniejsze wizyty podczas całego wyjazdu, gdyż jak się okazało, natrafiłyśmy na okres świąteczny, gdzie sklepy bywały zamykane wcześniej lub były nie otwierane wcale. A zakupów w tym jednym, szczególnym sklepie nie mogłyśmy przecież sobie darować…

 

Chwyciłyśmy więc mapę Muminków w dłoń i zaczęłyśmy podążać do celu pielgrzymek każdego fana HIM w Helsinkach.

Nieśpieszne, spacerując po mieście, które ostatecznie okazało się na tyle małe, że spokojnie można je zwiedzać spacerując i w kilka dni zwiedzić każdy ważniejszy punkt (kto twierdzi, że Helsinki są duże chyba nie zna definicji tego słowa, zwłaszcza, iż to przecież jest stolica 😀 ) dotarłyśmy do miejsca przeznaczenia, które zacnie było zakreślone na naszej Muminkowej mapie. Po drodze zaczęłyśmy obalać mit, jakoby Finowie byli narodem zamkniętym i uprzedzonym do wchodzenia w jakiekolwiek interakcje z obcymi – panowie i panie sami do nas podchodzili, tłumacząc nam drogę a także rozmawiając o mieście czy o nich samych.

Nim się obejrzałyśmy, naszym oczom ukazał się szyld sklepu znany każdemu fanowi. Kiedy stanęłyśmy pod jego drzwiami, nie będę kłamać, że poczułam się nad wyraz podekscytowana, ale dziwnie surrealistycznie było uczucie wiedzieć, że za drzwiami znajduję się tata pana Valo…

Kiedy otworzyłyśmy drzwi, podejrzewam że w pierwszym momencie Kari Valo, jak i jego znajomy, wiedzieli kim jesteśmy, a przynajmniej mam nadzieję, że nie wyglądamy zbytnio na fanów miejsc  oraz zabaw związanych z takim miejscem XD Kiedy się przedstawiłyśmy i powiedziałyśmy, że jesteśmy fanami HIM, wszystko stało się jasne a papa Valo zaczął nam pokazywać koszulki, na widok których zaświeciły się nam oczy. Chwilę trwało nim wybrałyśmy swoje rozmiary, pocztówki, kajdanki dla mnie (papa Valo stwierdził, że mój chłopak jest szczęściarzem i uśmiechnął się przy tym porozumiewawczo ponownie w ten sam sposób, kiedy zapytał czy któraś z nas życzy sobie pejczyk lub owe kajdanki, a tylko ja wyraziłam entuzjazm 😀 Być może wyczuł we mnie fana W.Controla XD)

Kari Valo był bardzo miły i każdej z nas dał nawet parę kartek jako prezent, a cenowo zakupy naprawdę były udane. Poza tym, kupiłyśmy TĄ jedną koszulkę, na którą każda z nas polowała.

Przez cały ten czas, kiedy dziewczyny robiły zakupy ja się rozejrzałam nieco po sklepie. U właściciela rzucił mi się w oczy wytatuowany motyw taksówki na lewym przedramieniu, co nie jest dziwne jeśli się wie, że papa Valo był przecież taksówkarzem. Nawiązuje do tego także wiszące w sklepie zdjęcie Roberta DeNiro – kadr z filmu „Taksówkarz”, i drugi kadr – fotografia Nowego Jorku. Poza tym, mnóstwo tam rzeczy dla dorosłych, wiadomo, to sklep dla nich ale powstrzymam się od szczegółowego opisu 😉 Była tam także mapa z zaznaczonymi na niej punktami – te punkty to miejsca z których fani go odwiedzają. Dało się też zauważyć Heartagramy i plakaty zespołu a nad ladą wisiał sobie obraz z okładki płyty „Venus Doom”.

Teraz być może, wisi tam i także inny, gdyż Mel – nasza Heartagramowa artystka podarowała panu Kariemu jeden ze swoich obrazów, który to bardzo mu się spodobał, a my także poczęstowałyśmy go naszymi polskimi słodyczami 😀

Kiedy przyszedł czas na fotki, przyjaciel pana Valo był nam bardzo pomocny – podejrzewam, że to zawodowy fotograf HIMfanów w sklepie XD Trzeba przyznać, że wie co robi i jesteśmy mu wdzięczne za fajne zdjęcia. Jeśli sami się tam pojawicie, to prawdopodobnie również skorzystacie z jego usług 😀

Zbierałyśmy się do wyjścia, kiedy pan Valo do mnie podszedł, gdy otwierałam drzwi i wskazał na… polską naklejkę z napisem „Uśmiechnij się”. Jak przeczytałam tak zrobiłam i podjęłam jeszcze rozmowę na temat tego, ilu fanów ma w sklepie i czy dużo polskich fanów go odwiedza. Kari potwierdził i dodał także, że przychodzi również sporo Rosjan oraz Niemców. Podziękowałyśmy mu więc za poświęcony czas i ruszyłyśmy w dalszą drogę ale…

No właśnie 😀

Okazało się, że poszłyśmy w innym kierunku i musiałyśmy zawrócić w dół drogi, aby dotrzeć do sklepu muzycznego w którym Ola chciała się zaopatrzyć w płyty. Musiałyśmy więc znów przejść obok sklepu papy Valo.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy spotkałyśmy go przed sklepem, stojącego tuż koło samochodu!

Oczywiście nie omieszkał się nam nim pochwalić, na co my oczywiście nie omieszkałyśmy pochwalić jego cudowności na czterech kołach. Przy wspólnej fotce zapytałam:

-Jak długo ma pan ten samochód?-

-Ooo- nie zastanawiał się długo – 21 lat, tyle co masz ty- uśmiechnął się.

-Nie, nie, definitywnie nie panie Valo, jestem znacznie starsza- odparłam więc Kari kurtuazyjnie stwierdził, że góra 23 lub 24.

-Czy próbowaliście naszych cukierków?- zagadnęłam ponownie. „Nasz” pan fotograf też tam był.

-Nie, jeszcze nie ale zaniosę je żonie, uratowaliście moje małżeństwo- śmieszek z tego pana Valo 😀

Był bardzo chętny, by pomóc nam odnaleźć poszukiwany sklep muzyczny, pokazałam mu więc naszą mapę… Muminkową mapę… 😀 Że nie wybuchł śmiechem to się dziwię, najlepsze jest to, że przy adresie stało jak byk „po drodze do sklepu papy Valo” a on centralnie najechał tam palcem więc musiał to widzieć XD Ehhh… Ola i jej zapiski 😀 A pan Valo pobiegł jeszcze do sklepu i dał na mnóstwo ulotek o Helsinkach oraz… Mapę 😀 Bardziej szczegółową i tym razem bez Muminków XD

Kolejnymi naszymi punktami był sklep muzyczny, gdzie Ola zaopatrzyła się w płytkę zespołu a ja przejrzałam winyle HIM, które możecie zobaczyć na filmiku z naszej podróży.

W okresie, w którym byłyśmy w Helsinkach odbywały się dwie wystawy powiązane z zespołem – jedna w muzeum HAM.

I tu miałyśmy szczęście w nieszczęściu, bo kiedy dotarłyśmy do muzeum było one zamknięte, ale mogłyśmy pooglądać wystawę przez szybę. Miało być otwarte następnego dnia lecz Finowie stwierdzili – Nie, jest święto, jedziemy do lasu na grilla i saunę więc sorrka… 😀

Ale… tuż obok Tavasti, bo oczywiste jest, że podeszłyśmy do tego jakże sławetnego klubu, była kolejna galeria (klub też nas polubił – na fejsie co prawda, ale się liczy :P)

Tiketti Galeria – przyciągnęła nas ryjem Valosa, choć to nasza radarowa Ola, która wypatrzy wszystko co z nim związane, odnalazła tę galerię. W środku znajdowała się bardzo miła pani, która pozwoliła nam zwiedzić i obejrzeć wszystko, co tylko chcemy.

Białe noce, wiatr, dziwny język nie do wymówienia, niska temperatura… Męczące zjawiska… Jednak sporadyczny drink pozwala przetrwać… Teraz się nie dziwię, czemu Finowie tyle piją 😀

Kolejnego poranka powstrzymałam już swoją frustrację faktem słońca, które prawie nie zachodzi, ulicy, która nie ma nazwy, Helsinek – miasta podobnego do życia, gdzie raz jedziesz z górki, a raz tułasz się mozolnie pod górkę.

Tego dnia bowiem, miałyśmy z dziewczynami wyruszyć do kolejnego ważnego celu. Symbolu pewnej epoki, nieodłącznie kojarzonego z „księciuniem Valoskiem”. Czy już się domyślacie o co chodzi???

Dzielnica na obrzeżach miasta wydawała się bardzo przyjazna i spokojna. W istocie taka też była. Kiedy się w niej pojawiłyśmy, miałam wrażenie, że te niedobitki ludzi nas mijających od razu wiedzą kim jesteśmy i czego szukamy.

Nie mylili się.

Gdy po krótkim spacerze naszym oczom ukazała się wieża Valosa, był to piękny widok budowli oplecionej zieloną, wiosenną i kwitnącą roślinnością, jakby nikt tu nigdy nie tworzył depresyjnych piosenek i nie komponował smutnych melodii. Jakby wieża pokazywała – tamtej epoki już nie ma, przyszły zmiany i nastąpił koniec.

Ale nie ujmowało to jej piękna. Wystarczyło spojrzeć i można było zrozumieć dlaczego Valos zaszył się w tej okolicy, w tej wieży…

Najzabawniejsze jest to, iż nigdy bym nie przypuszczała, że sama kiedyś stanę na tej ulicy i zobaczę ją na własne oczy.

Jeśli miałabym wybrać moment najbardziej dla mnie znaczący z całej tej naszej PoValonej ekspedycji, to byłby właśnie ten moment, kiedy stanęłam pod wieżą Valo. I nie miało to znaczenia, że jego tam nie ma. Że nikogo tam nie ma.

To był symbol wszystkiego. Myślę, że wielu z was rozumie o co mi chodzi.

Nie byłyśmy tam długo i nie weszłyśmy dalej niż nakazywało to uczucie przyzwoitości – parę zdjęć z ulicy w zupełności nam wystarczało, bo choć zapewne nikogo w środku nie było, nie chciałyśmy nikomu zakłócać spokoju, lecz przemknąć raczej w miarę niepostrzeżenie.

Wspominałam coś o drinku??? 😀

Jakżeby nie napić się w najsławniejszym barze w Helsinkach – The Riff.

Wybrałyśmy się tam ostatniego wieczoru, by zobaczyć czy miejsce to faktycznie zasługuje na swoją sławę. Przy drinku „Summer of 69” rozglądałyśmy się po knajpie, gdzie pełno było śladów obecności wielu muzyków, w tym i oczywiście ryj Valosa 😀

Od razu odpowiadam na pytania – Jussiego nie było, a loża Children Of Bodom była pusta. My natomiast sączyłyśmy drinki w HIM Lounge, w której panowie przechodzący do toalety, sympatycznie uchylali nam czapek i kapeluszy w geście powitania 😀 Wydawało się, że jeszcze zbyt mało wypili by się do nas dosiąść 😀

Och… cóż za sentymentalna podróż. Dlaczego mi była potrzebna? Dlatego, by w ten sposób zamknąć ten rozdział życia. Dopisać zakończenie do historii mojej i zespołu. Teraz jest ona pełna i nawet jeśli zespół w końcu po ostatecznej trasie zakończy karierę, mnie już to nie dotknie tak, jak niektórych z was. Bo już dawno poszłam dalej, poza HIM… Może jeszcze tylko postawię kropkę nad i, kiedy zdecyduję się pójść na ostatni koncert, na który bilet już na mnie czeka…

Musicie mi wybaczyć, ale wiele szczegółów już mi umknęło – chciałam codziennie pisać relacje z każdego dnia, ale wracałyśmy dosyć późno, i ostatnie o czym myślałam to pisać 🙂

Mogę za to dorzucić parę ciekawostek:

-Helsinki są małym miastem, jeśli o to chodzi to Ville nie mijał się z prawdą twierdząc tak w wywiadach

-Co za tym idzie, nikogo nie dziwi fakt, że wszyscy muzycy się znają ze sobą

-Nie jest tak, że Finowie uciekają na twój widok, kiedy chcesz z nimi porozmawiać 🙂

-Helsinki nie są aż tak drogim miastem jakby się wydawało – kiedy jedziesz ze znajomymi – wynajmij mieszkanie 🙂 Wyjdzie taniej a i posiłki można robić samemu, co znacznie obniża koszty niż kiedy stołujesz się w restauracjach

-Muminki, wszędzie Muminki – musisz kupić choć jednego 😛

-Miasto jest czyste, bez wszechobecnych reklam i bezpieczne. Spaceruje się tam jak po własnej dzielnicy i ma wrażenie, że mijający cię ludzie to twoi sąsiedzi

-Uwaga na ryj Valosa 😀 Potrafi wyskoczyć zza rogu hehe Może nawet trafisz na ten prawdziwy XD

-Dobre drinki, dobra wódka i dobre piwo Karhu 😛

-Bywa, że będziecie chodzić uliczkami, które prowadzą raz pod górkę a raz z górki 🙂

-Pogoda… tego najstarsi szamanowie nie przewidzą XD Ale czapka to nie najgorszy pomysł, zabierz też szaliczek heh

-Białe noce…. ehhh.. serio? 😛

A teraz czas na relację filmową:

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

ROZPOCZĘŁO SIĘ „FAREWELL TOUR” – emocje, latające majtki i kaszkiet :)

Hello Sweethearts!

Na samym początku przepraszam was HIMstery za opóźnienie z tą notką ale musicie wiedzieć, że nie stalkujemy zespołu codziennie i nie żyjemy ich życiem 😀 Mamy własne obowiązki i własne życie, także prosimy o wyrozumiałość 😀

Ale już lecimy z tematem hehe

Jednak zanim to nastąpi, to od razu się wytłumaczę, że cokolwiek się będzie działo w obozie HIM, nie będę w stanie przez cały tydzień was poinformować bo będę w…. HELSINKACH XD

Tak, moi drodzy – wybieram się na kilkudniowy wypad do stolicy HIMowej – zacierajcie rączki, będzie fajna relacja 😀

(choć w sumie się przyznam, że wolałabym lecieć na jakąś Ibizę czy tam Majorke – jestem ciepłolubna 🙂 No ale Mel – nasz korektorka i Ola – wywiadzistka 🙂 doprowadziły do tego, że kupiłam ten cholerny bilet no i co… Muszę lecieć 😀 )

A teraz Povalonki i Povaleni- cała ekipo Povalonej HIMowej grupy – zapraszam do przeczytania relacji naszej wysłanniczki, która wybrała się do Barcelony na pierwszy koncert z pożegnalnej trasy HIM.

Do tej pory panowie zagrali cztery pożegnalne koncerty: 3 w Hiszpani i 1 w Portugali (był tam też ktoś z was?)

Następny będzie koncert na festiwalu TUSKA, więc panowie powinni być „razem z nami” w tym samym czasie w Finlandii 😀 Kto wie, może uda nam się wpaść na ValoMendę 😛

No ale teraz zróbcie kawusię i poczytajcie co ma do powiedzenia RAnitka, która była na pierwszym koncercie HIM.


Już chwilę po koncercie każdy mógł obejrzeć dziesiątki zdjęć i filmów nagranych przez fanów. Pojawiało się też mnóstwo relacji i opinii, w związku z tym myślę, że nie powiem wam niczego o czym byście nie wiedzieli. Postaram się jednak przedstawić moje spostrzeżenia i wrażenia z tego wieczoru.

Barcelona, 14 czerwca gorące popołudnie, godzina 18.30 przed klubem Razzmatazz już jest sporo ludzi. Siedzą pod ścianą wokół klubu.

Obok Razzmatazz jest hotel, w którym na czas koncertu zameldował się zespół. Rozpiętość wiekowa fanów czekających na koncert spora, większość, jak na moje oko nie pamięta początków zespołu, oczywiście łatwo dostrzec przewagę płci pięknej. Wiele dziewcząt przywdziało wampirzaste ciuszki, mocny makijaż.

Stanęliśmy na końcu długiej kolejki i tam spotkaliśmy Sandrę i Krzyśka. Krzysiek podobnie jak  Tymoteusz (dla niezorientowanych – mój mąż) przyjechał tu z Sandrą – wielką fanką HIM głównie dla towarzystwa. Sandra, studentka fotografii z Londynu, ma na prawym przedramieniu tatuaż Ville i jeszcze parę innych, które nie umknęły mojej uwadze, gdyż sama się noszę z zamiarem zrobienia sobie tatuażu. Sandra miała kilkakrotnie sposobność rozmawiania z członkami HIM, ma wiele zdjęć z tych spotkań.

Już po 10 minutach rozmowy umówiliśmy się z nowo poznanymi ludźmi na piwo po koncercie ( na marginesie dodam, że był to świetny wieczór, który zakończył się około 5 rano 😀 ).

Mimo moich obaw udało mi się stanąć blisko sceny, na tyle blisko, że wyraźnie widziałam palce Linde przemykające po strunach gitary. Ale na początku oczywiście był support.

Zespół o nazwie Romantica został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Śpiewali po hiszpańsku więc nie miałam pojęcia o czym, ale utwory były melodyjne. Później dowiedziałam się, że podobnie jak HIM, śpiewają głównie o miłości. To było naprawdę dobre granie, mnóstwo energii, wszyscy byli podekscytowani i śpiewali razem z zespołem. Pomyślałam, że to niesamowite, jeśli support tak rozkręcił publiczność, to co będzie dalej?

Romantica schodzi ze sceny, teraz kilku mężczyzn żwawo porusza się po  niej, przygotowując instrumenty i nagłośnienie dla gwiazd wieczoru.

Czekam niecierpliwie, wreszcie jest!

Pisk, wszystkie ręce w górze, szał. Zaczęli od „Buried Alive by Love”. Publiczność śpiewa razem z Ville.

Publiczność cały czas śpiewa kolejne utwory, Ville jest wyraźnie zadowolony z tego co widzi i słyszy.  Przy „Bleed Well” Valo nieco się pogubił, prawdopodobnie zapomniał tekstu?

 

Uśmiechnął się jednak uroczo, co spodobało się fanom. Osobiście nie mam nic przeciwko małym potknięciom na koncertach, przecież muzycy to też ludzie, a występ na żywo to nie nagranie studyjne.  Niestety  przy „It’s All Tears” musiałam przyznać, że Ville nie daje rady, miał problem z ustawieniem głosu, a utwór ten jest trudny wokalnie. Powiem szczerze, że na długo przed tym koncertem zastanawiałam się czy Ville zdecyduje się wykonać  „It’s All Tears”, uważałam, że powinien z tego utworu zrezygnować.

Mimo to, publiczność zdaje się nie dostrzegać wokalnych niedociągnięć (delikatnie to ujęłam). Podczas wykonywania utworu „Wicked Game” zrobiło się zabawnie, gdy jakaś dziewczyna rzuciła majtki na scenę.

Ville rozbawiony podniósł je, włożył do tylnej kieszeni spodni, a po chwili rzucił w kierunku dziewczyny swój ręcznik – w tym momencie rozległ się pisk, a ja zastanawiałam się co one tam teraz z tym ręcznikiem zrobią? Bo na 100%  z dziesięć kobiet go przechwyciło 😀 Na tym historia majtek się nie kończy, bo w pewnej chwili Valo podaje je Mige, a ten…je wącha, Ville śmiejąc się, gestem daje do zrozumienia, że basista jest pokręcony.

Niestety, co do wykonania „Wicked Game” również  miałam wrażenie, że Valo śpiewa momentami zbyt wysoko, w tonacji, która nie pasuje do tego . Potem HIM zagrali kolejne utwory z listy, aż nastąpił TEN moment – „The Funeral of Hearts”. Stałam teraz  niemal bez ruchu, wokół mnie dziewczyny piszczały, śpiewały machały rękami, a ja pomyślałam „Ville to już musi być ostatnia piosenka, musicie już kończyć” Było dziwnie, głos Valo brzmiał niemal groteskowo, jakby właśnie nawdychał się helu, przypomniała mi się kreskówka Chip i Dale. Nie mówię tego przez złośliwość, naprawdę właśnie to przyszło mi do głowy. Poczułam ulgę, gdy okazało się, że to był ostatni kawałek z listy.

Oczywiście publiczność domagała się więcej,  zespół zagrał jeszcze „Rebel Yell” i „When Love and Death Embrace”. Na szczęście zabrzmiały one lepiej niż „The Funeral of Hearts”. Później Ville szybko zszedł ze sceny nie czekając na wybrzmienie ostatnich dźwięków „When Love and Death Embrace” i już się nie pojawił. Wyglądało na to, że nie pożegna się z publicznością. Linde rzucił kostkę w tłum, Jukka zrobił to samo z pałkami, rzucił ich kilka, jedna przeleciał mi nad głową, mój mąż próbował wręcz heroicznie ją złapać 🙂 na szczęście nie udało mu się. Mówię na szczęście, bo w rezultacie pałeczkę złapało chyba z pięć osób :). Nie wiem czy doszli do porozumienia kto powinien ją zabrać. Panowie pomachali fanom, ale Ville już się nie pojawił.

Po koncercie rozmawialiśmy jeszcze z pewnym Finem po polsku, powiedział, że obecnie w Helsinkach jest jakieś 15 stopni, ale kogo to teraz interesuje 😀 (Mnie interesuje i to bardzo 😀 – przyp. C.N.), a później zgodnie z wcześniejszą umową poszliśmy z Sandra i Krzyśkiem na piwo. Po północy zespół zbierał się do drogi, chciałam jeszcze zrobić zdjęcie panom, ale tak szybko czmychnęli do autobusu podstawionego pod wyjście klubu, że nawet nie zdążyłam ich zobaczyć zza pleców wyższych ode mnie gapiów.

Jaki był ten koncert? Ekscytujący, sentymentalny, ciekawy, momentami zabawny, niepokojący, wiele wyjaśniający. Dokładnie w tej kolejności. Nie mogę powiedzieć, że czuję się zawiedziona częściową niedyspozycją wokalisty, bo spodziewałam się trudnych momentów, jest mi jednak trochę smutno, bo zrozumiałam powody decyzji zespołu HIM. Z drugiej strony dostrzegłam dobrą energię miedzi panami, miałam wrażenie, że ten koncert i śpiewanie nadal sprawia Ville  radość. Bardzo dużo się uśmiechał, flirtował z publicznością spojrzeniem (tak jak On to potrafi) czasami wydalało się, że patrzy właśnie na ciebie. Dostrzegał i odwzajemniał miłe gesty ze strony fanów. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu , że to się jakoś kupy nie trzyma, jakby ktoś umierał za wcześnie,  a ma jeszcze sporo do zrobienia na tym świecie.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której celowo mówię na końcu by nikomu to nie umknęło. LINDE, był fenomenalny, grał doskonale, jest w znakomitej formie, czułam się zaszczycona, że mogłam przez cały koncert byś tak blisko, obserwować go i słuchać.

Niezależnie od wszystkiego, z wielką radością wybieram się na koncert w listopadzie i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała przyjemność zobaczyć i posłuchać każdego z panów, może w innej odsłonie.

Tekst: RAnitka


I co sądzicie?

Ja wam powiem, że ostatnio udało mi się spotkać z kilkoma HIMsterami (pozdrawiam Robaczki 🙂 ) i powiedziałam im to samo, co powiem wam teraz:

Uważam, że lepiej iż zespół kończy teraz karierę, schodząc ze sceny zanim będzie za późno i zanim pozostawiliby tylko niesmak ciągnięcia wszystkiego na siłę, kiedy nawet Ville już własnego głosu nie potrafi udźwignąć XD Jak to się mówi – trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść….

PS. Ale ode mnie i tak by dostał trampkiem w ryj – ostatnia trasa, ostatnie koncerty – wyjdź chłopie do ludzi, pouśmiechaj się, pożegnaj się jak należy, strzel parę fotek… W końcu kto był przy tobie tyle lat….

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeśli ktoś z was będzie na jakimś koncercie i chciałby przygotować relacje dla czytelników bloga, zapraszam do kontaktu ze mną:  CatherineNoir666@gmail.com

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Ville i system gwiazd

Cześć HIMstery 🙂

Jako iż mamy ładną pogodę, zapewne większość z was korzysta i spędza czas na świeżym powietrzu 🙂 No ale jeśli macie chwilę wieczorem, to może będziecie zainteresowani kolejnym nadesłanym tekstem, który porusza dość ciekawy temat.

Także bez zbędnego gadania – zapraszam do czytania i dyskusji.

PS. Przypominam także, że jeśli ktoś z was również ma ochotę coś napisać, to zapraszam do kontaktu ze mną:

Catherinenoir666@gmail.com

A już niedługo zaczną się koncerty z pożegnalnej trasy koncertowej więc zasadniczo powinno być więcej informacji o tym, co tam u panów z HIM słychać 😛


Ville i system gwiazd

Być może niektórzy z was zorientowali się już, że nie jestem obiektywna jeśli chodzi o Ville Valo, który niewątpliwie jest fundamentem zespołu HIM. Ale wcale nie zamierzam tego zmieniać, teraz skumulowałam cały ten subiektywizm i napisałam to, co właśnie czytacie.

Pierwszy raz świadomie zetknęłam się z ich twórczością w 2000. Mówię świadomie, ponieważ myślę, że wcześniej słyszałam chociażby „Wicked Game”, ale w ogóle nie kojarzyłam tego utworu z HIM. Jest to zespół, który od 2000 roku towarzyszy mi zawsze, w różnych momentach mojego życia. Jednak osobą Ville jak i innymi członkami grupy zainteresowałam się później, dokładnie nie wiem kiedy, byłam bowiem tak zaabsorbowana swoim pędzącym wówczas życiem, że trudno mi to ubrać w jakieś ramy czasowe. Myślę, że w 2003 byłam już dobrze zorientowana w temacie.

Gdy miałam jakieś 10 czy 12 lat uwielbiałam… Elvisa Presleya. Wówczas źródłem informacji na jego temat były czasopisma i biografie. Wtedy też dowiedziałam się o systemie gwiazd, którego ofiarom był również Król Rock and Rolla.

Opierał się on na promowaniu poszczególnych aktorów i piosenkarzy, budowaniu wokół ich biografii swoistego mitu, a następnie wykorzystywaniu go w celach marketingowych. System gwiazd zapoczątkował Carl Laemmle w 1911 roku, kiedy udało mu się podpisać kontrakt z dotychczasową „dziewczyną” (Florence Lawrence) wytwórni Biograph, który ,by dodać pikanterii całemu zdarzeniu, ogłosił publicznie jej śmierć, a następnie cudowne odrodzenie w jego własnej wytwórni. Fakt ten wywołał ogromne zainteresowanie wśród publiczności i stał się prawdziwym medialnym hitem. Tworzono wokół gwiazd mity, nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością historie, a gwiazdy chcąc nie chcąc musiały dostosować się i grać narzuconą im rolę nawet w prywatnym życiu. Powodem takiego stanu rzeczy były oczywiście pieniądze.

Ale co to ma wspólnego z VIlle Valo? Myślę, że wiele. Co prawda nikt go nie uśmiercił dla pieniędzy, ale sądzę, że w pewnym stopniu zbudowano wokół niego mit, a przynajmniej próbowano to zrobić.

Od dłuższego już czasu trwają dyskusje na temat, alkoholizmu frontmana HIM, jego, problemów, które zakończyły się 10 lat temu odwykiem, a później kłopoty na scenie, utrata głosu, gorsza forma, kilka kiepskich występów i w końcu wiadomość z 5 marca. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, chociaż wiedzieliśmy od kilku lat, że coś wisi w powietrzu. Wielu z pośród fanów HIM ma żal do Ville, że nie dbał o głos chociaż to właśnie głos był jego największym atutem. Że oddychał dymem papierosowym nawet podczas śpiewania (nie mam pojęcia jak tak można śpiewać mając astmę, ale on potrafił).

Że to nieprofesjonalne tak dalece nie zastanawiać się nad przyszłością swoją i tym samym reszty zespołu, o fanach nie wspomnę. Pojawiły się głosy o „szybkim, scenicznym zestarzeniu się Valo”  Chodzi zapewne o zanik charyzmy, świeżości, przebijającą się rutynę, brak fantazji i lekkości. Co się stało? Przecież jest wielu artystów dużo starszych od Ville Valo, którzy koncertują, nagrywają płyty, mają pomysł na siebie.

No właśnie, bo trzeba mieć jakiś pomysł na siebie. Wiele się zmieniło, Valo już nie jest młodziutkim, ślicznym chłopakiem, który powalał wdziękiem i urodą. Bo jak to właściwie z nim było? Wyjątkowo atrakcyjny zdolny chłopak założył zespół muzyczny z ludźmi dla których tylko muzyka była ważna. Grali w różnych klubach, za darmo, albo za jakieś symboliczne kwoty. Udało im się nagrać płytę. HIM zdobył pewną popularność w Finlandii. Chłopaki może po cichu marzyli o międzynarodowej karierze, ale wówczas chyba żaden z nich nie miał pojęcia, że za chwilę będą grali na wszystkich kontynentach. Młody Ville udzielał pierwszych wywiadów, unikając kontaktu wzrokowego z rozmówcą, nie patrzył w kamerą, chował się, za zasłoną bujnej czupryny, nieśmiały i skromny.

Wszelkie przejawy adoracji ze strony płci przeciwnej zawstydzały go.

 

Z pewnością nie posiadał on cech gwiazdy rocka. Pojawiły się osoby, dzięki którym zespół wypłyną na szersze wody. Jedna z fanek grupy przedstawiła niedawno artykuł w którym czytamy:

„Zespół zawsze miał  wokół siebie wielu doradców z Anglii, Niemiec .. Mimo to Valo zawsze trzymał wszystko we własnych  rękach i pod pełną kontrolą.”

Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Weźmy pod uwagę chociażby fakt, że Valo nie mógł oficjalnie mieć dziewczyny (o Susannie pisała LIV)

A produkcja teledysku do „Funeral of Hearts”  w moim przekonaniu obrazuje uległość zespołu wobec ludzi „doświadczonych, znających ten biznes ”.  Muzycy na takim etapie kariery nie mają wiele do powiedzenia, to nie oni rozdają karty, robią to ci, którzy mają pieniądze. A co sobie chłopaki o tym myśleli myśleli to już inna sprawa.

Przecież po sukcesie albumu „Razorblade Romance” nie mieli grosza w kieszeni.

Wielu chciało wypromować zespół, ale nie oszukujmy się, każdy z nich musiał też swoje zarobić. To zmuszało zespół do ulegania różnym pomysłom i wizjom tych ludzi, także Bama Margery. Menadżerowie dyktowali tempo, organizowali wywiady i spotkania. Ville chciał sprostać oczekiwaniom, nawet znalazł złudny sposób jak dodać sobie odwagi, pewności siebie i radzić sobie ze stresem popadając tym samym w nałogi.  W pewnym momencie Valo wynurzył się z życia, które jak sam twierdzi przypominało niekończący się film Davida Lyncha, przystopował z piciem i paleniem, tylko dlaczego stało się to tak późno? Nikt nie widział, że Valo się stacza, czy może nikt nie miał na niego wpływu? A może po prostu wielu ludziom było nie na rękę go zatrzymywać.

Teraz Valo jest dojrzałym mężczyzną, którego życie prywatne nie układało się najlepiej. Historie jego kolejnych związków (już nie ukrywanych przed światem) znają wszyscy fani. Nadal interesujący i przystojny, ale już bardziej w stylu kobiet w moim wieku niż piszczących pod sceną nastolatek. Inni członkowie żenili się, rozwodzili, niektórzy mają dzieci.

Jaki jest powód rozpadu zespołu? Może dowiemy się tego kiedyś, może nie. Myślę, że w pewnym stopniu Ville podzielił los gwiazd, które spaliły się zbyt szybko w drodze na szczyt. On nawet tam dotarł, ale zapłacił za to sporą cenę. Nie, nie przekreślam jego kariery, bo myślę, że jeszcze coś ciekawego nam pokaże, ale myślę też, że HIM mogliby nadal trwać, byli jednak zbyt młodzi i zbyt naiwni gdy zaczynali karierą, łakomy kąsek dla tych, którzy na show biznesie zęby zjedli.

Co będą robili teraz Panowie, czym zajmie się Ville? Czy znajdzie pomysł na siebie? Czekam z niecierpliwością na to co się wydarzy. Pożegnalne tourne grupy ujawni w jakiej formie jest lider i cały zespół. Oczywiście mocno trzymam za nich kciuki cokolwiek postanowią.

Tekst: RAnitka

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

 

 

 

Jak to z tą Susanną było… Czyli garść spekulacji i plotek …

Hello Sweethearts!

Nie mam dla was nowych, rewelacyjnych wieści poza tym oto zdjęciem, które się rozprzestrzeniło po sieci:

Zatem, skoro cisza trwa, my wracamy do wspomnień i przeszłości w dalszym ciągu podsumowując karierę zespołu, ale i zastanawiając się na osobistym aspektem członków (najczęściej jak wiadomo pana Valo), które także wpływały na twórczość zespołu HIM.

Dzisiaj chciałam wam zaprezentować tekst LIV o Susannie.

Wszyscy znamy historię związku Ville i Jonny -był bardzo medialny a i oni sami nie szczególnie się kryli przed obiektywami kamery bądź aparatu. Potem była Sandra no i teraz Christel… Ale niewielu wie o Susannie, bodajże jego pierwszej miłości, chyba najlepszej inspiracji i muzy oraz być może także największej jego miłości życia.

Ale to on wie tylko on sam…

Zapraszam do czytania!


Jak to z tą Susanną było… czyli garść spekulacji i plotek…

Zanim przejdę do wątku Susanny odwołam się nieco do realiów w jakich wówczas żyli członkowie zespołu HIM.

W roku 1996 byli już dość rozpoznawani w muzycznym światku Helsinek. W noworoczny wieczór grali koncert w klubie Leppako, (o którym często wspominają opowiadając o początkach swojej kariery), gdzie zauważyła ich Silke zwana przez zespół Mutti (pracująca wtedy w wytwórni płytowej w Niemczech), która zakochała się w ich muzyce od pierwszego wysłuchania. Dwa dni później, kiedy Ville Valo wytrzeźwiał po koncercie, spotkała się z nim i zaproponowała współpracę. Od tego czasu ich kariera nabrała tempa. Wydany jesienią 1997r. album „Greatests Lovesongs vol. 666” nie tylko okazał się ogromnym sukcesem w Finlandii, ale również wydarł się na listy przebojów w Niemczech czyniąc z nich najbardziej obiecujący młody zespół rockowo – metalowy.

Mniej więcej w tym czasie w okolicach Valo pojawiła się osoba Susanny, chociaż moment kiedy zostali parą sam Ville określił na 1998r. Patrząc na późniejsze relacje Valo z innym kobietami najprawdopodobniej poznali się na początku 1997r. Niestety nie wiadomo jak do tego doszło, sam Ville ani tym bardziej Susanna nie wypowiedzieli się na ten temat. Jedno jest pewne, od 1998r. kiedy to zostali „oficjalnie” parą, stała się ona jednocześnie najpilniej strzeżoną tajemnicą zespołu oraz managementu. Rzadko widywano ich razem na koncertach, spotkaniach po koncertach czy wywiadach. Nie trzymali się za ręce, nie wychodzili wspólnie do kawiarni, nikt z zespołu nie wspominał o niej. W Finlandii, gdzie jej obecność u boku VV była tajemnicą poliszynela, tego typu mistyfikacja była dość prosta do utrzymywania. Zapewne wynika to z mentalności Finów – ich skrytości, swoistego introwertyzmu czy wreszcie samego poszanowania dla prywatnych spraw innych. Były plotki, jakieś sugestie, ale nikt nie wiedział nic na pewno. Jednak w Niemczech, gdzie cały wizerunek zespołu opierał się na androgenicznym, nieszczęśliwym, spragnionym miłości Valo, jakakolwiek kobieta u jego boku była absolutnie zakazana. Tutaj Susanna częściej była traktowana jako jedna z groupie towarzyszących HIM i wszyscy starali się w ten sposób do niej odnosić. W jedynym wywiadzie, gdzie wspomniano o niej (era promowania „Rozroblade Romance”), dziennikarz musiał obiecać osobom związanym z zespołem, że prawdziwa relacja Valo i Susanny pozostanie nadal tajemnicą. Link do „wywiadu” tutaj, przedostatni akapit: Livejournal

Osoby związane z zespołem twierdziły, że takie podejście jest słuszne, zapewnia im minimum intymności i pozwala zachować ich relacje w sferze prywatnej. Tymczasem złośliwi twierdzili, że osoba Susanny jest mocno problematyczna dla wytwórni i managementu. Ewentualne ujawnienie jej związku z frontmanem HIM przeliczano na konkretne straty, spadek zainteresowania zespołem czy sprzedaży płyt.

 

Tę fotkę można by uznać za ich jedyne wspólne zdjęcie z początków znajomości, gdyby nie to, że jest … podróbką! Jak słusznie zauważyła Ewa, jest to bardzo dobry fotomontaż. Ze względu na deficyt zdjęć Susanny w sieci nie jestem jednak w stanie stwierdzić czy tylko twarz VV została tutaj wstawiona czy dotyczy to również Susanny. (Swoją drogą któż z nas nie zastanawiał się, gdzie podziały się te bicepsy Ville widoczne na owym zdjęciu … 😉 – Liv)

 

 

 

 

Pierwsza była … Susanna?

Jej imię i nazwisko brzmi Susanna Niiranen (ur. 5.11.1976r. w Helsinkach), wzrost ok. 1,73m lub 1,75m, wielbicielka koni (być może związana z hippiką – nie jestem pewna). I na tym w zasadzie można by było zakończyć wypowiedź, albowiem wszelkie pozostałe informacje to niczym niepoparte spekulacje i plotki.

Wiele wskazuje na to, że mogła być pierwszą kochanką Valo. W biografii zespołu „Synnin Viemää(ang. „Gone with the Sin”) VV stwierdza, że pierwszy raz uprawiał seks tak późno, że nie chce o tym mówić, aby nie niszczyć sobie opinii rockmana 😉 Z jednej strony można przyjąć, że jego pierwsze kontakty seksualne miały miejsce z dość przypadkowymi dziewczynami, ale równie dobrze może to świadczyć, że rzeczywiście swój „pierwszy raz” przeżył w dość późnym wieku z Susanną (oboje mieliby wtedy po 21 lat).

Muza …

Jednak jedno nie ulega wątpliwości – była muzą i pierwszą wielką miłością Ville Valo. Wszystko wskazuje na to, że album „Rozorblade Romance” powstał w czasie kiedy VV tworzył szczęśliwy związek z Susanną. Aczkolwiek trzeba tutaj podkreślić, że część materiału na ten krążek powstała wcześniej np. utwory Poison girl czy Right here in my arms. Chociaż Valo nie ukrywał, że nigdy nie byli w stanie wytrzymać ze sobą więcej niż 3 miesiące jednym ciągiem, to wielokrotnie powtarzał, że jest/była jego wielką miłością. Często się kłócili i żarliwie godzili. Po jednym z koncertów (w okolicach drugiej połowy 1998r.) w Niemczech (era „Greatest Lovesongs vol 666”) Ville powrócił do Finlandii bogatszy o nowy tatuaż – „S” wokół sutka – który zadedykował właśnie Susannie. W późniejszych latach wypowiedział się o nim 2 razy. Po raz pierwszy przyznał, że przeraża go popularność zespołu, bo kiedy zrobił prezent dla swojej dziewczyny w postaci pierwszej litery jej imienia wytatuowanej wokół swojego sutka, kilka dni później fani zespołu zaczęli robić sobie takie same tatuaże. Za drugim razem wyjaśnił, że tatuaż wokół sutka został przerobiony na heartagram, ponieważ rozstał się dawno temu z Susanną, a znudziło mu się mówienie, że to od słów „sex” lub „szatan”.

Próba sił …

Półtoraroczna trasa promująca album „Rozorblade Romance” zaowocowała coraz silniejszym napięciem w HIM. W jej trakcie, praktycznie bez żadnych przerw, zespół pisał materiał na album „Deep Shadows and Brilliant Highlights”. W salach prób, podczas nagrywania poszczególnych ścieżek dźwiękowych pojawiało się coraz więcej „doradców” (ludzi z wytwórni czy studia nagrań), którzy chcieli wymusić na członkach HIM realizację swoich wizji. Zespół był wykończony, jego członkowie chcieli odejść. Przemęczony Ville zrobił się nieznośny dla otoczenia, zachowywał się irracjonalnie, dodatkowo był cały czas denerwujący i złośliwy. Jako mistrz ataków słownych, potrafił ranić wszystkich dookoła na tyle mocno, że nawet Mige nie mógł go uspokoić i stwierdził, że nie jest w stanie wytrzymać tego dłużej. Cała sytuacja odbiła się na związku VV i Susanny. Ciągłe awantury (głownie przez telefon), presja podkręcana alkoholem powodowały, że Ville zrobił się nie do zniesienia. Kiedy nieco się uspokajał zaczynał tworzyć teksty i muzykę na album „DSABH”, jako swoiste wyznanie miłości, przeprosiny i zadośćuczynienie. Wystarczy prześledzić tytuły oraz słowa utworów, które znajdują się na wspomnianym albumie, aby poznać bardzo intymny pamiętnik tego co dzieje się w związku Ville i Susanny. Największym prezentem dla niej był niewątpliwie kawałek „Beautiful” – swoisty hymn pochwalny jej urody (mam nadzieję, że chodzi też o tę płynącą ze środka 😉 – Liv), w którym Valo zawarł głębię swojego uczucia. Piosenka ta była też swoistą kością niezgody między zespołem, a wytwórnią. Ci drudzy nie chcieli, aby znalazła się ona na płycie (oficjalnie jako zbyt sentymentalna), z kolei Ville był gotów przeforsować za wszelką cenę album w takiej postaci, jaką ostatecznie wydano. W 2000r. scenę rockową Europy obiegła także informacja o rzekomej próbie samobójczej VV. Prawda przedstawiała się nieco inaczej. Stres powodował, że pod wpływem alkoholu, Valo zachowywał się coraz dziwniej, tym razem postanowił uwolnić się od lęku wysokości … spacerując po balustradzie jednego z niemieckich hoteli. W ostatniej chwili uratował go Linde. Plotka jednak się rozeszła. Rodzice i dziewczyna Valo byli zszokowani, przebywając w Helsinkach mogli się tylko domyślać, co tak naprawdę zaszło.

Po tej sytuacji klawiszowiec, Zoltan Pluto, nie wytrzymał presji ciążącej na zespole. Zaczęły się eksperymenty z narkotykami i innymi używkami. Ostatni koncert z nim jako członkiem HIM zagrał 31.12.2000r., po czym wysłano go na odwyk. Wtedy już było wiadome, że zespół potrzebuje nowego klawiszowca. W miejsce Jussi’ego do HIM dołączył Emerson Burton, głos rozsądku. Kilka miesięcy później zespół wydał swój 3 – ci album. Wszystko działo się bardzo szybko, pod niesamowitą presją wytwórni płytowej. Wtedy doszło do pierwszego poważnego kryzysu i rozstania Susanny z Ville. Plotki mówią, że miała dość ciągłej niepewności związanej z trybem życia prowadzonym przez Valo. Na skutek wyczerpania psychicznego członków zespołu trasa promująca 3 – ci krążek musiała zostać odwołana. Sam Valo opisał to w następujący sposób: “Nie zmieniam się zbyt często, to dzieje się automatycznie – w naturalny sposób. Pod koniec 2001r. moja dziewczyna Susanna rzuciła mnie. Pogrążyłem się w najczarniejszej dziurze mojego życia, przez co nawet odwołałem trasę [koncertową]. Ale ból mnie oczyścił. Stałem się inną osobą.

Synnin Viemää i festiwal M’era Luna

 

Chociaż należy tutaj podkreślić, że nie rozstali się definitywnie. W 2002r. ukazała się biografia zespołu pt. „Synnin Viemää”, gdzie znajduje się kilka zdjęć z Susanną. Sam Ville nie chciał pozwolić Susannie odejść, chociaż uczucia powoli bledły. A może stwierdził, że przyjaźń to nie to co jego interesuje w tej relacji i zaczął powoli odpuszczać. Spotykali się jeszcze do wiosny 2003r., a Susanna była obecna w trakcie trasy promującej album „Love Metal” m.in. na festiwalu M’era Luna. Jednej z natrętnych fanek udało się nawet nagrać spotkanie VV i Susanny po występie na jednym z festiwali. (filmik poniżej) Zapytany o to Ville:

 

Czy to prawda, że piosenki z [płyty] Love Metal są pełne gniewu i wściekłości, ponieważ byłeś zły na swoją ex – dziewczynę, kiedy je pisałeś?

Susanna jest częścią mojej wielkiej miłości! Nigdy nie byłem prawdziwie zły na nią, ponieważ mnie rzuciła. Teraz próbujemy ustabilizować naszą relację. Mam nadzieję ją odzyskać! Byliśmy razem przez 5 lat – chociaż nigdy nie byliśmy w stanie wytrzymać razem dłużej niż 3 miesiące. A to ciężkie brzmienie jest rezultatem naszej pracy, nie wyrazem moich uczuć.

(przewińcie do 5 minuty)

Jak widzicie planował ją odzyskać, czego nigdy później już nie powiedział o żadnej ze swoich kobiet. Niestety jego starania nie zostały docenione. Moim zdaniem utwory z płyty „Love Metal” są jednak wyrazem natłoku uczuć jakie kotłowały się w Valo. Począwszy od resztek uczucia do Susanny, poprzez gniew, że nie docenia jego starań, a na pogodzeniu się ze stanem faktycznym i definitywnym rozstaniu kończąc. Kilka miesięcy później, w okolicach września 2003r. zaczął spotykać się już oficjalnie z Jonną.

Co dalej z Susanną?

W zasadzie nie można powiedzieć, że nagle słuch o niej zaginął, albowiem nie była w żaden sposób medialna, a jej osoba została mocno zmarginalizowana przez wytwórnię. Obecne źródła wskazują, że ma się całkiem nieźle. Ma męża oraz dziecko i mieszka w Valkeakoski (miasteczku niedaleko Tampere). Nie słucha HIM, a przynajmniej nie ma takiej opcji zaznaczonej na swoim profilu FB, aczkolwiek jej gust muzyczny zdecydowanie pokrywa się z często wspominanymi przez Ville inspiracjami muzycznymi 😉 Moim skromnym zdaniem niewiele się zmieniła. Chociaż wcześniej była piękną dziewczyną, obecnie jest piękną kobietą. Jej zachowanie zarówno wcześniejsze jak i obecne wskazuje też na swoistą klasę. I mimo wszystko nadal uważam, że była jedyną wielką miłością Valo, a pozostałe jego partnerki były tylko substytutami.

Tekst: Liv


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!