Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale… jeszcze nie zwyciężyłam. #Przygodnik

Czeeeść!

Nie wiem jak u was, ale u mnie ostatnio że tak powiem… No jest szauuuu 😀 Ale jeszcze jakoś się wyrabiam i daję radę ogarnąć wszystko, nawet blogowo HIMowe sprawy hehe

Nowe zdjęcia pana Valczyńskiego! Nastał szauuuu, szok i niedowierzanie – patrzcie, on żyje – ekscytują się wszyscy a ja… Zaprawdę powiadam wam —> 😛

Co wy się tak jaracie XD Przecież wiadomo, że nie umarrrr 😛 😛 😛 Ryj ten sam, image ten sam, a kurde materiału nowego ni chu chu… Będę się jarać jak coś nowego wypuści, a tak to se może żyć nawet w Pcimie Dolnym – co mnie to 😛

No ale dobra – powiedzmy, że fajnie go zobaczyć ehehe Niektórzy mieli też okazję zrobić to nawet na żywo ale… to za chwileczkę 🙂

Flat Earth też już działa – grajooo i spiewajooo 😀 No także dzieje się, oby tak dalej. Dla mnie oczywiście, nie jest to zespół którego karierę będę drobiazgowo śledzić, ale fajnie wiedzieć, że chłopaki sobie coś tam działają.  W sumie kto wie, czy kiedyś przypadkiem na ich koncercie nie wyląduje? 😀 Życie jest pełne niespodzianek 🙂

Gasiątko też udzielił wywiadu, ale zabijcie mnie – nic nie rozumiem XD Flat Earth wystąpił na festiwalu TUSKA, który to kojarzy mi się tylko i wyłącznie już z tym tragikomicznym występem HIM z Farewell Tour 😛

Zostawmy jednak fiński i przerzućmy się na polski, bo mam dla was kolejną relację z Helsinek 😀

Ania aka Thea aka Stalker już napisała dla nas jedna relację, jeśli ją przegapiliście to zapraszam:

„Jak zostałam stalkerką roku” 

Teraz powróciła tam kolejny raz i… PRZECZYTAJCIE SAMI 😀


 

Helsinki jak Helsinki, czyli przybyłam, zobaczyłam ale…jeszcze nie zwyciężyłam.

Moje wewnętrzne zmagania stalkerki poznało już wiele osób. Za głosem serca i mając taką możliwość, postanowiłam kolejny raz rzucić wszystko i lecieć do pięknej Finlandii. 29 czerwca, spakowana i gotowa na nową przygodę, stałam o świcie w korku na autostradzie A4 w drodze na lotnisko w Krakowie Balicach, myśląc tylko w kółko: no pewnie, człowiek chce podążać za marzeniem ale się nie da! Spóźnię się na samolot! Nie spóźniłam się, dotarłam i…zobaczyłam 🙂 (niestety nie dotknęłam – jeszcze :P)
29 czerwca po południu, jak tylko zostawiłam swój bagaż w hotelu, tym razem w dzielnicy Toolo, pobiegłam szybko na miejsce mojego stalkingu. Stanęłam, odetchnęłam sobie koło supermarketu, odwracam się a tu… Ch.  – dziewczyna naszego ulubieńca. Prawie biegła i paliła, tyle napiszę. Zdjęć nie zrobiłam, bo nie umiem być nachalna. Niestety, trzymałam telefon w dłoni i pisałam sms-a, więc owa pani zerkała na mnie podejrzliwie. Ze wstydu uciekłam, jak tylko weszła do sklepu 🙂
Tak, nie czułam się dobrze z tym, że naprawdę wyszłam na stalkerkę, którą w jakimś sensie jestem (no i bądź tu mądra :P), więc w sobotę, 30 czerwca, wybrałam się na spacer wokół Helsinek.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Piękne widoki, jak zawsze, ale co poruszyło mnie najbardziej to Helsinki Pride. Idę sobie opustoszałymi ulicami i docieram do placu senackiego, gdzie mnóstwo ludzi nosi jakieś tęczowe elementy. Flagi, naszyjniki, koszulki, itp. Słychać popularną muzykę, ludzie się cieszą. Dotarłam do centrum tego zamieszania i zauważyłam, o co chodzi. Parada ludzi każdej orientacji seksualnej, trzymali się za ręce, nieśli transparenty: „Are you loved?” Zauważyłam, że z nimi, ramię w ramię, szli np. przedstawiciele sklepów, mamy z dziećmi, na pałacu prezydenckim albo zaraz obok niego (nie jestem pewna) wisiał transparent: Helsinki Pride. Nikt nie wyzywał tych ludzi, nie było kontrmanifestacji. Grał im za to kwartet smyczkowy. A ja stałam w tym tłumie zadowolonych Finów i łzy mi poleciały…Tak bardzo się wzruszyłam.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wzruszyłam się i chciałam doświadczyć na własnej skórze białej nocy, tak więc „noc” z soboty na niedzielę przesiedziałam przy oknie hotelowego pokoju, robiąc zdjęcia budynków i nieba. Przemiłe wrażenie, i już teraz rozumiem zastosowanie genialnych zasłoń w każdym pokoju hotelowym. Nie przepuszczają nic 🙂

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Żeby nie odbiegać od tematu, w sobotę zrobiłam coś poza płakaniem w tłumie ludzi. Otóż, wybrałam się do Papy Valo. Asortyment był znów trochę wykruszony, ale zakupiłam sobie kajdanki, koszulkę, szczoteczkę do zębów kształtu wiadomego 😛 i…zostawiłam książki (o tym później).
Papa to tak miły człowiek, tak skromny ale jednocześnie tak dumny z synów, że brak mi słów 🙂 Mogę teraz śmiało napisać, że uwielbiam tego człowieka.

 

W poniedziałek (2 lipca) do Helsinek przyleciały dwie wspaniałe kobiety, Basia i jej Mama, Halina. (ich też już znacie jeśli czytacie bloga- Wiek to tylko liczba 🙂 – C.N.)
Byłyśmy w kontakcie od naszego ostatniego spotkania w Helsinkach, w kwietniu. Wymieniałyśmy myśli między sobą i bardzo się obie z Basią ucieszyłyśmy, że uda nam się znowu zobaczyć. Basia i jej Mama znów miały mniej czasu niż ja, więc go wykorzystałyśmy, jak tylko się dało. Stalkowałyśmy w barze zaraz obok domu Ville, w Feltbay. Widziałyśmy jego dziewczynę ale, co najważniejsze, widziałyśmy samego Ville!! (zawsze szedł sam).
Nie wiemy czy to pech, czy taktyka, ale śliczny rozmawiał przez telefon i nie wypadało mu przeszkadzać. Za to nam, 3 lipca, wypadało wystrzelić z siedzeń w Feltbay i biec za nim do supermarketu. Biegłyśmy i co? Nic. Szedł sobie rozmawiając przez telefon, zdecydowanie po fińsku (o rany, ten niski głos…)
Udało nam się dobrze przyjrzeć jego tatuażowi na tyle szyi, tak przynajmniej mówi Basia. Ja tam zerkałam dużo niżej 🙂 (prawie zawał). Cóż, piękny szedł dosyć szybko i wszedł do sklepu, gdzie nas dobrze mógł widzieć zza szyby. My nie miałyśmy nic, ani torebki, ani pieniędzy (torebek w Feltbay pilnowała Mama), żeby wyglądało, że też idziemy po zakupy. Ja przed drzwiami sklepu „zatańczyłam macarenę”, obszukując kieszenie w poszukiwaniu gotówki chociaż. No niestety. Wróciłyśmy do baru ocierając łzy, bo wyszedł z zakupami i szybkim krokiem udał się do domu. Zaznaczę tyko, że zanim wszedł do konkretnego sklepu, deptałyśmy mu po piętach. Nagle się zatrzymał i prawie na niego wpadłyśmy 🙂
W pogodny wieczór przed wylotem moich towarzyszek w stalkingu, zrobiłyśmy coś romantycznego. Basi bardzo zależało na tym, by też powiesić swoją kłódkę na moście. Zamówiłam ją w sklepie, kiedy obie z Mamą wyruszyły na wycieczkę objazdową autokarem, mądre one (dla mnie Helsinki to tylko jedno). Basia zdecydowała powiesić kłódkę obok mojej. Zaznaczam, moja trzyma się bardzo dobrze.
I mój ostatni dzień, kiedy byłam sama i nie miałam dużych nadziei na cokolwiek. Siedzę sobie w Feltbay, popijam białe wino i…? Idzie on, Ville, rozmawia przez telefon, podchodzi do drzwi Feltbay, a potem śmiało wkracza i siada sobie zaraz koło wyjścia z baru. Przez szybę widziałam, że zerkał na okno, gdzie ja siedziałam i lampa nad moją głową musiała mnie oświetlać. Pewnie sprawdzał, czy ktoś go nie filmuje. Byłam grzeczna, nie filmowałam, bo nie miałam jak. Siedziałam chwilę sparaliżowana, a potem nabrałam odwagi, by rozejrzeć się po barze. Wychylałam się na wszystkie strony, aż go zobaczyłam. Siedział sam, za sztuczną roślinką i patrzył w moją stronę…No i fajnie, pomyślałam. Psychofanka pełną gębą. Spanikowana przesiedziałam tam jeszcze ze 40 minut aż wyszłam, pakować się na samolot powrotny. Przy wyjściu widziałam tylko, jak z jakąś parą rozmawiał po fińsku. 🙂
Moja kolejna relacja, tym razem pełna emocji bo…widziałam Go 🙂 ❤
Co do książek, wydałam swój tomik poezji, po polsku i angielsku. Zostawiłam Papie w sklepie, jedną dla niego i jedną dla V. 🙂

I dodatkowo kilka info od autorki hehehe – C.N.

1. Śliczny wygląda dużo, dużo młodziej na żywo, chłopięco wręcz.

2. Zawsze nosi czarny plecak.

3. Chodzi dosyć ciepło ubrany.

4. Kaszkiet powrócił.

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Reklamy

Tam i z powrotem :) #Przygodnik

Dzień dobry!

Jak widzicie, wróciłam cała i zdrowa 😀 Nikt mnie nie okradł, nikt mi krzywdy nie zrobił, nie utopiłam się, ani też nie zaginęłam w dżungli XD Węgorze ani miejscowi też mnie nie zjedli 😛

Moja przygoda życia zakończyła się szczęśliwie, co zabawniejsze, pojechałam tam śladem historii innego Polaka, a co się stało? Okazało się, że moja historia tam się właśnie rozpoczęła… Ale to zupełnie inny temat 🙂 Byłam tam szczęśliwa – no ale, nawet z raju trzeba wrócić i brać się do roboty 😀

Nie było mnie jakiś czas, a już podobno ktoś chciał ukraść Ville XD XD XD

Niegrzeczne wy 😛

Ponieważ mamy wakacyjny czas, rozpoczęły się pielgrzymki do Helsinek. Od dawna zapowiadana podróż naszej blogowej fanki numeros 1 doszła w końcu do skutku 😀 Relacja Ranitki trochę czekała na to, by ujrzeć światło dzienne… Natomiast za cały ten czas nieobecności wrzucam wam cały tekścior, nie podzielony na części, żeby wam wynagrodzić ciszę w eterze XD Teraz już, bez zbędnych ceregieli – oto on:

In the World of Ville

 

Helsinki – miejsce pielgrzymek fanów fińskiej muzyki rockowej, a przede wszystkim HIM. Obowiązkowe miejsca na trasie to: Obecny dom Pana Valo, były dom Pana Valo, świątynia zwana The Riff, miejsce gdzie wszystko się zaczęło –Tavastaia Club i wizyta w przybytku przedstawiciela rodu Valo – sex shopie Kariego Valo. Oczywiście powód mojego wyjazdu do Helsinek był dokładnie pielgrzymkowy. Nie sądzę, bym zainteresowała się Finlandią gdyby nie zespół HIM.

Dotarłam do stolicy tego chłodnego kraju po niezapomnianej dwugodzinnej podróży autobusem z Turku. „Leć do Turku, po drodze do Helsinek trochę Finlandii zobaczysz” mówił mój mąż.

Pomysł całkiem rozsądny. Zobaczyłam więc drzewa, trawę, skały… i więcej drzew, trawę i skały… zielone, zielone, zielone… całe dwie godziny. Wysiadłam na dworcu Kamppi i zobaczyłam miasto, z niewysoką zabudową, żadnych oszklonych drapaczy chmur, pretensjonalnych budowli. Za to swojski, niemal domowy klimacik: zielone tramwaje jadące nieustannie jeden za drugim, autobusy, tuż obok centrum handlowe, przede mną stara zabudowa ścisłego centrum miasta. Ludzi sporo, dużo rowerzystów. Ja zagubiona, na pieszo, z walizką, toczę się w stronę hostelu uroczym parkiem, brzegiem jeziorka. Jeszcze tego samego dnia po ogarnięciu tematu zakwaterowania poszłam w miasto, docierając do The Riff. Nie weszłam tam wówczas, speszona grupką swobodnie zachowujących się mężczyzn przy barze.

Drugiego dnia postanowiłam odwiedzić kolejny punkt obowiązkowy – dom Ville. Ponieważ wielokrotnie czytałam, że Helsinki są tak małe, że można je zwiedzić pieszo, to poszłam pieszo. Trochę pobłądziłam, gdyż GPS stwierdził, że najkrótsza droga prowadzi przez park (racja, tylko, że to nie był TEN park) Idę więc wreszcie wąską, zadrzewioną uliczką i nagle u jej wylotu widzę znajomy parking. Tyle razy oglądałam tą okolice w Google map, że poznałam ją od razu. Znalazłam się tuż pod Jego domem.

Powinnam być podekscytowana, szczęśliwa, mieć motyle w brzuchu… prawda? Otóż było inaczej. Poczułam się momentalnie strasznie smutna, zrobiłam dwa zdjęcia, co było żenujące, bo miałam wrażenie, że naruszam prywatność ważnej dla mnie osoby. No jestem tutaj i co? Znam to miejsce z widzenia, wygląda dokładnie jak na wszystkich widzianych zdjęciach. Z jakiegoś powodu dotarło wówczas do mnie, że nie zależy mi na tym, by stać tam i gapić się w niczym niezasłonięte okna. Był na scenie, tak blisko, patrzył na nas, uśmiechał się, ukłonił się w naszą stronę, powiedział: ” Good luck to you as well” Śpiewał i słuchał jak my się wydzieramy i śpiewamy. To było fajne, tego mi brakuje, chcę usłyszeć jakieś nowe piosenki, które przecież zawsze oddają Jego stan ducha.

To właśnie wtedy czułam. Zupełnie się nie spodziewałam takiej swojej reakcji. Przeszłam się po osiedlu w okolicy domu Ville. Całkiem zwyczajne miejsce, jak wiele polskich osiedli. Pod ładnymi blokami ogródki ze szczypiorkiem, krzakami porzeczek, różnymi warzywami i kwiatami. Dalej mała zatoczka, ławeczki, drzewa. Sklepik tuż obok domu Ville i straganik z owocami. Dodam, że sklepik całkiem niedrogi, taniej niż w dyskoncie  Alepa.

No i co dla naszego Ville pewnie jest ważne, dobrze zaopatrzony monopolowy 😀 Kupiłam jakieś jedzonko, potem usiadłam w pubie obok i na tarasie sączyłam sobie kawę, zadziwiona jakie to wspaniałe miejsce do stalkowania (ale nie zachęcam). Kawa jednak przyzwoita, za 2 euro… można pokontemplować.

Na ulicę „Paciulowatą” dotrzecie tramwajem linii 10, lub 4. Jadąc czwórką jeden przystanek dalej, dojedziecie do osiedla na którym jest wieża Ville. Kolejne ciche osiedle (jak zresztą wszystkie w Helsinkach). Wybrałam się tam następnego dnia, już tramwajem i bez tych emocji, które towarzyszyły mi wcześniej. Pozwoliłam sobie podejść bliżej wieży, mając świadomość, że nikogo tam nie ma, ale też nie spędziłam tam dużo czasu, szanując prywatność innych mieszkańców ulicy. Okolica wieży jest przepiękna. Cichy park, zatoczka, naprawdę uroczo.

Tego dnia odważyłam się również pójść sama do The Riff. Tak mi to weszło w krew, że  chodziłam tam już przez kolejne dni na drinka. Miła barmanka zaproponowała mi fajny trunek. Sfilmowałam sobie Riff, a potem usiadłam w głębi pubu, otoczona fotografiami Ville, z muzyką HIM w tle, sącząc słodycz przez słomkę.

 

Oooo i mamy ołtarzyk 😀

Boszsze jak ja się dobrze tam czułam. Jakbym była na właściwym miejscu, kompletnie nie byłam skrępowana tym, że jestem tam solo. Zresztą Finowie chyba nie mają zwyczaju mierzyć obcych kobiet wzrokiem tak jak ciągle mi się to zdarza w Polsce.  No ale muszę się przyznać do małej psoty. Było to w piątek. Poszłam tam około 19.00 Przy barze siedział młody, może 25 letni chłopak w kaszkiecie, marynarce i ze związanymi w koczek włosami. Obok siedziała młoda dziewczyna o długich ciemnych włosach. „Ooo… dobra stylizacja” –pomyślałam” 😉 Ale kiedy usiadłam z tyłu, na „moim„ miejscu, to z profilu chłopak wyglądał podobnie jak Ville. Zrobiłam zdjęcie. I tu szok. Na zdjęciu zobaczyłam Ville Valo ze swoją ciemnowłosą Karhu.

    

Tak mnie to ubawiło, że wysłałam fotki do dziewczyn z Povalonej Ekipy. Jak ja się uśmiałam… Dałam im czas na reakcje… Messenger zaczął się palić… Wyobrażałam sobie wasze miny dziewczyny. Na ale pomysł z wysłaniem foty do Ressu był chyba Diablicy od The 69 Eyes- cicha woda (Ola). No i się troszkę porobiło. Nawet Cat dała się nabrać. (Jasne kurde, że dałam się nabrać 😀 Siedzi człowiek na końcu świata i dostaje TAKIE foty… 😀 Aż musiałam przetrzeć oczy czy ja dobrze widzę, czy to pot ściekający ze mnie zewsząd majaczy mi wzrok XD. Przecież ten kolo z tyłu to identyczny Valos XD – C.N.)

Przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony moim żartem (a wiem, że tak było, bo mi takie informacje ze świata przyszły)ale przyznam się, że niczego nie żałuję 😀 Pochwaliłam później chłopaka, że bardzo mu się udała stylizacja, a on się strasznie ucieszył i mi podziękował. Już w Polsce dziewczyny poinformowały mnie, kim jest ten gość. To Juho Ranta, trochę nawiedzony fan HIM. (Boshheee co za patafiany mogły się poczuć urażone… 😛 Ej a podpisał Ci się na cy… biuście też? 😀 😀 😀 – C.N.)

Było jeszcze jedno miejsce, w którym świetnie się czułam. Miejsce, o którym miałam nawet nie wspominać, bo przecież to ma być relacja dotycząca HIM, a nie studium Helsinek. Było to miejsce na skale, w parku blisko centrum. Lubiłam tam sobie odpoczywać, bo naprawdę całymi dniami łaziłam po mieście i nóżki bolały. Mogłam tam spokojnie wypić piwo i zjeść coś, nie było tam dużo ludzi, a widok na jeziorko był uroczy. I jakoś tak sobie nuciłam „Jos lähdet mun luotain ajaudun haaksirikkoon ,oot mun kaikuluotain minut viet satamaan…” Ponieważ słuchałam tej piosenki dziesiątki razy (i oglądałam) to sporo tekstu zapamiętałam. Ale oświeciło mnie dopiero po powrocie do Polski, gdy ponownie włączyłam sobie do snu  „Olet mun kaikuluotain”

Nie szukałam tego miejsca… ono mnie znalazło 🙂

❤ Nie powiem, że się nie wzruszyłam, bo nie lubię kłamać ❤

Dotarłam też pod drzwi Tavastii… i tyle. Nie wlazłam tam, bo koncerty były wieczorami, a i  tak przedstawione zespoły mnie nie interesowały raczej. No może następnym razem…

Osobna sprawa to wizyta u Papy Valo. Oooo stresowałam się bardzo. Nigdy nie byłam w sex shopie, no i tak w ogóle, co ja miałam powiedzieć? W Polsce kupiłam Papie upominek (Dzięki Cat za pomysł) (Aaa polecam się 😀 – C.N) spakowałam do plecaka i  zebrałam się w sobie.

Musiałam chwilkę poczekać, bo Kari jakoś później otwierał tego dnia. Jak tam weszłam to zwyczajnie zapytał mnie czym może służyć, po fińsku, a potem po angielsku, no bo wyglądałam pewnie jak niemota. Poprosiłam o koszulki. Od razu się nie ujawniłam, ale później powołałam się na obrazek Mel (dzięki Mel) no i już poszło. Kiedy zapytałam Papę czy mogę sobie zrobić z nim zdjęcie to się rozpromienił i pokazał mi swoje kciuki 😀 Oba kciuki ma zwichnięte, czy tam wybite (jak to się mówi) palce latają mu we wszystkie strony. Powiedział, że żona mu tak zrobiła za to, że się fotografuje z ładnymi kobietami. Jak mnie objął w pasie, to aż mi się gorąco zrobiło. Nie wiem jak synuś, ale tatuś to ma ogień w sobie. Teraz już pod przysięgą mogę zeznać, że mnie Valo obejmował 😀 Zapytał mnie o koncerty HIM i czy byłam ( Heee… heee… mały teścik) Prezent bardzo mu się podobał. Ja kupiłam jeszcze kilka pocztówek, niby jedną dostałam gratis. Ale nie wiem jak jedną, skoro gdy podliczyłam zakupy, to się okazał, że zapłaciłam o 10 euro mniej niż powinnam. Taka uwaga: Kari potrafi zachęcać do zakupów… oj potrafi. Więc jak coś, to przygotujcie sobie większą kwotę.

Oczywiście nie myślcie sobie, że cały czas w Helsinkach spędziłam rozglądając się za Ville. Miasto początkowo bardzo niepozorne, każdego dnia intrygowało mnie bardziej. Nie jest prawdą, że z buta zwiedzisz Helsinki. No chyba, że interesuje was tylko centrum i wybrzeże. Ja łaziłam po osiedlach. Szłam tam, gdzie zazwyczaj nie chodzą turyści. Przyglądałam się ludziom, rozmawiałam z tubylcami. Spotkałam Polaków mieszkających w Helsinkach. Poznałam chłopaka z Łodzi (moje miasto) który 10 tygodni pracował na statkach w Raumie, wracaliśmy razem do Polski, więc dużo rzeczy mi opowiedział. Dużo by pisać…

Ostatniego dnia zastanawiałam się gdzie się udać na pożegnanie Helsinek i tak mi coś przyszło do głowy, żeby jeszcze raz pojechać do dzielnicy Ville Valo, mimo, że jak wspominałam, nie jestem zwolenniczką nieustannego snucia się pod jego domem. Przeszłam się po osiedlu i miałam wracać tramwajem ale… „A nie, polezę tamtędy… między tymi blokami” pomyślałam. Z ruchliwej ulicy weszła między bloki wklejone w zieleń. Tak, tak, nie inaczej. W Helsinkach domy wklejone są między drzewa, a nie drzewa sadzi się pod domami. Momentalnie zapada cisza, nie słychać samochodów i hałasu ulicy. Doszłam do miejsca, które wyglądało jak leśna ścieżka. Po trzech sekundach byłam w górskim raju. Zmienił się mikroklimat, otaczały mnie skały i powalone drzewa. Po chwili doszłam do miejsca, które okazało się wielką stajnią na ponad 100 koni. Była to szkoła jazdy konnej, ale nie będę was zanudzała szczegółami, bo to nie blog koński tylko HIMowy. W każdym razie okazuje się, że chwilę od domu naszego Księcia, po drugiej stronie ulicy, znajduje się taki raj dla koniarzy, kolejne miejsce, które mnie znalazło.  – Tramwajem linii 10, na prawo do Ville, na lewo do koni. 🙂

Ech … to naprawdę bardzo skrótowa notatka. Jeśli kogoś coś jeszcze interesuje to pytać, pytać…

Oczywiście muszę wrócić za rok do Helsinek z bardzo prostej przyczyn – ostatniego dnia zgubiłam mój telefon, miałam tam sporo filmów i zdjęć. Na szczęście najważniejsze przesyłałam od razu do „moich” dziewczyn, to się uchowały. Część filmów robiłam aparatem, coś tam poskładam i wam niebawem pokażę to, o czym tutaj nie pisałam. Więc dziewczyny (i chłopaki też)… za rok jedziemy na poszukiwania mojego telefonu 😀 CO WY NA TO?

Będzie się działo.

Tekst i zdjęcia: Ranitka


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

(Nie) Zakochaj się w muzyku :P

Cześć 🙂

O ile Ville śmiga sobie po Helsinkach, a wiemy to z pewnego krążącego w sieci filmiku, którego wrzucać tutaj nie będę, to chłopaki z Flat Earth zakasali rękawy i pracują 🙂

Mamy już oficjalne studio video z kawałka „Blame”. Jeśli o mnie chodzi, to ten utwór nie jest dla mnie objawieniem muzycznej sceny, ale przyznać muszę, że słucha się go dość dobrze i nawet mi się podoba 🙂 A co wy sądzicie?

Teraz przynajmniej można wiedzieć, czego mniej więcej mamy oczekiwać po reszcie płyty, a co za tym idzie – czy warto się wybrać na ich koncert 😀

Wszystkie koncerty odbędą się póki co w FI, ale oczywiście wiem, że kilku z was – HIMczaków, wybiera się do Helsinek więc może ktoś z was zahaczy o koncert? Jeśli tak, to oczywiście czekamy na relacje, obojętnie czy z waszych wypraw czy też koncertu hehe

Sprawdziłam także, jak tam wygląda ich zbiórka na FUNDYOU. Wygląda, że chłopakom nie uda się zebrać oczekiwanej kwoty. Obecnie mają połowę, a do końca zbiórki pozostał jeden dzień… No cóż, może trzeba zainwestować w samego siebie panie Linde? 😉

Zauważyłam także, że w ofercie jest spędzenie całego dnia z zespołem za koszt 500 ojro i tak sobie pomyślałam: wiemy wszyscy, że „wszyscy artyści to prostytutki”, jak mawiał klasyk 😀 Ale nie chodzi  mi tu o obrażanie kogokolwiek, po prostu u artystów często „kupuje” się ich czas, płaci za talent, umiejętności a nie za produkt na przykład 🙂 Wcale a wcale mnie to nie szokuje, ale teraz… zastanawiam się, jak nasi Finowie poradziliby sobie z takim zadaniem jak spędzenie całego dnia z obcym człowiekiem XD No wyobrażacie sobie Linde zabawiającego cały dzień jakąś fankę, która wykupiła taką możliwość? 😀


Wracając jeszcze do Ville i filmiku z Helsinek, na którym widać jak idzie ulicą… Początkowo mój komentarz był taki:

„Biedny nawet na zakupy nie może w spokoju pójść 😆 ale dopóki nikt w niego nie rzuca papierem toaletowym z okrzykami „Dawaaaaaj Płytęęę!!!” to jeszcze można zdzierżyć 😉😂🤣😎”

Natomiast postanowiłam jeszcze poruszyć ten temat w związku z tym, że ja tez publikuję wasze zdjęcia jego domu itp. oraz sama przecież byłam pod Książęcą Wieżą 😛  Moja opinia jest taka: NIE ROZUMIEM TYCH STALKEREK NIE MAJĄCYCH WŁASNEGO ŻYCIA I NAWET NIE PRÓBUJĘ – JEST TO DLA MNIE COŚ GŁUPIEGO, DZIECINNEGO I NIE DO KOŃCA RACJONALNEGO.

Nikt o zdrowych zmysłach nie siedzi 7 godzin w kawiarni, czekając na idola, który nie wiadomo nawet czy się zjawi (to ja czekałam 15 minut po koncercie i poszłam, bo stwierdziłam że nie ma sensu :D) O dziwo – to zawsze okazują się dziewczyny pochodzenia wschodniego – szalone ruskie – jak to mawiam XD NIE POCHWALAM, NIE ROZUMIEM I SAMA NIE STALKUJE 😀 Niemniej jednak nie sądzę, aby stała się naszemu Valczakowi straszna krzywda 😉 Ot, szedł z siatką i tyle, nikt się tam na niego nie rzucił jak były rezydent pokoju bez klamek XD

Co do zdjęć jego domu zamieszczanych przeze mnie na blogu – również nikt nie tam jego spokoju nie zakłóca dobijając się do jego drzwi z okrzykami „Dej autograf” XD I mam nadzieję, że nigdy tak nie będzie, że Polscy fani mają dużą klasę i szacunek do cudzej prywatności. Czasem pytacie mnie o wskazówki jak dotrzeć do Wieży czy teraz… hmmm  Mamy jaką nazwę na jego nowy domek? 😛 Więc je wam podaję, ale zaznaczam i apeluję:

DBAJMY O SPOKÓJ NASZEGO VALCZAKA, SZANUJMY JEGO PRZESTRZEŃ PRYWATNĄ I NIE GANIAJMY GO PO HELSINKACH WYZNAJĄC MU MIŁOŚĆ HEHE On to wie 😛 Jeśli już was tak korci, żeby porozmawiać z panem Valo, to sugeruję Kariego – człowiek złoto o cierpliwości i serdeczności, której chcielibyśmy spotkać u każdego.


A teraz coś na lekko 🙂

7 POWODÓW, DLA KTÓRYCH NIE WARTO CHODZIĆ Z MUZYKIEM

1. Zawsze będziecie na drugim miejscu. Zawsze. Niby się kochacie, ale on nadal spędza więcej czasu ze swoją gitarą albo perkusją 😀 No dobra, czasem taki Villeł wyjdzie z Tobą do sklepu na zakupy:

Ale jak tylko wróci to znów zaszyję się do swojego świata z gitarzyną i notesikiem co by rzewne teksty zapisywać hehe

2. Nie liczcie na to, że muzyk nie spóźni się na spotkanie. Dobrze, jeśli w ogóle się pojawi. Umówiliście się na walentynkową kolację w restauracji? Na pewno właśnie wtedy wypadnie mu dodatkowa próba. Albo rano niespodziewanie dowie się, że wieczorem ma koncert. Albo nie przyjdzie, bo wypadła mu z futerału kalafonia i jej szukał. Albo coś w tym stylu.

Także tego…. :D”

3. Oni pracują wieczorami. Wieczna druga zmiana. Możecie zapomnieć o wspólnych wieczornych pogaduszkach i oglądaniu seriali.

„Potwierdzam hehe”

4. Jak już są w domu to ćwiczą. Nieustannie. Wyobraźcie sobie taką scenę:
Ona: Kochanie, obiad na stole
On: (zza drzwi) gra po raz dziesiąty najtrudniejszy fragment koncertu
Ona: Stygnie…
On: (zza drzwi) piłuje trudny przebieg w akordach
Ona : Obia… a zapomnij, twoją porcję też zjem!

5. Ktoś musi zostać w domu, i to pewnie będziecie Wy. Międzynarodowe tournée, jeśli grają w orkiestrze, jeśli są solistami – częste koncerty w odległych miejscach… muzycy uwielbiają być wszędzie, byle nie w domu. A Wy czekacie.

„Wybacz kochanie, moi fani mnie potrzebują, jadę w trasę!”

6. Psychofani. Całe rzesze ludzi pałających uwielbieniem do Waszego partnera/partnerki.

Ruskie…Wszędzie ruskie… XD

7. Ponieważ tak bardzo Was na co dzień zaniedbają, muzycy będą starali się to jakoś Wam wynagrodzić. Zwykle w absurdalny sposób. Na przykład dedykując Wam utwory. Albo organizując dla Was urodzinowy koncert. Oświadczając Wam się podczas najbardziej obłożonego publicznością występu. Wspominając o Was przed wykonaniem na bis najbardziej romantycznego utworu… Ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi. No chyba że… Chyba że jednak 😉

Tekst oryginalny znajdziecie tutaj: prostoomuzyce.pl


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Lucyfer na ulicy Valowskiej :D #Przygodnik

Dobry wieczór!
Piszę tę notkę, choć miałam w planach obejrzeć dzisiaj film „Lord Jim” w myśl zasady – najpierw książka, potem film no ale… Nie wykupiłam sobie konta VIP i tyle mam z oglądania dzisiaj filmu 😀
Także teeego… – jak mawiał klasyk 😛
A co do innych rzeczy, to Ville obecnie podkłada swój głos pod główną postać męską w serialu „Lucifer”. W fińskiej tv leci właśnie 2 sezon, no i wyraźnie go tam słychać – diabełek 🙂 Wiem też, że obecnie kręcony jest też trzeci sezon tego serialu.
Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w Finlandii bardzo rzadko filmy czy seriale zagraniczne są dubbingowane. Powszechne jest puszczanie ich z oryginalnym lektorem z dostępnymi napisami.” – takie newsy donosi nam Satelite 🙂
Hm…. Najpierw ta sprawa z „Grą o Tron”, teraz ten „Lucyfer” 🙂 Co myślicie na temat takiego romansowania Ville ze światkiem filmowym? Czyżby szukał tam nowych wrażeń i inspiracji? A może chce poszerzać swoje horyzonty i mieć więcej możliwości rozwoju to korzysta z propozycji? Widzicie go w roli aktora? 😀
———————————————————————————————————————
Natomiast teraz powracam do tematu z poprzedniej notki i dorzucam coś ekstra od Barbary, która była z Anną w Helsinkach (>‿◠)✌
———————————————————————————————————————-
Czas odlotu zbliżał się dużymi krokami i w końcu nadszedł dzień na który czekałam z ogromną niecierpliwością, Podwójną!!!!
Dzięki blogowi nawiązałam znajomość z bardzo milą osobą. Planowałyśmy razem nasz wyjazd i z ogromną ciekawością udałam się z moją mamą na spotkanie z Anią. Umówiłyśmy się przy klubie Tavastia i poznałyśmy się bez trudu. Godzina popołudniowa sprawiła, że przed klubem nie było ludzi.
Po przywitaniu, pognałyśmy do taty Ville – Kariego. Był to dla mnie pierwszy raz, a dla Ani drugi.
Tato zrobił na nas fantastyczne wrażenie. Był bardzo miły, cierpliwość ma niesamowitą. Mimo nawału villusiowych wielbicieli jest bardzo uczynny i przyjacielski. Podarowałam tacie i Villemu koszulki z nazwą miasta w którym mieszkam . Villemu podarowałam extra małą rzecz, ktorą sama zrobiłam w srebrze. Tato chciał zobaczyć co to jest, więc rozpakowałam paczuszkę, a on pochwalił moje dzieło i obiecał wszystkie nasze podarunki przekazać Villemu.
Zrujnowałam swój budżet na rożnego rodzaju pamiątki – nowe koszulki itp.
Kari jest bardzo dowcipny. W trakcie naszej wizyty weszła para z Moskwy  i zadała tacie pytania czy to on jest ojcem Ville Valo, on odpowiedział że to pytanie musi zadać jego żonie 😀
Napomniał że Ville obecnie przemieszcza się między Finlandią i Anglią. (czyżby GoT? XD – C.N.) Nie miałyśmy odwagi pompować go na więcej informacji.
Taksówki już nie posiada więc zadowoliłam się zdjęciem, które dostałam na pamiątkę:
 O ile dobrze zrozumiałam to sprzedał ją do jakiegoś filmu. (Dla mnie smuteczek z tego powodu – to była legendarna fura 😀 Wygląda więc na to, że z dziewczynami mamy tak samo legendarne zdjęcie 😛 – C.N.)
Ciężko było się rozstać, ale takie jest życie.
Potem pognałyśmy do nowego domu Villego i po którejś obiegówce, zauważyłyśmy parę młodych ludzi w koszulkach czerwonego krzyża, którzy zbierali datki na ulicy Valowskiej. Porzucając myśl rozebrania ich z koszulek, pomaszerowałyśmy za nimi z nadzieja, że Ville im otworzy drzwi. Z napięciem obserwowałyśmy jak dziewczyna podniosła rękę do dzwonka i natychmiast ją opuściła.
Kiedy podeszłyśmy do drzwi zobaczyłyśmy nad dzwonkiem tekst „nie przeszkadzać”.
Posłałam Villemu do kamery buziaka i pomachałyśmy mu  ręka na do widzenia. Ania opisała nasze dalsze poszukiwania wieży, ja mogę tylko dodać, że jest bardzo dobrym przewodnikiem.
(っ◔◡◔)っ ❤
Wieczorem udałyśmy się na odwiedzanie barów i klubów do których Ville lubi chodzić.
Niestety szczęście nam nie dopisało 😦
Reasumując:
Podróż była fantastyczna, poznałam przemiłą dziewczynę, uścisnęłam tatusia (bliżej syna jak w objęciach jego ojca nie można być :D)
Wspomnę jeszcze, że moja mama – lat 84, była po raz pierwszy w sexshopie i nocnym rockowym klubie.
PS. Planujemy nowy  wyjazd latem. Mamy nadzieję, że Ville lubi pracować w ogródku
(͠≖ ͜ʖ͠≖)👌

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

„Jak zostałam stalkerką roku” – nie poradnik ale Przygodnik :D

Kochani, kochani!

Miałam jeszcze z opublikowaniem tego wpisu poczekać ale… W sumie nie mogłam się doczekać i chcę się nim z wam już podzielić, tym bardziej, że udzielił mi się wiosenny humor, bo u mnie w końcu zrobiło się cieplutko 🙂 Słychać latające bąki, kwiaty rozkwitły, zielono i słonecznie 😀 Pewnie tylko dzisiaj – wiecie jak to z angielską pogodą XD Zanim jednak pobiegnę z psem na spacer, przejdźmy do tego co ważne 🙂

Dziś internet obiegła informacja o nowym zespole w którym gra Burton.

Zespół nazywa się Solju i 25 kwietnia wydaje płytę, z której dwa single można już posłuchać na Spotify. Ja nie mam Spotki więc nie słuchałam, ale dajcie znać jeśli wy przesłuchacie. Znalazłam jedynie ich starszy kawałek:

Ciekawa jestem czy płyta też będzie utrzymana w takim stylu. Noo, powiem wam, że ciekawie by było widzieć Burtona w folkowej aranżacji 😀 Choć kolejny kawałek „Hold Your Colours” jest już całkiem przyjemnym popowym kawałkiem.


Poprzednio mieliście zajawkę artykułu w postaci dwóch, świeżutkich foteczek nowego domu Ville. Dzisiaj dowiecie się, skąd są te zdjęcia i jakie to uczucie spacerować w okolicy, gdzie mieszka Ville 🙂

Tylko nie mdlejcie 😛

Żeby jeszcze rozjaśnić wam nieco tło wszystkich wydarzeń, powiem wam, że w Helsinkach była Basia, która napisała ostatnio tekst w notce „Wiek to tylko liczba”  i wspomniała tam o kolejnym wyjeździe do Helsinek. Tak się złożyło, że Ania/Thea też postanowiła się tam wybrać więc dziewczyny/ kobietki 😀 zgadały się ze sobą i razem poleciały…. Hen, hen…. 🙂 Także jak widzicie – można tutaj poznać fajnych ludzików XD


 

Moje Helsinki czyli jak zostałam stalkerką roku 🙂

Pierwszy raz do Helsinek przyleciałam sama, na początku stycznia. Spędziłam w tym pięknym mieście wspaniały tydzień, wędrując ulicami z nadzieją, że spotkam wiadomo kogo. Odwiedziłam oczywiście sklep papy Valo i to było jedyne miejsce, które wtedy odnalazłam. Z perspektywy czasu myślę, że nie byłam przygotowana do tej wyprawy, gdyż nie udało mi się nawet odnaleźć sławnej wieży. Wizyta u papy była bardzo udana mimo, że dużo asortymentu wtedy nie posiadał jeśli chodzi o HIM. Pewnie wszystko wyprzedał przy okazji Helldone 🙂 Otrzymałam za to autograf Ville, ale więcej nie zdradzę (nie, nie spotkałam go). Moja słodka tajemnica 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Mam 32 lata, fanką HIM jestem od dawna, jednak nigdy nie porwałam się na taką wyprawę. Należałam do fanów, którzy wielbią z ukrycia. Gdy skończyłam 20-stkę, postanowiłam zostać bardzo poważną i dojrzałą osobą, więc bycie typową „fangirl” nie pasowało mi do tego wizerunku. Studiowałam i słuchałam w zaciszu domowym moich idoli, nie tylko HIM. Po studiach praca (nauczyciel), mało czasu i dobijając do 30-stki uznałam, że coś mnie ominęło. By nie czuć się stara i zmęczona, przytłoczona wręcz, szarą codziennością, wyszłam z ukrycia i zaczęłam robić rzeczy, których skrycie chciałam, a nie miałam na nie odwagi.

Jakie? Otóż zostałam stalkerką 🙂

Tutaj rozpoczyna się moja druga wyprawa do Helsinek, tym razem przygotowana, zaplanowana i w przemiłym towarzystwie Barbary i jej Mamy. Przyleciałyśmy do Helsinek 6 kwietnia i od razu skierowałyśmy kroki do sklepu papy. Umówiłyśmy się wcześniej, że przywieziemy jakieś drobiazgi od nas i wręczymy papie jako prezent. Moim była butelka polskiej wódki dębowej w pięknym, drewnianym opakowaniu w kształcie Polski dla papy, a dla Ville zostawiłam… szalik i dwie czapki (beanie, nie kaszkiety:-)).

Barbara napisze na pewno od siebie, co wręczyła, w swojej relacji z podróży. Po reakcji papy sądzę, że był zadowolony. Myślę, że być może i cała rodzina Valo się uśmiała z moich podarunków, ale to fajnie. Śmiech to zdrowie. Bardzo miło zaskoczył mnie asortyment. Tym razem było bardzo dużo gadżetów HIMowych, t-shirtów, pejczów, kajdanek i zawieszek. Papa bardzo chętnie rozdaje gratisy, taki „swój” człowiek, otwarty i pozytywny. Skusiłam się nawet na zdjęcie z nim, którego nie ujawnię, bo nigdy nie lubię siebie na zdjęciach. Na pożegnanie całą naszą trójkę serdecznie uściskał i zachęcał do powrotu.

7 kwietnia postanowiłyśmy udać się pod dom pana Valo. Od razu rzuciło nam się w oczy zdjęcie… jego oczu, przyklejone do szyby, oraz maska Elvisa Presleya w oknie na piętrze (czyżby dla fanów?:-)). Poza tymi elementami, nie zauważyłyśmy jednak innych śladów jego obecności. Zrobiłyśmy kilka kółek na około domu, robiłyśmy zdjęcia jak przystało na „fangirls”, mamy nawet zdjęcia spod drzwi V.V. Pozowałyśmy, poprawiałyśmy fryzury a potem… spojrzałyśmy w górę i zauważyłyśmy kamerę skierowaną na nas. Cóż, Ville, jeśli oglądasz zapis monitoringu, to baw się dobrze. 🙂 Okolica jest naprawdę bardzo przyjemna i spokojna. Nasz Valos ma piękny widok na park, stawy i… amatorów joggingu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Prosto spod domu V. wyruszyłyśmy na poszukiwania wieży, co nie było łatwe. Kilku uprzejmych Finów źle nas pokierowało, i błądziłyśmy w okolicy wieży ponad godzinę. Jednak potęga internetu jest niezastąpiona i wygrzebałam w jego czeluściach nazwę ulicy, po czym już bez problemu odnalazłyśmy to miejsce. Wieża jest bardzo ładnym budynkiem jednak przyznam, że myślałam, że jest większa. Nie bez trudu odkryłyśmy jak Ville do niej wchodził. W naszych poszukiwaniach najpewniej naruszyłyśmy prywatność byłych sąsiadów Valosa, wchodząc na ich podwórka w poszukiwaniu ukrytego wejścia do zamku. Wejście znalezione, miejsce sfotografowane, więc zadowolone wróciłyśmy do centrum (zatrzymałyśmy się w samym centrum, na Kamppi).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

8 kwietnia Barbara i Mama Halina mnie opuściły, a ja mając jeszcze kilka dni, zostałam stalkerką roku. Jako, że bardzo mi zależało i zależy na zdjęciu z Ville (tak, mimo, żem brzydka jak noc), poczynając od niedzieli a na środzie kończąc, wracałam pod dom Valosa i krążyłam jakiś czas w okolicy, mając ogromną nadzieję, że wyjdzie po zakupy. Uznałam to za swego rodzaju pielgrzymki, więc z Kamppi szłam pieszo ponad godzinę w jedną stronę. Niestety, mimo mego poświęcenia, nie wpadłam na niego (god damn it!). Odwiedziłam też ponownie papę i kupiłam dwie koszulki, żeby nie wyszło, że stalkuję całą rodzinę. Papa jak to papa, oczywiście zaprosił mnie znowu.

Nadszedł dzień ostatni, gdzie odpuściłam mój stalking a zrobiłam coś innego, również z repertuaru psychofanki. W Helsinkach, w okolicach Kamppi i Esplanadi, jest most miłości, gdzie ludzie zawieszają kłódki z wyznaniami. Postanowiłam zawiesić tam swoją, specjalnie dla V. oraz HIM. W centrum handlowym w Kamppi zamówiłam kłódkę z grawerem i w czwartkowy wieczór, o zachodzie słońca, zostawiłam mój mały wyraz miłości i szacunku, w przepięknym miejscu (jakie romantyczne…).

To moja mała relacja, wsparta zdjęciami. Może dziecinna, trochę szalona, ale nie wstydzę się niczego, co zrobiłam. Poczułam, że żyję.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ania aka Thea aka Stalker


No i? Czyż nie warto czasem zaryzykować i spełnić marzenie? Pamiętajcie, podążajcie za głosem serducha i za własną intuicją – to najczęściej najlepsi doradcy ale… Jeśli któraś mi znowu napisze, że się nie lubi, że źle wychodzi na zdjęciach i generalnie nie grzeszy urodą…. To ma ode mnie taaaaaaaaaaaaakiego kopa 😀

Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!

Red wine and cigarettes – sentymentalny powrót do początków + niespodzianka :D

Cześć 🙂

Tęsknicie za HIM i Valosem? Wiem że tak 🙂 Podczas gdy zespół Flat Earth zapowiedział już koncert na festiwalu Qstock, choć nawet nie wypuścili żadnego singla do tej pory… no ale… dobra XD Nie chcę być złośliwa czy coś i to na samym początku, bo mam dla was niespodziankę w postaci dwóch fotek 😀

Czy to chatka Puchatka….?

Dom Muminków….?

A może wioska Smerfów i domek Papcia Smerfa….?

 

Tak – to nowy domek Villego 🙂 Zainteresowani? Niestety musicie uzbroić się w cierpliwość, aby posłuchać skąd się wzięły te zdjęcia 3:)

Póki co, mam dla was również coś fajnego. Sentymentalny powrót do lat ’90, gdzie HIM powoli wybijał się na szczyty swoich możliwości, a ja – będąc jeszcze gówniakiem 14 letnim, nie miałam nawet dostępu do internetu (tak młodzieży dzisiejsza 😛 tak właśnie było hehe)

To były jeszcze te czasy, kiedy internet dopiero się rozwijał, a w moim otoczeniu tylko jedna koleżanka go miała (a raczej jej brat) i używaliśmy go raczej do grania, lub ściągania obrazków, co trwało wieki 😀 Potem nastała era kawiarenek internetowych (najlepsze miejsce na wagary :D), rozkwit HIM no i następnie – wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Zarówno rozwój internetu jak i kariera HIM. Ale… czy ktoś z was pamięta TE początki???


Witam serdecznie! Odbyłam ostatnio podróż w czasie po zakątkach internetu i wpadłam na pomysł odkopania starych stron internetowych poświęconych oczywiście HIM. Znalazłam wiele polskich i zagranicznych adresów, materiału jest więc sporo. Pierwszy wpis chciałabym poświęcić stronie heartagram.com – obecnie nieaktywnej – niegdyś często aktualizowanej oraz zmienianej wraz z pojawianiem się kolejnych albumów. Historia będzie podzielona na kilka postów, nie przedłużając już zaczynamy:

Przedstawiam I część historii strony heartagram.com
Jesteśmy w roku 1999. Wejście na stronę wygląda następująco: czarne tło, okładka „Greatest Lovesongs Vol. 666” wpisana w heartagram.
Na dole mały napis The Official Website.
Całość oczywiście bardzo mroczna, utrzymana w klimacie płyty. Monitory miały kiedyś mniejszą rozdzielczość, więc wypełniało to cały ekran. Niestety grafika nie pokazała mi się w całości – u mnie brakowało jednego „kafelka” grafiki, jednak stronie HIM Mania udało się uzyskać trochę pełniejszy zrzut.
(źródło HIM Mania)
Strona zawierała następujące działy:

Biography ~ Discography ~ News ~ Discussion ~ Games

Contact information

Przedstawię krótko to, co udało mi się odtworzyć w każdym z nich. Są tu głównie teksty.
****
Dział Biography to oczywiście krótka historia zespołu do czasów ówczesnych.

Let us take you on a tour to HIM and Back. Dwell in the past, look in to the future. See where it all got started and read where it’s heading to. Know the history.

There he was, working behing the counter of his father’s sex shop. It was all right for the time being, but the boy with an angel’s face and a devilish smile had a dream. Disillusioned with the music he heard around him, he wanted something more. The music was lacking in soul and imagination. He wanted something that could move you, bring you to the verge of tears, leave a mark on you. And he fulfilled his dream.

Ville Hermanni Valo formed HIM in the summer of 1995, gathering around him some old friends who shared his vision of a brand of rock Ville himself calls ‚love metal’. Depeche Mode meets Dimmu Borgir in a David Lynch movie…

You’re so close! Love metal is music that includes elements of pop, metal, goth, glam… It’s music inspired by the feelings you have before the first touch, before the first kiss. Love metal is like the movie poster of Gone with the Wind, you know, Clark Gable embracing Vivien Leigh in the sunset.

Red wine and cigarettes

No wonder then that HIM has chosen to cover Chris Isaak’s Wicked Game. The HIM version has layers of hard-edged guitars on it but the soul-searching inner qualities of that song are left intact.

„I could relate to the mood in that song, it contains that same kind of melancholy feeling that you can find in our music. After all, we have much more in common with a guy like Chris Isaak than any testosterone-heavy metal band. I hate joyful music! For You is my ‚headbanging anthem’, if you know what I mean? When Love and Death Embrace on the other hand is my version of all those cheesy 80’s pop ballads.”

Ville Hermanni Valo – half sneering hard rock front man, half suffering poet. On stage with a bottle of red wine in one hand and a cigarette in the other, a Jim Morrisonesque figure (in Jimbo’s slimmer days, that is…) with a deeply emotional voice, he instantly demands your attention. His mother’s Hungarian ancestors are responsible for his dark looks and that drop of Dracula’s blood that he has in his system. HIM stands for His Infernal Majesty.

„It stands entirely for my reputation of being a truly infernal ladies’ man, totally hopeless. I get burned time after time again. His Infernal Majesty has nothing whatsoever to do with ANY kind religious beliefs or ideologies – just as in our context 666 has nothing to do with the number of the beast. When I read about those people that burned historical Finnish churches and who names us along with Black Sabbath and Dimmu Borgir as being their main source of inspiration, I was deeply offended!”

The Good and the Evil

HIM’s debut album is entitled Greatest Lovesongs, Vol. 666 and it has a track on it called Your Sweet Six Six Six. For Ville and HIM, 666 is all about contradictions, the Good and the Evil in love. Love that’s larger than life and yet very close to death, the neverending duel between the carnal and the pure, spiritual sides.

„666 is something you’re posessed with, something you just have to get although you know it will destroy you in the end. It’s something sweet but it has a bitter aftertaste, like Belgian beer or something, ha-ha…”

Greatest Lovesongs, Vol. 666 contains nine songs of which seven are originals written by Ville Valo. A second cover version is a stunning, slowed down reading of Blue Öyster Cult’s mid-70’s classic (Don’t Fear) The Reaper.

„You could say that Romeo and Juliet are the hero and heroine in our music – that’s why we chose to cover (Don’t Fear) The Reaper. I heard the original for the first time on the soundtrack of Halloween and it has stayed with me ever since.”

That androgynous figure on the cover of Greatest Lovesongs, Vol. 666, burning in the fires of hell and staring into nowhere, that is Ville Valo. A guy who started his musical career learning the bass entirely because of Gene Simmons’ pyrotechnics and for whom performing is a kind of mental masturbation. The sex shop boy who with his band HIM has just delivered one of the most impressive debut albums of the 90’s.

„What next? You just wait”, Ville says with a sly smile. „It could be anything I just may have a plan V, you know. I might go full time into the family business.”

****

W dziale Discography na górze umieszczono cytat:

It’s no karaoke, but it kicks ass. This disco goes up to eleven, so better adjust your soundsystem right. No jacket required, come as you are. Just listen to the audioclips and check out the lyrics. Free of charge.

Niżej znajdował się spis utworów z Greatest Lovesongs Vol. 666. Po kliknięciu w każdy tytuł piosenki następowało przekierowanie to tekstu.

Pod spisem dodatkowo dział Singles w którym umieszczono listę zawierającą aż 3 pozycje:

666 Ways to love: Prologue

When Love And Death Embrace

Your Sweet Six Six Six

Obok każdego była prawdopodobnie okładka, niestety żadna się nie załadowała.

*****

Dalej dział News. Tutaj znajdziemy przeprosiny za to, że nowa strona nie jest jeszcze otwarta, ale powinna być gotowa przed połową marca – w sam raz na niemiecką trasę. Przepraszają za problemy z forum oraz zapraszają do korzystania z tego na niemieckiej stronie himclub.de

Drugi wpis dotyczy wydania nowego signla – Right Here in My Arms 6 marca w Niemczech. Teledysk został nakręcony w Finlandii w Styczniu wraz z z ulubioną modelką Jeana-Paula Gaultier’a (francuski projektant mody) – Ninja.

Dalej jest wzmianka o wydaniu „Razorblade Romance” na wiosnę oraz nowych wersjach piosenek „Wicked Game” i „Your Sweet 666”. HIM nakręci też nowy teledysk do „Join Me” – prawdopodbnie w Laplandzie.

Trzeci wpis zawierał daty koncertów w Finlandii i reszcie Europy.

Czwarty to dane kontaktowe do niemieckiego Fan Clubu.

 

*****

Dopiero zaglądając do działu Discussion pokazało mi się więcej elementów grafiki – nagłówek i kilka napisów. Z pewnością nie jest to jednak pełny szablon. Biały tekst na poniższym zdjęciu był czarny.

Umieszczono tam link do wejścia na forum dyskusyjne

*****

Dział Games to aż jedna gra polegająca na obliczeniu swojego HIM-Biorythmu:

The name of the game is foreplay. Before you make any crucial decisions, see what the near future has in store for you. The HIM-Biorythm gives all the answers regarding your lovelife. We know you far better than you ever imagined.

Calculate your love, death, lust and wealth status for the near future! Just enter your birthdate below, select if you want the biorhythm for 1 week, 2 weeks or a month and click „Calculate”:

Zatem aby obliczyć swój HIM-Biorythm należało wpisać datę urodzenia, datę dzisiejszą oraz liczbę dni do obliczenia (7,14 lub 30). Nie wiem jak wyglądał wynik, bo kalkulator był nieaktywny gdy wpisałam dane.

Poniżej, obok zdjęcia wyświetlił się jeszcze tekst (naturalnie po angielsku – ja przytaczam polską wersję – C.N.):

Zapachów lekkich pełne będą nasze łoza,
Łoża jak grób głębokie – a w środku komnaty
Będą dla nas w wazonach kwitły dziwne kwiaty,
Rozkwitłe pod jaśniejszym błękitem przestworza.

Wśród mdlejących upałów ich woni ostatnich
Dwa nasze serca będą jako dwie pochodnie,
Co odbiją swe blaski szeroko i zgodnie
W duchach naszych złączonych, tych zwierciadłach bratnich.

W mistyczny zmierzch, przez róże i błękity senne,
Niby łkanie przeciągłe, żegnaniem brzemienne,
Zamienimy jedynej błyskawicy lśnienie…

A potem drzwi otworzy lekka dłoń anioła,
Co radosny i wierny do życia powoła
Zamącone zwierciadła i martwe płomienie.

– „Śmierć Kochanków” Charles Baudelaire 

*****

Ostatni dział to Contact information z całą listą danych kontaktowych:

To by było na tyle z mojej strony jeśli chodzi o pierwszą odsłonę. Druga część to już okres Razorblade Romance, będzie więcej zdjęć oraz odkryjemy co zawiera tajemniczy plik razorblade_teaser.exe

Pozdrawiam! Paulina.


Paulina założyła na Fb stronkę HIM Archives, gdzie dzieli się swoim archiwum dotyczącym zespołu HIM. Zajrzyjcie, może znajdziecie coś ciekawego. A może sami czegoś szukacie? Możecie ją zapytać, być może będzie w stanie wam pomóc 🙂


Take Care Sweethearts And Have A Nice Day!